Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaguar. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 czerwca 2015

Niewolnicy z Socorro - John Flanagan


„- Mądry ten kto zna swe ograniczenia”


„Niewolnicy z Socorro” to czwarta część serii „Drużyna” i szczerze powiedziawszy, zdziwiłam się, gdy natknęłam się na jej zapowiedź. Pierwotnie Flanagan planował napisać trylogię, dlatego z pewną dozą podejrzliwości podchodziłam do jego nowej powieści. Uznawałam, że w trzecim tomie wszystko zakończyło się tak jak powinno i nie wiedziałam, o czym też autor zamierza pisać. Jak się okazało, szybko było dane mi się dowiedzieć, bo kiedy już dostałam w swoje ręce egzemplarz tej książki, szybko ją przeczytałam i po raz kolejny poczułam, że Flanagan wciąga mnie do wykreowanego przez siebie świata. Co prawda nie obyło się bez potknięć, jak i małej dawki niezadowolenia z mojej strony, niemniej jednak cieszę się, ze miałam okazję sięgnąć po tę pozycję.

Hal i jego drużyna już od pewnego czasu zaczynają się nudzić. Mają za zadanie patrolować wybrzeże Skandii, eskortując statki handlowe i chroniąc je przed piratami, a nie jest to odpowiednim zajęciem, dla rządnych przygód młodych Skandian. Na szczęście w końcu otrzymują zlecenie, które ma coś odmienić w ich monotonnym życiu. Misja od oberjarla zakłada wyjazd z rodzinnego miasta i udanie się do Araluenu, gdzie mają chronić miejscową ludność przed napadami handlarzy niewolników z Arydii. Znana już drużyna w wielkim pośpiechu, powodowanym rzucającym się na brzegu, toczącym pianę z ust i wymachującym toporem oberjarlem, wyrusza ku kolejnej przygodzie. Jak się okazuje już niedługo po przyjeździe mają pełne ręce roboty, gdy kilkunastu Aralueńczykow zostaje porwanych. Czaple wraz z nowym znajomym – zwiadowcą Gilanem – muszą spróbować uratować nieszczęśników, a w tym celu udać się do tytułowego Socorro.

Fabuła zarysowywała się całkiem ciekawie, aczkolwiek jest pewien szczegół, którego nie sposób przeoczyć. A mianowicie taki, że przez pierwszą część książki (ponad sto stron) niewiele się działo. Co prawda fragment ten tak czy inaczej czytało się z lekkością, niemniej w pewnym sensie, była to opowieść o niczym, jakby wstęp tej historii urósł do niewyobrażalnych rozmiarów. Nie ma się zresztą co dziwić, widząc jak autor rozciąga te teksty, tworząc wielotomowy cykl. Osobiście byłabym zwolenniczką krótszej serii, która miałaby więcej treści. Na szczęście później jest już lepiej, akcja zaczyna się powoli rozwijać, a wydarzenia rozgrywające się już w samym Socorro sprawiły, że nie mogłam oderwać się od tej lektury. Z drugiej strony czasami przebieg zdarzeń wydaje się być nieco naciągany. Bardzo mi się także nie spodobało, że na drodze Czapli pojawiło się nazbyt wiele komplikacji. Rozumiem, nic nie da się osiągnąć bez wysiłku, mimo to sądzę, iż na tym polu autor trochę przekombinował.

Jest jeszcze jedna rzecz, która wydała mi się nienaturalna. Czytając tę powieść miałam wrażenie, że wszystkie postacie ostatecznie obierają ten sam tok myślenia i z nadzwyczajną łatwością są w stanie przejrzeć plany wroga. I choć polubiłam bohaterów tego cyklu, to takie zachowanie nie dodawało im wiarygodności. Wspomnę też, iż co jakiś czas pojawiały się wzmianki o tym, jacy bliźniacy Ulf i Wulf są nie do rozróżnienia, jakby nawet narrator tego nie wiedział. Zapewne miało to być wtrąceniem zabawnym, tymczasem nadużywane zaczynało irytować. W kwestii humoru mam wrażenie, że był on znacznie mniej widoczny niż w poprzednich tomach. Oczywiście mam nadzieję, że nikt nie wyjdzie z założenia, że wszystko w tej książce mnie denerwowało. Kreacja bohaterów nie jest zła. Przez dotychczasowe cztery części rozwijają się oni i dojrzewają, dzięki czemu łatwiej się do nich przywiązać. Wątek ten jest jednak ogólnie znany i całkiem normalny, nie przedstawiał więc nic nadzwyczajnego, a spełniał jedynie oczekiwane normy.

Szczerze mówiąc, od strony technicznej również mam pewne „ale”. W książce co jakiś czas pojawiały się literówki, które łatwo wybijają z rytmu w trakcie czytania. W każdym razie nie jest to szczególnie wielki mankament, dlatego też lepiej skoncentrować się na pozytywach. Przede wszystkim, nie można zapomnieć, że powieści Flanagana czyta się z lekkością i pewnym rodzajem satysfakcji, najprawdopodobniej dzięki temu w jaki sposób prowadzi historię. Mogę mieć wiele zastrzeżeń, jednak muszę mu oddać, że ma prosty styl pisania, a potrafi oddać nastrój i wszystkie emocje jak należy. Jego opisy są wyczerpujące, obrazowe i jednocześnie krótkie, dzięki czemu tak łatwo zjednuje sobie czytelników. Ogólnie lubię książki tego autora, lecz nie są one moimi ulubionymi. Ta pozycja nie wyróżnia się specjalnie, sprawdza się w roli niewymagającego czytadła dla młodszych odbiorców. Polecam ją fanom Johna Flanagana, w końcu oni najlepiej wiedzą czego spodziewać się po jego twórczości.


„- Zamierzam załatwić to subtelnie.
Gilan z zaciekawieniem przekrzywił głowę.
- To znaczy?
- Wchodzimy i od razu walę we wszystko, co się rusza. A jak nie będzie się ruszać, to wali Stig.”



Moja ocena 7/10



Tytuł: Niewolnicy z Socorro
Seria: Drużyna
Autor: John Flanagan
Ilość stron: 480
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2014-05-31




O autorze:
Urodzony i wychowany w Sydney w Australii, John Flanagan od dzieciństwa marzył o tym, by zostać pisarzem. Nie było łatwo. Pracował w agencji reklamowej, ale dopiero satyryczny wiersz opisujący paskudnego kolegę zwrócił na niego uwagę przełożonych. Jeden z szefów agencji uznał, że warto zainwestować w młodego pracownika i tak Flanagan dołączył do grona copywriterów. Przez dwie dekady pisał spoty reklamowe i scenariusze, później zaś trafił do telewizji i został jednym ze współtwórców sukcesu sitcomu „Hi Dad!”, zasłynął jednak jako autor „Zwiadowców”, serii osadzonych w fantastycznym świecie powieści dla młodzieży. Flanagan zaczął pisać historię Willa dla swego syna, Michaela, jednak to, co miało być opowieściami na dobranoc, szybko przerodziło się w cykl powieści. Pisarz wraz z żoną mieszka na przedmieściach Manly. Ma troje dzieci i czworo wnuków.



 
Za możliwość przeczytania „Niewolnicy z Socorro” dziękuję wydawnictwu Jaguar.

http://wydawnictwo-jaguar.pl/


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Klątwa opali - Tamora Pierce



„- Ale to życie Psa, Cooper. Szukamy, aresztujemy, zamykamy w klatkach. Czasami powoli, krok po kroku. - Omal nie umknęło mi to, co dodała na koniec: - A czasami tracimy więcej, niż złapiemy, do licha.”


Rebecca Cooper to szesnastolatka, która urodziła się w najbiedniejszej części miasta, a w końcu wstąpiła do legendarnej Gwardii Starościńskiej, strzegącej prawa i porządku. Trafiła tam pod opiekę najlepszych z najlepszych – Tunstalla i Goodwin, którzy nie byli zachwyceni perspektywą niańczenia niedoświadczonego Szczenięcia. Na szczęście okazało się, że Becca jest odważna i zdolna. Ponadto mimo swej nieśmiałości skrywa także pewien sekret, który może być przydatny na służbie. Dziewczyna w trakcie pełnienia straży w Niższym Mieście zaczyna wpadać na trop wielu morderstw. Ginący i znikający stamtąd ludzie to jednak nic nowego i mimo że dziewczyna wie, że tym razem dzieje się coś podejrzanego, niewiele może zrobić. Nikt jej na pewno nie uwierzy na słowo, a skoro ubodzy mieszkańcy slumsów ciągle znikają, to po co ktoś miałby sobie tym zawracać głowę. Aczkolwiek najwyraźniej warto co jakiś czas o tym pomyśleć, bo wychodzi z tego grubsza sprawa, która ma też związek z pojawieniem się pogłosek o Wężu Cienia, będącego wcześniej jedynie potworem z bajek, służącym do przestrzegania dzieci. Becca musi zrozumieć, że bycie Psem nie jest łatwe, nie zawsze wszystko się udaje i nie wszystkich da się uratować. Mimo to chce rozwiązać tę zagadkę i szuka pomocy nie tylko u Wieczornej Straży, ale także u przestępców. Jej niekonwencjonalne metody mogą przynieść jej wiele kłopotów, ale również skuteczność i sławę.

„-To jest Drapek - wyjaśnił Tunstall.
Wziął sobie krzesło.
-Będzie pierwszym kotem zarabiającym, jako Pies….”

Becca jest silną, odważną dziewczyną, która już od dawna wiedziała, że chce zostać Psem (gwardzistą). Jest niezwykle nieśmiała, nie lubi występować przed ludźmi, jednakże nie przeszkadza jej to w pracy. Mimo swej siły charakteru, skrywanej tajemnicy oraz sporych zdolności ta bohaterka wydała mi się najmniej interesująca, gdyż autorka ukazuje nam zbiór bardzo ciekawych postaci. Na początek nie można nie wspomnieć o Drapku, kocie Becci. Nawet nie znając jego sekretu, dwójka gwardzistów zaczęła go szanować i mówić do niego żartobliwie „Panie Drapku”. Ten osobliwy kociak potrafi pomóc w trakcie akcji, porozumiewać się ze swoją właścicielką i dawać rozmruczane prezenty, by nie być zbyt długo tarmoszonym. Jest uroczy i zaradny zarazem, na dodatek do końca nie wiadomo czym jest. Następnie warto pamiętać o sąsiadach, którymi są, co tu dużo mówić, przestępcy. Jednak nie są oni źli, wpadają do Becci na śniadania, dużo rozmawiają i dbają o dobre relacje z nią. Szczególnie Rosko Muzykant zwraca uwagę - mężczyzna o wielkich ambicjach potrafi zauroczyć swym wdziękiem i inteligencją. Dodatkowo gwardziści jak i reszta przyjaciół głównej bohaterki przedstawiają się od samego początku obiecująco, dzięki czemu z przejęciem można czytać o dalszych losach postaci.

Zostawiając na chwilę bohaterów, warto zwrócić uwagę także na świat przedstawiony w powieści. Trzeba przyznać, że jest on dobrze skonstruowany, a autorka wyraźnie nakreśla nam panujące tam zasady i zwyczaje. Niemniej jednak trudno na początku przywyknąć do wizji ukazanego świata. Samo nazywanie strażników porządku „Psami”, szkolących się nowicjuszy „Szczeniętami”, a posterunek „Budą„, trochę zastanawia. Takie dość prymitywne słownictwo wydaje się być w złym guście. Aczkolwiek okazuje się, że da się do niego przywyknąć, a uliczne odzywki i nazwy pasują tutaj jak ulał. Po jakimś czasie polecenie typu „Bierz go” wydane Szczenięciu, nie będzie robić już na czytelniku wrażenia, a panująca hierarchia zostanie przyswojona. Niemniej to nietypowe słownictwo, jak i wrzucenie czytelnika na głęboką wodę, sprawiało, że na początku trudno było wciągnąć się w tę historię. Dopiero po jakimś czasie można było z zaciekawieniem obserwować ciekawe wydarzenia, zaczynając rozumieć obyczaje przedstawianej rzeczywistości.

„- Czemu nie spytasz swojego kolegi Klapsa? - spytał Tunstall. - Lubię Klapsa. To gołąb, z którym Pies może się utożsamić.”

Sama fabuła jest ciekawa i dobrze przemyślana. Książka nie dłuży się w trakcie czytania, opisywane sytuacje są interesujące, a tajemnice skłaniają czytelnika do myślenia. Wielowątkowość jest tutaj sporym plusem, gdyż daje nam większe pole do manewru przy rozwiązywaniu zagadek i kojarzeniu różnych faktów. Widać, że autorka zbudowała niezłą intrygę, którą musiała mieć już uporządkowaną wcześniej. Krok po kroku, idąc tropem różnych wskazówek zsyłanych Becce, można się domyślić, co będzie dalej i jak cała sprawa się rozwiąże. Czytałam w opiniach innych, że historia ta jest nieprzewidywalna, jednak osobiście rozgryzłam całą sprawę przed tym, jak została ona wyjaśniona. Dlatego też można wywnioskować, że całość nie jest banalna do przejrzenia, lecz jest porządnie ułożona i można przy niej z chęcią pomyśleć, po czym porównać własne wnioski z rzeczywistością, co daje jeszcze większą satysfakcję z czytania. Na dodatek jest to możliwe, dzięki samemu stylowi pisania autorki. Co prawda na początku trudno było przyzwyczaić się do używanego w powieści języka, niemniej gdy już miało się to za sobą, można było docenić to, jak autorka dba o szczegóły. Opisując wszystko w formie dziennika, przedstawia dość drobiazgowo, wydarzenia widziane oczami Becci, co jest możliwe dzięki jej spostrzegawczości. To zaś pozwala czytelnikowi dowiedzieć się wiele o zaistniałych sytuacjach i mieć ich pełny obraz.

Ogólnie „Klątwa opali” jest dobrą i poukładaną lekturą. Sam początek mnie do siebie zraził, jednak cieszę się, że miałam okazję przeczytać całą tę książkę. Okazała się ona być interesującą powieścią o złożonej fabule, dzięki której można było chwilę pogłówkować. Pojawiali się w niej ciekawi bohaterowie, których łatwo było polubić, a niektórych nawet trudno zapomnieć. Ponadto nie byli oni na szczęście wyraźnie określeni jako dobrzy czy źli. Psy nie były idealne, wpływowi ludzie, maczający palce w brudnych interesach, mieli kochające rodziny, a przestępcy mogli pomóc w rozwiązaniu sprawy morderstw, okazując się przy tym dobrymi towarzyszami. Na dodatek sam świat przedstawiony jest dobrze skonstruowany, styl pisania autorki niezły, a pozycję tę czyta się całkiem przyjemnie. Nie zostałam przez nią co prawda porwana. Nie. Zwyczajnie miło spędziłam czas z lekturą w ręku. Dlatego polecam ją osobom zainteresowanym fantastyką z silną główną bohaterką, z zagadką w tle i prostym językiem, ponieważ powinny one znaleźć tutaj coś dla siebie.


„- Ty żyjesz – powiedziałam jak idiotka.
Przerwał lizanie łapy i skierował oczy na mnie. Masz o mnie marne zdanie, jeśli uważasz, że taka maleńka klątwa mogłaby mi choćby zmierzwić sierść.”


Moja ocena 7/10


Tytuł: Klątwa opali
Seria: Kroniki Tortallu
Autor: Tamora Pierce
Ilość stron: 504
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2013-04-17



O autorce:

Tamora Pierce urodziła się w ubogiej rodzinie jako najstarsza z trzech sióstr. Snucie opowieści było zawsze jej wielką pasją. Miłością do fantastyki zaraził ją ojciec, który, przerażony tym, że córka mamrocze sama do siebie, zasugerował, by Tamora zaczęła spisywać to, co wymyśliła. Tamora wzięła się więc do pracy i stworzyła bardzo wiele opowieści rozgrywających się w jej ulubionych uniwersach - w świecie Star Treka, Władcy pierścieni, czy książek Michaela Moorcocka. Jeszcze przed swoim debiutem („Pieśń lwicy”) zaczęła studia psychologiczne w Filadelfii (do dziś wspomina statystykę jako jeden wielki koszmar) i imała się rozmaitych zajęć. Była asystentką w badaniach psychiatrycznych, pracownikiem socjalnym i nauczycielką, zaangażowała się również w wolontariat, a nawet prowadziła zajęcia z zakresu magii. Na ostatnim roku zapisała się na kurs pisania prozy science-fiction. W tym samym czasie tworzyła pierwszą powieść. Teraz zaś jest już od 25 lat szczęśliwie zamężna, nie ma dzieci, ale ma za to wielką, kochaną rodzinę rozsianą po całych Stanach.




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^ 


http://wydawnictwo-jaguar.pl/

czwartek, 22 sierpnia 2013

Częściowcy - Dan Wells


„Jesteś silniejsza niż próby, którym cię poddają”


Ludzkość jest na skraju wyginięcia. Ostatki osiedliły się na Long Island, które już nigdy nie będzie wyglądało tak samo. Wszystko to stało się za sprawą Częściowców, superżołnierzy stworzonych do walki w wojnie izolacyjnej z Chinami, którzy to po jej zakończeniu zbuntowali się. Wygrali wojnę, ale co z tego. Byli bronią doskonałą, o czym dotkliwie przekonali się ich stwórcy. Niestety mała populacja czy sąsiedztwo tych „potworów” to nie jedyny problem ocalałych. Otóż ludzie nie mogą mieć dzieci. Gdy kobiety zachodzą w ciążę, ich pociechy albo rodzą się martwe, albo nie przeżywają następnych godzin. Wirus RM, który wcześniej zdziesiątkował ludzi, teraz dopada również noworodki, nie dając szansy na lepszą przyszłość. Prace nad wynalezieniem leku trwają, lecz nie posuwają się naprzód, a kolejne matki toną w rozpaczy. Jednak młodziutka lekarka, Kira Walker, chce to zmienić. Nie jest taka jak inni, wie że ciągłe badania tego samego, czyli zarażonych wirusem (choć odpornych na niego), jak i nakaz zachodzenia w ciążę, nie pomogą. Musi znaleźć kogoś nieskażonego, w którego krwi nie znajdzie wirusa, zaś czymś takim poszczycić się mogą jedynie Częściowcy. Kiry to nie powstrzymuje, a dziewczyna nie zamierza siedzieć w miejscu i jedynie się przyglądać. Gdy jej najlepszej przyjaciółce grozi utrata dziecka, postanawia za wszelką cenę je uratować.

„- Nie musisz być skazana na swój los, ograniczona nim. To ty możesz dokonać wyboru i nie pozwól, by ktokolwiek ci to prawo odebrał.”

Realia przedstawione w powieści nie przedstawiają się różowo. Po raz kolejny spotykamy w literaturze młodzieżowej postapokaliptyczny obraz świata, który przyciąga zaciekawionych czytelników. Tym razem mamy do czynienia z mechanicznym wrogiem ludzkości, wynalezionym paradoksalnie przez właśnie samych ludzi. Najwyraźniej technika może obrócić się przeciwko nam i to nad wyraz dotkliwie. Niestety ludzie, którzy doszli do władzy i sprawują swego rodzaju kontrolę nad resztkami populacji, nie radzą sobie w zaistniałej sytuacji. Nie rozumieją wirusa, nie wiedzą co z nim zrobić, więc wprowadzają obowiązek zachodzenia w ciążę, na dodatek co jakiś czas obniżając jego wiek. Napotykają przy tym opór osób, które to odłączają się od zbudowanej społeczności i buntują się. Przez to władza ma za przeciwników jeszcze Głos, rewolucjonistów, którzy chcą zmienić świat. Przyznam, że sytuacja przedstawia się dość interesująco, a autor wnikliwie opisał swoją wizję rzeczywistości, dzięki czemu można było zagłębić się w te przerażające realia i wczuć w sytuację poznawanych postaci.

Pierwszym co mnie zdziwiło w te pozycji był młody wiek głównej bohaterki. Otóż Kira ma jedynie szesnaście lat, a już zaczęła pracę jako medyczka. Najmłodszy człowiek ma lat czternaście, co również pokazuje jak dotkliwie ucierpieli ludzie. Wszystkie te młode osoby muszą wykazać się dojrzałością, która nie powinna w normalnych warunkach przysługiwać ich wiekowi. Jednak jak wiadomo sytuacje zagrożenia życia, tutaj wręcz ekstremalne, zmieniają każdego. Bohaterowie to wielki plus tej powieści. Sama Kira odznacza się silną osobowością i odwagą, jak również niezmąconą chęcią pomocy całej społeczności. Dziewczyna nie myśli o chwili doczesnej, ale o tym co ma nastąpić, o przyszłych pokoleniach, którym chce zapewnić rację bytu. Reszta postaci także przedstawiona jest wyraźnie, a ich charaktery są rzeczywiste i wprowadzają wiele do tej historii. Na dodatek przybliżenie nam sylwetki Częściowca, istoty nam całkiem nieznanej, podsyca apetyt czytelnika i jest kolejnym atutem tego tytułu, który przedstawia nie tylko ciekawą wizję świata, ale również wciąga w przygody przeżywane przez naszych bohaterów.

„- No dobrze, myślałam o tym, ale jeszcze nie zdecydowałam. Sama nie wiem, czego chcę.
- Chcesz być szczęśliwa. - Niania wyjęła naczynia. - Każdy tego pragnie. Na razie nie wiesz, co cię uszczęśliwi.”

Co ciekawe na samym początku lektura ta mnie nie zaciekawiła. Gdy brnęłam przez pierwsze strony, miałam po prostu ochotę odłożyć tę pozycję na bok i nie zgłębiać dalej jej tajemnic. Możliwe, że z początku trudno było mi się przyzwyczaić do tego świata, jak również samej głównej bohaterki, której wiek kłócił się z domniemanym przeze mnie zachowaniem. Na szczęście te myśli nie wygrały i już po kilkudziesięciu stronach wciągnęłam się w tę historię. Resztę książki wręcz pochłonęłam, będąc wciągnięta w wir wydarzeń i czekając z rosnącym zainteresowaniem na dalszy rozwój sytuacji. Akcja rozkręca się potem dość sprawnie, a same wydarzenia są interesujące i nie zmierzają nigdy do jakiegoś martwego punktu. Powieść ta niestety może też poszczycić się sporą dozą przewidywalności, która na szczęście nie zawsze się nie pojawia, a czytelnik ma okazję zauważyć coś, czego się zupełnie nie spodziewał. Historię tę czyta się tym łatwiej, że napisana jest raczej prostym językiem, a autor wszystko przedstawia sprawnie i ciekawie, nie nużąc przewlekłymi opisami, jednocześnie świetnie oddając wyobrażoną rzeczywistość.

„Częściowcy” są moją pierwszą książką autorstwa Dana Wellsa, lecz z pewnością zachęciłam mnie ona do dalszego zapoznania się z jego twórczością. Po słabym początku byłam mile zaskoczona tym, że nie mogłam wręcz oderwać się od tej powieści. Na dodatek naprawdę polubiłam bohaterów, szczególnie Kirę i jej pewnego niespodziewanego przyjaciela. Możliwe, iż wszystko szło jej czasem zbyt łatwo, w końcu jakoś stawiała na swoim, jednak jest to często spotykane w tego typu tytułach i zbytnio mi nie przeszkadzało. Historię poznajemy z perspektywy Kiry, zaś narracja jest prowadzona trzecioosobowo. Autor na dodatek najwyraźniej lubi opisy i poświęca im trochę uwagi, dzięki czemu lepiej oddaje swoją wizję rzeczywistości. Jedynie nie podobał mi się tutaj wątek miłosny, który był jak dla mnie wprowadzony dość nieudolnie i nie pasował do klimatu opowieści, wręcz irytował mnie swoim istnieniem. Na szczęście nie był on wysuwany na pierwszy plan, więc można było na niego przymknąć oko. Pozycję tę serdecznie polecam fanom dystopii, jak i osobom, szukającym ciekawej i wciągającej lektury na kilka godzin, gdyż warto zapoznać się z tą historią.


„- Dobrze was widzieć – powiedział Haru.
- Widzisz mnie? - Marcus klepnął się po torsie. - Najwyraźniej eliksir przestał działać. Więcej nie oddam obiadu gadającej wiewiórce.”


Moja ocena 7,5/10


Tytuł: Częściowcy
Seria: Partials
Autor: Dan Wells
Ilość stron: 416
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2013-03-20



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^


środa, 10 lipca 2013

Pościg - John Flanagan


„Pościg za statkiem Zavaca”


Hal i reszta załogi „Czapli” kontynuują swój pościg za „Krukiem”. Muszę odzyskać największy skarb dla każdego Skandianina, czyli Andomal, inaczej nie mają co wracać do domu. Niestety Zavac i jego podwładni nie są głupi i wiedzą o siedzących im na ogonie młodzieńcach. Mają zamiar jeszcze nie raz pokrzyżować im plany, nie dając się przy tym złapać. Zaś Skandianie chcą doprowadzić do starcia mimo niepodważalnej różnicy sił. Teoretycznie, gdyby doszło do bezpośredniej walki, nie mieliby szans, lecz ta niewielka załoga może jeszcze niejednego zaskoczyć. Jej członkowie zawsze wykazują się sprytem, jak i wielkim zaufaniem dla towarzyszy. Jako grupa tworzą silną drużynę, której nic nie stanie na drodze, nawet spowolnieni, mkną do swego celu i się nie poddają. „Czaple” zapuszczają się w głąb lądu, już nie poprzestają na samej żegludze. Starają się dogonić złodziei, mają zamiar już niebawem wrócić do swojej ojczyzny w blasku chwały, przywożąc ze sobą skradziony skarb.

„- Potrzebna wam czarna bandera. Wszystkie pirackie okręty taką mają. Czarna flaga z waszym emblematem.
Hal uśmiechnął się.
- Edvin się tym zajmie. Jeśli niczego innego nie wymyśli, to zrobi ją na drutach.”

Już po raz trzeci spotykamy Hala i jego załogę. Sam skirl dorósł, dojrzał do swoich obowiązków i zdobywa coraz większy szacunek towarzyszy. Niemniej jednak dalej pozostaje ich przyjacielem, nie staje się wyniosły, a wszyscy zdają się być sobie równi, w końcu są jedynie gromadką młodych ludzi. Jego przyjaciel, Stig, również pokazuje swoją lepszą stronę, coraz lepiej opanowując swój temperament i będąc przerażającym przeciwnikiem w walce. Ulf i Wulf, przysadziści bliźniacy, jak zawsze raczą swoimi błahymi kłótniami, które ożywiają atmosferę między Skandianami. Jesper ma swoje pięć minut sławy, Stefan natomiast zostaje zepchnięty w dal. Zaś o zdrowie Ingvara należy zacząć się troszczyć. Do kompletu pozostaje już tylko Edvin, który zawsze był postrzegany jako raczej wątły i słaby, aczkolwiek mądry młodzieniec. W tej części zyskuje on spore zainteresowanie ze względu na niecodzienny rodzaj spędzania wolnego czasu. Przyznam, że chłopcom jest poświęcone mniej uwagi niż w pierwszej części, niemniej jednak ich sylwetki są już wyraźniej zarysowane niż w tomie drugim. Również Lydia, dziewczyna z nimi podróżująca, jak i Thorn, stary wilk morski, nie są pomijani, dzięki czemu można przeżyć z nimi wszystkimi wspaniałe przygody.

Będąc przy bohaterach, warto też wspomnieć o tych mniej pozytywnych, którzy to niestety byli raczej bezkształtni i nie mieliśmy o nich zbyt wiele do powiedzenia. Oni po prostu byli daleko przed naszymi bohaterami i potrafili niezwykle szybko zniknąć z naszej pamięci. Takie pobieżne potraktowanie może nie było najlepsze, jednak utrzymywało spokojniejszą i sympatyczniejszą atmosferę w powieści. Ogólnie klimat tej książki jest dość luźny i przyjemny, a to szczególnie za sprawą humoru, który jest nieodłącznym elementem tej pozycji. Muszę przyznać, że Flanagan we wszystkich swoich utworach potrafi mnie czymś rozbawić, przy nich właśnie można spokojnie wybuchnąć śmiechem. Nie ma się co dziwić, w końcu ciekawi, zróżnicowani bohaterowie o specyficznym podejściu do życia, jak i ich niezwykłe upodobania skutkują różnymi interesującymi rozmowami, jak i niespodziewanymi sytuacjami. Właśnie humor jest wielkim plusem tego tytułu, gdyż perfekcyjnie współgra z rozgrywającymi się wydarzeniami, nawet tymi poważniejszymi, rozluźnia atmosferę i pozwala bawić się oraz czerpać więcej przyjemności z lektury.

„- Yhym. Niechętnie o tym wspominam, ale to się stało dwa lata temu, kiedy przywaliłeś w keję.
Erak spojrzał na niego.
- Ja nie walę w keje – powiedział. Svengal wzruszył ramionami.
- Jasne, że nie. Pomyliło mi się. To keja przywaliła w okręt. Teraz mi się przypomniało, normalnie zeskoczyła z palowania i brutalnie was zaatakowała. Straszne są te keje. W ogóle nie można im ufać.”

Opowiadana historia wciągnęła mnie od samego początku. Jest dobrze rozplanowana, nie ma specjalnych luk, a opisy nie nużą, gdyż zwyczajnie czytelnik nie jest nimi zawalony. Akcja płynie płynnie i sądzę, że jest to miła poprawa po poprzedniej części. Czytelnik nie ma czasu na nudę, a ta opowieść jest niezwykle ciągająca i łatwo się ją czyta. Styl pisania autora jest dość prosty i niewymagający, za to niezwykle wciągający. Łatwo jest zatopić się w lekturze i przeżywać wraz z bohaterami ich wzloty i upadki. Tym razem nie mamy już do czynienia z surowością Skandii i sądzę, że jest to najluźniejsza z dotychczasowych części. Poza tym można też wspomnieć o wątku miłosnym, który nieśmiało wychylił się w poprzednim tomie, lecz tutaj znowu schował się na dobre i mieliśmy na jego temat jedynie krótką wzmiankę na samym końcu. Także nie ma co liczyć na zbyt szybkie rozwiązanie tej sprawy, ale możliwe że to dobrze, ponieważ taka akcja mogłaby tylko popsuć klimat panujący w tej pozycji.

Historie snute przez Johna Flanagana urzekły mnie po raz pierwszy, gdy czytałam „Ruiny Gorlanu”, pierwszy tom „Zwiadowców”. Uwielbiam w nich humor, styl pisania, same opowiadane wydarzenia oraz bohaterów. Nawet w czasie mojego kryzysu czytelniczego, kiedy to nie potrafię na książki patrzeć, po Flanagana i tak z chęcią sięgnę. Tak też było tym razem, „Pościg” wciągnął mnie bez reszty, nie potrafiłam się od niego oderwać, mimo że wcześniej miałam krótką przerwę w czytaniu. Na szczęście w niczym mi to nie przeszkodziło, mogłam przeżywać w pełni te lekturę, jak i śmiać się w jej trakcie. Na dodatek uważam, że ta część jest lepsza od poprzedniej, co z pewnością działa na korzyść tej serii. Z wielką chęcią jeszcze nie raz sięgnę po tytuły tego autora, a tymczasem szczerze polecam ten trzeci tom „Drużyny”, jak i inne jego książki, gdyż naprawdę warto po nie sięgnąć!


„- Zróbmy to subtelnie – odparł Thorn. - Pójdziemy po schodach do pomieszczenia strażników, po cichu i dyskretnie. Potem znokautujemy wszystkich, których tam zastaniemy i skierujemy się do głównego wyjścia. Jeśli ktoś tam będzie próbował nam przeszkodzić, zostanie potraktowany równie bezwzględnie.
- I to ma być subtelne?
Thorn spojrzał na niego i wzruszył ramionami.
- Na tyle, na ile to możliwe. W każdym razie ta część ze wchodzeniem po schodach jest subtelna.”


Moja ocena 8/10


Tytuł: Pościg
Seria: Drużyna
Autor: John Flanagan
Ilość stron: 408
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2013-02-20


O autorze:
Urodzony i wychowany w Sydney w Australii, John Flanagan od dzieciństwa marzył o tym, by zostać pisarzem. Nie było łatwo. Pracował w agencji reklamowej, ale dopiero satyryczny wiersz opisujący paskudnego kolegę zwrócił na niego uwagę przełożonych. Jeden z szefów agencji uznał, że warto zainwestować w młodego pracownika i tak Flanagan dołączył do grona copywriterów. Przez dwie dekady pisał spoty reklamowe i scenariusze, później zaś trafił do telewizji i został jednym ze współtwórców sukcesu sitcomu „Hi Dad!”, zasłynął jednak jako autor „Zwiadowców”, serii osadzonych w fantastycznym świecie powieści dla młodzieży. Flanagan zaczął pisać historię Willa dla swego syna, Michaela, jednak to, co miało być opowieściami na dobranoc, szybko przerodziło się w cykl powieści. Pisarz wraz z żoną mieszka na przedmieściach Manly. Ma troje dzieci i czworo wnuków.



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^ 


wtorek, 5 marca 2013

Brainman - Dominik W. Rettinger

 
„Dwóch chłopców i ingerencja z kosmosu”


Wszystko zaczyna się od dziewczyny. Blondwłosej piękności, którą zdobyć chcieli Nick i John. Choć może nie do końca. John, bogata gwiazda sportu, był z nią już związany, niemniej na scenę wkroczyć zamierzał zwyczajny student biologii, który niepomyślnie zakochał się w tej idealnej dziewczynie (z wyglądu), nie zauważając uczucia swej najlepszej przyjaciółki. Skończyło się to nie tylko bijatyką, która była skutkiem oczywistym, ale również interwencją przybyszów z kosmosu. To natomiast codziennością nie jest. Obaj chłopcy po wypadku nagle zyskują nadnaturalne umiejętności, które są wynikiem przebudzenia pełnej mocy ich mózgów, wykorzystywania ich w stu procentach. Aczkolwiek ich przebudzenie wygląda inaczej i zostaje dokonane przez osoby stojące po dwóch stronach konfliktu, który to w rezultacie przenosi się również na nasza małą, nic nie znaczącą i zacofaną planetę. Tak oto przez zmianę jedynie dwóch ziemian, rozpoczyna się walka, terror, dążenie do władzy. I tylko jedna osoba może zapobiec ostatecznej katastrofie.

„Najmocniejsze uczucie to stan zakochania. Skutek uboczny potrzeby utrzymania gatunku.”

Dla krótkiego wyjaśnienia warto powiedzieć co nieco o tych „kosmitach”. Mieszkaniec planety O (który przebudził Nicka) przekazał mu energię brainlight. Te osoby są z natury łagodne, żyją w spokoju i nie wykorzystują swych umiejętności do złych celów. Niemniej prowadzą wojnę, a raczej uciekają przed mieszkańcami Zet (jeden z nich przebudził Johna). Ci z kolei są bezwzględni, żądni władzy nad całym Uniwersum, nic ich nie zatrzyma, ofiary są nieważne i niezbędne, by podporządkować sobie wszystko i wszystkich. Tak w skrócie tyle wystarczy wiedzieć o tych cywilizacjach. Cała akcja rozgrywa się na planecie A-180, znanej nam jako Ziemia. W powieści podkreślone są różnice między nami i nimi. U nas te wielkie technologie tylko niszczą środowisko, są wielkie, ciężkie i wolne, natomiast oni mają dostęp do o wiele większej wiedzy, ich świat wygląda zupełnie inaczej, jest zwyczajnie lepszy.

Dwójka głównych bohaterów jest praktycznie swoimi przeciwieństwami. Nick woli używać mózgu niż pięści i jest nieśmiałym (do czasu) studentem biologii. Nie jest popularny, zadaje się jedynie ze swą bystrą i sympatyczną przyjaciółką Rosą. On również wykazuje się zdrowym rozsądkiem, niestety zdolności analityczne uciekają gdzieś wraz z pojawieniem się zauroczenia piękną Susan. Z drugiej strony stoi John, gwiazda szkoły, umięśniony sportowiec, który chętnie rozwiąże swe problemy siłą i ma wszystko czego zapragnie. Ten pierwszy jest dobry, nie wyobraża sobie zabicia człowieka, czy patrzenia na krzywdę ludzkości, drugi zaś będzie dążył po trupach do celu. To oni zmieniają świat, między nimi rozegra się walka o przyszłość naszej planety, która może zostać zniszczona przez Johna bądź uratowana przez jego przeciwnika. Nikt inny nie może się im równać. Postacie reprezentują dobro i zło, poza tym jak można się domyślić, to na nich skupia się ta opowieść. Reszta bohaterów, gdy już się pojawia, nie jest niewyraźna i również można ich polubić.

„- Nic nie dzieje się przypadkiem - odparł O-5a. - To jedna z Pierwszych Zasad.”

Fabuła jest ciekawa i pełna wszystkiego. Tutaj znajdziemy zwykłe codzienne dylematy, rebelię, pozaziemską cywilizację, dramat miłosny (choć tylko na początku), dziwne moce i problemy cywilizacyjne. Niektóre tematy są pobieżnie potraktowane, niemniej jest to powieść która łączy w sobie wiele zagadnień. Na dodatek dochodzi wartka akcja, przez co czytelnik nie może oderwać się od lektury. Przedstawiony obraz ukazuje katastrofę i to katastrofę do kwadratu, wywołaną jedynie niewielką ingerencją osób z innej planety. Widać, tak niewielkie poczynania mogą mieć niewyobrażalne skutki. Najważniejszym jednak w powieści jest zgrabny styl pisania autora, który to wszystko opisuje lekko i płynnie, tak iż nie ma się najmniejszego kłopotu z lekturą, łatwo czerpiąc z niej przyjemność. Pan Rettinger wszystko idealnie obrazuje, dlatego łatwo jest odnaleźć się w stworzonej przez niego rzeczywistości.

Do „Brainmana” podchodziłam dość niepewnie, gdyż często obawiam się gatunku science-fiction, który wydaje mi się trochę trudny w odbiorze. Lecz tuż po rozpoczęciu lektury dowiedziałam się, że nie było czego się bać. Historia mnie wciągnęła, a zdolności bohaterów, wynikłe z całkowitego przebudzenia mózgu, zainteresowały mnie (szczególnie latanie, bo kogo obchodzi wpływanie na umysły i nieśmiertelność). Cieszę się, że miałam szansę zapoznać się z tą opowieścią i spędzić z nią miło czas. Okładka co prawda mnie nie przyciągnęła i nadal mi się nie podoba (tak naprawdę nie wiem co skusiło mnie, do sięgnięcia po tę powieść), ale jak to się mówi „nie oceniaj książki po okładce”, co tutaj jest świetnym stwierdzeniem (przynajmniej dla mnie). Pozycję tę polecam szczególnie młodzieży, fanom fantastyki i osobom szukającym pozycji z akcją, która płynie w szalonym tempie! Przy tej lekturze, chyba nie da się nudzić, dlatego też zachęcam do jej przeczytania.

„- „Nie ma alternatywy” - powtórzył John. - Nie uważasz, że to jedyne sensowne pojęcie stworzone przez tę cywilizację?
- Rządzą wielkie korporacje i wolny rynek, globalizacja. Słabi giną. „There is no alternative”.”


Moja ocena 8/10


Tytuł: Brainman
Autor: Dominik W. Rettinger
Ilość stron: 420
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2013-01-09


O autorze:
Dominik w. Rettinger to urodzony w 1953 roku znany polski scenarzysta współpracujący między innym z Agnieszką Holland. W jego dorobku znajdują się zarówno filmy kinowe („Milion dolarów”, „Pora mroku”), jak i seriale telewizyjne („Ekipa”, „Układ warszawski”). Powieść „Brainman” jest jego literackim debiutem.


Dwa dodatkowe cytaty *.* 


„- Teraz niech mnie pan umówi z półgłówkiem z Białego Domu.
- Z prezydentem? - zapytał Stanton.
- Zaczynamy się rozumieć, admirale – odparł z uśmiechem John.”

„-Trzymałeś mnie tu strachem.
- Dla twojego dobra. Czasy są straszne, Su.”




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^

czwartek, 7 lutego 2013

Blask - Amy Kathleen Ryan


„Take these broken wings and learn to fly.”


Waverly i Kieran urodzili się na Empireum, nasz świat znają jedynie ze skąpych opowieści rodziców. Oboje są świadomi swojego zadania - Kieran ma zostać kapitanem statku kosmicznego, ona pozostanie u jego boku. Ich celem, jak i reszty mieszkańców, jest odnalezienie i zaludnienie nowej Ziemi. Ciągle lecą, tak dorastają, czują się bezpiecznie. Niemniej nikt nie wziął pod uwagę pewnej możliwości. Mianowicie zdrady. Nowy Horyzont – statek bliźniak – znienacka atakuje, zaś pasażerowie Empireum, w ogóle nieprzygotowani, bez broni pod ręką i z poczuciem spokoju ponoszą wielkie straty. Dorośli zostają zlikwidowani, dziewczyny porwane na statek dawnych sprzymierzeńców, a chłopcy pozostają sami. Są niedoświadczeni, wystraszeni i zdziwieni. Nie mają lidera, zaczyna się walka o władzę. Również młode kobiety wyrwane ze swego świata nie czują się wspaniale. Lądują na nieswoim pojeździe, w obcych, choć tak podobnych pomieszczeniach, z nieznanymi ludźmi. Tamtejsza przywódczyni, Mather, ma pewne plany wobec dziewcząt, o których te jeszcze nie wiedzą. A niektórym z nich, w tym Waverly, bardzo się one nie spodobają...

„Cierpienie ma swój cel”

Na ziemi źle się działo, dlatego zostały wysłane statki, które miały odnaleźć nową Ziemię i ją zaludnić. Na misję tę były prowadzone różne testy, lecz jak można się domyślić, bogaci mieli łatwiej, gotówka potrafi załatwić wiele. Niemniej czy jest się z czego cieszyć, może i na Ziemi było źle, ale za to niebo, deszcz, słońce... jak to jest nigdy tego nie doznać? Ci co wybrali się w podróż, nadal mają jedzenie z własnych upraw, jednak trudno jest sobie wyobrazić całe życie, będąc zamkniętymi na tak małej przestrzeni ciągle z tymi samymi osobami. Na dodatek, gdy nic się nie dzieje, ludzie przestają się czymkolwiek przejmować, są spokojniejsi, bardziej podatni na zagrożenia. W takich chwilach właśnie atakuje Nowy Horyzont, niszcząc te piękne momenty. Dzieci są rozdzielone od swoich rodziców, najprawdopodobniej już nigdy większości z nich nie zobaczą. Na obczyźnie, w nowych warunkach człowiek się zmienia, przeobrażają się zasady według których działa... Okazuje się, iż możliwe, że nie tylko najeźdźcy mogą być groźni.

Kreacja postaci jest świetna. Każdy ma swoje własne ja, niepowtarzalny charakter. Tylko niewielka część osób jest oczywiście nam szczegółowo przedstawiona. Jedynie ich możemy poznać całkiem dobrze, gdyż mają jakąś rolę do odegrania. Niemniej zmieniają się oni w trakcie lektury. Kieran na początku spokojny, rozważny, starający się wszystko zrobić tak, by nikt nie był pokrzywdzony, przeobraża się nie do poznania. Natomiast Seth, jego rywal, agresywny, władczy, charyzmatyczny... on jest postacią, o której niekiedy nie wiadomo co sądzić, co też się dzieje w jego głowie. Może to być spowodowane jego dziwnymi relacjami z ojcem. Oczywiście pozostaje też Waverly, z którą natychmiast poczułam najsilniejszą więź, w końcu to główna bohaterka płci pięknej. Trzeba jej przyznać, iż jest silna, pełna ducha walki i zaciętości, jednocześnie nie będąc wyidealizowaną. Książka ukazuje także, jak człowiek reaguje na różne sytuacje, w tym zagrożenia życia, ratowania siebie i takich, gdy jest się podle oszukiwanym czy wykorzystywanym. Od razu wtedy zmienia się nastawienie, bohaterowie mogą działać, choć nie wiedzieć dlaczego tak robią a nie inaczej. Ich decyzje czasem są podejmowane pod presją, a ich skutki są wyparte, nie dociera do nich ich waga.

„Nic. Nie czuła absolutnie nic.”


Ogólnie książka jest emocjonującą lekturą. Wraz z postaciami przeżywa się straszne wiadomości, jakie do nich docierają oraz wydarzenia, których są świadkami i uczestnikami. Akcja płynie szybko, bez zbędnych przerw, a jej zwroty często mogą zaskoczyć czytelnika. Sięgając po tę lekturę, obawiałam się powtórki po powieści „W otchłani”, niemniej mimo podobnego tematu i miejsca akcji, nie miałam uczucia déjà vu, a fani tamtego tytułu nie mają czego się bać i powinni spokojnie sięgnąć również po tę pozycję. Zasadniczą różnicę stanowiło tutaj to, iż w „Blasku” ludzie normalnie żyli przed wylądowaniem na nowej plancie, przez co przebieg akcji mógł przybrać zupełnie inny obrót. Autorka wszystko obrazowo opisuje, posługuje się dość plastycznym językiem i idealnie oddaje zaistniałe sytuacje. Dodatkowo sama opowiadana historia jest interesująca, jej przebieg fascynuje odbiorcę, który zaczytany nie ma zamiaru porzucać lektury. Co jest też bardzo ważne historia ta nie jest banalna i trzeba to tutaj podkreślić.

Pierwszy tom „Gwiezdnych wędrowców” jest obiecującym początkiem. Ciekawi bohaterowie, absorbująca historia i lekki w odbiorze styl pisania autorki to jedno. Ale również poruszane problemy tego, jak człowiek radzi sobie w trudnych sytuacjach, jest tu świetnie oddane. Warto również zwrócić uwagę na to, iż elementem nieodstępującym fabuły ani na krok, jest kłamstwo. Łatwiej często w nie uwierzyć, pójść po najmniejszej linii oporu i zaaklimatyzować się. Niemniej trudniej , a zarazem lepiej wybrać drugą opcję, jaką jest przeciwstawienie się i spojrzenie prawdzie w oczy, pogodzenie się z okrutną prawdą. Większość bohaterów w tej powieści zmierza się z tym dylematem, dlatego też o nim wspominam. Fanów gatunku science-fiction oraz ogólnie fantastyki serdecznie zapraszam do lektury, naprawdę warto zapoznać się z losami Kierana, Waverly i wielu innych, którzy postawieni przed niecodzienną i niezbyt prostą sytuacją, starają się stanąć na wysokości zadania, odnajdują części siebie, o które nigdy by się nie posądzili i odgradzają się od strachu, chcąc żyć. Polecam!


„Bał się. I to bardzo.”


Moja ocena 9/10


Tytuł: Blask
Seria: Gwiezdni wędrowcy
Autor: Amy Kathleen Ryan
Ilość stron: 408
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2013-01-09



O autorce:
Amy Kathleen Ryan to amerykańska autorka książek dla młodzieży. „Blask” jest jej debiutem w dziedzinie science-fiction.




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^

piątek, 4 stycznia 2013

Nevermore. Cienie - Kelly Creagh


„Sny na jawie”


Isobel zachowuje się zupełnie inaczej, odkąd zniknął Varen. Niektórzy się tym przejmują, inni nie, lecz oni nie znają prawdy. Tego, że chłopak zaginął w innym świecie, w którym chore sny Edgara Allana Poego staja się jawą, świecie poza zasięgiem Isobel. Na dodatek to dziewczyna spaliła notatki, opisujące inny wymiar świadomości, zamykając tym samym przejście i nieświadomie więżąc bliską swemu sercu osobę. Powinna dać sobie spokój, już nic nie może zrobić, lecz ona nie potrafi. Udaje z dnia na dzień, że jest dobrze, choć nikogo nie nabiera. Decyduje znaleźć sposób, a jako że zbliża się rocznica, gdy to tajemniczy osobnik składa hołd przy grobie zmarłego poety, dziewczyna postanawia działać. Zna doskonale tożsamość ów człowieka i przez to postanawia za wszelką cenę wybrać się do Baltimore, gdzie może złapać niepowtarzalną okazję. Ma szansę wyciągnąć z tego, który ją zwodził i okłamywał, klucz do przemieszczania się między światami.

„Mimo wysiłków taty próbującego zagaić konwersację, Isobel myślami wciąż przebywała w świecie, który istniał między „tu i teraz” a „zawsze”.W świecie, w którym utknął on.”

Bohaterów za wielu się nie pojawia w trakcie snucia historii, największą uwagę poświęcamy Isobel. Postacie drugoplanowa są zwyczajne, nie wnoszą za wiele, nie charakteryzują się niczym specjalnym. Niemniej są i wyjątki od reguły, tym razem jest to Gwen. Trudno dziewczyny nie polubić, ma specyficzny sposób bycia, lecz i tak nie ma zamiaru zostawić Isobel samej, dobra z niej przyjaciółka. Na dodatek potrafi zrobić tak, by wszystko szło po jej myśli, co jest dość przydatną umiejętnością. Ponadto, o dziwo, przy czytaniu tego tomu zapałałam sympatią do Danny'ego, młodszego braciszka głównej bohaterki, który pokazał się z trochę innej strony. Zaś co do Isobel, nie potrafiłam się jednolicie do niej ustosunkować. Wydała mi się nijaka i nie polubiłam jej, lecz czasami pozytywnie mnie zaskakiwała, tak więc bilans wychodzi na zero. Ogólna kreacja postaci zwyczajnie nie zachwyca, jest to największym minusem tej pozycji.

Najbardziej charakterystyczne dla tej książki są tajemnice. Pojawiają się na każdym kroku, ciągle jest jakaś niewyjaśniona sprawa, zjawisko. Uczucie niepewności jest podtrzymywane w czytelniku przez cały czas. Na dodatek sekretów przybywa, a główna bohaterka nie wie, co się tak naprawdę dzieje, nie rozróżnia jawy od snu. Wynika z tego kilka interesujących, choć z jej punktu widzenia nieciekawych, sytuacji. Na dodatek sam główny wątek, poszukiwanie Varena, jest jedną wielką niewiadomą. Dziewczyna kieruje się poszlakami, nie może być przekonana, że jej plan wypali, jest w nim zbyt wiele luk. Muszę przyznać, iż dzięki temu odbiorca nie mógł wiedzieć co stanie się za chwilę, czy też jak potoczą się dalsze losy głównej bohaterki. Czasami miałam wrażenie, że tych sekretów jest aż za dużo, utrudniało to zrozumienie świata, w jakim raz po raz pojawiała się Isobel oraz sytuacji, tego co działo się w danej chwili. Niemniej nie można tego raczej dołączyć do odczuć negatywnych, gdyż to jedynie nasilało chęć poznania świata i prawdy.

„Otwórz te drzwi, a bez względu na wszystko nigdy ich już nie zamkniesz.”

Historia opisana w tej powieści należy do interesujących. Intryguje czytelnika mnóstwem niedopowiedzeń, brakiem znajomości świata przez główną bohaterkę, potęguje pragnienie zdobywania wiedzy, dojścia do prawy. Zmusza też czytelnika do myślenia i zastanowienia się, nie podaje wszystkiego na tacy. Na dodatek ten sekretny świat snów jest niezwykle pociągający. Mimo braku rozwlekłych opisów miejsc otaczającej rzeczywistości, odbiorca i tak jest w stanie wyobrazić sobie tę wypaczaną realność, włożoną między sen a jawę. Na kartach tej pozycji można wyczuć nutkę szaleństwa, w końcu jak w takim świecie nie oszaleć? To natomiast jeszcze bardziej przyciąga do lektury, nie pozwala się od niej oderwać. Jak widać, mimo jakiś minusów autorka i tak stworzyła absorbujący świat przedstawiony i potrafiła prawdziwie zaciekawić czytelnika, którego publikacja ta wciągała bez reszty.

„Nevermore. Cienie” ma swoje wady, ale również posiada zalety. W porównaniu do pierwszej części: akcja szybciej się rozwija, nie ma takiego długiego wstępu i czuło się większe napięcie, niemniej pozycja straciła w moich oczach przez bohaterów. Ogólnie wciągnęła mnie bardziej i nie mogłam się od niej oderwać, jednak sądzę, że nie jest tak samo dobra jak poprzednia, choć wybija się w innych aspektach. Przede wszystkim jest to tajemnicza opowieść o samotnej, wytrwałej dziewczynie, która chce ocalić bliską swemu sercu osobę. Niekiedy jej nie rozumiałam, nie zgadzałam się z jej zachowaniem, niemniej popychały ją ważne motywy. Warte zauważenia jest również samo zakończenie, które wydało mi się... dziwne. Zdaje mi się, że obrót, jaki przybrały sprawy był bezsensowny, nie pojmuję jaki był tego cel. Książka mimo to pozostaje bardzo dobra i spodoba się niejednemu czytelnikowi. Polecam ją fanom gatunku paranormal romance, Edgara Allana Poego i różnych sekretów, tajemnic. Warto przeczytać!


„Zaśnij choć na chwileczkę,
By zbudzić się ze mną w snach
I nasze „zawsze” rozsypać
W wiecznego „nigdy” piach”


Moja ocena 8/10


Tytuł: Nevermore. Cienie
Seria: Nevermore
Autor: Kelly Creagh
Ilość stron: 392
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2012-10-17



O autorce:
Kelly Creagh - pisarka mieszkająca w Kentucky, uzależniona od kawy pasjonatka twórczości Edgara Allana Poego. Kelly jest absolwentką Uniwersytetu Spalding i instruktorką tańca brzucha. „Nevermore. Kruk” to jej debiut literacki, druga część nosi tytuł „Nevermore. Cienie”.




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^


wtorek, 16 października 2012

Najeźdźcy - John Flanagan


„W pogoni za piratami”


Hal wraz z drużyną Czapli udowodnili na co ich stać, nie poddali się i wygrali. Jednak ich chwała nie trwała długo, gdyż na ich straży została skradziona najcenniejsza skandyjska relikwia. To Czaple, które stały tej nocy na warcie są za to odpowiedzialne. Powinny przez to stracić łódź i resztę swego mienia, ich drużyna nie ma już prawa istnieć, zawiedli całe swoje miasto, nie, cały kraj. Jednak chłopcy wyruszają w czasie sztormu na pełne morze w pogoni za piratami. Są zbiegami. Mają szansę na oczyszczenie swojego imienia., muszą schwytać madziarskiego pirata Zavaca, odpowiedzialnego za kradzież. Jednak nie będzie to proste. Wzburzone wody, „Kruk” z dobrze wyszkoloną liczną załogą, nie są przeszkodą łatwą do pokonania. Tymczasem Czaple liczące niewielu członków wraz z Thornem chcą dokonać rzeczy niezwykle trudnej, by odzyskać swe dobre imię w skandyjskiej ojczyźnie. Mimo młodego wieku, swą pomysłowością, sprytem i szybkością mają szansę na odebranie Andomalu z rąk chytrych piratów.

Znów spotykamy tych samych bohaterów, a raczej ich garstkę. Dopiero jakoś w połowie powieści pojawiają się nowe postacie, gdyż wcześniej, drużyna Czapli albo znajduje się na pełnym morzu albo zwyczajnie odbywa trening w odosobnieniu. Mimo wszystko niektórzy z nich się zmienili. Szczególnie Stig, który nie wpada już tak łatwo w gniew oraz Hal, który jest coraz lepszym skirlem. Na dodatek Ulf i Wulf wiecznie skłóceni bliźniacy, zaczynają uszczuplać swe spory! Oczywiście nie ciągle, a tylko na morzu, gdyż taki był rozkaz, ale jednak to wielki postęp. Ingvar jak zawsze pełen zapału, stara się jak może, mimo swego bardzo słabego wzroku. Stefan i Jesper pojawiali się rzadziej, niemniej jak Jesper wkraczał do akcji musiało to oznaczać jakąś rozrywkę. Edvin zaś skrywa się jak zawsze w cieniu. Pozostaje Thorn, który po prostu kocha narzekać i choć by tego nikomu nie przyznał, troszczy się o chłopców.

Mimo że była ku temu okazja, to bohaterowie nie zostali wyraźniej nakreśleni, a wręcz przeciwnie, coraz mniej można o nich powiedzieć. W większość po prostu mają jakiś kilka przypisanych cech, poza tym zaś stali się w pewnym sensie bezosobowi. Oczywiście nie wszyscy, jednak pod tym względem, jest gorzej niż w poprzedniej części. Pojawia się w pewnym momencie kilka nowych postaci, ale z nich wszystkich zainteresowała mnie jedynie Lydia, silna, piękna i samodzielna dziewczyna. Zapamiętać też trzeba pewnego chłopca, który tak naprawdę tylko potrafił się sprzeciwiać i generalnie jedynie zazdrościł Halowi umiejętności taktycznych. Kreacja postaci niestety nie zadowala, tylko pewne wartościowe zachowania i postawy jakie wykazują chłopcy, odwracają od tego uwagę. Bohaterowie są zżyci, polegają na sobie nawzajem i obdarzają się wielkim zaufaniem, mimo iż czasami trochę marudzą. Są oddani i naprawdę cenią sobie przyjaźń, są waleczni, odważni i gotowi pomóc innym.

„- Eee... w takim razie mamy problem – odezwał się Jesper, podnosząc do góry rękę. - Ja nie pływam. Ja tonę. (…)
- Ale ja pływam. I będę ci towarzyszył.
- Wspaniale – odparł Jesper sarkastycznie. - Będziesz mógł patrzeć jak idę na dno.”

Fabuła również według mnie jest gorsza w porównaniu z pierwszym tomem. Jest całkiem ciekawa, jednak spodziewałam się czegoś więcej, a napotkałam za dużo zbędnych opisów, przez co nie było mowy o płynności akcji. Tak naprawdę niewiele się zmieniło w ciągu czasu opisanego w powieści, akcja nie poszła naprzód i zastanawiam się czy kolejna część będzie podobna do tej. Bohaterowie znaleźli się w nowej sytuacji, gdzie musieli walczyć i byli narażeni na coś więcej niż parę siniaków, niemniej bardziej interesująco zaczęło się robić dopiero w drugiej połowie książki. Niespodzianką dla mnie było wprowadzenie wątku miłosnego, lecz niestety w zależności od rozkwitu akcji, może z tego powstać kolejny trójkąt miłosny, co mam nadzieję, jednak się nie stanie. Co prawda pozycja ta byłą interesująca, opowiadała nadal o losach przedziwnej, aczkolwiek wytrwałej drużyny, która ma wiarę, możliwości, spryt i zręczność i może poradzić sobie z wieloma trudnościami, niemniej uważam, ze poziom zauważalnie spadł.

„Najeźdźcy”są lekką lekturą, pokazującą jak ważna jest przyjaźń i to by nie poddawać się w nawet tragicznej sytuacji. Pozytywny odbiór lektury zapewnia też humor, który jest nieodłączną częścią tej powieści. Sięgając po tę książkę należy nastawić się raczej na rozrywkę. Ponadto seria ta skierowana jest do młodzieży, wyczula na wartość niektórych rzeczy, natomiast historia może czasem wydawać się banalna, jednak nadal ma ona swój urok. Styl pisania, tak jak w „Wyrzutkach” jest prosty i nie utrudnia czytania. Osoby, którym spodobała się pierwsza część „Drużyny” oraz fani drugiej serii tego autora „Zwiadowców” z pewnością powinni przeczytać tę powieść, gdyż powinna im się spodobać. Dla innych nie jest to już pozycja obowiązkowa, lecz i tak serdecznie zachęcam do tego, by dać szansę tej pozycji, gdyż mnie osobiście się spodobała i mam nadzieję, że również będą mieli podobne odczucia.


„Można zmienić portki. Można zmienić zdanie. Ale pogody nie da się zmienić.”


Moja ocena 7/10


Tytuł: Najeźdźcy
Seria: Drużyna
Autor: John Flanagan
Ilość stron: 440
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2012-09-19



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^


wtorek, 9 października 2012

Klucz - Marianne Curley


„Narastające konflikty”


Zakon Chaosu jest coraz silniejszy. Lathenia jest wciąż wściekła i planuje zaatakować z pełną mocą, wypowiadając ostateczną bitwę. Szalona bogini nie cofnie się przed niczym, jej armia jest straszna, a na tej wojnie stawką pozostaje kontrola nad wszystkimi ze światów. Członkowie Straży mają wielkie kłopoty, muszą ją powstrzymać i znaleźć zaginiony klucz, który pozwoli otworzyć zbrojownię w mitycznym Veridianie. Jednak nie dość, że z tym mają duże trudności, a ich szeregi są mniejsze niż Lathenii, to wśród nich ukrywa się gdzieś zdrajca. Narasta niepewność i nieufność, co nie sprzyja skutecznemu działaniu. Szczególnie Matt, przywódca, zaczyna wątpić w niektóre osoby. Zbliża się czas wypełnienia proroctwa, ostatecznej bitwy, a Strażnicy nie mogą być niczego pewni, dopóki nie okaże się, kto zdradzi ich w tej najczarniejszej godzinie. Jak to wszystko się zakończy, kto okaże się zdrajcą i czy Lathenia w końcu dopnie swego?

W Straży nie tylko ukrywa się zdrajca, zaufanie jest wartością, o której niektórzy zdają się zapominać. Matt nadal żywi urazę do swojej byłej dziewczyny Rochelle, a Ethan nie potrafi powiedzieć co czuje. Na dodatek Dillon zaczyna popadać w konflikt z Mattem. Sam Matt czuje się niepewnie w roli przywódcy, uważa, że nie powinien nim zostać, szczególnie, iż nadal nie odnalazł swych mocy, a czas bitwy zbliża się nieubłaganie. Jego rozterki są zrozumiałe i widzimy, jak zaczyna powoli zmieniać się w odpowiedniego przywódcę. Rochelle również czuje się niepewna, jednak nie jest to związane bezpośrednio z misją, a uczuciami, którymi obdarzyła wyjątkową dla niej osobę. Zasmuciło mnie, że nadal ten wątek romantyczny nie jest rozwinięty, ani dobrze wykorzystany, gdyż mogłoby z tego wyniknąć coś ciekawego i czekałam na to już w poprzedniej części. Isabel jak zwykle o wszystkich się martwi i troszczy i chce pomóc swym przyjaciołom w potrzebie, jednak dręczy ją, iż komuś nie będzie mogła udzielić pomocy w najważniejszej chwili.

Mimo że wątek romantyczny Rochelle, nadal nie dostał za wiele czasu i rozbłysku, to pojawił się pewien nowy. Aczkolwiek nawet tutaj nie było mu poświęcone za dużo uwagi, gdyż ta powieść się zwyczajnie na tym nie skupia. Wszystko kręci się wokół bitwy. Choć również nie do końca. Najwięcej jest rozmyślań Matta i Rochelle, których oczami widzimy tę opowieść. Niestety Matt często irytował mnie tym swoim brakiem pewności siebie oraz nagłymi przebłyskami cech urodzonego przywódcy. Natomiast Rochelle, jest bohaterką, którą stosunkowo polubiłam i ciekawie było czytać opowieść z jej punktu widzenia, jednak nawet u niej czasami denerwowały mnie jej żale i rozterki. Niemniej nie przeszkadzało to szczególnie w lekturze, dlatego nie uważam, żeby był to jakiś wielki minus dla tej pozycji. Dzięki narracji, prowadzonej z dwóch różnych perspektyw, książką jest barwniejsza i więcej osób będzie mogło znaleźć tu coś dla siebie, co z kolei z pewnością jest pozytywną cechą historii.

Jak i w poprzednich częściach uważam, że fabuła jest interesująca, aczkolwiek czegoś jej brakuje. Sądzę, że jest zbyt przeciągana, niektóre wydarzenia są niepotrzebne, inne trochę sztuczne. I tak sądzę, że całość poprawiła się w stosunku do wcześniejszych tomów, jednak to nadal nie jest całkiem dobre. Lecz muszę przyznać, że tym razem czytaniu powieści towarzyszyło mi wiele emocji. Szczególnie końcówka niezwykle mnie wzruszyła i podwyższyła ocenę dla tej historii. Styl pisania autorki jest prosty i po prostu zwyczajny. Nie podnosi, ani nie zaniża oceny, gdyż jest przeciętny. Objętość lektury za to jest zadowalająca. Można spokojnie spędzić z nią kilka godzin, nie nudzić się, ani nie żegnać się z nią za wcześnie. Ponadto bohaterowie również byli całkiem sympatyczni, odznaczali się jakimiś ciekawymi cechami i reprezentowali coś sobą i swoim zachowaniem, mimo iż niektórzy byli czasami denerwujący.

„Klucz” uważam za dobre zwieńczenie trylogii. Wydaje mi się, iż jest to najlepsza część z tej serii i dzięki niej właśnie, będę ją miło wspominać. Ona najbardziej wpłynęła na mój stosunek do tego cyklu. Mogłaby to być wyjątkowa książka, lecz do takiej wiele jej brakuje. Okazuje się dobrą powieścią na nudne wieczory, gdy nie ma się nic do robienia. Postacie nie tylko zyskują sympatię, niektórzy z pewnością zostaną zapamiętani na długo i nie są w żadnym razie obojętni. Fabuła także ciekawa, pomysł sam w sobie fascynujący oraz popularny wśród czytelników temat podróżników w czasie. Całokształt wychodzi z pewnością na plus i sądzę, że warto zapoznać się z tą pozycją jak i całą serią, jednak nie są to utwory obowiązkowe i da się bez nich obejść. Polecam fanom podróży w czasie oraz osobom, które szukają zwyczajnej dobrej lektury, która zapewni miło spędzone chwile.


„- Dillon, Arkarian, użyjcie skrzydeł i uciekajcie stąd!
Dillon potrząsnął głową. Neria, którą trzymał w ramionach, szybko słabła.
- Nie ma mowy. Chcesz ją mieć dla siebie. Chcesz zostać bohaterem.”


Moja ocena 7,5/10


Tytuł: Klucz
Seria: Strażnicy Veridianu
Autor: Marianne Curley
Ilość stron: 544
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2012-08-08



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^


wtorek, 21 sierpnia 2012

Żelazny cierń - Caitlin Kittredge


„Nie ma ucieczki przed szaleństwem”


Aoife, mimo że jest dziewczyną, uczy się w szkole inżynierów. Otaczają ją sami chłopcy, czuje się wyobcowana i ma tylko jednego przyjaciela – Cala. We krwi ma szaleństwo, tak jak i jej matka, tylko czeka, aż nekrowisrus dosięgnie i ją. Nie może przed tym uciec. Jednak póki ma czas, zachowuje się dobrze, uczy się wymarzonego fachu i trzyma się z dala od kłopotów. Lecz nie może zignorować rozpaczliwego listu od obłąkanego brata, który prosi ją o pomoc. Opuszcza akademię wraz ze swym przyjacielem i wyrusza do posiadłości zaginionego ojca, gdzie prowadzi ją nowy dziwny człowiek o imieniu Dean. Prze tę niebezpieczną wyprawę dziewczyna dowiaduje się rzeczy, których nie powinna, jej świat zostaje wywrócony do góry nogami i okazuje się, iż wszystko w co wierzyła, jest wielkim kłamstwem. Wiedza ta wpędza ją w jeszcze większe kłopoty, od których już nie da rady tak po prostu uciec.

Aoife jest wierna swemu bratu, mimo że próbował ją zabić. Wszyscy się odwrócili od szalonego Conrada, ale ona nie potrafiła. Dlaczego? Ponieważ pamiętała, jak było wcześniej, przed tym jak nekrowirus zaczął działać, gdy brat się nią opiekował i był jej przyjacielem. Jak widać, jest oddana i ceni swoich bliskich. Nie chce wierzyć w herezje, nie myśli o czarach, ale nie pochwala również stosowania brutalnych kar, na ludziach, którzy dopuścili się czynów niezgodnych z wierzeniami, jakie zostały narzucone na społeczeństwo. Zaś jej przyjaciel cały czas mówi tylko o wszystkich zasadach, o tym jak trzeba szanować wolę przywódcy i jak pogardza heretyckimi poglądami. Pozostaje jeszcze Dean, przewodnik, którego zatrudniła młoda dama i który ma zamiar pomóc im dotrzeć do celu. Jest on pozytywny, ciągle kłóci się z Calem i wierzy w magię, czym doprowadza młodszego chłopca do wściekłości. Jednak nawet on ma jakąś tajemnicę.

Sam pomysł na książkę jest całkiem ciekawy, na dodatek spotkałam się z wieloma pochlebnymi recenzjami tej publikacji, dlatego też sięgnęłam po nią. Świat maszyn, parowych silników i potężnych mostów, gdzie Nadzorcy sprawują pieczę nad społeczeństwem, a dokładniej mówiąc, kontrolują je, potrafi przyciągnąć czytelnika z niesamowitą siłą. Piękna okładka przyciągająca wzrok oraz zachęcający opis, również wzmagają ten efekt, przez co nie można przejść obok tej pozycji obojętnie. Książka miała potencjał i sądzę, że został on dobrze wykorzystany przez autorkę, która potrafiła wciągnąć czytelnika w stworzony przez siebie świat, karzący za wszelką herezję, z groźnym nieuleczalnym wirusem i niebezpiecznymi Nadzorcami. Również objętość jest idealna, gdyż nie jest to powieść tak krótka, by nie móc się nią nacieszyć, ani zbyt długa, co zwykle wywiera znużenie, opanowujące czytelnika.

Historia jest interesująca, nie nudzi odbiorcy i pozwala miło przy czytaniu spędzić czas. Początkowo, jak to często bywa, niewiele się dzieje, gdyż musimy poznać świat, w którym żyją bohaterowie, czyich losy są opisywane. Jesteśmy stopniowo wprowadzani w panujące tam prawa, reguły, które obowiązują wszystkich mieszkańców. Zapoznajemy się również krótko z historią tej rzeczywistości, z tym jak doszło do tego, iż taki obraz świata się utworzył, że zapanowały nowe osoby, zasady i choroby. Nazewnictwo nie jest skomplikowane, więc łatwo jest wgłębić się w te pozycję bez przeszkód. Ponadto autorka nie posługuje się ubogim językiem, a opisuje wszystko ciekawie i dokładnie, potrafi zaciekawić, przedstawić ogólne sedno oraz zabarwić opowieść licznymi opisami. Styl pisania jest dobry, idealnie opisuje zaistniałe sytuacje, a fabuła wciągająca i zaskakująca w niektórych miejscach.

„Żelazny cierń” jest dobrą, a wręcz bardzo dobrą pozycją. Niemniej nie oszalałam na jej punkcie, a przy ilości innych książek jakie czytam, kiedyś ona zniknie w tłumie i zapewne do niej nie wrócę. Dzisiaj na rynku, trzeba lśnić, by zwrócić uwagę czytelników, a mimo że kompozycja, pomysł i wszystko inne jest dobre w tym utworze, to jednak czegoś mu brakuje i nie jest on jednym z najlepszych. Ogólnie książka wywarła na mnie pozytywne wrażenie i z pewnością z chęcią sięgnę po jej kontynuację, gdyż naprawdę przyjemnie czytało się te lekturę, a główna bohaterka zjednywała sobie sympatię. Polecam ją osobom, które lubią antyutopie czy szeroko pojętą fantastykę, gdyż powinna im przypaść do gustu ta pozycja. Powinno się na nią zwrócić uwagę, a gdy wyjdą kolejne części i napisana będzie już seria, to jako całość może zyskać także wielu fanów. Warto przeczytać i zatopić się w świecie Aoife.


„Sople ich dłoni przeczesywały me włosy, słyszałam ich głosy recytujące poematy zimnego, wiecznego snu. Wreszcie, szczęśliwie, straciłam przytomność.”


Moja ocena 8/10

 
Tytuł: Żelazny cierń
Seria: Żelazny kodeks
Autor: Caitlin Kittredge
Ilość stron: 456
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2012-04-04



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^

czwartek, 9 sierpnia 2012

Życie, które znaliśmy - Susan Beth Pfeffer


„Czy to już koniec?”


Szesnastoletnia Miranda mieszka w Pensylwanii i przejmuje się zwykłymi sprawami, szkołą, ocenami, rodziną. Jednak ostatnio wszyscy zafascynowani są pewną asteroidą, która ma przelecieć niedaleko Ziemi. Nikt nie podejrzewa, jak to się ma zakończyć. Przez złe obliczenia okazuje się, że asteroida zderza się z Księżycem, czego skutki wyczuwalne są dla każdego człowieka. Anomalie pogodowe, tsunami, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów. Na początku tylko Księżyc wygląda inaczej, jest większy, jaśniejszy, ale po czasie tragedia spada na całą ludzkość, giną miliony ludzi na całym świecie. Nadchodzi czas próby, kto przetrwa, kto okaże się najsilniejszy. Jak można żyć w świecie, gdzie telekomunikacja i prąd wysiadają, gaz, benzyna i woda się kończą, a każdy myśli, że jego koniec jest już naprawdę blisko. Miranda nie jest zdana sama na siebie, ma rodzinę, która się nią opiekuje, i której ona zapewnia wsparcie i pomoc. Zaufanie, silna wola są wystawione na ciężką próbę w tej rzeczywistości, w której nie zawsze jest miejsce na sympatyczne uczucia dla innych.

Sięgałam po te pozycję z pewnym entuzjazmem, który zaczął gasnąć, jak przewracałam kolejne strony. Na szczęście niedługo. Około pierwszych pięćdziesiąt stron jest poświęconym zwykłym, błahym, a wręcz głupim problemom Mirandy i dlatego też, denerwowałam się na początku lektury. Lecz powieść nabrała kształtów po tym, jak wspomniana wcześniej asteroida, wybiła Księżyc z orbity. Nie za ciekawy scenariusz dla ludzkości, prawda? Niestety. W tamtej chwili pamiętnik Mirandy zmienia się nie do poznania, jak i osoba którą była. Teraz jej troski już nie są błahe, ponieważ musi walczyć o przetrwanie swoje i swojej rodziny. Reszta ludzi przestaje być ważna, nie obchodzą jej oni, zaś matka, która wcześniej zawsze lubiła pomagać innym, teraz troszczy się tylko o swoich bliskich i nie ma co się temu dziwić. Ta pozycja obrazuje jak zmieniają się ludzie, gdy są w obliczu śmiertelnego zagrożenia, jak stare więzi przyjaźni już nie mają takiego znaczenia i jak życie ludzkie staje się nieważne dla osób spoza rodziny.

„Mimo wszystko dziwnie się poczułam, tak samo, jak wtedy, gdy patrzyłam na Księżyc, za duży, za jasny. Chyba od zawsze mi się wydawało, że nawet po końcu świata McDonald będzie otwarty.”

Sam pomysł na książkę jest całkiem ciekawy i dobrze zrealizowany. Jednak ogólnie fabuła nie zawsze porywa, gdyż akcji jest zwyczajnie niewiele. Pozycja ta skupia się bardziej na przeżyciach ludzi, ich reakcjach, zmianie charakterów w obliczu tego co ich spotkało. Opisany jest prawie rok, od maja do marca, lecz w tym czasie naprawdę mało się wydarzyło. Oczywiście asteroida, a potem katastrofy, ale my znamy tylko życie Mirandy, jej dwójki braci i matki. Pojawia się kilku bohaterów pobocznych, którzy pojawią się w pewnym momencie, a w innym odchodzą i przynajmniej oni wprowadzają coś nowego. Szara codzienność, dosłownie szara, gdyż powietrze jest zanieczyszczone. Codzienna walka z głodem, z własną wytrzymałością. Jest to całkiem interesujące, niemniej czasami również nużące. Jest niewiele momentów radości, a na kolejnych stronicach powieści znajdziemy coraz więcej smutku i rozpaczy.

Styl pisania autorki jest lekki, łatwo się czyta dzięki temu powieść, jednak nie pasuje mi on do książki, która skupia się na emocjach, nie na wydarzeniach, które można opisać prostymi słowami, nie tak jak uczucia. Forma pamiętnikarska również jest całkiem nietypowym rozwiązaniem, gdyż prędzej spodziewałabym się po tym narracji trzecioosobowej, by lepiej przekazać emocje, do których nawet przed pamiętnikiem nie można się przyznać. Na dodatek taki sposób narracji na początku mnie trochę drażnił, gdy główna bohaterka opisywała swe błahe rozterki. Warto natomiast wspomnieć, że przy każdym wpisie Mirandy zaznaczone są daty, dzięki czemu czytelnik się nie pogubi i zauważy jak pogoda wariuje i nie pasuje do danej kalendarzowej pory roku. Dodatkowo książka podzielona jest na części, przypisane kolejnym porom roku oraz oczywiście widoczne są rozdziały, które oddzielały poszczególne wydarzenia.

„Życie, które znaliśmy” jest dobrą pozycją, która jednak trochę mnie zawiodła, ponieważ spodziewałam się po niej trochę więcej. Nie wciągnęła mnie ta książka bez reszty, mogłam ją spokojnie odłożyć na bok i robić cóż zupełnie innego, niezwiązanego z tematem. W którymś momencie nawet chciałam przestać czytać, ale na szczęście nie zrobiłam tego, gdyż mimo wszystko historia ta mi się podobała i z chęcią sięgnę po części kolejne. Pomimo niektórych wad, czasami przeżywałam to co działo się na stronach tego utworu i przejmowałam się tym, jak dalej potoczą się losy Mirandy i jej rodziny. Osoby, które są zainteresowane powieściami z gatunku dystopii, powinny sięgnąć po tę pozycję. Polecam ją też osobom, które zainteresowane są przeżyciami Mirandy, lubią lektury skupiające się na wnętrzu głównej bohaterki i nie przeszkadza im narracja w formie pamiętnika, gdyż jest to utwór warty uwagi.


„- Jakoś nie mogę uwierzyć, że asteroida walnęła w Księżyc tylko dlatego, że chciałam iść na bal z Danem - stwierdziłam. - Po co w ogóle Bóg uczynił nas ludźmi, skoro nie chce, żebyśmy postępowali jak ludzie?
- Aby się przekonać, czy zdołamy wznieść się ponad niskie pobudki – wyjaśniła. - Ewa dała Adamowi jabłko. W rezultacie skończył się Eden.
- Czyli wszystko sprowadza się do żarcia - podsumowałam.”


Moja ocena 7/10


Tytuł: Życie, które znaliśmy
Seria: Ocaleni
Autor: Susan Beth Pfeffer
Ilość stron: 352
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2012-03-02



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...