piątek, 31 maja 2013

Skromny stosik majowy ^^


Nadszedł maj (i już się prawie skończył), a ja znowu nic nie zamawiałam praktycznie... ostatnio ogólnie mniej czytam i jak na razie jest to wystarczająco satysfakcjonujące ^^ . Więcej czasu poświęcam za to na pisanie własnych historii i rysowanie. To drugie szczególnie mnie pochłania i szkicuję, kiedy tylko mam okazję (szczególnie na lekcjach xd). Poza tym nie jest źle, nadal oglądam anime, na dniach powinna pojawić się z tego zakresu recenzja Lovely Complex. Chciałam wpierw pisać o Another, które też mi się podobało, ale stwierdziłam, że ten pierwszy tytuł bardziej do mnie pasuje :) . Cóż więcej, na razie prezentuję ten oto skromny stosik, z którego jednak jestem dumna, bo zawiera lektury, na które mam ogromną ochotę.



Od dołu (zaczynając od boku xd):

Papierowe miasta – John Green – do rec. od Wydawnictwa Bukowy Las
Klątwa opali – Tamora Pierce – do rec. od Wydawnictwa Jaguar
Partials. Częściowcy – Dan Wells – jw.
Pościg – John Flanagan – jw.
Wilczy trop – Patricia Briggs – do rec. od Nastka


Hmm... poza tym to chyba tyle. W szkole nagle mam jeszcze więcej roboty, dowiedziałam się, że konferencja ma być dopiero 26 czerwca i trochę mnie to podłamało... no, ale jakoś to będzie. Na razie chyba nie ma też co się spodziewać, że będę więcej czytać... dlaczego? Mało czasu i chęci. Czytać chcę, lecz w mniejszych ilościach niż kiedyś, ponieważ znalazłam inne zainteresowania (już jakiś czas temu, ale teraz mnie prawdziwie pochwyciły w swoje szpony)... no cóż, niemniej jednak i tak sądzę, że czytam wystarczająco dużo książek ^^ . Na dziś to tyle, nie będę więcej smęcić xd


Pozdrawiam
Tris

środa, 29 maja 2013

Papierowe miasta - John Green



Premiera 5 czerwca!


„Możesz się przekonać, jakie to wszystko jest sztuczne. Nie jest nawet na tyle trwałe, by je nazwać miastem z plastiku. To papierowe miasto.”


Quentin Jacobsen jest od zawsze zakochany w przyjaciółce z dzieciństwa - Margo Roth Spiegelman. Jednak ich drogi zwyczajnie się rozeszły i mimo że ta dwójka mieszka naprzeciwko siebie i chodzi do tego samego liceum, to nie zamieniają ze sobą nawet słowa na korytarzu. Q prowadzi nudne życie i nie przeszkadza mu to, jest przyzwyczajony do codziennej rutyny. Lecz wszystko się zmienia, gdy pewnego dnia, a raczej nocy, przez jego okno zagląda nie kto inny jak Margo, na dodatek w stroju ninja! Co prawda po tej dziewczynie można się wszystkiego spodziewać, ale to i tak jest dość dziwne. Namawia Q (a nie jest to zbyt trudne, chłopiec zrobiłby dla niej wszystko) na szaloną noc, w czasie której zrealizować muszą wszystkie rzeczy z listy, najczęściej będące zemstą na znajomych Margo. Quentinowi bardzo podoba się ta niesamowita noc, ma nadzieję na poprawienie stosunków z dawną przyjaciółką, niemniej jednak dziewczyna następnego dnia po prostu znika. Na dodatek nastolatka zostawia dla Q pewne wskazówki, zaś chłopak przejawia wielki zapał do jej odszukania. Do czego one prowadzą i czy Jacobsen naprawdę ją znajdzie? I czy w ogóle wie, kogo szuka...

„Jeśli „Co to jest trawa” miało tak skomplikowaną odpowiedź, to, pomyślałem, równie skomplikowana musi być odpowiedź na pytanie „Kto to jest Margo Roth Spiegelman?”.

Quentin – dla przyjaciół znany jako Q – wydaje się być strasznie nudną osobą dla otoczenia. W końcu w niczym się nie wyróżnia, ma jedynie dwójkę przyjaciół, lubi jakieś tam gry, a wszystkie jego dni wyglądają tak samo... zwykły, nudny szary człowiek. Niemniej jednak jest to zły osąd. Odkąd tylko Margo pojawia się w jego oknie, ukazują się w nim nowe cechy. Chłopak zaczyna pokazywać pewność siebie i spryt, przestaje się również bać odejść od codziennej rutyny. W trakcie lektury widzimy jak ten bohater się zmienia i to na lepsze, jakby odkrywał jaki może być. Drugą bardzo ważną postacią jest naturalnie Margo i o niej nie można do końca powiedzieć, iż staje się inna... raczej, że to my, jak i Quentin, poznajemy ją na nowo. Przejawia ona cechy, których na początku by się jej nie przypisało, odsłania swoją prawdziwa twarz i zdziera z niej maskę. Wszyscy bohaterowie – Margo, Q, jego przyjaciele czy Lacey - są rozwinięci i z pewnością stanowią mocną stroną tej lektury. Ich charaktery, szczególnie opisanej powyżej dwójki, są bardzo rozbudowane i niebanalne. Naturalnie nadal są to jedynie nastolatkowie, niemniej jednak przejawiają różne postawy, zachowania i skłaniają do zastanowienia, będąc przy tym całkiem autentycznymi i łatwymi do wyobrażenia.

Fabule również nie można za wiele zarzucić. Jedynie sam początek był po prostu zwyczajny. Szczerze powiedziawszy, gdy zaczęłam czytać i zobaczyłam, że pierwsze sto stron jest poświęconych zwykłemu życiu i wykręcaniu numerów przez Q i Margo, trochę się zawiodłam. Ten wstęp do historii niczym szczególnym się nie wyróżnia, mógłby być to początek jakiejś innej, normalnej książki młodzieżowej. Jednak pod koniec tej części pojawiają się wątpliwości, które zobaczyć można w wypowiedzi Margo o papierowych miastach. Właśnie w tamtym momencie zainteresowałam się tą opowieścią i wcale tego nie żałuję. Wtedy zaczynają być poruszane różnego rodzaju problemy, pozycja ta staje się trochę bardziej poważna. Aczkolwiek mimo to nie można zapomnieć, iż humor ciągle towarzyszy tej lekturze. Muszę przyznać, że byłam tym trochę zaskoczona. Takie połączenie bardziej znaczących kwestii z poczuciem humoru nastolatków (który często był całkiem luźny, utrzymany w szkolnym tonie, niekiedy też trochę niesmaczny), mogło wypaść słabo. Mogło, ale tak się nie stało. Właśnie to zestawienie dało specyficzny, trochę niesamowity klimat tej historii, która pod połacią luźnej opowieści przekazywała inne treści i zmuszała do refleksji nad niektórymi sprawami.

„Każdy opętany jest manią posiadania przedmiotów. Cienkich jak papier i jak papier kruchych.”

Już sam tytuł zastanawia. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z określeniem „papierowe miasta”. Dopiero poprzez tę książkę dowiedziałam się co nieco i cieszę się z tego. Nie jest to naturalnie przypadkowy tytuł, a właśnie o papierowych miastach mówi Margo na początku, jak również o papierowości ludzi i kruchości przedmiotów, otaczającej nas sztuczności. Jej wypowiedzi można interpretować i z pewnością skłaniają one do refleksji. Ponadto nie tylko one. W trakcie lektury obok zwykłych prawd, problemów szkoły średniej, jak i jej funkcjonowania pojawiają się przemyślenia o życiu i ludziach. Szczególnie o tym, jak sobie ich wyobrażamy, w końcu nasze wyobrażenia niekoniecznie pokrywają się z prawdą. Kogo tak naprawdę znamy, kogo chcemy poznać i kto nam daje taką możliwość? Nie sposób się nad tym nie zastanowić. Cała ta sprawa jest powszechnie znana, lecz często nie zwraca się na nią uwagi, nie poświęca się zbyt wiele czasu. Ogólnie o „Papierowych miastach” nie można powiedzieć, że są pozycją banalną i całkiem lekką, gdyż nie da się ich, moim zdaniem, po prostu przeczytać, zapomnieć o nich i nie pomyśleć nad niektórymi rzeczami omawianymi bądź też jedynie wspominanymi w tej powieści. Pod tym względem jestem również niezwykle zadowolona z lektury.

Jak podsumować „Papierowe miasta”? Z pewnością są one interesującą książką, skłaniającą do myślenia i wciągającą. Niemniej jednak jest to również literatura młodzieżowa i pojawiają się tutaj zwykłe sytuacje z życia nastolatków, które moim zdaniem dobrze współgrały zresztą, lecz było ich chyba trochę za dużo. Całość czyta się dość łatwo, dzięki prostemu i lekkiemu językowi, którym posługuje się autor, przekazując przy tym ważną treść. Jak zawsze jestem pod wrażeniem twórczości Johna Greena. Co prawda „Gwiazd naszych wina” podobała mi się bardziej, lecz nie mogę określić do końca dlaczego, ponieważ tych dwóch pozycji nie da się zwyczajnie porównać - są one zupełnie inne. Ta lektura wydaje mi się luźniejsza, aczkolwiek nadal należy do ambitniejszych utworów z literatury młodzieżowej. Ciekawe było tutaj wplecenie cytatów, które naprawdę mnie zainteresowały i zastanowiły, jak również urozmaiciły tę opowieść. Nie można również zapomnieć o zakończeniu. Ogólny przebieg akcji nie był ani całkiem do przewidzenia, ani całkiem zaskakujący, jednak zakończenie było po prostu świetne. Zupełnie wybiegło poza ramy i przedstawiało poziom. Uważam, ze wraz z postępem akcji pozycja ta była coraz lepsza, a sama ta końcówka najlepsza. Serdecznie polecam tę powieść wszystkim fanom twórczości autora, jak i każdemu, kto szuka ambitniejszych lektur, takich perełek wśród literatury młodzieżowej.


„Mieszkam tu osiemnaście lat i ani razu w swoim życiu nie spotkałam kogoś, komu zależałoby na czymkolwiek istotnym.”


Moja ocena 8/10


Tytuł: Papierowe miasta
Autor: John Green
Ilość stron: 396
Wydawca: Bukowy las
Data premiery: 2013-06-05



O autorze:
John Green jest pisarzem amerykańskim, autorem bestsellerów z listy „New York Timesa”. Debiutował znakomitą powieścią Szukając Alaski, porównywaną z Buszującym w zbożu J. D. Salingera, opublikował następnie kilka powieści (m.in. Papierowe miasta), z których ostatnia – Gwiazd naszych wina – przyniosła mu ogromną poczytność i światową sławę. Jest laureatem licznych nagród literackich, m.in.: The Printz Medal, Printz Honor i Edgar Award. Mieszka z żoną i synem w Indianapolis. Wraz z bratem Hankiem prowadzi Vlogbrothers, jeden z najpopularniejszych projektów wideo w sieci.






Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bukowy Las, za co serdecznie dziękuję ^^ 


sobota, 25 maja 2013

Clannad - animcowo #6


Kilka osób już prosiło, więc oto moja opinia o Clannadzie ^^ 

Fabuła 8/10
Grafika 8/10
Muzyka 7/10
Postaci 9/10

Ogólne wrażenie 8/10


Tomoya Okazaki nienawidzi swojego miasta, przez które wracają niechciane wspomnienia. Również jego monotonia życia daje mu w kość. Jego matka zginęła w wypadku, gdy był mały, a ojciec popadł w alkoholizm i zwraca się do syna, jak do obcej osoby. Okazaki ma dość, jego nastawienie do życia jest negatywne, ciągle spóźnia się do szkoły, opuszcza lekcje, mało czasu spędza w domu... Jednak wszystko się zmienia, kiedy spotyka Nagisę Furukawę. Dziewczyna kocha szkołę, jest pozytywnie nastawiona i to mimo tego, że wszyscy jej znajomi opuścili już mury tego budynku, a ona musiała powtarzać klasę ze względu na to, że w poprzednim roku zmorzyła ją choroba i opuściła zbyt wiele zajęć. Oboje są raczej wyobcowani i nie wiadomo z jakiego powodu Okazaki postanawia pomóc nowo poznanej znajomej. A ma ona swoje małe marzenie, by przywrócić klub teatralny. I właśnie tak wszystko się zaczyna...

Tomoya ma powody by patrzeć na swoje życie nieprzychylnym okiem. Szczególnie od kiedy nie może oddawać się swojej pasji przez kontuzję ramienia. Na szczęście, jak się okazuje, nie jest on jakimś zgorzkniałym nastolatkiem, a naprawdę miłym chłopakiem. Co prawda, potrafi ranić, gdyż jest szczery do bólu i nie skąpi niekiedy okrutnej prawdy. Ponadto bohater ten, mimo iż sympatyczny, pragnący pomóc innym, uwielbia też kpić i wkręcać swojego przyjaciela Sunoharę (i naturalnie nie tylko jego). Wymyśla niestworzone historie, które sprzedaje komuś bez zająknięcia, a co najlepsze mówi to tak naturalnie i z takim przekonaniem, że dopóki nie wyjawi prawdy, inni to kupują. Jego postać może wydać się dziwna, zwłaszcza przez te jego żarty i docinki, które nieraz mogą wydać się okrutne, niemniej jednak postać ta zyskała bardzo łatwo moją sympatię, właśnie dlatego że nie odznaczała się jakąś nieporadnością i samą empatią oraz nie była ideałem. Okazaki jest katalizatorem, który sprawia, że wszystkie wydarzenia nabierają tempa i w ogóle się kształtują, lecz to nie jego historia jest nam najlepiej przybliżona, a bohaterek, które w międzyczasie poznajemy.

Zacząć można od Nagisy, która jest uroczą dziewczyną, lecz jej brak pewności siebie nie pomaga. Jedynie dzięki znajomości z Okazakim zaczyna otwierać się na świat. Kolejna może być przewodnicząca klasy głównego bohatera, która jest nieśmiała, spokojna i sympatyczna oraz jej siostra - wulkan energii, dziewczyna agresywna, gotowa stawić czoło każdemu i wszystkiemu, nie bojąca się nawet stosować przemocy. Będąc już przy przemocy nie można zapomnieć o Tomoyo, nowej pięknej uczennicy, która znana była ze swej niezwykłej siły i chęci wymierzania sprawiedliwości... jej zdolności tak na marginesie można zakwalifikować do szufladki z napisem 'potwór'. Lecz chcąc przyjrzeć się mniej wybuchowym osobom, a równie zabójczym, można zastanowić się nad Kotomi, cichej dziewczynie, która nie chodzi na lekcje, uczy się w bibliotece i w ogóle nie ma kontaktu z ludźmi... jednak co jest jej tajną bronią, przez którą staje się niebezpieczna? Otóż jej gra na skrzypcach, która potrafi chyba ogłuszać i zatrważa, przemawiającym przez nań beztalenciem. Zbliżając się ku końcowi, warto wspomnieć o Fuko, przeuroczej osóbce, którą pokochałam całym sercem, a która to była dość specyficzną postacią. Uśmiechnięta, kochająca rozgwiazdy... ale też skrywająca ciekawą tajemnicę. Jej historia jest niezwykle ciekawa, muszę to przyznać. No i na koniec wśród dziewcząt pojawi się również chłopiec, Sunohara, przyjaciel Okazakiego. Jest on łatwowierny, podatny na wpływ kobiecych kształtów na jego psychikę, wybuchowy i trochę ciamajdowaty, niemniej jednak potrafi się zachować, gdy trzeba... rzadko bo rzadko, ale zdarza mu się.

Wymieniłam tutaj bohaterów najważniejszych, a i tak musiałam pominąć pełnych energii, ekscentrycznych rodziców Furukawy. Są inne postacie, jak siostra Sunohary, dyrektorka internatu czy dziewczyna od nieużywanego pokoju biblioteki. Te postacie też się pojawiają kilka razy, lecz nie są już tak rozbudowane i nie mają swoich osobnych historii, mimo że i tak zwracają uwagę. Uważam, że bohaterowie to niewątpliwie zaleta tej serii, gdyż są oni zróżnicowani, łatwo ich polubić i nie są płytcy. Na dodatek trochę zagłębiamy się w ich osobowość. Na tym polu jestem bardzo zadowolona z tej produkcji.

Postacie, co mi się podobało, nie pojawiają się raz i nagle znikają, a cały czas do nas powracają, nawet kiedy już rozwiążemy ich sprawę. Fabuła ogólnie jest całkiem ciekawa i wciągająca, cały czas skupia się na klubie teatralnym Nagisy, w którym pomaga coraz więcej osób, lecz w tym samym czasie poznajemy osobne historie innych postaci, dzięki czemu opowieść staje się bardziej autentyczna, emocjonalna i interesująca. W większości opowieść skupia się na życiu szkolnym rosnącej grupki znajomych, ich przygodach, zmaganiach, rozmowach, niemniej jednak to nie wszystko, gdyż obok pojawia się wątek innego świata. Świata zamieszkanego przez jedną samotną dziewczyną, świata, który już się skończył. Tomoya zna go, ponieważ pojawia się w jego snach. Ponadto dochodzi sprawa, lecących do nieba światełek. Ten akcent nadnaturalny nie był w tej serii zbytnio rozbudowany, zaś idea tej innej rzeczywistości skrócona, niekiedy wspominana i ciekawie pojawiająca się dodatkowo w jednym momencie, związanym akurat z Nagisą. Ten element był bardzo ważny dla tej produkcji, bo dodawał nastrojowości, wprowadzał jakąś tajemnicę i rozbudowywał tę historię.

Serię tę można podciągnąć pod kilka kategorii i pokazuje to też zróżnicowanie tej historii. Mamy tutaj wątek romantyczny i to dość rozbudowany, który mile mnie zaskoczył, nie będąc całkiem banalnym, wybierającym najbardziej absurdalne rozwiązanie. Był normalny i akurat to mi się spodobało. Nie można zapomnieć też o aspektach dramatu, przyznam, że było kilka momentów, które wycisnęły z moich oczu łzy. Wzruszające chwile były bardzo ważne dla tej serii, przeżywałam je i one pomogły mi wgłębić się w postaci, ich sytuacje, w cały ten świat. Nie można również zapomnieć, iż wszystko pozostaje jednocześnie komedią szkolną i w większości opowiada o zwykłym życiu nastolatków. Często kpiny i opowieści dziwnej treści głównego bohatera doprowadzały do gromkiego śmiechu, również komizm sytuacyjny odgrywał tu niemałą rolę. To wszystko w połączeniu z nutką nadnaturalności, wprowadzeniem tych światełek, które związane są z Okazakim, innej rzeczywistości, historii samotnej dziewczyny, żyjącej z jedynym przyjacielem złożonym, co tu dużo mówić, ze śmieci, nadawało specyficzny, niepowtarzalny klimat tej historii.

Kolejnym ważnym elementem jest grafika, która prezentuje się bardzo dobrze. Bohaterki tego anime są dopracowane i cieszą oko, także postaciom męskim nie mam wiele do zarzucenia. Tła i otoczenie są zrobione świetnie, zaś przebijanie się cieni przez drzewa liści i ogólne cieniowanie dają niezły efekt. Krajobrazy są również dobrze wykonane, a kreska wydaje się być dopracowana. Kolorystyka jest raczej ciepła, wszystko świetnie ze sobą współgra i wygląda niezwykle sympatycznie. Nie można też zapomnieć o kadrach poświęconych temu drugiemu światu, które to najbardziej mnie urzekły i były wprost wyśmienite. Bardziej stonowane barwy dodawały autentyczności i nostalgicznego obrazu rzeczywistości, zdawał się on dzięki temu całkiem realistyczny.

Muzyka też przypadła mi do gustu. Zacząć można od openingu Megumeru, który jest bardzo udany i łączy w sobie kilka różnych efektów. Sam początek wydawał mi się raczej smutny, ale potem wręcz czuć od niego pozytywną energię. Wspomnieć też można o endingu, który niezwykle mnie zaskoczył. Piosenka o rodzinie klusek... no, tego się nie spodziewałam. Na początku wydał mi się on infantylny, jednak szybko się przyzwyczaiłam i stwierdziłam, że nawet pasował do tej serii, nadając mu taki radośniejszy nastrój. Cała ścieżka dźwiękowa pasuje do tej produkcji, nie przeważają w niej utwory nastrojowe czy smutniejsze, co podkreśla tę lekkość i komediowość wielu scen. Muzyka jest więc dobrze dobrana, uwypukla poszczególne cechy we właściwych momentach i pomaga budować odpowiedni klimat.

Clannad jest serią, która mnie pozytywnie zaskoczyła, choć na początku nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Niektóre omawiane problemy były trochę banalne, niemniej jednak i te poważniejsze były poruszone. Jak wspominałam, najbardziej podobała mi się historia Fuko, była po prostu magiczna i jak dla mnie wzruszająca. Cieszę się, że natrafiłam na tę serię i postanowiłam ją obejrzeć, gdyż spędziłam z nią naprawdę miłe chwile. Z pewnością zapoznam się również z drugim sezonem, ponieważ jestem ciekawa wyjaśnienia tych wątków nadnaturalnych, które ponoć mają być tam bardziej przybliżone. Produkcję tę polecam, osobom szukającym ciekawych komedii szkolnych, szczególnie tych z wątkami pasującymi do dramatu jak i nutką tajemnicy. Naturalnie nie tylko im, sądzę, że seria ta może przypaść do gustu osobom, które są nawet wgłębione tylko w jeden z tych gatunków, a nie przeszkadzają im komediowe sceny. Warto to obejrzeć, serdecznie polecam!




Rodzaj serii: seria TV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 23x25 min
Gatunki: Komedia, Dramat, Szkolne, Romans, Nadnaturalne

Studio: Kyoto Animation
Autor: Key/Visual Arts
Projekt: Itaru Hinoue, Kazumi Ikeda
Reżyser: Tatsuya Ishihara
Scenariusz: Fumihiko Shimo
Muzyka: Jun Maeda, Magome Togoshi, Shinji Orito

piątek, 24 maja 2013

Fragment: Papierowe miasta - John Green



Zapraszam do lektury fragmentu z książki, która ukaże się już 5 czerwca!




John Green, „Papierowe miasta”

(...)

Był piąty maja, ale równie dobrze mógł to być każdy inny dzień. Moje dni nacechowane były
przyjemną identycznością. Zawsze to lubiłem: lubiłem rutynę. Lubiłem czuć się znudzony. Nie chciałem tego, ale to lubiłem. A zatem piąty maja mógł być dniem jak każdy inny – aż do chwili tuż przed północą, kiedy Margo Roth Spiegelman otworzyła niezabezpieczone siatką okno mojej
sypialni po raz pierwszy, odkąd przed dziewięciu laty kazała mi je zamknąć.

2.
Obróciłem się na dźwięk otwieranego okna i ujrzałem wpatrujące się we mnie niebieskie oczy Margo. Z początku widziałem wyłącznie jej oczy, jednak kiedy mój wzrok przywykł do ciemności, zauważyłem, że Margo ma twarz pomalowaną czarną farbą, a na głowie czarny kaptur.
– Uprawiasz cyberseks?
– Czatuję z Benem Starlingiem.
– To nie jest odpowiedź na moje pytanie, zboku.
Roześmiawszy się z zakłopotaniem, podszedłem do okna i uklęknąłem. Moja twarz znajdowała się teraz kilkanaście centymetrów od jej twarzy. Nie miałem pojęcia, dlaczego Margo tu była, pod moim oknem, w tym stroju.
– Czemu zawdzięczam tę przyjemność? – zapytałem.
Margo i ja nadal byliśmy w koleżeńskich stosunkach, jak sądzę, jednak nie była to komitywa w rodzaju: spotkajmy się w środku nocy z twarzami pomalowanymi czarną farbą. Do tego typu akcji z pewnością miała przyjaciół. Ja zaś nie należałem do ich grona.
– Potrzebny mi twój samochód – wyjaśniła.
– Nie mam samochodu – wyznałem, poruszając tym samym dość drażliwą dla mnie kwestię.
– No to potrzebny mi samochód twojej mamy.
– Masz własny samochód – zauważyłem.
Margo wydęła policzki i westchnęła.
– Zgadza się, ale problem w tym, że rodzice zabrali kluczyki do mojego samochodu i zamknęli je w sejfie, który włożyli pod swoje łóżko, a w ich pokoju śpi Myrna Mountweazel. – To był pies Margo. – A Myrna Mountweazel dostaje cholernego świra, kiedy tylko znajdę się w jej polu widzenia. Jasne, że mogłabym się wślizgnąć do środka, wykraść ten sejf, rozbić go, zabrać kluczyki i odjechać, ale prawda jest taka, że zwyczajnie szkoda zachodu, bo Myrna Mountweazel zacznie szczekać jak opętana, jeśli choćby lekko uchylę drzwi. Więc jak już mówiłam, potrzebny mi
samochód. No i ty musisz prowadzić, bo mam jedenaście spraw do załatwienia dzisiejszej nocy, a co najmniej pięć z nich wymaga kierowcy w pełnej gotowości do ucieczki.
Kiedy przestawałem skupiać wzrok, Margo stawała się samymi oczami, unoszącymi się w eterze. Ale kiedy ponownie koncentrowałem na niej spojrzenie, mogłem rozróżnić kontury twarzy i jeszcze mokrą farbę na skórze. Kości policzkowe Margo tworzyły wraz z brodą trójkątny kształt, a czarne jak smoła wargi układały się w ledwo zauważalny uśmiech.
– Jakieś przestępstwa? – zapytałem.
– Hmm – westchnęła. – Przypomnij mi, czy włamanie z wtargnięciem to przestępstwo.
– Nie – odpowiedziałem stanowczo.
– Nie, to nie jest przestępstwo, pomożesz mi?
– Nie, nie pomogę ci. Nie możesz zwerbować którejś ze swoich służek, żeby cię woziły?
Lacey i/lub Becca zawsze były na każde jej skinienie.
– Ściśle rzecz biorąc, one są częścią problemu – powiedziała Margo.
– Co to za problem?
– Jest jedenaście problemów – odparła nieco zniecierpliwiona.
– Żadnych przestępstw – zaznaczyłem.
– Przysięgam na Boga, że nikt nie będzie ci kazał popełniać przestępstwa.
W tym momencie zapaliły się wszystkie światła wokół domu Margo. Jednym błyskawicznym ruchem wykonała salto przez moje okno i przetoczyła się pod moje łóżko. Kilka sekund później na ganku stanął jej ojciec.
– Margo! – krzyknął. – Widziałem cię!
Spod mojego łóżka dobiegło mnie stłumione „Chryste!”. Margo wyskoczyła spod łóżka, wyprostowała się, podeszła do okna i odkrzyknęła:
– Wyluzuj, tato! Ja tylko usiłuję pogadać trochę z Quentinem. Zawsze mi powtarzasz, jak wspaniały mógłby mieć na mnie wpływ i w ogóle.
– Więc tylko ucinasz sobie pogawędkę z Quentinem?
– Tak.
– To dlaczego masz twarz pomalowaną na czarno?
Margo zawahała się tylko przez moment.
– Tato, odpowiedź na to pytanie wymagałaby wielogodzinnego opisu wcześniejszych wydarzeń, a wiem, że jesteś prawdopodobnie bardzo zmęczony, więc może wróć do…
– Do domu! – zagrzmiał. – W tej chwili!
Margo chwyciła mnie z koszulę, szepcząc mi do ucha: „Za minutę będę z powrotem”, a potem wyszła przez okno.

Gdy tylko wyszła, zabrałem z biurka kluczyki do samochodu. Kluczyki są moje, samochód pechowo nie. Na szesnaste urodziny rodzice wręczyli mi bardzo mały prezent, a ja wiedziałem już w chwili, kiedy mi go dawali, że to kluczyki do samochodu, i niemal się posikałem, bo stale mi powtarzali, że nie stać ich na sprezentowanie mi samochodu. Jednak kiedy wręczali mi to maleńkie, zawinięte w ozdobny papier pudełko, zrozumiałem, że przez cały ten czas mnie zwodzili i że jednak dostanę samochód. Rozerwałem papier i otworzyłem pudełeczko. Rzeczywiście znajdowały się w nim kluczyki. Przy bliższym oglądzie okazało się jednak, że znajdowały się w nim kluczyki do chryslera. Kluczyki do minivana Chryslera. Do tego samego minivana Chryslera, którego właścicielem była moja matka.
– Mój prezent to kluczyki do twojego samochodu? – zapytałem mamę.
– Tom – zwróciła się do taty – mówiłam ci, że będzie sobie robił nadzieje.
– Och, nie zrzucaj winy na mnie – bronił się tata. – Ty po prostu sublimujesz swoją frustrację z powodu moich zarobków.
– Czy ta błyskawiczna analiza nie jest aby odrobinę pasywno-agresywna? – zripostowała mama.
– Czy retoryczne oskarżenia o pasywną agresję nie są w swej naturze pasywno-agresywne? – odparował tata i kontynuowali tę wymianę zdań jeszcze przez dobrą chwilę.
Krótko mówiąc, sytuacja przedstawiała się następująco: miałem dostęp do tego cudu na kółkach, jakim jest najnowszy model minivana Chryslera, wyjąwszy czas, w którym jeździła nim mama. A ponieważ jeździła nim codziennie do pracy, mogłem korzystać z samochodu wyłącznie w weekendy. No, w weekendy i w środku głuchej nocy.
Powrót do mojego okna zajął Margo tylko trochę dłużej niż obiecaną minutę. A mimo to pod jej nieobecność zdążyłem znowu się zawahać.
– Jutro jest szkoła – przypomniałem jej.
– Tak, wiem – odparła Margo. – Jutro jest szkoła i pojutrze też, a rozmyślanie nad tym zbyt długo może doprowadzić dziewczynę do szału. Więc zgoda, jest środek tygodnia. Właśnie dlatego musimy już iść, żeby do rana wrócić.
– No nie wiem.
– Q – powiedziała – Q. Kochanie. Od jak dawna jesteśmy bliskimi przyjaciółmi?
– Nie jesteśmy przyjaciółmi. Jesteśmy sąsiadami.
– Chryste, Q. Czy nie jestem dla ciebie miła? Czy nie nakazuję czeredzie moich pachołków, żeby dobrze cię traktowali w szkole?
– Mhm – odmruknąłem z powątpiewaniem, choć szczerze mówiąc, zawsze podejrzewałem, że to właśnie Margo powstrzymywała Chucka Parsona i jemu podobnych przed znęcaniem się nad nami.
Zamrugała. Nawet powieki pomalowała sobie na czarno.
– Q – ponagliła – musimy iść.

Więc poszedłem. Wyślizgnąłem się oknem i z pochylonymi głowami pobiegliśmy wzdłuż ściany mojego domu, aż dopadliśmy drzwi minivana. Margo szepnęła, żebym nie zamykał drzwi – za dużo hałasu – więc przy otwartych drzwiach wrzuciłem luz i odepchnąłem się stopą od betonu,
pozwalając, by minivan wytoczył się z podjazdu. Powoli przetoczyliśmy się obok kilku domów, zanim włączyłem silnik i światła. Zatrzasnęliśmy drzwi i ruszyłem w niekończące się serpentyny ulic Jefferson Park, którego domy wciąż wyglądały na nowe i plastikowe, niczym wioska z klocków zamieszkana przez dziesiątki tysięcy prawdziwych ludzi.
Margo zaczęła mówić:
– Najgorsze jest to, że tak naprawdę wcale im nie zależy; im się po prostu wydaje, że moje wybryki stawiają ich w złym świetle. Nawet teraz, wiesz, co mi powiedział? Powiedział: „Nie obchodzi mnie, jeśli schrzanisz swoje życie, ale nie ośmieszaj nas przed Jacobsenami – to nasi przyjaciele”. Żałosne. Nawet nie masz pojęcia, jak utrudnili mi wydostanie się z tego cholernego domu. Kojarzysz, jak ci w filmach o ucieczce z więzienia wkładają zwinięte ubrania pod koc, żeby wyglądało, że ktoś tam leży? – Skinąłem głową. – No, a moja mama umieściła w moim pokoju przeklętą elektroniczną nianię, żeby przez całą noc mogła słyszeć, jak oddycham podczas snu. Musiałam więc zapłacić Ruthie pięć dolców, żeby spała w moim pokoju, a zwinięte ubrania włożyłam do łóżka w jej pokoju. – Ruthie to młodsza siostra Margo. – Teraz to pieprzona
mission impossible. Kiedyś mogłam się wymknąć jak normalna amerykańska dziewczyna – zwyczajnie wyjść przez okno i zeskoczyć z dachu. Ale, Boże, teraz to jak życie w faszystowskiej dyktaturze.
– Zamierzasz powiedzieć mi, dokąd jedziemy?
– Dobra, najpierw jedziemy do Publixu. Z powodów, które wyjaśnię później, chcę, żebyś zrobił dla mnie małe zakupy. A potem do Wal-Martu.
– Czyli co, wybieramy się na wielką objazdową wyprawę po wszystkich placówkach handlowych środkowej Florydy? – zapytałem.
– Dziś w nocy, kochanie, będziemy naprawiać wiele złego. A także popsujemy trochę dobrego. Ostatni będą pierwszymi; a pierwsi ostatnimi; pokorni posiądą trochę ziemi. Jednak zanim radykalnie zmienimy oblicze świata, musimy pójść na zakupy.
Wkrótce zajechałem pod Publix i zaparkowałem na niemal całkowicie pustym parkingu.
– Słuchaj – rzuciła – ile masz przy sobie pieniędzy?
– Zero dolarów i zero centów – odparłem. Wyłączywszy zapłon, obróciłem się w jej stronę. Margo wcisnęła rękę do kieszeni obcisłych, ciemnych dżinsów i wyciągnęła kilka studolarowych banknotów.
– Na szczęście dobry Bóg nam pobłogosławił – oznajmiła.
– Co to, u diabła?
– Pieniądze na bat micwę, psia mać. Rodzice nie dali mi dostępu do konta, ale znam ich hasło, bo do wszystkiego używają „myrnamountw3az3l”. To sobie wypłaciłam.
Usiłowałem nie dać po sobie poznać ogarniającego mnie podziwu, lecz ona dostrzegła, jak na nią patrzę, i uśmiechnęła się do mnie znacząco.
– Krótko mówiąc – dodała – to będzie najlepsza noc w twoim życiu.

Przełożyła Renata Biniek


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...