piątek, 5 kwietnia 2013

Świat bez bohaterów - Brandon Mull + coś dla fanów Harry'ego Pottera ^^


„Przez hipopotama do Lyrianu”


Jason Walker byłby zwykłym nastolatkiem, gdyby nie pewien incydent. Chłopiec w dość osobliwy sposób przeniósł się do innego świata. Spokojnie pracował sobie w zoo, aż nagle przez przypadek wpadł do basenu hipopotama, choć trafniejsze byłoby określenie, iż spadł wprost do jego paszczy! Nietypowy portal. Nie ma się co dziwić, że chłopak nie wie, co się dzieje. Od tak pojawia się w świecie Lyrian, teoretycznie dość pokojowym, a praktycznie już nie do końca. Ludzie tam są zastraszeni przez czarnoksiężnika Maldora, będącego jednocześnie cesarzem. Niektórzy chcieliby go obalić, lecz wiedzą, że to niebezpieczne. W tym świecie nie ma już bohaterów. I dlatego właśnie Jason może tam pomóc. Wraz z Rachel, która również przeniosła się tam z naszego świata bez swojej woli, wyrusza na poszukiwanie sześciosylabowego słowa, zdolnego zniszczyć tego złego czarnoksiężnika. Najpierw ich priorytetem jest powrót do domu, lecz zaczynają angażować się w losy, tego nieznanego im wcześniej świata. Nastolatkowie pewnie nie mają zbyt wielkich szans, jednak rozpoczynają walkę ze złem, chcąc ocalić Lyrian.

Głównymi bohaterami powieści są nastolatkowie z Ziemi. Jason pochodzi z wielodzietnej rodziny i gra w baseball, w czym jest całkiem dobry. Rachel natomiast jest jedynaczką, uczy się w domu i ma bardzo dobre relacje z rodzicami. Postacie te są całkowicie przeciętne, można by je po prostu spotkać na ulicy i nie zwrócić na nie żadnej uwagi. Lecz jak na podobną opowieść przystało, chłopiec okazuje się być honorowy i chce ocalić świat (ambicje dość wysokie jak widać), choć jest też jednocześnie świadom własnych słabości. Dziewczyna zaś jest bystra, inteligentna i nie boi się wyrażać własnego zdania. Tak naprawdę te postacie są całkiem sympatyczne, lecz nie zapadają w pamięć. Tym razem to nie one były najciekawsze i według mnie wypadały dość blado w porównaniu z bohaterami drugoplanowymi. Ci natomiast byli interesujący. Moim ulubieńcem jest chyba Ślepy król, który mieszka w ruinach, mając przy sobie kilkoro ludzi. Wraz z nimi odgrywa dziwną grę, udając iż przebywa w pięknym zamku, którego jest prawdziwym władcą. Dworzanie spełniają różne jego prośby, nie wychodząc ze swych roli i myślą, że on o niczym nie wie. Jednak chyba to właśnie oni są oszukiwani. Biorą go za szaleńca, niemniej jednak jest to dość rozważny człowiek, na dodatek też zastanawiający. Reszta postaci jest również atrakcyjnie scharakteryzowana i to właśnie dzięki nim, powieść nabiera smaku.

Wpaść do basenu hipopotama to jedno – rzecz świadcząca o niedbałości, ale możliwa. Jednakże przejście przez paszczę hipopotama do tunelu-zjeżdżalni i wynurzenie się ze spróchniałego drzewa na brzegu rzeki – to jest coś trudniejszego do przełknięcia.”

Fabuła jest całkiem ciekawa. Książka zbudowana jest bardzo prosto, skupia się na poszukiwaniu kolejnych sylab i pokonywaniu związanych z tym trudności. Przez to też niektóre rzeczy są łatwe do przewidzenia, jak sam przebieg głównego wątku. Niemniej jest to urozmaicone pojawianiem się interesujących bohaterów, jak i wstawianiem niebanalnych epizodów, które również przyciągają uwagę czytelnika. Na szczęście nie zauważa się też zbytnich przestojów w akcji, dzięki czemu odbiorca nie ma kiedy się nudzić. Sam styl pisania autora jest całkiem prosty i plastyczny, zgrabnie obrazuje wszystkie zaistniałe sytuacje. Nie męczy opisami, a jednak przedstawia dość wnikliwie ten nowy świat. Łatwo wdraża swoje pomysły w życie, stawia na drodze bohaterów niecodzienne postacie, zjawiska i problemy. Właśnie te pierwsze zasługują na podziw, gdyż autor nie ogranicza się tylko do dobrze znanych ludzi, elfów czy trolli, a kreuje także przed nami obraz rozsadników i innych ciekawych stworzeń.

Na pierwszy rzut oka powieść może wydawać się trochę naiwna. W końcu mamy do czynienia jedynie z kolejnym przeciętnym nastolatkiem, pragnącym uratować świat. Jednak za tym coś się kryje i muszę przyznać, że pierwsze wrażenie mogłoby się w tym przypadku okazać mylne. Owszem, bohater czasami ma zbyt dużo szczęścia, co jest dość częstym zjawiskiem w tego typu powieściach. Jednak nie zwraca się na to zbyt dużej uwagi, bo nie dotyczy to kwestii najistotniejszych. Podobało mi się również pokazanie jakiś uniwersalnych wartości, szczególnie bohaterstwa, które niekoniecznie oznacza mężną walkę z bronią w ręku, bycie rycerzem w lśniącej zbroi i tym podobnych. Każdy może zostać bohaterem, lecz nie jest to takie proste jak się wydaje. Znajdziemy w tej historii również prawdę o tym, że zbyt wiele przyjemności może wyniszczać, oddalać od zamierzonych celów, zwyczajnie psuć człowieka. Te i inne przesłanki stanowią jednak jedynie tło dla prawidłowej akcji. Nie są wmuszane na siłę, a dobrze współgrają z resztą powieści, nie wyróżniając się zbytnio, lecz w pewien sposób ucząc.

Bohater poświęca się w imię wyższego dobra. Bohater żyje w zgodzie z własnym sumieniem. Ujmując rzecz w skrócie, bycie bohaterem oznacza właściwie postępowanie niezależnie od konsekwencji. Chociaż każda osoba mogłaby pasować do tego opisu, rzadko kiedy ktoś rzeczywiście spełnia ów warunek.”

Na razie było dość sympatycznie, więc teraz skupię się na tym, co nie do końca mi się spodobało. Sięgnęłam po tę powieść, nie przez wzgląd na opis, pozytywne recenzje czy autora, a notkę Ricka Riordana, polecającego tę historię. Gdy przeczytałam, że jest to mieszanka przygody, humoru i magii spodziewałam się czegoś innego i trochę się zawiodłam. Nie potrafię dokładnie tego sprecyzować, niemniej mimo iż książka jest dobra, to nie wywołała u mnie zbytnich emocji, a los bohaterów (pomimo tego że śledzony z zainteresowaniem), nie obchodził mnie tak całkowicie. Któryś z nich mógłby nawet umrzeć, a mnie by to pewnie nie obeszło. Drugą sprawą jest humor, którego spodziewałam się wiele, a tymczasem znalazłam ledwie kilka scen, zdolnych wywołać lekki uśmiech na mojej twarzy. Do prawdziwego komizmu brakuje tutaj bardzo dużo. Ogółem ta pozycja niestety zbytnio do mnie nie trafiła. Owszem, czytałam ją z przyjemnością i zrelaksowałam się przy niej, ale miałam nadzieję, iż wywrze na mnie lepsze wrażenie.

„Świat bez bohaterów” jak łatwo wywnioskować, z tego co napisałam wcześniej, podobał mi się, ale mnie nie zauroczył. Zapewne zgubiły mnie moje oczekiwania, które nijak miały się do tego, co przedstawiła mi ta powieść. Lecz po poprzednim akapicie nie powinno wynieść się błędnego wrażenia, że jestem tak całkiem zawiedziona. Nie, naturalnie książka nie całkiem trafiła w mój gust, jednak nadal jestem fanką fantastyki i lubię czytać podobne powieści. Ciekawi mnie również co dalej stanie się z bohaterami, co też napotkają na swej drodze i z czym będą musieli się zmierzyć. Przez to jednak, że nie całkiem zaangażowałam się w ich losy, z pewnością ze spokojem przyjmę każdy możliwy scenariusz. Tak naprawdę najbardziej interesuje mnie to, co stanie się z postaciami drugoplanowymi i czy jeszcze niektóre z nich się pojawią, ponieważ to właśnie one zjednały sobie moją sympatię. Uważam, iż powieść tę warto przeczytać i serdecznie do tego zachęcam fanów fantastyki, a szczególnie młodzież, jednak nie sądzę, by powinno oczekiwać się od tego utworu za wiele.


- Idźcie spokojnie – powiedział Ferrin. - Nie ma powodu, żebyśmy zachowywali się podejrzanie. Jesteśmy tylko uciekinierami, którzy zaraz ukradną konie, żeby uniknąć kary śmierci.”


Moja ocena 7/10


Tytuł: Świat bez bohaterów
Seria: Pozaświatowcy
Autor: Brandon Mull
Ilość stron: 544
Wydawca: MAG
Data premiery: 2013-02-20




O autorze:
Brandon Mull (ur. 1974) imał się różnych zajęć, był m.in. aktorem komediowym, archiwistą i copywriterem. Baśniobór (2006) to jego debiut powieściowy, szybko stał się bestsellerem. Do dziś ukazało się pięć tomów przygód Kendry i Setha, trwają prace nad ekranizacją cyklu. Po polsku opublikowano Baśniobór (W.A.B. 2011) i Baśniobór: Gwiazda Poranna wschodzi (W.A.B. 2011). Mull jest ponadto autorem powieści Pingo i The Candy Shop War oraz pracuje nad cyklem Beyonders, którego drugi tom ukaże się w marcu 2012 roku. Mieszka w amerykańskim stanie Utah z żoną i trójką dzieci.




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Mag, za co serdecznie dziękuję ^^

 




Nom, a druga część tytułu odnosi się do fanfiction o Harrym Potterze. Przepraszam jeżeli rozbudziłam czyjąś ciekawość na darmo, wiem, wiem, jestem wredną małą istotą ^^ . Ale jeżeli ktoś lubi takie rzeczy, to zapraszam. Dopiero zaczynamy, ale prolog i pierwszy rozdział już jest, drugi się pisze, a trzeci będzie w przyszłym tygodniu. Kiedy pracuje się nad czymś takim w dwie osoby, to szybciej jakoś leci, szczególnie gdy ma się pomysły ^^ Nom, nom, ale zapraszam, w końcu co mi szkodzi, może ktoś się zainteresuje :)




Pozdrawiam
Tris

14 komentarzy:

  1. Ja bardzo miło spędziłam przy niej czas

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydaje się być interesującą, lekką lekturą. Ale co mnie zachęca najbardziej - cytaty, które przedstawiłaś. Są świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie nie przeczytam. Fabuła wydaje mi się schematyczna, główny bohater idiotyczny i nie mam w zwyczaju czytać o przeciętnych nastolatkach, a ponadto myślę, że tak jak Ty nie potrafiłabym naprawdę współodczuwać z postaciami i zżyć się z nimi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Za fantastyką nie szaleję, młodzieżą już od jakiegoś czasu nie jestem...chyba nie dla mnie. Ale fabuła brzmi rzeczywiście dosyć ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie się ta książka bardzo spodobała i się na niej nie zawiodłam, gdyż nie miałam takich oczekiwań jak ty.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama nie wiem, jeśli jednak natknę się na nią w bibliotece to chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawi mnie ta książka. Dostałam ją w piątek w ramach wymianki i niedługo mam zamiar zacząć ją czytać. Mam nadzieję, że mi się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda trochę, że wywarła jedynie przyjemne wrażenie, bo zdawało się, że mogła być lepsza. Ale z chęcią przeczytam tę książkę, choć może wpierw zabiorę się za Baśniobór.

    OdpowiedzUsuń
  9. Książkę mam w planach, jest pozytywnie oceniana i a ciekawie brzmi. Więc mimo wszystko przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem już na 300 stronie. Ach! Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! No ja nw... Ty masz jakieś chyba wyparzone poczucie humoru, bo ja cały czas się śmieję, czytając tę książkę :D!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem.. zwyczajnie zabawniejsze rzeczy spotykam w codziennym życiu xd przyzwyczajona już jestem do normalnego humoru, który jest zbyt rozpowszechniony :)

      Usuń
  11. Po przeczytaniu tej książki miałam takie same odczucia. "Baśniobór" (według mnie) był lepszy niż "Pozaświatowcy"

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałam trzy części Baśnioboru i już po 4 nie chciałam sięgać. Moim zdaniem z każdą częścią pisał coraz gorzej i wprowadzał za dużo postaci. Więc jeśli już sięgnę to jak mi się będzie nudziło

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...