sobota, 28 kwietnia 2012

Wyniki konkursu urodzinowego ^^

Konkursik się skończył wczoraj, więc teraz czas ogłosić wyniki :) . Przypominam , że do wygrania była któraś z tych książek : 

Strąceni – Gwen Hayes
Dotyk ciemności – Karen Chance
Przebudzenie – Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Ambicja – Kate Brian
Dogonić rozwiane marzenia – Elizabeth Flock
Gwiazda anioła – Jennifer Murgia
Pamiętniki wampirów. Księga 1 – L. J. Smith
Pamiętniki wampirów. Księga 2 – L. J. Smith
Wyklęta – Rachel Caine
Nieznana – Rachel Caine
Wizje w mroku – L. J. Smith


A jako zadanie było opisać dzień spędzony z bohaterem książkowym (bądź nie :P). Trochę mnie zasmuciła ilość prac, gdyż było ich bardzo mało, lecz mimo to wybór zwycięzców i tak nie był łatwy. Dziękuję również wszystkim uczestnikom za przesłane prace :) .

Kto wybierał prace? Otóż ja, Sihh, OlaJulita, którym bardzo dziękuje za pomoc ^^

A więc oto zwycięzcy, których wytypowałyśmy i którym serdecznie gratuluję ! *.*:




1. miejsce - Abigail  za pracę, w której występowali ona sama, Natsu z Fairy tail <3, Happy <3 i ja ! ^^

2. miejsce - scorpius  za pracę o Harrym Potterze i reszcie czarodziejów, których spotkała, gdy Ci mieli do przekazania naprawdę ciekawe wieści :)

3. miejsce - Justilla  za pracę o Deamonie, którego nawet nie znam, ale która mimo tego potrafiło zauroczyć *.*


Proszę o podesłanie swoich danych na mojego maila: ania0278@wp.pl wraz z typem książki (pierwsze miejsce dwóch książek), którą się wybrało. Pierwszeństwo do danego tytułu ma osoba o wyższym miejscu i w przypadku, gdy dwie osoby wybiorą tę samą lekturę, ta z niższego będzie musiała wytypować jakąś inną ;)


Dla zainteresowanych zwycięska (tylko z pierwszego miejsca) praca : 


Na lotnisku w Nowym Jorku panował okropny hałas. Tysiące ludzi idących w tę i we w tę przesuwali jej drobnym ciałem, jak gdyby była marionetką w ich wielkich dłoniach. Wysoki sufit i śnieżnobiałe ściany, na których wisiały tablice odlotów i przylotów samolotów, sprawiały, że czuła się niezmiernie mała i bardzo zagubiona. Ściskając mocniej w dłoni swoją niewielką torbę ruszyła w kierunku wyjścia, jednocześnie szukając na mapie domu jej znajomej. Nowy Jork? Na serio? Dalej nie mogłaś się przeprowadzić? Gdy wreszcie stanęła na świeżym powietrzu ogarnęła ją przemożna chęć wrócenia z powrotem do małego boeingu i polecenia z powrotem do domu, ale to byłoby zbyt łatwe. Za długo czekała na to spotkanie i nie mogła się tak po prostu poddać.
Po wielu nieudanych próbach wreszcie udało się jej złapać jedną z tych słynnych żółtych taksówek. Wrzuciła torbę na siedzenie i podała kierowcy dokładny adres zamieszkania Tris. Zmęczona dziewięcogodzinnym lotem oparła się o niezbyt wygodne siedzenie i obróciła głowę w kierunku zabrudzonego okna, na którym widniał napis 'brudas' wypisany sprejem po angielsku. Jadąc podziwiała widoki.. Można powiedzieć, iż podziwiała, gdyż zza szyby nie za dużo było widać, ale zawsze poznałaby cudowne Times Square pełne wielkich bilbordów promujących wszystko: od nowych ubrań po parasole. Był już wieczór, a pomimo tego ludzi na placu była cała masa. Co oni o tych porach robią? Większość wyglądała, jakby spieszyli się na jakieś naprawdę ważne spotkanie, ale do cholery była dziewiąta wieczorem, co oni mogli mieć ważnego do zrobienia?
Po półgodziny dojechała do wskazanego przez nią miejsca. Wysiadła z auta, zapłaciła taksówkarzowi i spojrzała na wznoszący się przed nią budynek. No, no.. Ładnie się urządziłaś. Dom był w kolorze jasnego lapis-lazuli, który cudownie współgrał z białym dachem budynku. Do drzwi prowadziła kamienna ścieżka, którą otaczała zielona trawa i różnokolorowe kwiatki. Weszła powoli na werandę, rozglądając się po całej okolicy, a gdy jej wzrok spoczął na małym hamaku zawieszonym pomiędzy drzewa jęknęła z ukłuciem zazdrości towarzyszącym w okolicach serca. Zapukała kilkakrotnie do drzwi, a gdy się otwarły jej oczom ukazała się wysoka brunetka. Przeszyła ją wzrokiem ciemnoczekoladowych oczu i niemal momentalnie pojawiły się w nich malutkie ogniki, a jej twarz zaczęła promienieć ciepłym uśmiechem.
- Jednak się pojawiłaś, kaczuszko! - wykrzyknęła radośnie i od razu podeszła do Niej, obejmując ją swoimi tak białymi ramionami, że można było przez nie zobaczyć niebieskie rozgałęzienia żył.
- Powiedziałam, że przyjadę, więc jestem – odpowiedziała z jeszcze większym entuzjazmem -niż sobie wyobrażała i mocno przytuliła dziewczynę do siebie.
W momencie, w którym dziewczyny wpadły sobie w ramiona wydarzyło się coś naprawdę dziwnego. Do tej pory żartowały sobie tylko, że gdy się spotkają zagną czasoprzestrzeń i okaże się, że są zagubionymi bliźniaczkami, a świat eksploduje u ich stóp, ale rzeczywiście tak się stało. Zaczęło się niepozornie, od zwykłego trzęsienia od ich stopami. Wydawało się, że tylko im się to przyśniło, lecz gdy zaczęły spadać małe lampki zawieszone na werandzie, wiedziały, że dzieje się coś naprawdę niedobrego. Zeszły z werandy i wyszły na środek ulicy, spoglądając na trzęsące się domy. Może to nie była najlepsza okazja do śmiechu, ale gdy tylko na siebie spojrzały wybuchnęły spazmatycznym śmiechem, łzawiąc przy tym z oczu.
- Mówiłam Ci, że tak się stanie, gdy się spotkamy! Szykuj się na efektowny koniec świata, zaczynając od Nowego Jorku – wykrzyknęła Tris, ciągle się śmiejąc.
I właśnie w tym momencie ich oczom ukazał się wielki biały boeing, który jak niby nic wylądował na drodze, zaraz przed nimi. Wszystko stało się jasne, gdy ich oczom ukazały się różowe włosy. Natsu! Nie możliwe, żeby się tutaj zjawił. Wielki mag z gildii Fairy Tail właśnie przyleciał do nich samolotem, a one stały i gapiły się z otwartymi ustami. Podszedł do nich i posłał im jeden ze swoich powalających uśmiechów, mówiąc:
- Yyy, hej. Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale macie ochotę przelecieć się ze mną na księżyc?
Obydwie roześmiały się sympatycznie, cały czas nie wierząc w to, co się dzieje. Nie sposób tego wyjaśnić, naprawdę. Równie dobrze mogłaby się teraz pojawić tutaj różowa zebra, która tańczyłaby kankana z fioletowym krokodylem, a one by w to uwierzyły. Kiwając głowami, jak psy w samochodach, weszły do samolotu, a ich oczom od razu ukazały się luksusowe fotele i stół zastawiony cudownymi posiłkami, a jeden z nich właśnie pałaszował latający kot Happy. Zjadł calusieńkiego łososia, nie zostawiając nic dla nich.
- Aye.. Macie może ochotę?
Zapytał z niewinną miną i wyjął z gardła sam szkielet ryby, machając nim do nich. Obydwie pokręciły energicznie głowami i zajęły miejsca jak najdalej od tego dziwnego kota. Zaraz za nimi wszedł Pan Idealny i posłał wymowne spojrzenie Happiemu. Jednak nic do niego nie powiedział, a odezwał się do nich:
- Jeszcze dzisiaj powinniśmy znaleźć się na księżycu. Wiecie, że ma on smak lodów krówkowych? Ma nawet posypkę i polewę czekoladową. Zaopatrzyłem nas w wielkie łyżki.
Odparł beztroskim głosem i pomachał do nich naprawdę ogromnymi łyżkami. Abigail była ciekawa przez całą drogę, gdzie on znalazł tak wielkie łyżki.. Na pewno nie na ziemi. Podczas samego lotu na księżyc dużo rozmawiali, śmiali się i oczywiście jedli. Nie można zapomnieć o jedzeniu. Gdy z głośników boeinga poleciała piosenka Carly Rae Jepsen – Call me maybe wszyscy zaczęli głośno śpiewać i tańczyć po całym pokładzie.
Około północy znaleźli się na księżycu. O dziwo, wcale nie potrzebne były im tam maski tlenowe, bądź kombinezony z tlenem, gdyż tlenu była tam cała masa! Całą powierzchnię księżyca pokrywały drzewa, rzeki, a nawet kilka domów, z których machali do dziewczyn zwyczajni ludzie, którzy wcale nie przypominali tych zielonych ufoludków, o których mówiły media.
Wyskoczyli szybko z samolotu i zaczęli skakać po całej powierzchni księżyca, śmiejąc się i ciesząc błogim brakiem grawitacji. Dopiero po godzinie beztroskiej zabawy Natsu wręczył im łyżki i razem ruszyli w kierunku wielkiej polanki, na której usiedli razem, podziwiając słodki koniec świata. Zaczęło się od wysadzenia Nowego Jorku. Zobaczyli wielki wybuch na powierzchni Ziemi i od razu wiedzieli, że to ich cudowny Nowy Jork poszedł z dymem. Nic nie mogli poradzić na to, że po prostu śmiali się z tego, zajadając księżyc, który faktycznie smakował jak lody krówkowe z polewą czekoladową i posypką. Abigail wyciągnęła z kieszeni telefon i znowu włączyła piosenkę “Call me maybe”.
I cóż mogę więcej dodać? Zamieszkali razem na księżycu. Natsu miał problem z obydwoma dziewczynami, gdyż obydwie się w Nim zakochały, więc po prostu sklonował się i był z nimi obydwoma. Wszystko zakończyło się szczęśliwie, a Happy zadławił się ością łososia, którą zjadł w samolocie, nie dzieląc się z nikim. Jednak nic poważnego mu się nie stało i mieszkał dalej z dziewczynami oraz ich idealnymi chłopakami.
- Aye!

 
No to by było na tyle. Nie wiem kiedy kolejny konkurs... ale kiedyś na pewno ! ^^


Pozdrawiam
Tris ^^

13 komentarzy:

  1. Fairy tail! <3 Wielbię! Super praca i gratuluję zwycięzcom :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Weeee! *_* Kurde, nie wierzę, że wygrałam, naprawdę. O_o A za tę pracę to spalę się ze wstydu.. :P Ale ważne, że jest tam Natsu i Happy. <3
    Gratuluję pozostałym zwycięzcom! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję. Praca bardzo ciekawa, acz jej końcówka niezbyt przypadła mi do gustu.
    Pozdrawiam!
    http://my-logorrhea.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję wszystkim! Jestem ciekawa pozostałych prac! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję wygranych. Świetna praca :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję zwycięzcom. Praca rzeczywiście warta pierwszego miejsca ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze zaskoczył mnie e-mail, w ogóle się nie spodziewałam! ;) Ale bardzo miły akcent, zważywszy na to, że wypoczywam górach :D Dzięki wielkie! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Praca świetna, aż się dziwię, że miejsce dla mnie się znalazło. Gratuluję zwyciężczyniom i sama się cieszę z trzeciego miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawa książka, choć z własnej woli uznałabym ją za horror i nigdy nie tknęła. Rozglądnę się za nią.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...