Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haley Randolph. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haley Randolph. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2013

Torebki i klątwy - Dorothy Howell




Klątwa. Ta idiotyczna klątwa. Czyżby to ona stała za tym wszystkim?”


W życiu Haley Randolph wszystko powoli zaczyna się układać, choć możliwe że to jedynie pozory. Z przyjaciółką Marcie odnosi sukcesy przy swoich torebkowych prywatkach, jakoś zdaje egzaminy w college'u, na dodatek jej chłopak chce by razem zamieszkali! Niestety Haley nie byłaby sobą, gdyby nie wpakowała się w kolejne kłopoty. Tym razem wszystko rozpoczyna się od dziwnej staruszki, która rzuca na nią klątwę. Bohaterka jednak nie chce wierzyć, że to prawda i nawet kiedy zaraz po tym zdarzeniu omal nie spada na nią panel oderwany z sufitu, nie przyjmuje czegoś tak absurdalnego do wiadomości. Niemniej to dopiero początek, a wszystko w jej życiu po raz kolejny zaczyna się walić. Kobieta w końcu postanawia wyjechać do Las Vegas (do pracy oczywiście, co już nie zwiastuje zbyt dobrze), lecz tam jest coraz to gorzej. Naturalnie nie obchodzi się bez zwłok, które Haley znajduje już na samym początku. Na dodatek ma powiązanie z ofiarą, ponieważ była to jej dawna znajoma z liceum, z którą nie łączyły jej zbyt przyjazne stosunki. W ten oto sposób, panna Randolph po raz kolejny staje się podejrzaną. To naturalnie nie koniec jej kłopotów, gdyż ta kobieta działa na wszelkie problemy jak magnes, co uwidoczniło się już w jej wcześniejszych przygodach, z których zawsze jakoś wychodziła obronną ręką. Ale jak to skończy się tym razem...

- Pewna stuknięta starucha pomachała przede mną palcem i wezwała moce wszechświata, by mnie przeklęły – powiedziałam.”

Bardzo się ucieszyłam, gdy miałam już okazję pochłonąć czwarty tom, opisujący historię Haley Randolph. Poprzednie części czytałam z wielką przyjemnością i bardzo dobrze je wspominam, jak również kiedyś jeszcze do nich wrócę. Muszę przyznać, że na tę zaś czekałam z niecierpliwością. Kiedy tylko dorwałam ją w swoje ręce, musiałam zacząć czytać bez jakiejkolwiek zwłoki. Przyznam, że byłam zachwycona, jak po raz kolejny mogłam zaznajomić się z przygodami niebanalnej Haley Randolph, która ma zawsze wiele na głowie. W końcu ta kobieta nie dość, że znowu jest podejrzana, to na dodatek po raz kolejny musi rozwiązać zagadkę morderstwa, uporać się z klątwą, a ponadto poradzić sobie z chłopakiem, który jest ciągle zajęty, problemami finansowymi i znalezieniem nowej torebki! A Przepysznej nigdzie nie może znaleźć... najwyraźniej trzeba mieć dobrze ustalone priorytety, tak jak i ona. Przy takiej postaci oraz różnych dziwnych wydarzeniach nie ma czasu na nudę, szczególnie gdy w zasięgu wzroku pojawia się też jakiś dziwny facet interesujący się ufo! Autorka pokazuje nam dowcipną historię, którą naprawdę warto poznać.

Haley Randolph na szczęście wiele się nie zmieniła od poprzedniego tomu. Nadal jest uzależniona od torebek, teraz zaś ma na oku Przepyszną, której nigdzie nie umie znaleźć, a dla której byłaby zdolna zabić! Prawdopodobnie, bo mimo że ciągle ją o to oskarżają, jeszcze nikogo nie zamordowała. Nadal też jest trochę dziecinna i ciągle marudzi na to, jak to nienawidzi swojego życia, jednak chce być także niezależna. Co prawda nie wychodzi jej to na dobrze, ma słabo opłacaną pracę w Holt's i coraz to nowe kłopoty, a przy tym wszystkim nie chce przyjąć pieniędzy od swojego chłopaka. Jak widać, ona naprawdę ma ciekawy system wartości i postrzegania świata. Na dodatek nadal jest bardzo żywa i sprytna, potrafi przecież rozwiązać te wszystkie sprawy morderstw, w które jest rzekomo zamieszana. A że trafia na dziwnych ludzi, przy których pokazuje swoją bardziej niedojrzałą naturę, to już inna sprawa. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam tę bohaterkę, szczególnie za jej humor i nieobliczalne zachowania, a nawet za to zwykłe miganie się od pracy. Na dodatek w tej części nie tylko ona jest dobrze wykreowana, gdyż Tim, Jack czy też jej bliżsi znajomi już nie stapiają się za nią w jakieś tło, a są bardziej charakterystyczni, ich osobowości nareszcie się pokazują. Jest to coś, czego brakowało w poprzednich tomach, a co w końcu się ujawniło.

Posprzątałam gruz i kurz z podłogi na klatce schodowej – no, powiedzmy raczej wymieszałam z kurzem i śmieciami, które tu zalegały [...]”

Fabuła również jest interesująca. Akcja okazuje się być dość dynamiczna, a także sama sprawa morderstwa i próba jego rozwikłana jest tutaj bardziej przybliżona. Różne wątki poboczne są całkiem ciekawe, a to, że historia nie idzie tylko jednym głównym torem, jest dobrym rozwiązaniem, które pozwala na całkiem niezłe manewry i wprowadzanie zwrotów akcji. Poszukiwania torebki schodzą na dalszy plan, a kolejne ślady, po których stara się iść Haley, by rozwiązać zagadkę, zajmują jej myśli. Kobieta ma już jakieś doświadczenie i to pewnie dlatego, niemniej jest to całkiem pozytywna zmiana. W końcu jest więcej tych elementów kryminalnych, choć naturalnie humor nie schodzi tutaj na dalszy plan i nadal jest wszechobecny w dialogach i rożnych sytuacjach. Całość opisana zaś jest lekko. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, z punktu widzenia głównej bohaterki. Dzięki temu łatwiej jest się z nią utożsamić, jak również lepiej ją zrozumieć i przeżywać przygody z tą zwariowaną kobietą, w której życiu nie ma miejsca na spokój, a jedynie na coraz to kolejne komplikacje.

„Torebki i Klątwy” to z pewnością pozycja warta uwagi. Jest to też doskonała kontynuacja serii, od tej książki zwyczajnie nie da się oderwać! Na dodatek przy lekturze tej świetnie się bawiłam, raz po raz uśmiechając się pod nosem bądź też wybuchając śmiechem. Pokuszę się na stwierdzenie, że jest to najlepszy tom. Tutaj już nie ma żadnych problemów z tempem akcji, poza tym bardziej skupiamy się na sprawie tajemniczego morderstwa. Ponadto, co najważniejsze, postacie drugoplanowe stały się barwniejsze, w końcu zaczęły mieć dla czytelnika większe znaczenie, zwłaszcza pod koniec, gdy już się rozkręciły. Będąc zaś przy końcu, nie można zapomnieć o finale tej historii. Akurat zakończenie podobało mi się niezmiernie! Czytałam je z wielkim uśmiechem wymalowanym na twarzy. Samo rozwiązanie zabójstwa było ciekawe i w pewnym stopniu zaskakujące, gdyż tylko do pewnych wniosków można było dojść samemu, co też było niezłą rozrywką. Lecz to właśnie sprawa klątwy, pecha, szczęścia i związków głównej bohaterki nagle mogła nieźle zaskoczyć i wprowadzić jeszcze więcej zamętu do jej życia. Nawet sama ostatnia scena, którą wręcz uwielbiam, niepozbawiona była humorystycznego wydźwięku, jak również idealnie pasowała do całej powieści. Książkę tę oraz całą serię serdecznie polecam, ponieważ zwyczajnie warto ją przeczytać! Jeżeli lubisz wątki kryminalne i wiele humoru, to ta pozycja jest idealna dla ciebie!


- Co nowego Haley?
Teraz jego głos brzmiał przyjaźnie, jakby był rozluźniony.
- Morderstwo – wypaliłam.
- Pytałem, co n o w e g o? - powiedział i parsknął śmiechem.”


Moja ocena 8,5/10


Tytuł: Torebki i klątwy
Seria: Haley Randolph
Autor: Dorothy Howell
Ilość stron: 400
Wydawca: Bellona
Data premiery: 2013-06-21



 Recenzja napisana dla portalu a-g-w.info


czwartek, 12 lipca 2012

Torebki i strzelanina - Dorothy Howell


 „Nie ma to jak znaleźć kolejnego trupa...”


Haley Randolph ma niewyobrażalnego pecha. A dlaczego? Otóż, gdy poszła do swojej szefowej, powiedzieć, że znalazła trupa, ta tylko uniosła brwi i spytała: „Znowu?”. Jak widać, dla tej kobiety to nie pierwszy raz. Tym razem znalazła zwłoki w bagażniku pożyczonego mercedesa. Haley znowu spotyka dwóch detektywów, wrednego Madisona, który po raz kolejny próbuje zwalić na nią winę oraz Shumana, który, mimo iż na początku miły, wciąż nie potrafi jej wybaczyć, że zataiła przed nim istotne fakty przy poprzedniej sprawie. Jednak to nie oni będą prowadzić sprawę, bo na scenie pojawia się FBI! Tak, teraz to coś więcej, ponieważ śmierć Tiffany Markham, nie jest taka zwyczajna, lecz skrywa jakąś ważną tajemnicę.Oczywiście Haley nie byłaby sobą, gdyby nie przejmowała się najbardziej tym, iż nie umie nigdzie znaleźć wymarzonej torebki Sinful! Nawet spotkanie z grożącym jej Kirkiem Keeganem, który pragnie jej śmierci, nie może jej pomóc w zapomnieniu o cudownej torbie.

Znana nam już dobrze torebkoholiczka z poprzednich części, powraca i próbuje rozwiązać na własną rękę kolejną zagadkę. Najwyraźniej jest lepsza od zwykłej policji, a teraz nawet ma dać się we znaki FBI? Nieźle. W tym wszystkim strasznie przypomina mi się kreskówka „Scooby Doo”, w której garstka dzieciaków odkrywała tajemnice kradzieży itp. Raz byli w tym całkiem dobrzy, zaś inni na początku ich lekceważyli, a dopiero na końcu dziękowali. Tutaj mamy do czynienia tylko z jedną kobietą, która na dodatek zmaga się z brakiem zaufania do swego chłopaka oraz miłością do markowych torebek. Oczywiście pomaga jej kilka osób, lecz jest to pomoc raczej niewielka, gdy ona sama musi odwalać całą robotę, a szczególnie tą najtrudniejszą, czyli robienie za przynętę. Nie można również zapomnieć, że wymienione przeze mnie sprawy to tylko te najważniejsze, ponieważ i te pomniejsze zaprzątają umysł głównej bohaterki.

Haley mimo przeciwności losu się nie poddaje. Jest zmęczona pracą w Holt's - domu towarowym, w którym są okropne rzeczy, na które nawet nie potrafi patrzeć. Jednak to jedyne co ma, więc woli nie stracić pracy. Mimo to często fantazjuje o tym, że jest kimś innym, co nawet skłoniło ją do pójścia na studia (dwa nudne kursy, jak to określa), gdyż sądzi, że z dyplomem będzie jej łatwiej. Jak zwykle samym swym jestestwem wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Szczególnie w pracy. W ogóle nie lubi pomagać, nie chce być miła dla klienta, a na dodatek wprowadzili jakiś głupi projekt, którego oczywiście nie realizuje, czym niezwykle podpada nie tylko kierownictwu, ale też współpracownikom. Zaś w życiu prywatnym na scenę znów wkracza Doug – jej były chłopak - nudny, irytujący inżynier, który z nią zerwał (oczywiście to ona chciała zerwać pierwsza, ale było jej go żal) i teraz co chwilę do niej przychodzi, mówi żeby przestała go śledzić i dała mu żyć, by jej zdruzgotane serce się pozbierało... i inne gadki szmatki, które wściekały Haley.

Fabuła jest ciekawa i posiada liczne wątki poboczne. Kolejna zagadka do rozwiązania, gdzie tym razem ofiara została zastrzelona. Kolejna torebka do zdobycia, której nigdzie nie ma. Kolejny problem z chłopakiem, który wyjechał do Europy. I kolejne zagrożenie dla życia Haley Randolph. To wszystko otoczone dobrym humorem, interesującymi postaciami i zwalającymi z nóg sytuacjami, daje nam nieprzeciętną powieść. Dodać do tego należy żywą i dynamiczną akcję, bogatą w nieoczekiwane zwroty, wprowadzające jeszcze więcej zamętu do życia młodej kobiety. Autorka barwnie opisuje wydarzenia i potrafi wciągnąć czytelnika w ich wir, tak by razem z Haley przeżywał wszystkie wzloty i upadki. Po raz kolejny mamy szansę zagłębić się w świat niezwykłej i trochę zwariowanej kobiety, którą prześladuje ogromny pech... i nie opuszcza jej, najwyraźniej już zbytnio się przywiązał do tych wszystkich komplikacji.

„Torebki i strzelanina” podtrzymują poziom poprzednich części, a nawet go przewyższają. Więcej humoru i więcej dramatyzmu dają o sobie znać. Świetnie bawiłam się przy lekturze, zaangażowałam się w los głównej bohaterki i nie mogłam oderwać się od tej książki! Jednak jedna rzecz nadal mnie zastanawia. Otóż chłopak Haley ma tutaj na imię Tim, a w poprzednich częściach jakimś dziwnym trafem nazywał się Ty... dziwne co? Niestety od początku do końca denerwowało mnie to, bo już zbytnio przyzwyczaiłam się do Ty'a, natomiast bohaterowie nie powinni raczej tak nagle zmieniać imienia. Lecz to jedyne co mnie irytowało i jestem zadowolona z sięgnięcia po tę pozycję. Polecam ten utwór w szczególności osobom gustującym w komediach. Pasjonaci kryminałów również powinni znaleźć coś dla siebie, zaś miłośnicy dobrych książek będą usatysfakcjonowani, dlatego zachęcam do zapoznania się z historią Haley.


A ja wciąż jestem podejrzana?
I jak się w tym wszystkim połapać?
Jedyne, co mogłam zrobić w tej sytuacji, to pójść na zakupy.”


Moja ocena 8,5/10


Tytuł: Torebki i strzelanina
Seria: Haley Randolph
Autor: Dorothy Howell
Ilość stron: 376
Wydawca: Bellona
Data premiery: 2012-06-07



 Recenzja pochodzi z portalu a-g-w.info



sobota, 14 kwietnia 2012

Torebki i trucizna - Dorothy Howell


„Haley Randolph znów wkracza do akcji.”


Po tym jak zeszłej jesieni Haley rozwiązała sprawę morderstwa i dostała pokaźną sumę w ramach odszkodowania od Pike&Warner, rozpoczęła studia (co prawda tylko dwa kursy, ale i tak tego nienawidzi!) i już myślała, że jej życie w końcu przybierze właściwy obrót... Aczkolwiek do jej świata wkradają się znowu niemałe problemy. Zaczyna się od kłopotów z chłopakiem – cudownym Ty’em Cameronem, który nie ma dla niej w ogóle czasu i jest podejrzewany o chęć zerwania. Na dodatek Rita kradnie jej pomysł na torebkowe prywatki, przez co traci klientów. Oczywiście to nie koniec, bo byłoby zbyt pięknie. Na domiar złego Haley znajduje zwłoki Claudii, domniemanej rywalki, a oczywiście podejrzenia spadają na nią! Kobieta nie ma alibi (zastępowała wtedy niedysponowaną, a następnie zaginioną kelnerkę), detektywi przypisali jej motyw, więc od razu staje się podejrzaną numer jeden. Wredny detektyw Madison już poprzednio próbował całą winę zwalić na nią… może tym razem mu się uda?

Przez te wszystkie wydarzenia rozpoczyna się nasza kolejna przygoda, w której towarzyszymy Haley. Główna bohaterka nie zmieniła się nic a nic – nadal pała namiętnością do markowych torebek, szczególnie do nowej, niepowtarzalnej od Judith Liber (która kosztuje raptem dwa tysiące) i pakuje się w wielkie kłopoty, za które winą można tylko obarczyć jej głupie zachowania (ta dziewczyna po prostu nie potrafi uczyć się na własnych błędach). Po raz kolejny panna Randolph bierze sprawy w swoje ręce, by oczyścić siebie i swoją mamusię z zarzutów. Nie idzie jej to jak po maśle, spotyka trochę trudności, ale stara się nie poddawać, co jest bardzo ważne. Jednak tym razem sytuacja może ją trochę przerosnąć – rozwiązanie sprawy morderstwa i ułożenie spraw z chłopakiem jeszcze jakoś by zniosła, ale teraz stała się na dodatek obrończynią kotów (co oczywiście jak zwykle było winą jej wyssanych z palca historyjek) i stara się rozwiązać zagadkę pewnego tajemniczego zniknięcia sąsiada swej przyjaciółki, który uciekł wraz z kochanką.

Tak jak w pozycji „Torebki i morderstwo”, tutaj znów mamy ukazane dwie strony tej książki. Z jednej jest to zabawna opowieść o dziewczynie szalejącej za torebkami, z drugiej zaś ukazuje historię kryminalną, w której główna bohaterka musi oczyścić swe imię. W tej dowcipnej części, która szczerze mówiąc nadal przeważała, widzimy żywiołową, nierozważną Haley, której problemy z chłopakiem oznaczają prawie koniec świata. Zachowuje się wtedy niekiedy całkowicie dziecinnie, starając się zrzucić winę na wszystko i wszystkich dookoła, byle by tylko okazało się, że ona nie miała z tym nic wspólnego i z niezrozumiałych przyczyn wszystko potoczyło się tak, a nie inaczej. Zaś przy sprawie związanej z otruciem wyczuwamy zmianę atmosfery – Haley jest trochę bardziej poważna i prowadzi dochodzenie, które może uratować, bądź też zakończyć jej życie. W tych momentach od czasu do czasu można było poczuć dreszczyk emocji, szczególnie, gdy akcja przybierała nieoczekiwany obrót.

Autorka pisze w narracji pierwszoosobowej, dzięki czemu świetnie poznajemy główną bohaterkę i wczuwamy się w jej sytuację. Jej styl pisania, jak i w poprzedniej części, jest prosty, tak że nie sprawi żadnemu czytelnikowi kłopotu. Fabuła jest interesująca i dowcipna, a pani Howell urozmaica ją nieoczekiwanymi zwrotami i chwilami napięcia. Akcja nie mknie przed siebie, aczkolwiek książkę i tak czyta się w zastraszającym tempie, co jest wielkim plusem, gdyż nikt nie lubi męczyć się nad daną powieścią. Skontrastowanie prawie podwójnego życia Haley, wprowadza nieraz zamęt i trochę chaosu, dzięki czemu czytelnik nie może się nudzić. Ponadto dzięki temu każdy może znaleźć coś dla siebie w tej powieści. Jednak tylko Haley jest tak żywiołową i barwną postacią – inne giną w jej tle. Kreacja pozostałych bohaterów jest dość słaba, gdyż wszyscy pozostają niewyraźni, a czasami wydają się sztywni i sztuczni.

Przyglądając się sprawie otrucia, miałam pewne podejrzenia co do zabójcy. Oczywiście były to tylko przypuszczenia i to bardzo niepewne, gdyż autorka wprowadzała wiele wydarzeń, dziwnych sytuacji i zachowań bohaterów, które ciągle powodowały u czytelnika napływ wątpliwości. Dzięki temu odbiorca mógł domyślić się kto jest mordercą, ale nigdy nie był nigdy pewny do końca. Według mnie największym plusem tej historii jest to, że wzbudzała ona autentyczne emocje, a ja znowu (przy dziwnych spojrzeniach członków rodziny), nie mogłam się powstrzymać i komentowałam zażarcie wszystko co działo się w książce. Zakończenie również mnie nie zawiodło, na dodatek zaostrzyło mój apetyt na kolejną część tej serii. Po tym jak cała sprawa została wyjaśniona, autorka nie chcąc zamknąć całkiem tej historii, wprowadziła nowe zawikłania, które naprawdę mnie zaintrygowały. Powieść tę polecam każdemu, gdyż uważam, że wszyscy znajdą tu coś dla siebie. Jednak najlepiej najpierw przeczytać część pierwszą (choć nie jest to konieczne), dlatego tych co nie przeczytali jeszcze nawet pierwszego tomu, odsyłam do jego lektury!


„Jak za dawnych czasów, co? – zarżał detektyw Madison, odchylając się wraz z krzesłem. – Panna, ja i ofiara morderstwa.”


Moja ocena  8/10


Tytuł: Torebki i trucizna
Autor: Dorothy Howell
Ilość stron: 368
Wydawca: Bellona
Data premiery: 2012-03-



 Recenzja pochodzi z portalu a-g-w.info


niedziela, 5 lutego 2012

Torebki i morderstwo - Dorothy Howell


"Najważniejsze są torebki!"


Haley jest... torebkoholiczką. Ma słabość do markowych torebek… nawet nie może patrzeć na podróbki, które ją wręcz obrzydzają. Dziwnym trafem otrzymała pracę w księgowości wybitnej firmy prawniczej, bez żadnego doświadczenia czy nawet ukończonej uczelni. Poza tym, by móc oddawać się swojej pasji, czyli kupowaniu torebek, dorabia w Holt’s. Za małe pieniądze obsługuje (choć próbuje tego za wszelka cenę unikać) klientów, chcących kupić coś z tandetnych rzeczy sprzedawanych w domu handlowym. Na domiar złego znajduje trupa w magazynie i zostaje oskarżona o morderstwo! No dobra, nie lubiła tego gościa, ale takie podejrzenia to już przesada. Jej życie zmienia się radykalnie, pieniądze się kończą, jest obsypywana najróżniejszymi oskarżeniami i zaczyna fantazjować o niezwykle przystojnym Ty’u Cameronie, który okazuje się być właścicielem sieci Holt’s. Próbując jakoś dociec co się właściwie stało, zagrzebuje swe smutki w czekoladzie, przez co nawet jej plan na dietę się rozsypuje. Jednym słowem: katastrofa!

Byłam ciekawa tej powieści kryminalnej, jednak zupełnie nie tego oczekiwałam. Zamiast wszechogarniającego napięcia, tajemniczości i częstych zwrotów akcji, otrzymałam tak naprawdę dowcipną książkę obyczajową bez zbytnio zaskakujących wydarzeń. Główna bohaterka nie skupia się najbardziej na śledztwie, lecz na swych skarbeńkach oraz na życiu miłosnym. Nie spotkamy też dynamicznej akcji, ponieważ często ma ona przerwy, gdzie Haley znajduje się w swoim żywiole ( który na pewno nie ma nic wspólnego z dochodzeniem prawdy i rozwiązaniem zagadki wrobienia w morderstwo). Odkrywanie tajemnic jest dla niej czymś sporadycznym, ponadobowiązkowym i nie takim znowu ważnym - co prawda, chce dowieść swej niewinności, lecz na każdym kroku dowodzi, że większą wartość mają dla niej najróżniejsze i najmodniejsze torebki.

Haley swoją obsesją wywołuje często uśmiech na twarzy czytelnika, wprowadzając wiele humoru do historii. Lecz nie tylko jej kłopoty z zakupami doprowadzają do śmiechu, lecz także różne inne sytuacje, w które się wplątuje. Nie potrafi powiedzieć prawdy Ty’owi i wymyśla absurdalne opowieści, w które oczywiście nie sposób uwierzyć. Swoją postawą i beznadziejnymi sytuacjami, wywołanymi tylko i wyłącznie jej nieuwagą czy też głupotą, potrafi rozbawić każdego. Jej osobowość ma różne strony, np. przy mamie wycisza się i próbuje zniknąć jak najprędzej z jej bystrych oczu, zaś gdy rozmawia z ludźmi z pracy jej wybuchowa natura bierze górę. Jest bardzo komiczną i ubarwiającą powieść postacią. Urzeka do tego stopnia, że odbiorca ma ochotę samemu spotkać tą pełną energii i trochę za bardzo gwałtowną młodą kobietę.

Pierwszoosobowa narracja pozwala wczuć się w sytuację bohaterki i przeżyć chwile szaleństwa. Pomaga również uwierzyć we wszystko co opisuje autorka, tak jakby samemu się tam było. Świetnie poznajemy też główną bohaterkę, która staje się dla nas wierną towarzyszką w podróży opisanej na stronicach powieści. Fabuła była interesująca, a lektura wciągała od początku. Bardzo ciekawym rozwiązaniem było pogrubienie w tekście niektórych słów, by nadać im większego znaczenia. Gdy tak czytałam, w głowie wręcz słyszałam zmianę tonu i wyrazu twarzy Haley przy tych wyrazach, co mogło całkowicie zmienić odebranie danej frazy.

„Torebki i morderstwo” to powieść przede wszystkim z humorem. Nie był to jak dla mnie kryminał, ale i tak książka mi się bardzo spodobała. Jest to lekka i zabawna pozycja, na którą warto poświęcić trochę czasu, czyta się ją dość szybko, momentami może nawet pochłania, zagłębiając w świat zabójstw, gustownych torebek i dodatków. Do oprawy graficznej też nie mam zastrzeżeń, okładka jest prosta, aczkolwiek przyciągnęła mój wzrok i mnie zaciekawiła. Książkę polecam osobom szukającym rozrywki i relaksu, gdyż z pewnością nie zawiodą się poznaniem roztrzepanej oraz inteligentnej (choć nie zawsze to widać) Haley. 


Moja ocena: 8/10 


Tytuł: Torebki i morderstwo
Autor: Dorothy Howell
Ilość stron: 384
Wydawca: Bellona
Data premiery: 2012-01-11



Recenzja pochodzi z portalu a-g-w.info

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...