środa, 27 listopada 2013

Torebki i klątwy - Dorothy Howell




Klątwa. Ta idiotyczna klątwa. Czyżby to ona stała za tym wszystkim?”


W życiu Haley Randolph wszystko powoli zaczyna się układać, choć możliwe że to jedynie pozory. Z przyjaciółką Marcie odnosi sukcesy przy swoich torebkowych prywatkach, jakoś zdaje egzaminy w college'u, na dodatek jej chłopak chce by razem zamieszkali! Niestety Haley nie byłaby sobą, gdyby nie wpakowała się w kolejne kłopoty. Tym razem wszystko rozpoczyna się od dziwnej staruszki, która rzuca na nią klątwę. Bohaterka jednak nie chce wierzyć, że to prawda i nawet kiedy zaraz po tym zdarzeniu omal nie spada na nią panel oderwany z sufitu, nie przyjmuje czegoś tak absurdalnego do wiadomości. Niemniej to dopiero początek, a wszystko w jej życiu po raz kolejny zaczyna się walić. Kobieta w końcu postanawia wyjechać do Las Vegas (do pracy oczywiście, co już nie zwiastuje zbyt dobrze), lecz tam jest coraz to gorzej. Naturalnie nie obchodzi się bez zwłok, które Haley znajduje już na samym początku. Na dodatek ma powiązanie z ofiarą, ponieważ była to jej dawna znajoma z liceum, z którą nie łączyły jej zbyt przyjazne stosunki. W ten oto sposób, panna Randolph po raz kolejny staje się podejrzaną. To naturalnie nie koniec jej kłopotów, gdyż ta kobieta działa na wszelkie problemy jak magnes, co uwidoczniło się już w jej wcześniejszych przygodach, z których zawsze jakoś wychodziła obronną ręką. Ale jak to skończy się tym razem...

- Pewna stuknięta starucha pomachała przede mną palcem i wezwała moce wszechświata, by mnie przeklęły – powiedziałam.”

Bardzo się ucieszyłam, gdy miałam już okazję pochłonąć czwarty tom, opisujący historię Haley Randolph. Poprzednie części czytałam z wielką przyjemnością i bardzo dobrze je wspominam, jak również kiedyś jeszcze do nich wrócę. Muszę przyznać, że na tę zaś czekałam z niecierpliwością. Kiedy tylko dorwałam ją w swoje ręce, musiałam zacząć czytać bez jakiejkolwiek zwłoki. Przyznam, że byłam zachwycona, jak po raz kolejny mogłam zaznajomić się z przygodami niebanalnej Haley Randolph, która ma zawsze wiele na głowie. W końcu ta kobieta nie dość, że znowu jest podejrzana, to na dodatek po raz kolejny musi rozwiązać zagadkę morderstwa, uporać się z klątwą, a ponadto poradzić sobie z chłopakiem, który jest ciągle zajęty, problemami finansowymi i znalezieniem nowej torebki! A Przepysznej nigdzie nie może znaleźć... najwyraźniej trzeba mieć dobrze ustalone priorytety, tak jak i ona. Przy takiej postaci oraz różnych dziwnych wydarzeniach nie ma czasu na nudę, szczególnie gdy w zasięgu wzroku pojawia się też jakiś dziwny facet interesujący się ufo! Autorka pokazuje nam dowcipną historię, którą naprawdę warto poznać.

Haley Randolph na szczęście wiele się nie zmieniła od poprzedniego tomu. Nadal jest uzależniona od torebek, teraz zaś ma na oku Przepyszną, której nigdzie nie umie znaleźć, a dla której byłaby zdolna zabić! Prawdopodobnie, bo mimo że ciągle ją o to oskarżają, jeszcze nikogo nie zamordowała. Nadal też jest trochę dziecinna i ciągle marudzi na to, jak to nienawidzi swojego życia, jednak chce być także niezależna. Co prawda nie wychodzi jej to na dobrze, ma słabo opłacaną pracę w Holt's i coraz to nowe kłopoty, a przy tym wszystkim nie chce przyjąć pieniędzy od swojego chłopaka. Jak widać, ona naprawdę ma ciekawy system wartości i postrzegania świata. Na dodatek nadal jest bardzo żywa i sprytna, potrafi przecież rozwiązać te wszystkie sprawy morderstw, w które jest rzekomo zamieszana. A że trafia na dziwnych ludzi, przy których pokazuje swoją bardziej niedojrzałą naturę, to już inna sprawa. Muszę przyznać, że bardzo polubiłam tę bohaterkę, szczególnie za jej humor i nieobliczalne zachowania, a nawet za to zwykłe miganie się od pracy. Na dodatek w tej części nie tylko ona jest dobrze wykreowana, gdyż Tim, Jack czy też jej bliżsi znajomi już nie stapiają się za nią w jakieś tło, a są bardziej charakterystyczni, ich osobowości nareszcie się pokazują. Jest to coś, czego brakowało w poprzednich tomach, a co w końcu się ujawniło.

Posprzątałam gruz i kurz z podłogi na klatce schodowej – no, powiedzmy raczej wymieszałam z kurzem i śmieciami, które tu zalegały [...]”

Fabuła również jest interesująca. Akcja okazuje się być dość dynamiczna, a także sama sprawa morderstwa i próba jego rozwikłana jest tutaj bardziej przybliżona. Różne wątki poboczne są całkiem ciekawe, a to, że historia nie idzie tylko jednym głównym torem, jest dobrym rozwiązaniem, które pozwala na całkiem niezłe manewry i wprowadzanie zwrotów akcji. Poszukiwania torebki schodzą na dalszy plan, a kolejne ślady, po których stara się iść Haley, by rozwiązać zagadkę, zajmują jej myśli. Kobieta ma już jakieś doświadczenie i to pewnie dlatego, niemniej jest to całkiem pozytywna zmiana. W końcu jest więcej tych elementów kryminalnych, choć naturalnie humor nie schodzi tutaj na dalszy plan i nadal jest wszechobecny w dialogach i rożnych sytuacjach. Całość opisana zaś jest lekko. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, z punktu widzenia głównej bohaterki. Dzięki temu łatwiej jest się z nią utożsamić, jak również lepiej ją zrozumieć i przeżywać przygody z tą zwariowaną kobietą, w której życiu nie ma miejsca na spokój, a jedynie na coraz to kolejne komplikacje.

„Torebki i Klątwy” to z pewnością pozycja warta uwagi. Jest to też doskonała kontynuacja serii, od tej książki zwyczajnie nie da się oderwać! Na dodatek przy lekturze tej świetnie się bawiłam, raz po raz uśmiechając się pod nosem bądź też wybuchając śmiechem. Pokuszę się na stwierdzenie, że jest to najlepszy tom. Tutaj już nie ma żadnych problemów z tempem akcji, poza tym bardziej skupiamy się na sprawie tajemniczego morderstwa. Ponadto, co najważniejsze, postacie drugoplanowe stały się barwniejsze, w końcu zaczęły mieć dla czytelnika większe znaczenie, zwłaszcza pod koniec, gdy już się rozkręciły. Będąc zaś przy końcu, nie można zapomnieć o finale tej historii. Akurat zakończenie podobało mi się niezmiernie! Czytałam je z wielkim uśmiechem wymalowanym na twarzy. Samo rozwiązanie zabójstwa było ciekawe i w pewnym stopniu zaskakujące, gdyż tylko do pewnych wniosków można było dojść samemu, co też było niezłą rozrywką. Lecz to właśnie sprawa klątwy, pecha, szczęścia i związków głównej bohaterki nagle mogła nieźle zaskoczyć i wprowadzić jeszcze więcej zamętu do jej życia. Nawet sama ostatnia scena, którą wręcz uwielbiam, niepozbawiona była humorystycznego wydźwięku, jak również idealnie pasowała do całej powieści. Książkę tę oraz całą serię serdecznie polecam, ponieważ zwyczajnie warto ją przeczytać! Jeżeli lubisz wątki kryminalne i wiele humoru, to ta pozycja jest idealna dla ciebie!


- Co nowego Haley?
Teraz jego głos brzmiał przyjaźnie, jakby był rozluźniony.
- Morderstwo – wypaliłam.
- Pytałem, co n o w e g o? - powiedział i parsknął śmiechem.”


Moja ocena 8,5/10


Tytuł: Torebki i klątwy
Seria: Haley Randolph
Autor: Dorothy Howell
Ilość stron: 400
Wydawca: Bellona
Data premiery: 2013-06-21



 Recenzja napisana dla portalu a-g-w.info


środa, 20 listopada 2013

Strych Tesli - Neal Shusterman & Eric Elfman




Rozejrzawszy się po tym cmentarzysku rupieci, Nick wpadł na prosty pomysł – który, jak się niebawem okazało, odmienił nie tylko bieg jego życia, ale także losy ludzkości.
Postanowił urządzić garażową wyprzedaż rzeczy używanych.”


Nick wraz z ojcem i bratem przeprowadza się do starego domu po stryjecznej babce Grecie. Gdyby chłopakowi ktoś powiedział dwa miesiące wcześniej, że przeprowadzi się z Tampy na Florydzie do Colorado Springs, do jakiegoś staroświeckiego domu, nie uwierzyłby. Niestety stało się tak za sprawą pożaru, w którym zginęła jego matka. Na dodatek to nie koniec niezbyt pozytywnych niespodzianek w jego życiu. Otóż w nowym miejscu wszystko zaczyna się od... tostera. Gdy ten spada na niego i uderza go w głowę, chłopiec postanawia pozbyć się rożnych zepsutych gratów ze strychu i urządzić wyprzedaż garażową, co - jak się okaże - będzie miało wpływ nie tylko na życie jego i mieszkańców miasta. Już od początku było widać, że coś jest nie tak. Pierwszym zaskoczeniem było niezwykłe powodzenie, jakim cieszyła się wyprzedaż, a co mogło się łączyć z hipnotyzującym światłem, przyciągającym ludzi. Kolejnym - zachowanie kupujących, jak również wynikłe z tego wydarzenia. Nie można także zapomnieć o podejrzanych mężczyznach w garniturach, odwiedzających dom następnego dnia. Jednak z tym wszystkim można się pogodzić. Gorzej, kiedy okazuje się, że każda sprzedana rzecz działa nie tak, jak należy i może doprowadzić do niefortunnych konsekwencji. Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwy problem.

Osłupiałemu astronomowi, który dokonał tego odkrycia, pozostała do rozstrzygnięcia jedna nader ważna kwestia: czy o bliskim końcu świata stosowniej jest powiadamiać przełożonych e-mailem, telefonicznie, czy SMS-em?”

Szczerze mówiąc, po tę pozycję sięgnęłam dlatego, że czytałam już jedną książkę Shustermana, poza tym przyciągnął mnie tytuł, w którym pojawił się Tesla, o którym to akurat kilka dni wcześniej rozmawiałam. Do tego doszedł intrygujący opis, w którym pojawiają się nieopatentowane wynalazki Tesli, jak np. aparat uwieczniający sceny z przyszłości, magnetofon nagrywający myśli czy też ogniwo ożywiające zmarłych – to zapowiadało się dość ciekawie. Na dodatek, co bardzo mnie cieszy, w trakcie czytania wynikło więcej plusów, o których wcześniej nie mogłam wiedzieć. Jednym z nich jest tajemnicze Stowarzyszenie Accelerati, które przedstawia się niezwykle interesująco. Jego historia i powiązania ze znanym naukowcem wciągają czytelnika i sprawiają, że opowieść ta staje się bardziej wiarygodna, dzięki czemu lepiej się ją czyta i przeżywa. Już sama zagadka strychu, rzeczy się tam znajdujących i wiążące się z tym wydarzenia, problemy, przygody bohaterów są bardzo ciekawe. Przyciągają czytelników, którzy chcąc poznać zakończenie, nie odrywają się tak łatwo od powieści.

Bohaterowie tej historii także przyczyniają się do jej pozytywnego odbioru. Mamy tutaj do czynienia z różnymi osobowościami. Czy to postacie dobre, czy też złe, zawsze mają swoje unikalne charaktery, które nie wydają się być ani trochę matowe, na dodatek są niezwykle zróżnicowane. Przykładem może być tutaj nad wyraz żywa Petula z dość nietypowymi pomysłami oraz Vince, chłopak bez przyjaciół, który dziwnym trafem zna położenie wszystkich kostnic w okolicy (a wiedza ta nawet okaże się być przydatna!). Sam główny bohater jest intrygujący i mimo że ma jedynie czternaście lat, nie można powiedzieć by był zbyt niedojrzały. Odznacza się humorem i przenikliwością, dzięki czemu łatwo go polubić. Nie można zapomnieć również o bardziej zagadkowych postaciach, jak np. ludziach ze stowarzyszanie czy też równie rzucającej się w oczy pani ze stołówki, która wiedziała zbyt wiele i przykładała wagę do rzeczy niekoniecznie kojarzonych z jej zawodem. Tutaj wszystkie charaktery są bardzo dobrze skonstruowane, co sprzyja tej powieści. Dzięki temu bez trudu można do bohaterów zapałać sympatią i wraz z nimi przeżywać ich historię.

- Kiedy poznasz przyszłość – rzekła panna Planck, powtarzając myśl, którą Petula sformułowała już wcześniej – możesz albo pozwolić, żeby ta przyszłość ci się przydarzyła, albo ją stworzyć.”

Na postacie i pomysł nie mogłam narzekać, teraz czas przychodzi na samą realizację, fabułę. Przyznam, że tutaj także jestem mile zaskoczona. Wydarzenia są ciekawe, ciągle coś się dzieje i jak widać, pomysłów autorom nie zabrakło. Nie byłam pewna jak podchodzić do książki pisanej przez dwie osoby, bo wydawało mi się, że w takiej kwestii, jak pisanie powieści, trudno potem dojść do zgody, lecz tutaj sprawdziło się to znakomicie, a historia wydaje się zwyczajnie pełniejsza. Jedynym, co nie do końca się zgadzało, była dojrzałość bohaterów. Nie zawsze, ale jednak, okazywała się ona być nie do końca zgodna z ich wiekiem, przez co nie odczuwało się, że poznajemy opowieść o czternastolatkach. Niemniej sądzę, że wyszło to na dobre tej pozycji i nie mogę zaliczyć tego do jakichś minusów. Na dodatek narracja prowadzona jest z kilku punktów widzenia, dzięki czemu możemy bardziej wnikliwie poznać świat przedstawiony, jak również opisywane wydarzenia. Jedynym co mam do zarzucenia jest pewna naiwność. Niektórych rzeczy łatwo było się domyślić, a jednak bohaterowie nie dochodzili do nich, mimo że przesłanki były aż nazbyt wyraźne. Niemniej i tutaj nie było to aż tak rażące, ponieważ gdy czytelnik już myślał, że rozwiązał całą zagadkę, okazywało się, że ma tylko częściowo rację, a cała reszta miała być inna, dzięki czemu książka mogła nie raz zaskoczyć.

Ostatecznie można powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tej lektury, która minęła mi szybko i przyjemnie. Ważną rzeczą, o której jeszcze nie wspomniałam, a która wyraźnie działa na korzyść, jest humor, będący nieodłączną częścią tej powieści, rozluźniający nie raz atmosferę i rozbrajający czytelnika. Nie ma tutaj jednak żadnego mrocznego klimatu, w miejscu którego wystarczyć musi powszechne poczucie skrywanych sekretów, jakiejś tajemnicy i pewnej dozy magii w nauce. Niemniej na sukces duży wpływ miał tutaj także niebanalny pomysł. Jasne, chłopak, który pakuje się w kłopoty i musi chronić świat, to nic nowego, aczkolwiek wprowadzenie sławnego wynalazcy, niezwykłych przedmiotów, które stoją na jakiejś granicy fikcji i rzeczywistości oraz pewnych powiązań naukowych, było znakomitą koncepcją. Również wtrącanie jakichś zagadnień matematycznych czy fizycznych w niektórych rozdziałach urozmaicało tę opowieść, a lekki styl pisania i absorbująca fabuła, sprawiły, że otrzymaliśmy interesującą i łatwą w odbiorze powieść dla młodzieży, która mnie osobiście niezwykle wciągnęła. W tym przypadku nie pozostaje mi nic innego jak polecić tę książkę fanom jakichś nadnaturalnych zdarzeń, których zainteresują nieodkryte wynalazki szalonego geniusza, zdolne zmienić świat.


Caitlin wstała.
- Lepiej już pójdę, zanim któryś z moich domowych zwierzaków skończy w kuchence mikrofalowej.
- Co takiego?
- To długa historia.”


Moja ocena 8/10


Tytuł: Strych Tesli
Seria: Stowarzyszenie Accelerati
Autor: Neal Shusterman & Eric Elfman
Wydawca: Egmont
Ilość stron: 320
Data premiery: 2013-10-23



O autorach:

Neal Shusterman – poeta, eseista, scenarzysta, autor książek dla młodzieży, spośród których wiele trafiło na listy bestsellerów; laureat licznych prestiżowych nagród literackich, twórca m.in. powieści „Downsiders” i „Full Tilt”, za które zdobył ponad dwadzieścia różnych nagród, trylogii „Dark Fusion”, „The Skinjacker” oraz The X-Files Universe”. Mieszka w Kalifornii, ojciec czworga dzieci. 

Eric Elfman – nagradzany autor książek dla dzieci i młodzieży, interesuje się UFO i zjawiskami nadnaturalnymi. Napisał m.in. „Almanac of Alien Encounters”, „Very Scary Almanac”, który doczekał się aż sześciu wydań, kilka zbiorów opowieści grozy i thrillerów. Współscenarzysta (wraz z Nealem Shustermanem) filmu „Class Act” (2014) z Halle Berry w roli głównej. 



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Egmont, za co serdecznie dziękuję ^^

http://www.egmont.pl/


niedziela, 27 października 2013

Kijem i mieczem - Kevin Hearne



Jeśli chcesz, żeby mroczne elfy złożyły ci wizytę w starym dobrym Midgardzie, to zrzucaj na nie wszystkie winy przez dobre piętnaście wieków - w końcu cię usłyszą.”


Atticus po raz kolejny staje w świetle reflektorów, a cała uwaga skupia się na nim i jego uczennicy, która po dwunastu latach nauki wreszcie jest gotowa stać się pełnoprawnym druidem, podwajając tym samym całą istniejącą populację tych istot. Niestety gdy jej nauczyciel chce po prostu spleść ją z ziemią, na horyzoncie pojawiają się coraz to nowe kłopoty. Jedni bogowie dają im cenne podarunki i cieszą miłymi słowami, natomiast inni, nie będąc tak życzliwymi, szukają wszelkich sposobów na unicestwienie tego starego druida, sprawiającego ciągle jakieś problemy. W związku z tym nasi bohaterowie nie potrafią znaleźć sobie miejsca, a za każdym rogiem czai się jakieś niebezpieczeństwo. Mroczne elfy i wampiry to niejedyny problem, a już samo to mogłoby przyprawić o niezłą migrenę. Na ich nieszczęście również Loki jest na wolności i pustoszy wszystko na swojej drodze. Atticus zaś dostaje pewne zadanie, jak zawsze trudne jak diabli, lecz nie może się go nie podjąć i tym samym dodaje sobie jeszcze więcej trudności. Na dodatek zatrwożony spogląda w stronę Olimpu, który już nie pozostaje całkiem bierny. Jak widać po raz kolejny do jego życia wkrada się chaos, a sama paranoja nie potrafi uchronić go przed różnymi przykrymi konsekwencjami.

Gdybym sam nie brał udziału w tej zadymie, tobym normalnie zażądał torby z popcornem.”

Sięgając po piąty tom „Kronik Żelaznego Druida”, miałam nadzieję, że dorówna on poprzedniej części i najwyraźniej nie musiałam się o to martwić, gdyż jest nawet od niej trochę lepszy. Tutaj mamy znowu uciekającego przed wszystkimi i wszystkim paranoika, a moje marzenie o tym, by ten druid już nie zaznał chwili spokoju, najwyraźniej się spełniło. Co za tym idzie, biedny Atticus musiał ciągle zmieniać swoje położenie, jak również natykać się na coraz to kolejnych bogów. Po dwunastu latach spokoju, kiedy to uczył Granuaile, a które nie są nam zbytnio znane, znowu pakuje się w przygody, następujące jedna za drugą, które to nie przysparzają mu zbyt wiele radości. Jednak ja byłam niezwykle zadowolona z takiego obrotu wydarzeń, ponieważ wielu bogów - nordyckich, olimpijskich czy tez innych - ciągle się pokazywało. Dzięki temu nie było się kiedy nudzić, a ta seria właśnie z tym się kojarzy, z nieprzerwanymi kłopotami i przygodami, z połączeniem naszej rzeczywistości z mitami, co daje niezwykle porywającą mieszankę z druidem i mającym wiele do powiedzenia psem na czele.

- […] w razie wątpliwości upewnij się, że masz drogę ucieczki. Zawsze to powtarzam.
- Zawsze powtarzasz: „W razie wątpliwości zrzucaj winę na mroczne elfy”.
- Yyy. No tak. To też.”

Atticus, co ciekawe, ciągle się trochę zmienia, mimo że ma już ponad dwa tysiące lat na karku – najwyraźniej naprawdę człowiek uczy się przez całe swoje życie. Co prawda to nadal ten sam uroczy paranoik, który wszędzie widzi niebezpieczeństwo (przeważnie słusznie zakłada, że ktoś zamierza się na jego życie), jak również dość inteligentny i zabawny druid. Zakochany druid, dodajmy. Zaraz obok zawsze mamy Granuaile, które już przeszła swój dwunastoletni trening i teraz umie prawie tyle co Atticus, jedynie brakuje jej splecenia z Gają. Dziewczyna sprawnie posługuje się kijem i nożami do rzucania, jak również świetnie się bije, okazując się bardzo potrzebną towarzyszką swojego nauczyciela, ponieważ może już go ratować w razie tarapatów czy też wykazać się niekiedy nawet większym rozsądkiem. Obok tej dwójki sympatycznych i silnych charakterów pojawia się też Oberon, najlepszy przyjaciel pies jaki kiedykolwiek istniał. Jego charakter nic się nie zmienił, nadal marzy on o pudlicach, myśli o jedzeniu, wtrąca swoje trzy grosze, rozbrajając czytelnika prostotą i humorem swoich wypowiedzi. Na dodatek ten pies pragnie zrewolucjonizować psi system wierzeń, nazwałby nową religię „kupizmem” i wyznawał... no, to nie jest takie ważne, jednak interesujące (jak sama nazwa „zwoje martwej pchły” - tak, ten pies jest kreatywny), tak więc warto skupić swoją uwagę również na tym kudłatym bohaterze oraz na wielu innych postaciach, które pojawiają się na kartach tej historii.

<Poczekaj dwa miesiące i łeb daję, że mi załatwi w końcu tę pudlicę.>
Nie wykorzystuj jej hojności!
<Kpisz sobie czy jak? Równie dobrze mógłbyś mi kazać przestać byś psem.>”

Jak wspominałam, w tej powieści nie ma czasu na nudę. Zwyczajnie cały czas coś się dzieje, nowe przygody czy też nowe tarapaty, w które wpada główny bohater. Cała fabuła jest spójna oraz obfituje w zwroty akcji, zaskakujące sceny i wydarzenia, które pochłaniają uwagę czytelnika bez reszty. Autor jak zawsze się popisał kreatywnością, wymyślając po raz kolejny niezwykle ciekawe przygody, spotykającego dobrze już nam znanego druida. Wszystko opisuje z lekkością, dzięki czemu książkę tę czyta się łatwo i szybko, jak również z emocjami, które towarzyszą nam przy tej lekturze. Nie brakuje tutaj także opisów, lecz nie są one przytłaczające, tak więc nie spowalniają akcji w żadnej mierze. Hearne stara się nam ukazać jak najlepiej sploty, wyjaśnić jak wyglądają oraz świetnie obrazuje splatanie Granuaile z ziemią, dzięki czemu możemy sobie to dokładniej wyobrazić. Wszystko natomiast opisane jest w narracji pierwszoosobowej, a historię poznajemy z punktu widzenia Atticusa, co znowu pozwala się nam do niego zbliżyć i wczuć w jego sytuację. Całość napisana jest też przystępnym językiem, a zabawne przemyślenia druida urozmaicają tę opowieść. 

- Masz jakiś plan?
- Tak. Idziemy tam i go zabijamy.”

„Kijem i mieczem” okazała się być wspaniałą powieścią, która podtrzymuje poziom tej serii. Nadal nie można się oderwać od te historii, jest ona pełna ciekawych wydarzeń oraz zapadających w pamięć bohaterów, którzy nadal potrafią nas zaskoczyć. Także humor jest nieodłączną częścią tej serii, o czym nie można zapomnieć. Tym razem spotkamy wrogów w przebraniach klaunów (dość absurdalne podejście, gdy chce się wtopić w tłum, niemniej jednak nie warto tego kwestionować, ponieważ mieli oni i tak przewagę liczebną), ogolonego krasnoluda, dużego drapieżnego kota, który zostaje powalony przez nosorożca, a raczej to co ten zwierzak zostawił, jak również wiele ciekawych pomysłów Oberona i jego uskarżania się na Atticusa. W tej części Granuaile, która jest bardzo pomocna, walczy ramię w ramię ze swym nauczycielem, tak więc rozpoczyna się walka kijem i mieczem. Polecam serdecznie zapoznać się z tą powieścią oraz pozostałymi książkami z tej serii, gdyż warto poświęcić swój czas na przeżycia jedynego druida, przyszłej druidki, ich psa i wielu bogów z różnych panteonów, którzy przysparzają niemało problemów.


<W życiu nie przypuszczałem, że zobaczę kiedyś jaguara powalonego na kolana przez gówno jednorożca. A zrobił je pewnie tutaj wtedy, jak ryknęła>”


Moja ocena 9/10


Tytuł: Kijem i mieczem
Seria: Kroniki Żelaznego Druida
Autor: Kevin Hearne
Wydawca: Rebis
Ilość stron: 368
Data premiery: 2013-07-23



Kevin Hearne urodził się w Arizonie. Uczy angielskiego, a kiedy nie sprawdza stosów prac domowych i nie pisze powieści, hoduje bazylię i maluje pejzaże z córką. Ponadto lubi robić piesze wycieczki, czytać komiksy i mieszkać sobie z żoną i córką w tycim, acz przytulnym domku. „Kijem i mieczem” jego autorstwa jest już piątą częścią serii „Kroniki Żelaznego Druida”. 



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Rebis, za co serdecznie dziękuję ^^

Wyniki konkursu z "Szukając Alaski"


Dziś rano nagle sobie przypomniałam, że miałam ogłosić wyniki, choć nawet nie zauważyłam, jak szybko ten konkurs przeminął. Ale cóż, dobrze, że sobie przypomniałam. Nie chcąc zbytnio przedłużać, dziękuję jedynie wszystkim, którzy się zgłosili do konkursu, bardzo się cieszę z jakiegoś zainteresowania, jak również podesłanych kawałów czy też śmiesznych obrazków, które bardzo mi się spodobały. Mam nadzieję, że nie będzie to ostatni przeze mnie organizowany konkurs, jednak już nie truję. W drodze losowania wybrana została:




Serdecznie gratuluję!



Na razie to tyle, zaś jeszcze dziś pojawi się recenzja "Kijem i mieczem" :)


Pozdrawiam,
Tris

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...