wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013


W tamtym roku były dinozaury, no to tym razem PANDA! Bo wszyscy je kochają <3


Podsumowanie

W tym roku przeczytałam o wiele mniej książek... tylko 68. Trochę smutno, szczególnie że rok temu, jak i dwa lata temu czytałam ich po 120. Niemniej przyznam, że te powieści, które trafiły w moje ręce były lepiej dobrane i mogłam naprawdę spędzić z nimi miło czas *^* 

Dalej recenzje... znowu mniej niestety, gdyż wyszło po policzeniu 52. Mało, ale mogło być gorzej. Jak widać znajdowanie nowych zainteresowań nie pomaga mi w znajdowaniu czasu na pisanie i czytanie. Poza tymi książkowymi doszło jeszcze 5 recenzji anime. Miałam je wstawiać co miesiąc, niemniej krucho było nawet z tymi zwykłymi, to i to postanowienie szybko się posypało. Mimo to mam nadzieję, że to nie koniec, bo obejrzałam kilka serii, o których chętnie bym co nieco napisała ^^

Co do postów, widać na pierwszy rzut oka, że jest to moja 78 notka w tym roku. Od czerwca coraz mniej pisałam i jakoś tak zostało - nie ma co się usprawiedliwiać. Jednak i tak w ciągu tych trzech lat opublikowałam ponad 300 postów, więc nie jest źle ;)

No i jeszcze trochę statystyk. Mimo tego, że mniej się udzielam, to licznik pokazuje już ponad 124 tys. wyświetleń, na dodatek mam już 416 obserwatorów, za co również jestem niezmiernie wdzięczna! No i nie można zapomnieć o 5485 komentarzy, które także cieszą ^^ 

No a tak poza tym opuściłam się ostatnio nawet ze stosikami o.O Chyba w tym tygodniu wrzucę taki zaległy z kilku miesięcy, a potem pewnie wrócę do starego comiesięcznego rytmu. Jeżeli mi się uda :D 

Moje ględzenie: 


O książkach

Na początku warto przyjrzeć się tegorocznym najlepszym premierom - według mnie ^^ 

- Requiem - Lauren Oliver (ostatnio raz wielbię powieści o miłości, innym razem ich nienawidzę, jednak tą przeczytałabym znowu, jest wspaniała, jak i cała trylogia <3)
- Dom Hadesa - Rick Riordan (TO JEST RIORDAN, TEGO NIE DA SIĘ NIE KOCHAĆ! PEEEERCY! <3)
- Mechaniczna księżniczka - Cassandra Clare (zwieńczenie Diabelskich maszyn, no cóż... zakończenie... hmm... nie wiem co powiedzieć, by nie spoilerować... ale poza tym to pokochałam tę książkę - w końcu jest w niej Will *^*)
- Kijem i mieczem - Kevin Hearne (Oberon, mój kochany psiak, tęskniłam za nim <3)
- Gwiazd naszych wina - John Green (co tu dużo mówić, ta książka doprowadziła mnie do łez... zresztą wszystkie książki Greena są poruszające, cieszę się, że trafiły one w moje ręce *^*)

Naturalnie wiele innych powieści, które wyszły w tym roku, okazało się być świetnymi lekturami, jednak to jest moja osobista czołówka! Wybrać pięć tytułów nie było łatwo, ale nie chciałam dawać większej listy, bo kto by to przeglądał xd 


O filmach

Tutaj będzie niewiele. No ale cóż, muszę przynajmniej wspomnieć o tym, jaka byłam szczęśliwa, gdy mogłam iść do kina na trzy wyczekiwane filmy! Morze potworów (druga część Percy'ego), Miasto kości i W pierścieniu ognia to filmy, o których myślałam non stop zanim wyszły. Pierwszy z nich okazał się być całkiem fajny, a skoro był tam Percy, musiałam go pokochać :D . Dalej - Miasto kości - ta ekranizacja mnie urzekła. Zresztą to samo tyczy się W pierścieniu ognia, na który to film szłam i który oglądałam z wielkimi emocjami! Właśnie dzięki tym produkcjom w ogóle wybrałam się w tym roku do kina i bardzo się z tego cieszę ^^


O anime

Łohoho, tutaj to akurat jest nieźle. Poznałam nowe serie, niektóre wręcz mnie zachwyciły, jak np. Clannad: Afterstory, na którym ryczałam jak bóbr przez dobre kilka odcinków. Ta seria dała mi do myślenia. Zresztą i tak najlepsze rozkminy miałam przy Kokoro Connect... wiele się działo wtedy w mojej głowie. Ale nie będę się tutaj rozwodzić nad wszystkimi tytułami, bo jest ich zbyt wiele. Po prostu warto zaznaczyć, że nadal uwielbiam oglądać te "bajeczki"  *^*


I na koniec

Jeden z moich rysunków
Mimo że przeczytałam i zrecenzowałam o wiele mniej książek, to nie rozwodzę się nad tym za dużo, gdyż stało się tak przez moje inne zainteresowania. Jednym z nich jest pisanie własnych opowiadań, z czego jak na razie w miarę regularnie publikuję fan fiction o HP (http://alex-i-lu.blogspot.com/). Wczułam się w historię o Alex i Lu, jednak nie piszę tylko jej, zwyczajnie inne idą mi jeszcze wolniej i ich nie publikuję ^^ Jedna nawet jest trochę ambitniejsza, to już coś! xd

No a poza tym moim nowym etatowym pochłaniaczem czasu jest rysowanie. Dopiero w tym roku się za to zabrałam i sprawia mi to wiele radości. Rysunki też publikuję na necie (http://trisvita.deviantart.com) i mimo że jestem początkująca, to staram się jak mogę, by jakoś to wszystko wyglądało. Jeden z rysunków wstawiam nawet obok. jest zrobiony akurat długopisem, choć rysuję też na komputerze (nawet więcej niż tradycyjnie) ^^

No ale to chyba na tyle, nie ma co więcej gadać, życzę już tylko:


Szczęśliwego Nowego Roku! 


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Klątwa opali - Tamora Pierce



- Ale to życie Psa, Cooper. Szukamy, aresztujemy, zamykamy w klatkach. Czasami powoli, krok po kroku. - Omal nie umknęło mi to, co dodała na koniec: - A czasami tracimy więcej, niż złapiemy, do licha.”


Rebecca Cooper to szesnastolatka, która urodziła się w najbiedniejszej części miasta, a w końcu wstąpiła do legendarnej Gwardii Starościńskiej, strzegącej prawa i porządku. Trafiła tam pod opiekę najlepszych z najlepszych – Tunstalla i Goodwin, którzy nie byli zachwyceni perspektywą niańczenia niedoświadczonego Szczenięcia. Na szczęście okazało się, że Becca jest odważna i zdolna. Ponadto mimo swej nieśmiałości skrywa także pewien sekret, który może być przydatny na służbie. Dziewczyna w trakcie pełnienia straży w Niższym Mieście zaczyna wpadać na trop wielu morderstw. Ginący i znikający stamtąd ludzie to jednak nic nowego i mimo że dziewczyna wie, że tym razem dzieje się coś podejrzanego, niewiele może zrobić. Nikt jej na pewno nie uwierzy na słowo, a skoro ubodzy mieszkańcy slumsów ciągle znikają, to po co ktoś miałby sobie tym zawracać głowę. Aczkolwiek najwyraźniej warto co jakiś czas o tym pomyśleć, bo wychodzi z tego grubsza sprawa, która ma też związek z pojawieniem się pogłosek o Wężu Cienia, będącego wcześniej jedynie potworem z bajek, służącym do przestrzegania dzieci. Becca musi zrozumieć, że bycie Psem nie jest łatwe, nie zawsze wszystko się udaje i nie wszystkich da się uratować. Mimo to chce rozwiązać tę zagadkę i szuka pomocy nie tylko u Wieczornej Straży, ale także u przestępców. Jej niekonwencjonalne metody mogą przynieść jej wiele kłopotów, ale również skuteczność i sławę.

„-To jest Drapek - wyjaśnił Tunstall.
Wziął sobie krzesło.
-Będzie pierwszym kotem zarabiającym, jako Pies….”

Becca jest silną, odważną dziewczyną, która już od dawna wiedziała, że chce zostać Psem (gwardzistą). Jest niezwykle nieśmiała, nie lubi występować przed ludźmi, jednakże nie przeszkadza jej to w pracy. Mimo swej siły charakteru, skrywanej tajemnicy oraz sporych zdolności ta bohaterka wydała mi się najmniej interesująca, gdyż autorka ukazuje nam zbiór bardzo ciekawych postaci. Na początek nie można nie wspomnieć o Drapku, kocie Becci. Nawet nie znając jego sekretu, dwójka gwardzistów zaczęła go szanować i mówić do niego żartobliwie „Panie Drapku”. Ten osobliwy kociak potrafi pomóc w trakcie akcji, porozumiewać się ze swoją właścicielką i dawać rozmruczane prezenty, by nie być zbyt długo tarmoszonym. Jest uroczy i zaradny zarazem, na dodatek do końca nie wiadomo czym jest. Następnie warto pamiętać o sąsiadach, którymi są, co tu dużo mówić, przestępcy. Jednak nie są oni źli, wpadają do Becci na śniadania, dużo rozmawiają i dbają o dobre relacje z nią. Szczególnie Rosko Muzykant zwraca uwagę - mężczyzna o wielkich ambicjach potrafi zauroczyć swym wdziękiem i inteligencją. Dodatkowo gwardziści jak i reszta przyjaciół głównej bohaterki przedstawiają się od samego początku obiecująco, dzięki czemu z przejęciem można czytać o dalszych losach postaci.

Zostawiając na chwilę bohaterów, warto zwrócić uwagę także na świat przedstawiony w powieści. Trzeba przyznać, że jest on dobrze skonstruowany, a autorka wyraźnie nakreśla nam panujące tam zasady i zwyczaje. Niemniej jednak trudno na początku przywyknąć do wizji ukazanego świata. Samo nazywanie strażników porządku „Psami”, szkolących się nowicjuszy „Szczeniętami”, a posterunek „Budą„, trochę zastanawia. Takie dość prymitywne słownictwo wydaje się być w złym guście. Aczkolwiek okazuje się, że da się do niego przywyknąć, a uliczne odzywki i nazwy pasują tutaj jak ulał. Po jakimś czasie polecenie typu „Bierz go” wydane Szczenięciu, nie będzie robić już na czytelniku wrażenia, a panująca hierarchia zostanie przyswojona. Niemniej to nietypowe słownictwo, jak i wrzucenie czytelnika na głęboką wodę, sprawiało, że na początku trudno było wciągnąć się w tę historię. Dopiero po jakimś czasie można było z zaciekawieniem obserwować ciekawe wydarzenia, zaczynając rozumieć obyczaje przedstawianej rzeczywistości.

- Czemu nie spytasz swojego kolegi Klapsa? - spytał Tunstall. - Lubię Klapsa. To gołąb, z którym Pies może się utożsamić.”

Sama fabuła jest ciekawa i dobrze przemyślana. Książka nie dłuży się w trakcie czytania, opisywane sytuacje są interesujące, a tajemnice skłaniają czytelnika do myślenia. Wielowątkowość jest tutaj sporym plusem, gdyż daje nam większe pole do manewru przy rozwiązywaniu zagadek i kojarzeniu różnych faktów. Widać, że autorka zbudowała niezłą intrygę, którą musiała mieć już uporządkowaną wcześniej. Krok po kroku, idąc tropem różnych wskazówek zsyłanych Becce, można się domyślić, co będzie dalej i jak cała sprawa się rozwiąże. Czytałam w opiniach innych, że historia ta jest nieprzewidywalna, jednak osobiście rozgryzłam całą sprawę przed tym, jak została ona wyjaśniona. Dlatego też można wywnioskować, że całość nie jest banalna do przejrzenia, lecz jest porządnie ułożona i można przy niej z chęcią pomyśleć, po czym porównać własne wnioski z rzeczywistością, co daje jeszcze większą satysfakcję z czytania. Na dodatek jest to możliwe, dzięki samemu stylowi pisania autorki. Co prawda na początku trudno było przyzwyczaić się do używanego w powieści języka, niemniej gdy już miało się to za sobą, można było docenić to, jak autorka dba o szczegóły. Opisując wszystko w formie dziennika, przedstawia dość drobiazgowo, wydarzenia widziane oczami Becci, co jest możliwe dzięki jej spostrzegawczości. To zaś pozwala czytelnikowi dowiedzieć się wiele o zaistniałych sytuacjach i mieć ich pełny obraz.

Ogólnie „Klątwa opali” jest dobrą i poukładaną lekturą. Sam początek mnie do siebie zraził, jednak cieszę się, że miałam okazję przeczytać całą tę książkę. Okazała się ona być interesującą powieścią o złożonej fabule, dzięki której można było chwilę pogłówkować. Pojawiali się w niej ciekawi bohaterowie, których łatwo było polubić, a niektórych nawet trudno zapomnieć. Ponadto nie byli oni na szczęście wyraźnie określeni jako dobrzy czy źli. Psy nie były idealne, wpływowi ludzie, maczający palce w brudnych interesach, mieli kochające rodziny, a przestępcy mogli pomóc w rozwiązaniu sprawy morderstw, okazując się przy tym dobrymi towarzyszami. Na dodatek sam świat przedstawiony jest dobrze skonstruowany, styl pisania autorki niezły, a pozycję tę czyta się całkiem przyjemnie. Nie zostałam przez nią co prawda porwana. Nie. Zwyczajnie miło spędziłam czas z lekturą w ręku. Dlatego polecam ją osobom zainteresowanym fantastyką z silną główną bohaterką, z zagadką w tle i prostym językiem, ponieważ powinny one znaleźć tutaj coś dla siebie.


- Ty żyjesz – powiedziałam jak idiotka.
Przerwał lizanie łapy i skierował oczy na mnie. Masz o mnie marne zdanie, jeśli uważasz, że taka maleńka klątwa mogłaby mi choćby zmierzwić sierść.


Moja ocena 7/10


Tytuł: Klątwa opali
Seria: Kroniki Tortallu
Autor: Tamora Pierce
Ilość stron: 504
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2013-04-17



O autorce:

Tamora Pierce urodziła się w ubogiej rodzinie jako najstarsza z trzech sióstr. Snucie opowieści było zawsze jej wielką pasją. Miłością do fantastyki zaraził ją ojciec, który, przerażony tym, że córka mamrocze sama do siebie, zasugerował, by Tamora zaczęła spisywać to, co wymyśliła. Tamora wzięła się więc do pracy i stworzyła bardzo wiele opowieści rozgrywających się w jej ulubionych uniwersach - w świecie Star Treka, Władcy pierścieni, czy książek Michaela Moorcocka. Jeszcze przed swoim debiutem („Pieśń lwicy”) zaczęła studia psychologiczne w Filadelfii (do dziś wspomina statystykę jako jeden wielki koszmar) i imała się rozmaitych zajęć. Była asystentką w badaniach psychiatrycznych, pracownikiem socjalnym i nauczycielką, zaangażowała się również w wolontariat, a nawet prowadziła zajęcia z zakresu magii. Na ostatnim roku zapisała się na kurs pisania prozy science-fiction. W tym samym czasie tworzyła pierwszą powieść. Teraz zaś jest już od 25 lat szczęśliwie zamężna, nie ma dzieci, ale ma za to wielką, kochaną rodzinę rozsianą po całych Stanach.




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^ 


http://wydawnictwo-jaguar.pl/

sobota, 30 listopada 2013

Wilcza księżniczka - Cathryn Constable



„Sekret księżniczki”


Sophie bardzo chciałaby jechać do Petersburga na wycieczkę, ale wie, że jej klasa na pewno na to się nie załapie. Dziewczyna jest uboga, nie ma rodziców, a uczęszcza do dobrej angielskiej szkoły dla dziewcząt. Marzy o romantycznej przygodzie, o kimś wyjątkowym i o wielkich przygodach. Najwyraźniej ktoś wysłuchał jej próśb, gdyż jednego dnia do szkoły przychodzi tajemnicza, elegancka kobieta, która, gdy tylko słyszy jej imię, bardzo chce, by to właśnie Sophie pokazała jej szkołę. Co dziwne dziewczynka wraz z dwoma koleżankami z pokoju ma potem jechać właśnie na wycieczkę do Rosji, co niewątpliwie wiąże się z wizytą tamtej nieznajomej. Jednak tam mają miejsce dziwne rzeczy, przez co trzy uczennice ostatecznie lądują w złym pociągu, z którego zostają wyrzucone. Co ciekawe wszystko zdaje się być zaplanowane, a piękna i tajemnicza księżniczka Anna Wołkońska zamierza gościć je w swym pałacu, co więcej, wygląda na to, że ich oczekiwała. Sophie z początku oczarowana perspektywą niezwykłej przygody, po jakimś czasie zaczyna sobie powoli uświadamiać, że to co ją spotyka, wcale nie jest takie piękne i może okazać się dla niej niebezpieczne.

Chciałabym się załapać na wycieczkę do Petersburga.”

Sophie jest zwyczajną dziewczyną. Aż zbyt zwyczajną jak na szkołę, do której uczęszcza. Jej rodzice nie żyją, a opiekunka nie przejmuje się jej sprawami, chce jedynie by nie trzeba było wykładać na nią zbyt wiele pieniędzy, a najlepiej wcale. Dlatego też dziewczynka tęskni za domową atmosferą i zagłębia się w świecie fantazji. Jest nieśmiałą i zamkniętą w sobie nastolatką, która uważa siebie za nikogo znaczącego. Z tego powodu właśnie tak marzy o podróży do magicznej Rosji, w której mogłaby przeżyć wspaniałe przygody. Przypomina jej to opowieści ojca, zaś docierając już do tej śnieżnej krainy oraz poznając legendę Wołkońskich i ich wilków, jest oczarowana. Niemniej to tylko na nią tak oddziałuje ten klimat. Towarzyszące jej dwie przyjaciółki, Marianna i Delfina, z początku z pewną rezerwą, a po jakiś czasie z zaciekawieniem, podchodzą do tego miejsca, jednak nie wkładają w to swojego serca. Pochodzą one z dobrych rodzin. Delfina jest bardzo ładna, myśli o urodzie i pięknie, zaś Marianna jest tą inteligentną, której nie pasjonuje magia. Dziewczęta są od siebie zupełnie rożne, a ich charaktery zostały ciekawie przedstawione. Również postacie drugoplanowe, jak sama księżniczka Wołkońska czy jej służba, która odegra większą rolę, mają dość rozbudowane charaktery, co z pewnością jest jedną z zalet tej powieści.

Już z samego opisu wiemy, że dziewczęta spotkają księżniczkę Wołkońską, jednak dzieje się to dopiero około setnej strony, a cała książka ma ich niecałe trzysta. Już po tym widać, że akcja nie pędzi przed siebie, a powoli rozwija się, dążąc do jakiegoś obranego wcześniej celu. No właśnie, na dodatek fabuła skupia się ciągle na jednym, a ewentualne wątki poboczne nie są ani trochę rozwijane. Nic nie zaprząta czytelnikowi myśli, zaś historia idzie jednym głównym torem bez żadnych rozgałęzień. Powieść ta przypomina jakąś baśń, atmosfera, jaką stwarza Cathryn Constable, silnie to uwidacznia. Klimat, który powinien być magiczny, lekka opowieść i prosty styl pisania autorki sprawiają, że książkę tę czyta się niezwykle łatwo i szybko, niemniej jednak jest to niewymagająca lektura. Ogólnie jest ona niezbyt złożona, na dodatek dość przewidywalna. Na szczęście nie przeszkadza to w pozytywnym odbiorze tej pozycji, jako czegoś lżejszego i spokojniejszego do przeczytania.

Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, bo nie możemy być nigdzie indziej!”

Całą tę historię czyta się jak bajkę, którą można potem komuś opowiedzieć. Akcja rozgrywa się przecież w podupadającym zamczysku, które kiedyś cieszyło się chwałą, stojącym pośród śniegów Rosji. Zapomniany już budynek znajduje się pośród lasów, a wilki są tam po to, by chronić tę posiadłość. Sceneria wydaje się być magiczna, jednak jest to przy tym dość naiwna opowieść. Tajemnice są tam przewidywalne i banalne do rozwiązania, zaś postacie nie potrafią dojść do prawdy i było to coś, co najbardziej irytowało mnie w tej lekturze. Niemniej poza tym nic nie przeszkadzało mi w trakcie czytania i przyznam, że miło spędziłam czas z tą książką. Z lepszych aspektów, można wspomnieć, że realistycznie przedstawiała ona więzi międzyludzkie. Szczególnie przyjaźń dziewczynek, które kłóciły się i dogryzały sobie, a mimo to mogły pokładać w sobie zaufanie. Podejście służby do Sophie, ich historia, czy też sama sytuacja Anny Wołkońskiej wydawały się być realistyczne, tak jak i ich wszystkich problemy. Dzięki temu można było przymknąć oko na pewne niedogodności i cieszyć się tą powieścią.

Nie do końca wiedziałam, czego mogę spodziewać się po „Wilczej księżniczce”, niemniej jednak dzięki temu, że postrzegałam ją jako niezobowiązującą lekturę, to nie byłam zawiedziona. W moje ręce trafiła mało złożona powieść, której rozwój akcji można było przewidzieć, lecz która mimo wszystko mogła sprawić radość czytającemu. Sama historia przypadła mi do gustu, szczególnie wilki, które nie miały w sobie nic paranormalnego, były jedynie zwierzętami, a mimo to niosły ze sobą pewną dozę magii i tajemnicy. Klimat panujący w tym utworze również jest czymś, co sprawia, że książkę tę czyta z się z czystą przyjemnością. Ostatecznie można powiedzieć, że jest to opowieść o dziewczynie, która wreszcie odnajduje siebie, która spełnia marzenia i staje się silniejsza, nie lęka się jutra i odnajduje coś, na czym jej zależy. Co prawda naiwność tej powieści może niektórych odstraszyć, niemniej osobom, które szukają lekkiej i odprężającej lektury z nutką magii i tajemnicy w tle, polecam tę pozycję.


- Może tak, może nie... - […] - Jesteśmy, kim jesteśmy – wyrecytowała. - Nieważne, jak świeci księżyc, nigdy nie będzie słońcem.”


Moja ocena 6,5/10


Tytuł: Wilcza księżniczka
Autor: Cathryn Constable
Ilość stron: 272
Wydawca: Bukowy Las
Data premiery: 2013-10-11


O autorce:

Cathryn Constable studiowała na uniwersytecie w Cambridge. Pracowała jako dziennikarka dla „Vogue”, „Elle” i „The Sunday Times”, pisywała też do innych magazynów, aż wreszcie postanowiła zostać autorką książek dla dzieci. „Wilcza księżniczka” jest jej debiutem powieściowym, świetnie przyjętym przez czytelników w Wielkiej Brytanii i ukazującym się w kilkunastu krajach świata. Pisarka mieszka w Londynie z mężem i trójką dzieci.



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bukowy Las, za co serdecznie dziękuję ^^

http://www.bukowylas.pl/
 

środa, 27 listopada 2013

Torebki i klątwy - Dorothy Howell




Klątwa. Ta idiotyczna klątwa. Czyżby to ona stała za tym wszystkim?”


W życiu Haley Randolph wszystko powoli zaczyna się układać, choć możliwe że to jedynie pozory. Z przyjaciółką Marcie odnosi sukcesy przy swoich torebkowych prywatkach, jakoś zdaje egzaminy w college'u, na dodatek jej chłopak chce by razem zamieszkali! Niestety Haley nie byłaby sobą, gdyby nie wpakowała się w kolejne kłopoty. Tym razem wszystko rozpoczyna się od dziwnej staruszki, która rzuca na nią klątwę. Bohaterka jednak nie chce wierzyć, że to prawda i nawet kiedy zaraz po tym zdarzeniu omal nie spada na nią panel oderwany z sufitu, nie przyjmuje czegoś tak absurdalnego do wiadomości. Niemniej to dopiero początek, a wszystko w jej życiu po raz kolejny zaczyna się walić. Kobieta w końcu postanawia wyjechać do Las Vegas (do pracy oczywiście, co już nie zwiastuje zbyt dobrze), lecz tam jest coraz to gorzej. Naturalnie nie obchodzi się bez zwłok, które Haley znajduje już na samym początku. Na dodatek ma powiązanie z ofiarą, ponieważ była to jej dawna znajoma z liceum, z którą nie łączyły jej zbyt przyjazne stosunki. W ten oto sposób, panna Randolph po raz kolejny staje się podejrzaną. To naturalnie nie koniec jej kłopotów, gdyż ta kobieta działa na wszelkie problemy jak magnes, co uwidoczniło się już w jej wcześniejszych przygodach, z których zawsze jakoś wychodziła obronną ręką. Ale jak to skończy się tym razem...

- Pewna stuknięta starucha pomachała przede mną palcem i wezwała moce wszechświata, by mnie przeklęły – powiedziałam.”

Bardzo się ucieszyłam, gdy miałam już okazję pochłonąć czwarty tom, opisujący historię Haley Randolph. Poprzednie części czytałam z wielką przyjemnością i bardzo dobrze je wspominam, jak również kiedyś jeszcze do nich wrócę. Muszę przyznać, że na tę zaś czekałam z niecierpliwością. Kiedy tylko dorwałam ją w swoje ręce, musiałam zacząć czytać bez jakiejkolwiek zwłoki. Przyznam, że byłam zachwycona, jak po raz kolejny mogłam zaznajomić się z przygodami niebanalnej Haley Randolph, która ma zawsze wiele na głowie. W końcu ta kobieta nie dość, że znowu jest podejrzana, to na dodatek po raz kolejny musi rozwiązać zagadkę morderstwa, uporać się z klątwą, a ponadto poradzić sobie z chłopakiem, który jest ciągle zajęty, problemami finansowymi i znalezieniem nowej torebki! A Przepysznej nigdzie nie może znaleźć... najwyraźniej trzeba mieć dobrze ustalone priorytety, tak jak i ona. Przy takiej postaci oraz różnych dziwnych wydarzeniach nie ma czasu na nudę, szczególnie gdy w zasięgu wzroku pojawia się też jakiś dziwny facet interesujący się ufo! Autorka pokazuje nam dowcipną historię, którą naprawdę warto poznać.

Haley Randolph na szczęście wiele się nie zmieniła od poprzedniego tomu. Nadal jest uzależniona od torebek, teraz zaś ma na oku Przepyszną, której nigdzie nie umie znaleźć, a dla której byłaby zdolna zabić! Prawdopodobnie, bo mimo że ciągle ją o to oskarżają, jeszcze nikogo nie zamordowała. Nadal też jest trochę dziecinna i ciągle marudzi na to, jak to nienawidzi swojego życia, jednak chce być także niezależna. Co prawda nie wychodzi jej to na dobrze, ma słabo opłacaną pracę w Holt's i coraz to nowe kłopoty, a przy tym wszystkim nie chce przyjąć pieniędzy od swojego chłopaka. Jak widać, ona naprawdę ma ciekawy system wartości i postrzegania świata. Na dodatek nadal jest bardzo żywa i sprytna, potrafi przecież rozwiązać te wszystkie sprawy morderstw, w które jest rzekomo zamieszana. A że trafia na dziwnych ludzi, przy których pokazuje swoją bardziej niedojrzałą naturę, to już inna sprawa. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam tę bohaterkę, szczególnie za jej humor i nieobliczalne zachowania, a nawet za to zwykłe miganie się od pracy. Na dodatek w tej części nie tylko ona jest dobrze wykreowana, gdyż Tim, Jack czy też jej bliżsi znajomi już nie stapiają się za nią w jakieś tło, a są bardziej charakterystyczni, ich osobowości nareszcie się pokazują. Jest to coś, czego brakowało w poprzednich tomach, a co w końcu się ujawniło.

Posprzątałam gruz i kurz z podłogi na klatce schodowej – no, powiedzmy raczej wymieszałam z kurzem i śmieciami, które tu zalegały [...]”

Fabuła również jest interesująca. Akcja okazuje się być dość dynamiczna, a także sama sprawa morderstwa i próba jego rozwikłana jest tutaj bardziej przybliżona. Różne wątki poboczne są całkiem ciekawe, a to, że historia nie idzie tylko jednym głównym torem, jest dobrym rozwiązaniem, które pozwala na całkiem niezłe manewry i wprowadzanie zwrotów akcji. Poszukiwania torebki schodzą na dalszy plan, a kolejne ślady, po których stara się iść Haley, by rozwiązać zagadkę, zajmują jej myśli. Kobieta ma już jakieś doświadczenie i to pewnie dlatego, niemniej jest to całkiem pozytywna zmiana. W końcu jest więcej tych elementów kryminalnych, choć naturalnie humor nie schodzi tutaj na dalszy plan i nadal jest wszechobecny w dialogach i rożnych sytuacjach. Całość opisana zaś jest lekko. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, z punktu widzenia głównej bohaterki. Dzięki temu łatwiej jest się z nią utożsamić, jak również lepiej ją zrozumieć i przeżywać przygody z tą zwariowaną kobietą, w której życiu nie ma miejsca na spokój, a jedynie na coraz to kolejne komplikacje.

„Torebki i Klątwy” to z pewnością pozycja warta uwagi. Jest to też doskonała kontynuacja serii, od tej książki zwyczajnie nie da się oderwać! Na dodatek przy lekturze tej świetnie się bawiłam, raz po raz uśmiechając się pod nosem bądź też wybuchając śmiechem. Pokuszę się na stwierdzenie, że jest to najlepszy tom. Tutaj już nie ma żadnych problemów z tempem akcji, poza tym bardziej skupiamy się na sprawie tajemniczego morderstwa. Ponadto, co najważniejsze, postacie drugoplanowe stały się barwniejsze, w końcu zaczęły mieć dla czytelnika większe znaczenie, zwłaszcza pod koniec, gdy już się rozkręciły. Będąc zaś przy końcu, nie można zapomnieć o finale tej historii. Akurat zakończenie podobało mi się niezmiernie! Czytałam je z wielkim uśmiechem wymalowanym na twarzy. Samo rozwiązanie zabójstwa było ciekawe i w pewnym stopniu zaskakujące, gdyż tylko do pewnych wniosków można było dojść samemu, co też było niezłą rozrywką. Lecz to właśnie sprawa klątwy, pecha, szczęścia i związków głównej bohaterki nagle mogła nieźle zaskoczyć i wprowadzić jeszcze więcej zamętu do jej życia. Nawet sama ostatnia scena, którą wręcz uwielbiam, niepozbawiona była humorystycznego wydźwięku, jak również idealnie pasowała do całej powieści. Książkę tę oraz całą serię serdecznie polecam, ponieważ zwyczajnie warto ją przeczytać! Jeżeli lubisz wątki kryminalne i wiele humoru, to ta pozycja jest idealna dla ciebie!


- Co nowego Haley?
Teraz jego głos brzmiał przyjaźnie, jakby był rozluźniony.
- Morderstwo – wypaliłam.
- Pytałem, co n o w e g o? - powiedział i parsknął śmiechem.”


Moja ocena 8,5/10


Tytuł: Torebki i klątwy
Seria: Haley Randolph
Autor: Dorothy Howell
Ilość stron: 400
Wydawca: Bellona
Data premiery: 2013-06-21



 Recenzja napisana dla portalu a-g-w.info


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...