sobota, 17 września 2011

Ostatni władca wiatru

Tytuł: Ostatni Władca Wiatru
Reżyser: Shyamalan M. Night
Obsada: Jackson Rathbone, Nicola Peltz, Dev Patel, Noah Ringer
Czas trwania: 103 min. 


Zobacz porywającą przygodę, opartą na znanym serialu Nickelodeon Avatar: Ostatni Władca Wiatru. Dołącz do Aanga, niezwykłego chłopca, który posiada niesamowitą moc. Przeżyj emocjonującą podróż po egzotycznej krainie, pełnej magicznych stworów i potężnych przyjaciół. Będąc Avatarem, tylko on ma szansę zakończyć odwieczny konflikt między czterema narodami: Powietrza, Wody, Ziemi oraz Ognia. Inspirująca historia i ekscytująca rozrywka dla całej rodziny!


Według mnie film zbytnio skupiał się na efektach specjalnych, zamiast na fabule. Tak naprawdę było niewiele akcji, a wątki nie były za bardzo rozwinięte. Przez to w niektórych momentach widz mógł nudzić się niemiłosiernie i szczerze mówiąc zastanawiać się o czym tak naprawdę te widowisko jest. Ponadto, skoro już skupiono się na efektach, mogli bardziej dopracować sceny walki, które wydały mi się zupełnie sztuczne i nierzeczywiste. Po przeczytaniu opisu spodziewamy się wielu przygód i zaciekawieni możemy zajrzeć do tego filmu, jednakże nasza ciekawość powoli wyparowuje, zastąpiona zwyczajnie znudzeniem.

Dobór aktorów również mnie nie zadowolił. Odgrywający poszczególne role w ogóle nie pasowali do swych postaci. To także strasznie psuło efekt, a ja na przykład nie mogłam się nawet przyzwyczaić do bohaterów i większość mojej uwagi skupiała się właśnie  na tym, zamiast wypatrywać jakiś ciekawszych fragmentów.

 „Ostatni władca wiatru” jest oparty na serialu, lecz fani kreskówkowego Anga powinni omijać ten film szerokim łukiem. Inaczej mogą poczuć się strasznie zawiedzeni,. Bohaterowie, scenografia i fabuła zostały bardzo zmienione, niestety na gorsze, a potencjał nie został w ogóle wykorzystany, co dało nam dość słabą produkcję filmową.

Podsumowując raczej nie polecam, mimo że nawet dało się oglądać. Jednakże odbywało się to bez wyraźnej przyjemności czy jakiegokolwiek celu. Z czystym sumieniem można odpuścić sobie tę, do szybkiego zapomnienia, przygodę awatara, gdyż nawet nie wiadomo o czym do końca miała być. Jedyną rzeczą, która mi się spodobała była ścieżka dźwiękowa, ponieważ została dobrze dobrana, aczkolwiek nie jest to wystarczający powód żaby obejrzeć tę „porywającą przygodę”.

9 komentarzy:

  1. Oglądasz awatara? Czy jestem jedyną osobą na tej planecie, która tego nie ogląda? Chociaż film widziałem, a Jenny z koleżanką krzyczały, że tak w serialu nie było, nawet nie był taki zły. Rewelacja też nie, ale jak wspomniałaś - da się oglądać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. @MAtt: No ba , że oglądam :D I nie dziwię się, że krzyczały, ja non stop komentowałam :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tak właściwie, to nie oglądam zbyt wiele filmów, ale pamiętam, że kiedyś, kiedy siedziałam w kinie, widziałam zwiastun Ostatniego (...) i chociaż wtedy mnie skusił, to teraz raczej bym go nie obejrzała. Może kiedyś to się zmieni? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam awatara w całości(kreskówka). Jeśli film nie ma z nią nic wspólnego, to sobie daruję. Był tak kiepski, że dostał złotą malinę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. O, a ja mam właśnie ten film obejrzeć. ot, tak, dla rozrywki ;) Nie wiedizałam, że był kręcony na podstawie... anime O_O

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądałam i mi się w miarę spodobał.

    OdpowiedzUsuń
  7. anime jest fajne ale mi też ten film się nie widział

    OdpowiedzUsuń
  8. Obejrzałabym choćby dla efektów specjalnych, gdyby były dobre, ale skoro nawet ten element zawodzi... Dla samej muzyki nie będę tracić życia xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Oglądałam zarówno serial (bardzo mi się podobał) jak i film, jednak z tego drugiego niewiele pamiętam ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...