sobota, 29 października 2011

Wyniki, wyniki, wyniki ! Czyli kto zgarnął "Pomiędzy" i książka niespodzianka ^^



Brawa dla wszystkich uczestników ! ^^ Przysłali wspaniałe prace, które ja i reszta jury (A, Annie, Suzan, Charli) z przyjemnością przeczytaliśmy i oceniliśmy. Wybór był bardzo trudny. Szczególnie dwie prace szły łeb w łeb aż w końcu jedna wygrała :) Różnica w punktach wynosiła tylko 0,5 ! Wiem, że to niewiele, jednak tak zostało rozstrzygnięte. Nie przeciągając już dłużej, zwycięzcą jest: . Serdecznie gratuluję ! Do Klaudii wędruje "Pomiędzy", dlatego proszę o jak najszybsze podesłanie danych adresowych :)


Dla zainteresowanych jej praca: 

Czasami zastanawiam się, czy to aby na pewno się wydarzyło. Nie jestem pewny, ponieważ do teraz nie mogę w to uwierzyć.
***
- Idziesz? – Zapytał mnie Anthony stojąc przy mojej szafce.
- Już. – Odpowiedziałem. Razem z tłumem innych uczniów podążyliśmy do szkolnej stołówki. Obiady nie były wyśmienite, ale gdy byliśmy głodni potrafiliśmy iść jeszcze po dokładkę. Wzięliśmy tace i dołączyliśmy do kolejki, która posuwała się ślimaczym tempem. Gdy w końcu dotarliśmy do kucharek dostaliśmy bezkształtną breję zwaną makaronem i dziwnie wyglądający sos. Cóż, lepsze to niż nic.
Podeszliśmy do zwykle znajdującego się przed nami stolika i wtedy ją zobaczyłem.
Dziś wyglądała wyjątkowo. Kręcone blond włosy spływały kaskadą na plecy, a niebieskie, bystre oczy patrzyły na osoby znajdujące się w pomieszczeniu. Na sobie miała zwykły czarny t-shirt i dżinsowe rurki. Ot, zwykły strój, ale na niej wyglądał niesamowicie. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Odwzajemniłem uśmiech, ale miałem wrażenie, że wyglądam jak idiota. Czyli jak zwykle. No dobra, nie było ze mną aż tak źle. Mam zielone oczy i dłuższe włosy, 180 centymetrów wzrostu i wysportowaną sylwetkę, to akurat zawdzięczam regularnym treningom w koszykówkę.
- Michael! Puk, puk! Jest tam kto? – Anthony zwrócił na siebie moją uwagę, czego on znowu chciał?
- Co? – Zapytałem.
- Pytałem o to, czy mamy jutro sprawdzian z trygonometrii, ale najwyraźniej byłeś w swoim świecie razem z nią.
Czy to naprawdę jest aż tak widoczne? Niemożliwe.
- Nie, nie mamy jutro testu. – Mówiąc to podniosłem wzrok na osoby dosiadające się do nas.
- Nie wierzę, że każą nam to jeść. – Sophie skrzywiła się. Zmrużyła brązowe oczy i wpatrywała się oczekująco w Anthony’ego.
- Fakt, nie wygląda zachęcająco, ale gdyby zamknąć oczy i zatkać nos, to dałoby się to skonsumować. – Chłopak przyglądał jej się spokojnie, ale pod fasadą skrywał zupełnie inne uczucie. Jak na dłoni widać było, że za nią szaleje. I z wzajemnością zresztą. Jeden tylko mankament niestety nie pozwala im być razem. A mianowicie: żadne z nich nie chce się do tego uczucia przyznać.
- Jak samorządowi idą przygotowania do halloween? – Usłyszałem pytanie skierowane w moją stronę przez Jamesa.
- Hmmm… Dobrze, mamy już zapewniony catering i napoje, jeszcze trzeba tylko zamówić dekoracje i je zamontował. – Odpowiedziałem. Skierowałem swój wzrok z powrotem na Caroline. Nie patrzyła już na mnie. Poczułem zawód.
Powoli powlokłem się po schodach do mojego pokoju. Przeszedłem przez drzwi i poczułem się zmęczony. Pstryknąłem przełącznikiem światła, omiotłem wzrokiem pomieszczenie i po raz kolejny zdziwiłem się na paradoks się w nim mieszczący. Jedną ze ścian pokrywały koszulki drużynowe, zdjęcia i półki z pucharami wygrane podczas meczy. Drugą jednak pokrywała jedna, wielka, wypełniona po brzegi półka z książkami. Od klasyki, poprzez kryminały, do fantastyki (którą, nawiasem mówiąc, najbardziej lubię). Znajdowały się tam powieści Tołstoja, Charlotte Bronte, Jane Austen, Dana Browna, Johna Marsdena, Trudi Canavan i wielu, wielu innych.
Moich kumpli zawsze dziwiło, że lubię czytał, ale to nie moja wina, ze odziedziczyłem to po rodzicach. Mama jest bibliotekarką, a tata pisarzem. Nie mówię, że ciągle tylko czytam, w końcu na imprezy też chodzę (nawet często), ale lubię to.
Spojrzałem w kierunku okna i zobaczyłem ją. Siedziała na swoim łóżku i przyglądała mi się. Sięgnęła po blok i marker. Szybko coś w nim zapisała i odwróciła w moją stronę. Mimo, że nie rozmawialiśmy werbalnie już dawno to utrzymywaliśmy ze sobą kontakt kartkowo-okienny. Kiedyś bardzo się przyjaźniliśmy, potem każde z nasz poszło swoją drogą, ja zacząłem chodzić na treningi kosza, ona na balet, śpiew i malarstwo. Miała talent.
Na kartce napisane było: „Co u Ciebie?”. Uśmiechnąłem się i sięgnąłem po leżące niedaleko puste, białe kartki i flamaster. Szybko nabazgrałem odpowiedź „Nic, a u Ciebie?”. Odwracając kartkę spojrzałem w niebieskie oczy Caroline i w mojej głowie pojawiły się obrazy, których wcale nie powinno tam być.
- No już, napisz jej, że maci się spotkać. – Usłyszałem dźwięk czyjegoś głosu, ale nikogo nie zobaczyłem. W pokoju nadal byłem sam, a drzwi na pewno zamknąłem. Jeszcze raz obejrzałem się, a przed moimi oczami pojawiły się dwa duchy. Chwila, chwila… Duchy?!
- Co tak patrzysz? Pisz! – Po raz kolejny do moich uszu dobiegł dźwięk, ale nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Szybko odwróciłem głowę w kierunku dziewczyny w oknie domu obok. Przyglądała mi się tylko, więc pewnie nie widziała, że w moim pokoju są zjawy z zaświatów. Spojrzałem na kartkę przez nią zapisaną, napisała, że nic ciekawego, że przeprasza, ale musi się uczyć. Zasłoniła okna i ostatnie co widziałem to jej długie, kręcone blond włosy znikające za zasłoną.
- Kim, a raczej czym jesteście i co tu robicie?! – Wyszeptałem do dwóch duchów.
- Ja jestem Mary – mniejsza zjawa wskazała na siebie. – A to Matt. Przyszliśmy cię zmotywować do działania. Nie możemy patrzeć na to, jak się męczysz.
- Proszę?!
- To co słyszałeś. – Po raz pierwszy w tej absurdalnej sytuacji odezwał się duch-chłopak. Jego głos z pewnością musiał należeć do nastolatka.
- O mój Boże… - Wyszeptałem. Nie mieściło mi się to w głowie.
- No, no. Bóg nie ma z tym nic wspólnego. – Duchy powiedziały to równocześnie. A potem ogarnęła mnie ciemność.
***
To z pewnością mi się śniło. Za dużo kofeiny źle działa na człowieka. Zacisnąłem mocno powieki i przedłużałem chwilę, gdy będę musiał otworzyć oczy. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden… Omiotłem spojrzeniem pokój i…
- No nareszcie. Już myśleliśmy, że nigdy nie wstaniesz. Czy nie sądzisz, że mdlenie jest niemęskie? – Usłyszałem głos Matt’a. Czyli to jednak prawda.
- To tylko mi się wydaje, to tylko mi się wydaje… - Zacząłem powtarzać jak mantrę, jednak zjawy nie znikały.
- Wiesz Mary, on chyba nie może uwierzyć, że my istniejemy.
- Potwierdzam, nie zaprzeczam. – Odpowiedział duch do którego zdanie było skierowane. – Słuchaj, teraz musimy już iść, ale jeszcze tutaj przyjdziemy.
Puf. Zniknęły.
Odetchnąłem z ulgą i spróbowałem wstać na własne nogi. To nie mogło być naprawdę. To na pewno naprawdę się nie zdarzyło. Na pewno, na pewno, na pewno. Bezsiły położyłem się na łóżku i zasnąłem.
*** - Wstawaj śpiochu! Szkoda dnia! – Usłyszałem nad uchem damski głos. Co?!
- To nie może dziad się naprawdę. – Wymamrotałem sennie i miałem nadzieję, że mam rację. Nie miałem. Duchy były w moim pokoju. – Czego chcecie? – Powiedziałem już całkiem rozbudzony.
- Tylko ci pomóc, nic więcej. – Zsynchronizowane jak szwajcarskie zegarki zjawy odpowiedziały jednocześnie.
- Nie potrzebuję pomocy.
- Owszem potrzebujesz.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
Podczas słownej sprzeczki zacząłem się ubierać. Duchy, chyba z przyzwoitości (przynajmniej tyle) odwróciły wzrok.
- Nie, nie potrzebuję. – Wziąłem do ręki plecak i otworzyłem drzwi. – Jak wrócę to ma was tu nie być.
Wyszedłem i trzasnąłem drzwiami. Szybko zahaczyłem o kuchnię, skąd porwałem przygotowane przez gosposię May śniadanie.
Cały dzień przeleciał beznadziejnie. Nie potrafiłem się nad niczym skupić. Dopiero na treningu humor i dobre samopoczucie wróciło. Zapomniałem o tej nienormalnej sprawie, bo moja uwaga skoncentrowała się na wrzuceniu piłki do kosza. Uderzanie przedmiotu o podłoże nadało rytm moim krokom, a bicie serca dopasowało się do niego.
- Ona patrzy! – Znienacka przede mną pojawił się Matt. Zaskoczony straciłem rytm, piłka nie odbiła się tak jakbym sobie tego życzył, wleciała mi pod nogi, a ja jak długi poległem na ziemi. Jakby tego było mało, to doświadczyłem uczucia przejścia przez ducha. Miałem wrażenie, że ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody.
- No to raczej nie pomoże ci w poderwaniu jej. – Matt rzucił krótko i zdematerializował się.
- Thomas! Co ty do cholery wyprawiasz?! – Krzyknął w moim kierunku trener, a ja usłyszałem gromki śmiech pozostałych chłopaków z drużyny.
- Nie było tak źle. – Anthony próbował mnie pocieszyć, ale nie bardzo mu to wychodziło. – No może oprócz tego, że jesteś, słyszę odbicia piłki, mrugam, a ty nagle leżysz na ziemi. – Powiedział i gromko się zaśmiał.
- Ale ty śmieszny jesteś. – Odparowałem z sarkazmem.
- Chodź, odwiozę cię do domu… - Nadal śmiejąc się poprowadził nas do samochodu. Mimo, że obaj mieliśmy prawko to on pierwszy dorobił się samochodu, skurczybyk.
- Jak tam dekoracje hallowen?
- Dobrze, a co? Jesteś chętny do pomocy? – Zapytałem. Co oni tacy dociekliwi ostatnio w związku ze świętem (o zgrozo!) duchów?
- Hm… Nic, nic. – Odrzekł szybko speszony i… Zaczerwienił się. Co? Anthony się zaczerwienił?!
- Mów. – Powiedziałem krótko, a on nie wytrzymał.
- ZaprosiłemnabalSophie. – Wyrzucił z siebie jednym tchem. Potrzebowałem chwili na rozszyfrowanie jego słów.
- No Stary, gratuluję, że w końcu się przełamałeś. – Już myślałem, że nigdy tego nie zrobi. – Zgodziła się?
- Nie uwierzysz, ale tak. – On naprawdę tego nie widział, że jej się podoba?
- No to jeszcze lepiej. – Poklepałem go po plecach. Szczęście, że do imprezy został tylko jeden dzień. W tym roku nie wybieram się z nikim. Nie miałem ochoty na towarzystwo żadnej dziewczyny, oprócz Caroline. Pech chciał, że ona umówiona już była z Paulem. Jak ja gościa nie cierpię!
Dojechaliśmy pod mój dom, wysiadłem, a Anthony odjechał do siebie.
***
Pary szły po czerwonym dywanie w kierunku sali balowej. Udekorowana była w sposób, że nie można było poznać, iż za dnia pocą się na niej setki uczniów. Czarny materiał udrapowany był na ścianach i, jakimś cudem, na suficie. W rogach stały „przerażające” potwory, z jednej strony sali ustawione były stoły i krzesła, z przodu było miejsce dla kapeli, która w tym roku dla nas zagra, największą część zajmował parkiet. Gdy pomieszczenie powoli się zapełniało ja szukałem tylko jednej twarzy. Jest! Dostrzegłem ją. Caroline ubrana była w długą, krwistoczerwoną gorsetową sukienkę, włosy upięła w misterny kok na głowie, na szyi miała czarną kolę. Wyglądała zjawiskowo.
Impreza zaczęła się na dobre, ludzie tańczyli i wygłupiali się. Niektórzy, tak jak ja siedzieli przy stolikach. W pewnym momencie dosiad się ktoś do mnie. Podniosłem wzrok i spostrzegłem, że była to Caroline. Już miałem się odezwać, gdy DJ zapowiedział jeden z wolniejszych kawałków. Nie pozostało mi nic innego, jak poprosić dziewczynę do tańca.
W połowie piosenki w mojej głowie pojawiła się myśl: „Zrób to!”. Caroline widząc co zmierzam wspięła się na palce, powoli przysunąłem swoje usta do jej warg. Gdy nasze ciała się zetknęły – odpłynąłem. Wszystkie myśli, oprócz jednej, odpłynęły z mojego umysłu.
- No nareszcie. – Usłyszałem w uchu głos Mary. Oderwałem się od Caroline i zmierzyłem duchy groźnym spojrzeniem. Na sekundę przeniosłem wzrok na dziewczynę obok mnie i spostrzegłem, że ona też wpatruje się w zjawy z groźnym błyskiem w oku.
- Matt, Mary! Co wy tu robicie? Przecież mówiłam, że ma was to nie być! – Krzyknęła, a duchy jakby się skurczyły.
- To ty o nich wiesz?! – Wypowiedziałem zdumiony.
- Oczywiście. To ja je do ciebie przysłałam.


Ale w tytule jest coś o książce niespodziance. Otóż tę pracę wybrało całe jury. Zaś ja stwierdziłam, że skoro to mój konkurs, to dlaczego ja nie mam wybrać zwycięskiej pracy. W końcu uznałam, że mogę i wybrałam swego faworyta :). Wynikiem tego jest kolejna nagroda i mam nadzieję, że osoba, do której powędruje, się ucieszy. Kolejną zwyciężczynią jest Justilla, której także serdecznie gratuluję. Jej nagrodę musiałam ufundować sama i dlatego otrzyma ona "Lodową Panią". Oczywiście jeżeli nie jest zainteresowana, nie musi podawać swoich danych i po prostu lektura ta nie zostanie przesłana :)

Praca:


Krążyłam niespokojnie po pustym domu. Co chwilę zerkałam na zegarek, a każda mijająca sekunda zdawała się trwać wieczność. W końcu ujrzałam odpowiednią godzinę. Tak!, powiedziałam sobie triumfalnie. Zerknęłam w lusterko. W odbiciu ujrzałam owalną twarz, okoloną czarnymi lokami, które pieczołowicie skręcałam przez ostatnią godzinę. Lekki makijaż dopełniał dzieła, podobnie jak śliczne kolczyki z piórek – prezent od chłopaka na ostatnie urodziny. Poprawiłam lekko fryzurę, przejechałam ostatni raz błyszczykiem usta i byłam gotowa do wyjścia. Nałożyłam kurtkę, kozaczki na wysokim obcasie, chwyciłam torebkę i już po chwili zamykałam dom. Ruszyłam przed siebie, a moim celem była kawiarnia znajdująca się kilka ulic dalej. Zmierzchało, zerknęłam w górę – właśnie zapalali lampy. Jedna po drugiej, powoli rozbłysły, rozjaśniając ciemność. Szłam raźnym krokiem i po chwili zeszłam z głównej ulicy w małą uliczkę, mój ulubiony skrót. Maciek zawsze mi powtarzał, że nie powinnam tędy chodzić, że to niebezpiecznie… Ale do tej pory nikt mnie nie zaczepiał. Nie bałam się tej drogi. Mijałam właśnie przedostatnią kamieniczkę, gdy ktoś chwycił mnie za ramię.
- Hej! Łapy przy sobie! – krzyknęłam, odwracając się.
Przed sobą ujrzałam dwóch dresów. Mieli kaptury naciągnięte na głowy i złośliwe spojrzenie. Jeden znajdował się bardzo blisko mnie, zaśmierdziało piwem i papierosami. Od tego smrodu lekko zakręciło mi się w głowie. Poczułam lekki strach. Modliłam się w myślach, aby najwyżej spytali czy mam fajki czy coś…
- Puść mnie – powtórzyłam, ale już z mniejszym przekonaniem.
- Nie zamierzam – odpowiedział  ten bliższy.
Jego kumpel zarechotał.
- Taka  laska… Dawaj ją do nas, zabawimy się.
Przełknęłam z trudem ślinę i otworzyłam usta, ale głos ugrzązł mi w gardle, gdy zobaczyłam jak z drzwi wynurza się kolejnych dwóch mężczyzn. Nagle coś szarpnęło mnie za włosy. To jeden z nich zaczął mnie ciągnąć w kierunku otwartych drzwi. Zaczęłam piszczeć i wyrywać się. Próbowałam kopnąć tego, co mnie trzymał, ale uskoczył. Chciał złapać mnie za ramię, ale gdy tylko jego dłoń spoczęła na moim ramieniu, ugryzłam ją. Zawył z bólu, a ja zaczęłam uciekać.
- Pomocy! – krzyczałam. – Niech mi ktoś pomoże!
Wtem drugi złapał mnie wpół i moje krzyki już nic nie dały. Zatkał mi usta dłonią. Szarpałam się, mimowolnie próbując się uwolnić. Nagle mnie puścił, a ja zaskoczona upadłam, mocno uderzając głową o ziemię. Oszołomiona podniosłam się lekko na kolana i spojrzałam, co się dzieje. Gdy ujrzałam scenkę przede mną, pomyślałam, że może jednak mam wstrząs mózgu, a przynajmniej omamy.
Dwoje półprzezroczystych ludzi, chłopak i dziewczyna rozdawali kopniaki na prawo i lewo, powalając czwórkę mężczyzn. Gdy jeden zaczął się podnosić, chłopak machnął dłonią i tamten odleciał w powietrze, uderzając o mur. Rozdziawiłam usta. Nagle ich uwaga skupiła się na mnie. Odruchowo chciałam wstać i uciekać, ale natychmiast zakręciło mi się w głowie i ziemia znów poleciała mi na spotkanie. Coś srebrnego mignęło mi przed oczami… A potem była już tylko ciemność.

Gdy odzyskałam świadomość leżałam we własnym łóżku. Zamrugałam oczami i wróciło do mnie wspomnienie ostatnich chwili. Podniosłam szybko głowę i ogarnęłam wzrokiem pokój, ale był pusty. Żadnych dziwnych kształtów, świecących ludzi. To musiał być wyraz uderzenia w głowę, pewnie jacyś przechodnie mi pomogli. Tylko, kto mnie tu przyniósł? Zaczęłam wstawać i usłyszałam czyjś głos:
- O, księżniczka się obudziła.
Podniosłam wzrok i na chwilę przestałam oddychać. Zbliżał się do mnie przystojny chłopak o miłym wyrazie twarzy. Jedyny defekt był taki… że jednak widziałam poprzez niego swój pokój.
- Witaj, Saro – powiedział duch.
- O cholera – wyrwało mi się.
Duch skrzywił się.
- Nie stać się na nic lepszego? Ja wiem, na przykład „Cześć, dzięki za uratowanie życia?” – powiedział, udając oburzonego.
Spojrzałam na niego spode łba.
- Po pierwsze, nie wierzę w duchy. Po drugie, myślałam, że moja wiara obejmuje anioła stróża, a nie ducha. Po trzecie, uważam, że mam omamy.
Chłopak rozłożył ręce.
- Ratuje ci tyłek od dwóch lat, a tobie się Anioła Stróża zachciewa? A tak w ogóle, znasz taki dowcip „Nie wierzę w duchy, ale nie wiem czy one o tym wiedzą?” No to przyjmijmy, że nie słyszałem twojej wypowiedzi na ten temat. Zacznijmy od podstaw – zreflektował się. – Jestem Daniel.
- A ja jestem zła – warknęłam. - Idę do kuchni napić się wody i wziąć tabletki, a jak wrócę to liczę, że ciebie już tu nie będzie.
Ujrzałam lekkie zdumienie na jego twarzy, ale nic mnie to nie obchodziło. Wstałam całkowicie z łóżka i wyszłam z pokoju, szerokim łukiem omijając ducha. Strasznie bolała mnie głowa, a rozmowa z … nim nie pomogła mi na psychikę. Byłam pewna, że gadałam z wytworem własnej wyobraźni i gdy wrócę już go nie będzie. Otworzyłam szafkę z lekami. Znalazłam właściwe opakowanie i nalawszy sobie wody, łyknęłam tabletkę. Posiedziałam w kuchni z jakieś dziesięć minut. Westchnęłam ciężko i wróciłam do pokoju. Ból głowy powoli mijał, a mimo to moim oczom ukazał się niezwykły widok – oto półprzezroczysty, przystojny chłopak leży wygodnie na moim łóżku i przegląda książkę, którą czytałam wczorajszego wieczoru przed snem.
- No nie! – zawołałam. – Podeszłam szybko i zabrałam mu książkę. – Skoro już tu musisz siedzieć, to może zachowuj się jak trzeba?
Chłopak podniósł się zirytowany.
- Hej, ja też mam uczucia, wiesz? Ponadto mam też imię i określone zadanie. I niestety brzmi ono tak, że mam się tobą opiekować, czy tego chcesz czy nie. Więc lepiej się przyzwyczaj.
- Do twojej upierdliwej obecności i grzebania w moich rzeczach? – Szłam za nim i wyrwałam mu z rąk swój notatnik z cytatami. Przypadkiem dotknęłam jego dłoni. Wbrew moim oczekiwaniom moja ręka dotknęła drugiej, zupełnie materialnej, choć chłodnej. Odskoczyłam, zaskoczona. Nie uszło to uwadze Daniela.
- Zdziwiona? Dla ciebie jestem też materialny, co niestety ma swoje dobre i złe strony. Zła jest taka, że jeśli kopniesz mnie tam, gdzie twoja poprzedniczka to przez kilka dni bronić się będziesz sama.
Uniosłam brwi, nie wiedząc, o co chodzi, ale po chwili załapałam. Zaczęłam się śmiać, na co duch pogroził mi palcem.
- Nawet o tym nie myśl.
Pokręciłam głową, rozbawiona. Powoli przyzwyczajałam się do swojego szaleństwa, towarzystwo tego chłopaka było ciekawym doświadczeniem.
- Naprawdę myślisz, że ktokolwiek będzie mnie atakował cały czas? – spytałam się pierwszej lepszej rzeczy, która przyszła mi do głowy.
Nachmurzył  się.
- Moja obecność przyciąga złych typków, ludzi i duchy. Mimo to potrzebujesz tej ochrony, najwyraźniej jesteś kimś ważnym dla przyszłości. Więc siłą rzeczy, ja teraz nauczę cię walczyć, a ty tolerować moją obecność. Dobrowolna zgoda byłaby łatwiejsza.
Myślałam chwilę, rozważając za i przeciw. Do tej drugiej opcji zaliczał się ewentualny psychiatry, do pierwszej – przygody niczym z filmu i książek. Podniosłam głowę i spojrzałam Danielowi z lekkim uśmiechem w oczy.
- No dobra – powiedziałam. – To czego nauczysz mnie najpierw?

***

Jednym zręcznym ruchem opadłam na ziemię i gwałtownym kopnięciem przewróciłam przeciwnika. Obok mnie Daniel spokojnym gestem pozbawił pomocy grawitacji drugiego. Mężczyzna zawisł w powietrzu na wysokości pierwszego piętra.
- To co zawsze? – spytała, odwracając się do Daniela.
Skinął głową, patrząc zimno na swojego więźnia.
Znalazłam duży kamień i zważyłam go w dłoni. Spojrzałam w górę i zobaczyłam jak mężczyzna dygocze z przerażenia.
- Nie…  – jęknął.
Rzuciłam pocisk. Rozległ się łoskot tłuczonej szyby, a po chwili dołączył do tego świst powietrza, gdy mężczyzna został wrzucony przez wybite okno do własnego domu. Daniel dołączał do tego zaklęcie unieruchamiające. Zwykle spotkanie z nami napędzało im takiego strachu, że nigdy więcej nikogo nie zaczepiali, bojąc się, że ich znajdziemy. Gdy ktoś niewidziany kopie ci tyłek, może to nieźle zamieszać w głowie.
Chłopak zwrócił się w moją stronę. Byłam już dwa lata starsza niż przy pierwszym spotkaniu, on wciąż w tym samym wieku, choć w dalszym ciągu fizycznie trochę starszy niż ja. Za kilka lat odejdzie, a mnie przydzielą kolejnego ducha, starszego. A na razie…
- Drużyna? – spytał Daniel, wyciągając do mnie dłoń.
- Drużyna – odpowiedziałam bez wahania, przybijając z nim piątkę.

<<KONIEC>>


I na koniec chciałam tylko przypomnieć, że na 20 000 wejść będzie kolejny konkurs :D A sądzę, że będzie to już niebawem. Na razie jeszcze nie wiem co będzie nagrodą, jaki będzie konkurs... no nie wiem nic.  Mam nadzieję, że miło Was wszystkich zaskoczę :D No i to by było na tyle, nie zajmuje już więcej Waszego czasu ^^

Pozdrawiam ciepło ^^
Tris

12 komentarzy:

  1. Gratuluję wygranej!
    Świetne prace ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam bardzo ciekawa wyników. Gratulacje dla zwycięzców.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej! Chyba nie mogę w to uwierzyć, ale bardzo się cieszę :} Już przesyłam dane kontaktowe ;]
    Oczywiście gratuluję Justilli!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem całkiem zaskoczona :D Czytałam pracę Klaudii, świetna historia, a tu nagle czytam dalej, a tam takie wyróżnienie dla mnie! Cieszę się niesamowicie i bardzo dziękuję, z miłą chęcią przeczytam "Lodową Panią", od dawna mam chętkę na tę książkę :) Już skrobię maila z adresem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję:) Naprawdę długa praca;P
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...