piątek, 28 października 2011

Jestem numerem cztery

Tytuł: Jestem numerem cztery
Reżyser: D.J. Caruso
Obsada: Jake Abel, Timothy Olyphant, Alex Pettyfer, Diana Agron, Teresa Palmer
Czas trwania: 109 min. 

John Smith to pozornie zwyczajny młody mieszkaniec jednego z miasteczek w USA. W rzeczywistości jest jednak uciekinierem z pogrążonej w wojnie planety Lorien, który na Ziemi szuka schronienia. Trafia do cichego miasteczka w Ohio. Tu spotyka Sarę Hart, dziewczynę miejscowej gwiazdy footballu. Rodzi się między nimi uczucie. Wkrótce jednak John i jego szkolna miłość znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Okazuje się, że John jest jednym z dziewięciu uciekinierów z tajemniczej, unicestwionej planety, ściganych przez bezlitosnego wroga. Numer Jeden, Dwa i Trzy już nie żyją. Teraz kolej na Numer Cztery. By ocalić skórę, John będzie musiał użyć swych niezwykłych mocy i zjednoczyć siły z pozostałymi zbiegami.
 
Szczerze mówiąc, nie wiedziałam czego spodziewać się po tym filmie. Recenzje innych także nie pomogły, gdyż były osoby mówiące, że to gniot i osoby, które uważają, że jest świetny. Przez to musiałam przekonać się sama co takiego ma lub nie ma w sobie to widowisko. Wydawać by się mogło, że kolejny film o dzieciakach z innej planety czy ukrytymi mocami będzie oklepany. Muszę przyznać, że arcydziełem nie jest, jednak miło się go oglądało.

I znów spotykamy się z Alexem Pettyferem. Gra on głównego bohatera, Johna. Uważam, że znakomicie pasował do tej roli. Świetnie zagrał z lekka zdezorientowanego nastolatka, na którym ciąży wielka odpowiedzialność. John musi się przeprowadzić i opuścić swoją starą szkołę i przyjaciół z ostrożności. Jego moce zaczynają się ujawniać. Może w każdej chwili zginąć, żyje w napięciu, a przede wszystkim w samotności. Po jakimś czasie nie zważając na niebezpieczeństwo postawia, że musi żyć, lecz nie w ukryciu. Rozumie, że musi się zmierzyć z nieuniknionym, a nie ciągle uciekać.

Ile razy słyszało się, że nie powinno się unikać czegoś, z czym nie chciało się zmierzyć? Na pewno wiele razy. Że to i tak do nas wróci i nie powinno się tego odkładać na później. Tym razem mamy to przedstawione na nieco większą skalę, gdyż ceną jest życie, a nie, powiedzmy, zła ocena. W filmie widzimy także prawdziwą siłę przyjaźni, oddania i miłości. Ukochaną i bliską osobę trzeba chronić i nie zostawiać jej. I właśnie te wartości popychają głównego bohatera do działania.

Fabuła także nie stoi w miejscu i jest bardzo ciekawa. Wiele się dzieje, aczkolwiek niekiedy spotykamy się z wielce przewidywalnymi momentami. Sądzę, że tego nie da się uniknąć, a kilka zaskoczeń w końcu też mnie przy oglądaniu spotkało. Na liczne zwroty akcji nie ma co liczyć, jednak rekompensatą są dobre efekty specjalne. Uważam, że ogólnie cała fabuła jest na duży plus, szczególnie że w ogóle nie nudziła.

Jak już pisałam „Jestem Numerem Cztery” przypadł mi do gustu. Co do gry aktorskiej nie mam zastrzeżeń, a film ogląda się z wielka przyjemnością. Nie jest on co prawda ambitny, jednak takich lekkich filmów także człowiek potrzebuje. Można się przy nim spokojnie zrelaksować, nie trzeba skupiać na nich całych myśli… jednym słowem da się po prostu odpocząć. Polecam miłośnikom nieskomplikowanych, niemniej absorbujących, na swój sposób, produkcji.

Moja ocena 8/10

19 komentarzy:

  1. Film oglądałam całkiem niedawno i również mi się spodobał. Podobała mi się też ścieżka dźwiękowa:). Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Film bardzo mi się spodobał, a zwłaszcza ścieżka dźwiękowa (chyba nawet bardziej), którą po prostu uwielbiam. Gdzieś czytałam, że podobno ma być kontynuacja pierwszej części.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie oglądałam, ale mam nadzieję niedługo to nadrobić :) W końcu Alex gra, to jak bym mogła nie zobaczyć!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam w wielkich planach, muszę najpierw ten film zdobyć :}

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja próbowałam przeczytać... i nie zdołałam! To straszne, ale mi się to nie udało. Może jeszcze kiedyś uda mi się zmotywować na tyle, żeby dokończyć, ale nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi się podobał, byłam na nim w kinie krótko po premierze. Teraz poluję na książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się. Na seans z przyjaciółmi idealny.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oglądałam film i również przypadł mi do gustu. Teraz zamówiłam książkę i ciekawa jestem czy także pozytywnie ją odbiorę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zarówno film, jak i książka jeszcze przede mną, ale mam w planach i czaję się na nie od dawna

    OdpowiedzUsuń
  11. Koniecznie z moim M. muszę oglądnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam o tej książce oraz o filmie, ale nie miałam okazji poznać ani jednego ani drugiego. Mimo pozytywnej recenzji nie skuszę na obejrzenie filmu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Koleżanki były na tym w kinie i polecały, więc po twojej zachęcającej recenzji muszę obejrzeć! :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie się niespecjalnie podobało, a Pettyfer zawiódł moje oczekiwania. Chcieli zrobić z niego nastolatka, ale w gruncie rzeczy wygląda na ponad 20 lat... Efekty nie zachwyciły, fabuła niespecjalnie wciągnęła... Przeciętniak

    OdpowiedzUsuń
  15. Niesamowicie wysoka ocena, dla mnie ten film to jakaś porażka. Nie lubię Dianny, a Alex grał tak po prostu katastrofalnie :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja niestety nie wytrzymałam i oglądałam po łebkach. Trochę to dla mnie było za głupawe, ale obejrzeć musiałam ze względu na aktorkę - Dianę Agron (bo kocham Glee ;) )

    OdpowiedzUsuń
  17. Spodobał mi się, jednak wolę książkę, a teraz poluję na jej kolejną część ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kocham ten film! (bo gra tam Callan McAuliffe) :D A teraz czytam "The power of six" i oni muszą nagrać film! Inaczej się załamię xD

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...