poniedziałek, 31 października 2011

Mrok - Marianne Curley


„Wszystko dla ukochanego”


Marianne Curley to urodzona w 1959 roku w Windsor australijska autorka czterech powieści fantasy dla młodzieży. Zadebiutowała w 2000 roku wyróżnioną przez International Reading Associacion książką „Old Magic”. Prawa do jej wydania zostały sprzedane do wielu krajów. Wielokrotnie nagradzana trylogia o Strażnikach Czasu również doczekała się licznych przekładów – z historią Ethana mogli się zapoznać między innymi czytelnicy z USA, Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii.  Marianne Curley mieszka w Coffs Harbour, gdzie pracuje jako nauczycielka w Coffs Harbour Technical College. „Mrok” to druga część znanej serii „Strażnicy Veridianu”.

Minął rok od walki z Mardukiem, czyli zdarzeń poprzedniego tomu. Ethan ma nowego ucznia – Matta, swego przyjaciela z dzieciństwa, który dość sceptycznie podchodzi do wykonywanych przez Strażników zadań. Ethan wraz z Isabel z reguły tworzą zgrany zespół i razem wyruszają na misje. Jednak tym razem jest inaczej. Tym razem Isabel, zamiast Ethana, za swego towarzysza ma Arkariana. Na początku nikt nie wie, dlaczego została podjęta taka  a nie inna decyzja. Prawda wyjdzie na jaw bardzo szybko, od razu po tym, jak Arkarian zostanie porwany i uwięziony…

Jakby tego było mało, Trybunał nie zgadza się na przeprowadzenie akcji ratunkowej. Isabel jest tym zbulwersowana i dla Arkariana jest gotowa poświęcić nawet własne życie, sprzeciwiając się woli starszyzny. Ethan oczywiście nie pozwala jej wyruszyć na tę samobójczą misje samej i postanawia do niej dołączyć. Dziewczyna w ostateczności decyduje zgodzić się na to, aczkolwiek nadal jest przeciwna temu, by Matt także udał się do podziemnego świata. Przyjaciele wyruszają w pełną niebezpieczeństw podróż, by odnaleźć ważną dla swych serc osobę.

Arkarian, gdyż to dla niego wszyscy się narażają, znajduje się w krytycznym położeniu. Lecz nawet na łożu śmierci ma nadzieję, że nikt nie będzie podejmował próby ratunku. Nie jest w ani jednym calu egoistyczny i przedkłada bezpieczeństwo innych nad własne. W pierwszej części ta postać była owiana tajemnicą, ale w tym razem jest nam całkowicie przedstawiona. Chłopak, mimo że nieśmiertelny, jest prawie zwyczajny. Czuje strach i potrzebę ochrony bliskich. Tak naprawdę nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym poza naprawdę dobry sercem i niesamowitym wyglądem – fiołkowymi oczami i niebieskimi włosami.

Reszta bohaterów również jest „normalna”, co dodaje im autentyczności. Podkreślony jest też kontrast ich charakterów. Isabel woli działać i zdawać się na instynkt, zaś Ethan woli posługiwać się zdrowym rozsądkiem. Jest to bardzo pomocne, szczególnie gdy Isabel jest zaślepiona uczuciem. Matt znów jest zmienny i nie wiadomo co będzie jego następnym krokiem. Statyczna pozostaje tylko jego nadopiekuńczość wobec siostry, która nie jest zbyt dobrze przyjmowana. Niemniej największe różnice widać między Isabel a Arkarianem, którzy żyją w dwóch światach – śmiertelników i nieśmiertelnych.

Książka skupia się na ratowaniu Arkariana, a raczej na powodach Isabel, by tak postąpić. Mam na myśli łączące ich uczucie. Już ze „Straży” wiemy, że ta dwójka jest sobie przeznaczona i nie da się temu zaradzić. Na początku, jak na dobrego faceta przystało, Arkarian trzyma się na dystans od swej ukochanej, by dać jej normalne życie. Oczywiście żadne z nich na początku nie zdaje sobie sprawy z uczuć drugiej osoby. Strasznie mi to wszystko śmierdzi schematem i ogólnie cały wątek romantyczny jest całkowicie przewidywalny i momentami odrobinę tandetny.

Ta miłość jest filarem podtrzymującym całą fabułę. I niestety właśnie przez nią uważam, że takowa jest dość nieciekawa. Co prawda mamy kilka ciekawych wydarzeń, acz zabrakło mi zwrotów akcji czy zaskakujących wydarzeń. Wszystko jest łatwe do przewidzenia na długo przed tym, jak dana sprawa zostanie wyjaśniona, przez co nie mamy do czynienia w tej powieści z ani gramem tajemniczości. Nie czułam też klimatu napięcia, który powinien towarzyszyć tak niebezpiecznym zadaniom jakich podejmowali się główni bohaterowie. Spodziewałam się o wiele więcej, a rozwój wydarzeń mocno mnie zawiódł.

Nie usatysfakcjonowało mnie także wykonanie. Sam styl pisania powieści nie jest zły czy nieprzystępny – autorka posługuje się prostym i zrozumiałym językiem. Niestety ma problemy z obrazowaniem sytuacji. Nie spotykamy w tej książce barwnych opisów miejsc bądź sytuacji, czego można by się spodziewać, szczególnie w trakcie przebywania w innym czasie. Jak w „Straży” znów mamy do czynienia z narracją dwutorową prowadzoną tym razem przez Arkariana i Isabel. Nie było to również zbyt dobrym rozwiązaniem. Wcześniej chłopiec o fiołkowych oczach był dla nas zagadką, zaś pani Curyle odkryła go przed nami, nie pozostawiając w nim prawie wcale uroku. Na dodatek denerwowało mnie przeskakiwanie z wydarzeń dziejących się w różnych miejscach, zależnie od narratora, co sprawiało, że tekst stał się niespójny.

„Mrok” jest całkowicie przeciętną lekturą. Ponadto uważam, że jest gorszy od poprzedniej części. Sięgnęłam po ta serię, zachęcona licznymi bardzo pozytywnymi recenzjami. Jednak nie wiem co wszyscy widzą takiego w tej książce, czego ja nie dostrzegam. Co prawda czytało się ją szybko i lekko, nie sprawiała żadnych trudności, lecz nie należy również do pozycji ambitnych. Fabuła także nie jest strasznie wciągająca, a zakończenie jest do przewidzenia bardzo wcześnie; styl pisania niczym nie wyróżniający się. Nie wiem czy mogę polecić ten utwór. Jeżeli tak to czytelnikom mało wymagającym, bądź szukającym w książce tylko relaksu i niczego więcej.

Moja ocena 5/10


Tytuł: Mrok
Autor: Curley Marianne
Ilość stron: 432
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2011-09-28


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^


niedziela, 30 października 2011

Beastly


 Tytuł: Beastly
Reżyser: Daniel Barnz
Obsada: Vanessa Anne Hudgens, Lisa Gay Hamilton, Alex Pettyfer, Mary-Kate Olsen, Neil Patrick Harris, Peter Krause, Erik Knudsen
Czas trwania: 86 min.

Nowa wersja "Pięknej i Bestii", która dzieje się na współczesnym Manhattanie. Bogaty i pyszny nastolatek na randce potwornie obchodzi się z dziewczyną, zostaje przez to przeklęty i zamieniony w koszmarną kreaturę. Z tej powłoki może się wyrwać jedynie gdy znajdzie prawdziwą miłość. Wtedy właśnie się zakochuje w pięknej dziewczynie.

Każdy z nas zna historię „Pięknej i Bestii”. Jak widać jest ona ponadczasowa, gdyż dzieje się w czasach współczesnych. Kyle ma wszystko- w jego rozumowaniu – markowe ciuchy, świetną fryzurę, forsę i znanego tatę. Ponadto jest przystojny i ma piękną dziewczynę. Jest popularny oraz króluje w swojej szkole. Niestety jest także zapatrzony w siebie i egoistyczny. Startuje w wyborach na przewodniczącego, a w swojej mowie, mówi, że piękni ludzie są lepsi i dlatego powinien też wygrać. Jego przemowa spotyka się z głośnymi oklaskami. Tylko jedna osoba nie jest zadowolona – trzymająca się na uboczu dziewczyna, która na początku próbuje przemówić mu do rozsądku.

Chłopak się tym nie przejmuje i zaprasza ją na imprezę, by później wystawić ją na pośmiewisko. Aczkolwiek nie wiedział z kim zadziera. Czarownica chce by Kyle odpokutował za swoje czyny, więc przeklina go. Odbiera mu wszystko na czym mu zależy – piękno. Jego ciało pokrywają tatuaże w kształcie cierni oraz liczne blizny. Ponadto jego czaszka staje się łysa. Musi odnaleźć prawdziwą miłość, by zdjąć klątwę. Jednak nie będzie to łatwe. Chłopak musi zrozumieć ważne wartości, a nie kierować się tylko powierzchownością czy materializmem. Musi dopełnić schemat „ze złego gościa w dobrą osobę”.

W ten sposób rozpoczyna się jego emocjonalna wędrówka. Chłopak ukrywa się przed resztą społeczeństwa, uważając, że nie może pokazać się w takim stanie nikomu. W samotności może rozważać i po jakimś czasie zauważa, że nie miał racji. Że piękno zewnętrzne nie jest najważniejsze. Pomaga mu w tym pewna dziewczyna, którą zaczyna darzyć uczuciem. Kyle zmienia się. Stopniowo, lecz widać wielkie efekty. Dla swej Pięknej jest gotów porzucić wszystko, nawet to co kiedyś było dla niego najważniejsze.

Historia sama w sobie jest wspaniała. Ale i tak jestem zwolenniczką pierwszej wersji, gdyż wydaje mi się ona bardziej magiczna. Tutaj, gdy do czynienia mamy ze zwykłymi nastolatkami, traci ona trochę swego uroku. Jednak wykonanie mnie nie zawiodło. Do gry aktorskiej nie mam żadnych zastrzeżeń. Aktorzy pasowali do swych ról i należycie je odegrali. Ścieżka dźwiękowa także była świetnie dobrana. Nic z dzisiejszych hitów, a proste, acz nastrojowe piosenki.

„Beastly” jest romantyczną produkcją skierowaną raczej do dziewcząt. Mężczyźni nudzili by się oglądając ją i żałowali, poświęconego nań czasu. Mnie film się spodobał, ale nie uważam go za jakieś dzieło. Było to bardzo lekkie przedstawienie znanej wszystkim historii. Jeżeli ktoś ma czas, może obejrzeć, acz nie jest to obowiązkowe. Można sobie spokojnie odpuścić oglądanie i zająć się innymi sprawami.

Moja ocena 7/10

sobota, 29 października 2011

Wyniki, wyniki, wyniki ! Czyli kto zgarnął "Pomiędzy" i książka niespodzianka ^^



Brawa dla wszystkich uczestników ! ^^ Przysłali wspaniałe prace, które ja i reszta jury (A, Annie, Suzan, Charli) z przyjemnością przeczytaliśmy i oceniliśmy. Wybór był bardzo trudny. Szczególnie dwie prace szły łeb w łeb aż w końcu jedna wygrała :) Różnica w punktach wynosiła tylko 0,5 ! Wiem, że to niewiele, jednak tak zostało rozstrzygnięte. Nie przeciągając już dłużej, zwycięzcą jest: . Serdecznie gratuluję ! Do Klaudii wędruje "Pomiędzy", dlatego proszę o jak najszybsze podesłanie danych adresowych :)


Dla zainteresowanych jej praca: 

Czasami zastanawiam się, czy to aby na pewno się wydarzyło. Nie jestem pewny, ponieważ do teraz nie mogę w to uwierzyć.
***
- Idziesz? – Zapytał mnie Anthony stojąc przy mojej szafce.
- Już. – Odpowiedziałem. Razem z tłumem innych uczniów podążyliśmy do szkolnej stołówki. Obiady nie były wyśmienite, ale gdy byliśmy głodni potrafiliśmy iść jeszcze po dokładkę. Wzięliśmy tace i dołączyliśmy do kolejki, która posuwała się ślimaczym tempem. Gdy w końcu dotarliśmy do kucharek dostaliśmy bezkształtną breję zwaną makaronem i dziwnie wyglądający sos. Cóż, lepsze to niż nic.
Podeszliśmy do zwykle znajdującego się przed nami stolika i wtedy ją zobaczyłem.
Dziś wyglądała wyjątkowo. Kręcone blond włosy spływały kaskadą na plecy, a niebieskie, bystre oczy patrzyły na osoby znajdujące się w pomieszczeniu. Na sobie miała zwykły czarny t-shirt i dżinsowe rurki. Ot, zwykły strój, ale na niej wyglądał niesamowicie. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Odwzajemniłem uśmiech, ale miałem wrażenie, że wyglądam jak idiota. Czyli jak zwykle. No dobra, nie było ze mną aż tak źle. Mam zielone oczy i dłuższe włosy, 180 centymetrów wzrostu i wysportowaną sylwetkę, to akurat zawdzięczam regularnym treningom w koszykówkę.
- Michael! Puk, puk! Jest tam kto? – Anthony zwrócił na siebie moją uwagę, czego on znowu chciał?
- Co? – Zapytałem.
- Pytałem o to, czy mamy jutro sprawdzian z trygonometrii, ale najwyraźniej byłeś w swoim świecie razem z nią.
Czy to naprawdę jest aż tak widoczne? Niemożliwe.
- Nie, nie mamy jutro testu. – Mówiąc to podniosłem wzrok na osoby dosiadające się do nas.
- Nie wierzę, że każą nam to jeść. – Sophie skrzywiła się. Zmrużyła brązowe oczy i wpatrywała się oczekująco w Anthony’ego.
- Fakt, nie wygląda zachęcająco, ale gdyby zamknąć oczy i zatkać nos, to dałoby się to skonsumować. – Chłopak przyglądał jej się spokojnie, ale pod fasadą skrywał zupełnie inne uczucie. Jak na dłoni widać było, że za nią szaleje. I z wzajemnością zresztą. Jeden tylko mankament niestety nie pozwala im być razem. A mianowicie: żadne z nich nie chce się do tego uczucia przyznać.
- Jak samorządowi idą przygotowania do halloween? – Usłyszałem pytanie skierowane w moją stronę przez Jamesa.
- Hmmm… Dobrze, mamy już zapewniony catering i napoje, jeszcze trzeba tylko zamówić dekoracje i je zamontował. – Odpowiedziałem. Skierowałem swój wzrok z powrotem na Caroline. Nie patrzyła już na mnie. Poczułem zawód.
Powoli powlokłem się po schodach do mojego pokoju. Przeszedłem przez drzwi i poczułem się zmęczony. Pstryknąłem przełącznikiem światła, omiotłem wzrokiem pomieszczenie i po raz kolejny zdziwiłem się na paradoks się w nim mieszczący. Jedną ze ścian pokrywały koszulki drużynowe, zdjęcia i półki z pucharami wygrane podczas meczy. Drugą jednak pokrywała jedna, wielka, wypełniona po brzegi półka z książkami. Od klasyki, poprzez kryminały, do fantastyki (którą, nawiasem mówiąc, najbardziej lubię). Znajdowały się tam powieści Tołstoja, Charlotte Bronte, Jane Austen, Dana Browna, Johna Marsdena, Trudi Canavan i wielu, wielu innych.
Moich kumpli zawsze dziwiło, że lubię czytał, ale to nie moja wina, ze odziedziczyłem to po rodzicach. Mama jest bibliotekarką, a tata pisarzem. Nie mówię, że ciągle tylko czytam, w końcu na imprezy też chodzę (nawet często), ale lubię to.
Spojrzałem w kierunku okna i zobaczyłem ją. Siedziała na swoim łóżku i przyglądała mi się. Sięgnęła po blok i marker. Szybko coś w nim zapisała i odwróciła w moją stronę. Mimo, że nie rozmawialiśmy werbalnie już dawno to utrzymywaliśmy ze sobą kontakt kartkowo-okienny. Kiedyś bardzo się przyjaźniliśmy, potem każde z nasz poszło swoją drogą, ja zacząłem chodzić na treningi kosza, ona na balet, śpiew i malarstwo. Miała talent.
Na kartce napisane było: „Co u Ciebie?”. Uśmiechnąłem się i sięgnąłem po leżące niedaleko puste, białe kartki i flamaster. Szybko nabazgrałem odpowiedź „Nic, a u Ciebie?”. Odwracając kartkę spojrzałem w niebieskie oczy Caroline i w mojej głowie pojawiły się obrazy, których wcale nie powinno tam być.
- No już, napisz jej, że maci się spotkać. – Usłyszałem dźwięk czyjegoś głosu, ale nikogo nie zobaczyłem. W pokoju nadal byłem sam, a drzwi na pewno zamknąłem. Jeszcze raz obejrzałem się, a przed moimi oczami pojawiły się dwa duchy. Chwila, chwila… Duchy?!
- Co tak patrzysz? Pisz! – Po raz kolejny do moich uszu dobiegł dźwięk, ale nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Szybko odwróciłem głowę w kierunku dziewczyny w oknie domu obok. Przyglądała mi się tylko, więc pewnie nie widziała, że w moim pokoju są zjawy z zaświatów. Spojrzałem na kartkę przez nią zapisaną, napisała, że nic ciekawego, że przeprasza, ale musi się uczyć. Zasłoniła okna i ostatnie co widziałem to jej długie, kręcone blond włosy znikające za zasłoną.
- Kim, a raczej czym jesteście i co tu robicie?! – Wyszeptałem do dwóch duchów.
- Ja jestem Mary – mniejsza zjawa wskazała na siebie. – A to Matt. Przyszliśmy cię zmotywować do działania. Nie możemy patrzeć na to, jak się męczysz.
- Proszę?!
- To co słyszałeś. – Po raz pierwszy w tej absurdalnej sytuacji odezwał się duch-chłopak. Jego głos z pewnością musiał należeć do nastolatka.
- O mój Boże… - Wyszeptałem. Nie mieściło mi się to w głowie.
- No, no. Bóg nie ma z tym nic wspólnego. – Duchy powiedziały to równocześnie. A potem ogarnęła mnie ciemność.
***
To z pewnością mi się śniło. Za dużo kofeiny źle działa na człowieka. Zacisnąłem mocno powieki i przedłużałem chwilę, gdy będę musiał otworzyć oczy. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden… Omiotłem spojrzeniem pokój i…
- No nareszcie. Już myśleliśmy, że nigdy nie wstaniesz. Czy nie sądzisz, że mdlenie jest niemęskie? – Usłyszałem głos Matt’a. Czyli to jednak prawda.
- To tylko mi się wydaje, to tylko mi się wydaje… - Zacząłem powtarzać jak mantrę, jednak zjawy nie znikały.
- Wiesz Mary, on chyba nie może uwierzyć, że my istniejemy.
- Potwierdzam, nie zaprzeczam. – Odpowiedział duch do którego zdanie było skierowane. – Słuchaj, teraz musimy już iść, ale jeszcze tutaj przyjdziemy.
Puf. Zniknęły.
Odetchnąłem z ulgą i spróbowałem wstać na własne nogi. To nie mogło być naprawdę. To na pewno naprawdę się nie zdarzyło. Na pewno, na pewno, na pewno. Bezsiły położyłem się na łóżku i zasnąłem.
*** - Wstawaj śpiochu! Szkoda dnia! – Usłyszałem nad uchem damski głos. Co?!
- To nie może dziad się naprawdę. – Wymamrotałem sennie i miałem nadzieję, że mam rację. Nie miałem. Duchy były w moim pokoju. – Czego chcecie? – Powiedziałem już całkiem rozbudzony.
- Tylko ci pomóc, nic więcej. – Zsynchronizowane jak szwajcarskie zegarki zjawy odpowiedziały jednocześnie.
- Nie potrzebuję pomocy.
- Owszem potrzebujesz.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Tak.
Podczas słownej sprzeczki zacząłem się ubierać. Duchy, chyba z przyzwoitości (przynajmniej tyle) odwróciły wzrok.
- Nie, nie potrzebuję. – Wziąłem do ręki plecak i otworzyłem drzwi. – Jak wrócę to ma was tu nie być.
Wyszedłem i trzasnąłem drzwiami. Szybko zahaczyłem o kuchnię, skąd porwałem przygotowane przez gosposię May śniadanie.
Cały dzień przeleciał beznadziejnie. Nie potrafiłem się nad niczym skupić. Dopiero na treningu humor i dobre samopoczucie wróciło. Zapomniałem o tej nienormalnej sprawie, bo moja uwaga skoncentrowała się na wrzuceniu piłki do kosza. Uderzanie przedmiotu o podłoże nadało rytm moim krokom, a bicie serca dopasowało się do niego.
- Ona patrzy! – Znienacka przede mną pojawił się Matt. Zaskoczony straciłem rytm, piłka nie odbiła się tak jakbym sobie tego życzył, wleciała mi pod nogi, a ja jak długi poległem na ziemi. Jakby tego było mało, to doświadczyłem uczucia przejścia przez ducha. Miałem wrażenie, że ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody.
- No to raczej nie pomoże ci w poderwaniu jej. – Matt rzucił krótko i zdematerializował się.
- Thomas! Co ty do cholery wyprawiasz?! – Krzyknął w moim kierunku trener, a ja usłyszałem gromki śmiech pozostałych chłopaków z drużyny.
- Nie było tak źle. – Anthony próbował mnie pocieszyć, ale nie bardzo mu to wychodziło. – No może oprócz tego, że jesteś, słyszę odbicia piłki, mrugam, a ty nagle leżysz na ziemi. – Powiedział i gromko się zaśmiał.
- Ale ty śmieszny jesteś. – Odparowałem z sarkazmem.
- Chodź, odwiozę cię do domu… - Nadal śmiejąc się poprowadził nas do samochodu. Mimo, że obaj mieliśmy prawko to on pierwszy dorobił się samochodu, skurczybyk.
- Jak tam dekoracje hallowen?
- Dobrze, a co? Jesteś chętny do pomocy? – Zapytałem. Co oni tacy dociekliwi ostatnio w związku ze świętem (o zgrozo!) duchów?
- Hm… Nic, nic. – Odrzekł szybko speszony i… Zaczerwienił się. Co? Anthony się zaczerwienił?!
- Mów. – Powiedziałem krótko, a on nie wytrzymał.
- ZaprosiłemnabalSophie. – Wyrzucił z siebie jednym tchem. Potrzebowałem chwili na rozszyfrowanie jego słów.
- No Stary, gratuluję, że w końcu się przełamałeś. – Już myślałem, że nigdy tego nie zrobi. – Zgodziła się?
- Nie uwierzysz, ale tak. – On naprawdę tego nie widział, że jej się podoba?
- No to jeszcze lepiej. – Poklepałem go po plecach. Szczęście, że do imprezy został tylko jeden dzień. W tym roku nie wybieram się z nikim. Nie miałem ochoty na towarzystwo żadnej dziewczyny, oprócz Caroline. Pech chciał, że ona umówiona już była z Paulem. Jak ja gościa nie cierpię!
Dojechaliśmy pod mój dom, wysiadłem, a Anthony odjechał do siebie.
***
Pary szły po czerwonym dywanie w kierunku sali balowej. Udekorowana była w sposób, że nie można było poznać, iż za dnia pocą się na niej setki uczniów. Czarny materiał udrapowany był na ścianach i, jakimś cudem, na suficie. W rogach stały „przerażające” potwory, z jednej strony sali ustawione były stoły i krzesła, z przodu było miejsce dla kapeli, która w tym roku dla nas zagra, największą część zajmował parkiet. Gdy pomieszczenie powoli się zapełniało ja szukałem tylko jednej twarzy. Jest! Dostrzegłem ją. Caroline ubrana była w długą, krwistoczerwoną gorsetową sukienkę, włosy upięła w misterny kok na głowie, na szyi miała czarną kolę. Wyglądała zjawiskowo.
Impreza zaczęła się na dobre, ludzie tańczyli i wygłupiali się. Niektórzy, tak jak ja siedzieli przy stolikach. W pewnym momencie dosiad się ktoś do mnie. Podniosłem wzrok i spostrzegłem, że była to Caroline. Już miałem się odezwać, gdy DJ zapowiedział jeden z wolniejszych kawałków. Nie pozostało mi nic innego, jak poprosić dziewczynę do tańca.
W połowie piosenki w mojej głowie pojawiła się myśl: „Zrób to!”. Caroline widząc co zmierzam wspięła się na palce, powoli przysunąłem swoje usta do jej warg. Gdy nasze ciała się zetknęły – odpłynąłem. Wszystkie myśli, oprócz jednej, odpłynęły z mojego umysłu.
- No nareszcie. – Usłyszałem w uchu głos Mary. Oderwałem się od Caroline i zmierzyłem duchy groźnym spojrzeniem. Na sekundę przeniosłem wzrok na dziewczynę obok mnie i spostrzegłem, że ona też wpatruje się w zjawy z groźnym błyskiem w oku.
- Matt, Mary! Co wy tu robicie? Przecież mówiłam, że ma was to nie być! – Krzyknęła, a duchy jakby się skurczyły.
- To ty o nich wiesz?! – Wypowiedziałem zdumiony.
- Oczywiście. To ja je do ciebie przysłałam.


Ale w tytule jest coś o książce niespodziance. Otóż tę pracę wybrało całe jury. Zaś ja stwierdziłam, że skoro to mój konkurs, to dlaczego ja nie mam wybrać zwycięskiej pracy. W końcu uznałam, że mogę i wybrałam swego faworyta :). Wynikiem tego jest kolejna nagroda i mam nadzieję, że osoba, do której powędruje, się ucieszy. Kolejną zwyciężczynią jest Justilla, której także serdecznie gratuluję. Jej nagrodę musiałam ufundować sama i dlatego otrzyma ona "Lodową Panią". Oczywiście jeżeli nie jest zainteresowana, nie musi podawać swoich danych i po prostu lektura ta nie zostanie przesłana :)

Praca:


Krążyłam niespokojnie po pustym domu. Co chwilę zerkałam na zegarek, a każda mijająca sekunda zdawała się trwać wieczność. W końcu ujrzałam odpowiednią godzinę. Tak!, powiedziałam sobie triumfalnie. Zerknęłam w lusterko. W odbiciu ujrzałam owalną twarz, okoloną czarnymi lokami, które pieczołowicie skręcałam przez ostatnią godzinę. Lekki makijaż dopełniał dzieła, podobnie jak śliczne kolczyki z piórek – prezent od chłopaka na ostatnie urodziny. Poprawiłam lekko fryzurę, przejechałam ostatni raz błyszczykiem usta i byłam gotowa do wyjścia. Nałożyłam kurtkę, kozaczki na wysokim obcasie, chwyciłam torebkę i już po chwili zamykałam dom. Ruszyłam przed siebie, a moim celem była kawiarnia znajdująca się kilka ulic dalej. Zmierzchało, zerknęłam w górę – właśnie zapalali lampy. Jedna po drugiej, powoli rozbłysły, rozjaśniając ciemność. Szłam raźnym krokiem i po chwili zeszłam z głównej ulicy w małą uliczkę, mój ulubiony skrót. Maciek zawsze mi powtarzał, że nie powinnam tędy chodzić, że to niebezpiecznie… Ale do tej pory nikt mnie nie zaczepiał. Nie bałam się tej drogi. Mijałam właśnie przedostatnią kamieniczkę, gdy ktoś chwycił mnie za ramię.
- Hej! Łapy przy sobie! – krzyknęłam, odwracając się.
Przed sobą ujrzałam dwóch dresów. Mieli kaptury naciągnięte na głowy i złośliwe spojrzenie. Jeden znajdował się bardzo blisko mnie, zaśmierdziało piwem i papierosami. Od tego smrodu lekko zakręciło mi się w głowie. Poczułam lekki strach. Modliłam się w myślach, aby najwyżej spytali czy mam fajki czy coś…
- Puść mnie – powtórzyłam, ale już z mniejszym przekonaniem.
- Nie zamierzam – odpowiedział  ten bliższy.
Jego kumpel zarechotał.
- Taka  laska… Dawaj ją do nas, zabawimy się.
Przełknęłam z trudem ślinę i otworzyłam usta, ale głos ugrzązł mi w gardle, gdy zobaczyłam jak z drzwi wynurza się kolejnych dwóch mężczyzn. Nagle coś szarpnęło mnie za włosy. To jeden z nich zaczął mnie ciągnąć w kierunku otwartych drzwi. Zaczęłam piszczeć i wyrywać się. Próbowałam kopnąć tego, co mnie trzymał, ale uskoczył. Chciał złapać mnie za ramię, ale gdy tylko jego dłoń spoczęła na moim ramieniu, ugryzłam ją. Zawył z bólu, a ja zaczęłam uciekać.
- Pomocy! – krzyczałam. – Niech mi ktoś pomoże!
Wtem drugi złapał mnie wpół i moje krzyki już nic nie dały. Zatkał mi usta dłonią. Szarpałam się, mimowolnie próbując się uwolnić. Nagle mnie puścił, a ja zaskoczona upadłam, mocno uderzając głową o ziemię. Oszołomiona podniosłam się lekko na kolana i spojrzałam, co się dzieje. Gdy ujrzałam scenkę przede mną, pomyślałam, że może jednak mam wstrząs mózgu, a przynajmniej omamy.
Dwoje półprzezroczystych ludzi, chłopak i dziewczyna rozdawali kopniaki na prawo i lewo, powalając czwórkę mężczyzn. Gdy jeden zaczął się podnosić, chłopak machnął dłonią i tamten odleciał w powietrze, uderzając o mur. Rozdziawiłam usta. Nagle ich uwaga skupiła się na mnie. Odruchowo chciałam wstać i uciekać, ale natychmiast zakręciło mi się w głowie i ziemia znów poleciała mi na spotkanie. Coś srebrnego mignęło mi przed oczami… A potem była już tylko ciemność.

Gdy odzyskałam świadomość leżałam we własnym łóżku. Zamrugałam oczami i wróciło do mnie wspomnienie ostatnich chwili. Podniosłam szybko głowę i ogarnęłam wzrokiem pokój, ale był pusty. Żadnych dziwnych kształtów, świecących ludzi. To musiał być wyraz uderzenia w głowę, pewnie jacyś przechodnie mi pomogli. Tylko, kto mnie tu przyniósł? Zaczęłam wstawać i usłyszałam czyjś głos:
- O, księżniczka się obudziła.
Podniosłam wzrok i na chwilę przestałam oddychać. Zbliżał się do mnie przystojny chłopak o miłym wyrazie twarzy. Jedyny defekt był taki… że jednak widziałam poprzez niego swój pokój.
- Witaj, Saro – powiedział duch.
- O cholera – wyrwało mi się.
Duch skrzywił się.
- Nie stać się na nic lepszego? Ja wiem, na przykład „Cześć, dzięki za uratowanie życia?” – powiedział, udając oburzonego.
Spojrzałam na niego spode łba.
- Po pierwsze, nie wierzę w duchy. Po drugie, myślałam, że moja wiara obejmuje anioła stróża, a nie ducha. Po trzecie, uważam, że mam omamy.
Chłopak rozłożył ręce.
- Ratuje ci tyłek od dwóch lat, a tobie się Anioła Stróża zachciewa? A tak w ogóle, znasz taki dowcip „Nie wierzę w duchy, ale nie wiem czy one o tym wiedzą?” No to przyjmijmy, że nie słyszałem twojej wypowiedzi na ten temat. Zacznijmy od podstaw – zreflektował się. – Jestem Daniel.
- A ja jestem zła – warknęłam. - Idę do kuchni napić się wody i wziąć tabletki, a jak wrócę to liczę, że ciebie już tu nie będzie.
Ujrzałam lekkie zdumienie na jego twarzy, ale nic mnie to nie obchodziło. Wstałam całkowicie z łóżka i wyszłam z pokoju, szerokim łukiem omijając ducha. Strasznie bolała mnie głowa, a rozmowa z … nim nie pomogła mi na psychikę. Byłam pewna, że gadałam z wytworem własnej wyobraźni i gdy wrócę już go nie będzie. Otworzyłam szafkę z lekami. Znalazłam właściwe opakowanie i nalawszy sobie wody, łyknęłam tabletkę. Posiedziałam w kuchni z jakieś dziesięć minut. Westchnęłam ciężko i wróciłam do pokoju. Ból głowy powoli mijał, a mimo to moim oczom ukazał się niezwykły widok – oto półprzezroczysty, przystojny chłopak leży wygodnie na moim łóżku i przegląda książkę, którą czytałam wczorajszego wieczoru przed snem.
- No nie! – zawołałam. – Podeszłam szybko i zabrałam mu książkę. – Skoro już tu musisz siedzieć, to może zachowuj się jak trzeba?
Chłopak podniósł się zirytowany.
- Hej, ja też mam uczucia, wiesz? Ponadto mam też imię i określone zadanie. I niestety brzmi ono tak, że mam się tobą opiekować, czy tego chcesz czy nie. Więc lepiej się przyzwyczaj.
- Do twojej upierdliwej obecności i grzebania w moich rzeczach? – Szłam za nim i wyrwałam mu z rąk swój notatnik z cytatami. Przypadkiem dotknęłam jego dłoni. Wbrew moim oczekiwaniom moja ręka dotknęła drugiej, zupełnie materialnej, choć chłodnej. Odskoczyłam, zaskoczona. Nie uszło to uwadze Daniela.
- Zdziwiona? Dla ciebie jestem też materialny, co niestety ma swoje dobre i złe strony. Zła jest taka, że jeśli kopniesz mnie tam, gdzie twoja poprzedniczka to przez kilka dni bronić się będziesz sama.
Uniosłam brwi, nie wiedząc, o co chodzi, ale po chwili załapałam. Zaczęłam się śmiać, na co duch pogroził mi palcem.
- Nawet o tym nie myśl.
Pokręciłam głową, rozbawiona. Powoli przyzwyczajałam się do swojego szaleństwa, towarzystwo tego chłopaka było ciekawym doświadczeniem.
- Naprawdę myślisz, że ktokolwiek będzie mnie atakował cały czas? – spytałam się pierwszej lepszej rzeczy, która przyszła mi do głowy.
Nachmurzył  się.
- Moja obecność przyciąga złych typków, ludzi i duchy. Mimo to potrzebujesz tej ochrony, najwyraźniej jesteś kimś ważnym dla przyszłości. Więc siłą rzeczy, ja teraz nauczę cię walczyć, a ty tolerować moją obecność. Dobrowolna zgoda byłaby łatwiejsza.
Myślałam chwilę, rozważając za i przeciw. Do tej drugiej opcji zaliczał się ewentualny psychiatry, do pierwszej – przygody niczym z filmu i książek. Podniosłam głowę i spojrzałam Danielowi z lekkim uśmiechem w oczy.
- No dobra – powiedziałam. – To czego nauczysz mnie najpierw?

***

Jednym zręcznym ruchem opadłam na ziemię i gwałtownym kopnięciem przewróciłam przeciwnika. Obok mnie Daniel spokojnym gestem pozbawił pomocy grawitacji drugiego. Mężczyzna zawisł w powietrzu na wysokości pierwszego piętra.
- To co zawsze? – spytała, odwracając się do Daniela.
Skinął głową, patrząc zimno na swojego więźnia.
Znalazłam duży kamień i zważyłam go w dłoni. Spojrzałam w górę i zobaczyłam jak mężczyzna dygocze z przerażenia.
- Nie…  – jęknął.
Rzuciłam pocisk. Rozległ się łoskot tłuczonej szyby, a po chwili dołączył do tego świst powietrza, gdy mężczyzna został wrzucony przez wybite okno do własnego domu. Daniel dołączał do tego zaklęcie unieruchamiające. Zwykle spotkanie z nami napędzało im takiego strachu, że nigdy więcej nikogo nie zaczepiali, bojąc się, że ich znajdziemy. Gdy ktoś niewidziany kopie ci tyłek, może to nieźle zamieszać w głowie.
Chłopak zwrócił się w moją stronę. Byłam już dwa lata starsza niż przy pierwszym spotkaniu, on wciąż w tym samym wieku, choć w dalszym ciągu fizycznie trochę starszy niż ja. Za kilka lat odejdzie, a mnie przydzielą kolejnego ducha, starszego. A na razie…
- Drużyna? – spytał Daniel, wyciągając do mnie dłoń.
- Drużyna – odpowiedziałam bez wahania, przybijając z nim piątkę.

<<KONIEC>>


I na koniec chciałam tylko przypomnieć, że na 20 000 wejść będzie kolejny konkurs :D A sądzę, że będzie to już niebawem. Na razie jeszcze nie wiem co będzie nagrodą, jaki będzie konkurs... no nie wiem nic.  Mam nadzieję, że miło Was wszystkich zaskoczę :D No i to by było na tyle, nie zajmuje już więcej Waszego czasu ^^

Pozdrawiam ciepło ^^
Tris

piątek, 28 października 2011

Jestem numerem cztery

Tytuł: Jestem numerem cztery
Reżyser: D.J. Caruso
Obsada: Jake Abel, Timothy Olyphant, Alex Pettyfer, Diana Agron, Teresa Palmer
Czas trwania: 109 min. 

John Smith to pozornie zwyczajny młody mieszkaniec jednego z miasteczek w USA. W rzeczywistości jest jednak uciekinierem z pogrążonej w wojnie planety Lorien, który na Ziemi szuka schronienia. Trafia do cichego miasteczka w Ohio. Tu spotyka Sarę Hart, dziewczynę miejscowej gwiazdy footballu. Rodzi się między nimi uczucie. Wkrótce jednak John i jego szkolna miłość znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Okazuje się, że John jest jednym z dziewięciu uciekinierów z tajemniczej, unicestwionej planety, ściganych przez bezlitosnego wroga. Numer Jeden, Dwa i Trzy już nie żyją. Teraz kolej na Numer Cztery. By ocalić skórę, John będzie musiał użyć swych niezwykłych mocy i zjednoczyć siły z pozostałymi zbiegami.
 
Szczerze mówiąc, nie wiedziałam czego spodziewać się po tym filmie. Recenzje innych także nie pomogły, gdyż były osoby mówiące, że to gniot i osoby, które uważają, że jest świetny. Przez to musiałam przekonać się sama co takiego ma lub nie ma w sobie to widowisko. Wydawać by się mogło, że kolejny film o dzieciakach z innej planety czy ukrytymi mocami będzie oklepany. Muszę przyznać, że arcydziełem nie jest, jednak miło się go oglądało.

I znów spotykamy się z Alexem Pettyferem. Gra on głównego bohatera, Johna. Uważam, że znakomicie pasował do tej roli. Świetnie zagrał z lekka zdezorientowanego nastolatka, na którym ciąży wielka odpowiedzialność. John musi się przeprowadzić i opuścić swoją starą szkołę i przyjaciół z ostrożności. Jego moce zaczynają się ujawniać. Może w każdej chwili zginąć, żyje w napięciu, a przede wszystkim w samotności. Po jakimś czasie nie zważając na niebezpieczeństwo postawia, że musi żyć, lecz nie w ukryciu. Rozumie, że musi się zmierzyć z nieuniknionym, a nie ciągle uciekać.

Ile razy słyszało się, że nie powinno się unikać czegoś, z czym nie chciało się zmierzyć? Na pewno wiele razy. Że to i tak do nas wróci i nie powinno się tego odkładać na później. Tym razem mamy to przedstawione na nieco większą skalę, gdyż ceną jest życie, a nie, powiedzmy, zła ocena. W filmie widzimy także prawdziwą siłę przyjaźni, oddania i miłości. Ukochaną i bliską osobę trzeba chronić i nie zostawiać jej. I właśnie te wartości popychają głównego bohatera do działania.

Fabuła także nie stoi w miejscu i jest bardzo ciekawa. Wiele się dzieje, aczkolwiek niekiedy spotykamy się z wielce przewidywalnymi momentami. Sądzę, że tego nie da się uniknąć, a kilka zaskoczeń w końcu też mnie przy oglądaniu spotkało. Na liczne zwroty akcji nie ma co liczyć, jednak rekompensatą są dobre efekty specjalne. Uważam, że ogólnie cała fabuła jest na duży plus, szczególnie że w ogóle nie nudziła.

Jak już pisałam „Jestem Numerem Cztery” przypadł mi do gustu. Co do gry aktorskiej nie mam zastrzeżeń, a film ogląda się z wielka przyjemnością. Nie jest on co prawda ambitny, jednak takich lekkich filmów także człowiek potrzebuje. Można się przy nim spokojnie zrelaksować, nie trzeba skupiać na nich całych myśli… jednym słowem da się po prostu odpocząć. Polecam miłośnikom nieskomplikowanych, niemniej absorbujących, na swój sposób, produkcji.

Moja ocena 8/10

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...