środa, 9 lipca 2014

Konkurs! 19 razy Katherine



Hej, cześć i czołem! Krótko i na temat - ogłaszam konkurs, w którym do wygrania jest książka "19 razy Katherine"




REGULAMIN:


1. Organizatorem jestem ja, właścicielka bloga Miasto Mgły oraz wydawnictwo Bukowy Las,  będące fundatorem nagrody w postaci książki.
2. Aby wziąć udział w zabawie, należy w komentarzu napisać swoją odpowiedź na zadanie konkursowe, podane poniżej.
3. Trzeba także podać swój adres mailowy. Miło będzie, jeżeli dodacie bloga do obserwowanych oraz polubicie moją stronę na facebook'u (http://www.facebook.com/MiastoMgly), lecz nie jest to już wymagane.
4. Konkurs trwa od 9 do 23 lipca 2014 (do północy), wyniki ogłoszę 24/25 lipca, a o zwycięstwie powiadomię drogą mailową oraz w notce na blogu.
5. Zwycięzca zostanie wybrany w drodze losowania.
6. Nagrodą jest powieść Johna Greena "19 razy Katherine" [recenzja], którą wyślę listem poleconym, po tym jak otrzymam już adres zwycięzcy (na który będę czekała do tygodnia od ogłoszenia wyników). 
8. Udział może wziąć każdy, ale osoby nieposiadające bloga, proszę o podanie poza mailem też swojego imienia bądź jakiegoś pseudonimu. 



ZADANIE KONKURSOWE:

Ostatnio po raz kolejny dopadła mnie moja wielka miłość do pand. Dlatego też w ramach zadania konkursowego należy podać link do czegoś związanego z pandami! Może to być obrazek (chociażby pandowego pudełka czy samej pandy), filmik, cokolwiek! Proste? Proste... w końcu u mnie zawsze jest łatwo i prosto wygrać książkę ^^ 



Byłoby mi również miło, gdyby ktoś wstawił na swojego bloga poniższy obrazek (podlinkowany do tej notki). Z góry dziękuję tym, którzy to zrobią i przepraszam za taki prosty baner, lecz nie miałam czasu zrobić żadnego poważniejszego ^^ [wiem, ja nigdy nie mam na nic czasu xd]




Zapraszam do udziału i życzę powodzenia ^^
W razie jakichkolwiek pytań, proszę pisać w komentarzach. 



Pozdrawiam,
Tris 
 

niedziela, 6 lipca 2014

19 razy Katherine - John Green


Czytanie trochę go uspokoiło. Bez Katherine, Teorematu i nadziei na ważną rolę w historii ludzkości miał bardzo niewiele, ale zawsze pozostawały mu książki. Książki to notoryczni Porzucani: gdy je odkładasz, mogą na ciebie czekać wiecznie, a gdy poświęcasz im uwagę, zawsze odwzajemnią twoją miłość.”


Jest kilku takich pisarzy, po których książki na pewno sięgnę nawet bez wcześniejszego zapoznania się z opisem. Musieli oni mnie wcześniej czymś do siebie przekonać i pokładam wiarę w tym, że już mnie nie zawiodą. Jednym z takich autorów jest właśnie John Green, po którego powieści sięgam z wielką chęcią, po tym jak przeczytałam „Gwiazd naszych wina”. Tekst ten zyskał sobie rzesze fanów i nie ma co się dziwić – opowiada piękną historię, która wielu poruszyła do łez. Swoją pozycję Green utwierdził także opowieściami zawartymi w „Papierowych miastach”, jak i „Szukając Alaski”. Według mnie były już one gorszymi tworami, jednak nadal miały w sobie to coś, skłaniały człowieka do refleksji i zmuszały do skupienia się na lekturze. Po tak dobrych wrażeniach w końcu nadeszła pora na „19 razy Katherine”, o której to książce będę dziś pisać. Gdy w końcu dostałam ją w swoje ręce, szybko wzięłam się za czytanie... niestety nie wciągnęła mnie ona na tyle, bym nie odłożyła jej niedługo po tym.

- Siema! - rzucił Hassan.
- „Siema” to nie słowo – odparł Colin, nie podnosząc wzroku.
- Jesteś jak promień słońca w pochmurny dzień, Singleton. Gdy na dworze panuje mróz, ty jesteś jak ciepły maj.”

Sam zarys historii przedstawia się dość luźno. Opowiada ona losy głównego bohatera o imieniu Colin Singleton, który zdaje się być raczej osobliwym chłopakiem. Uwagę przyciąga już fakt, że gustuje on tylko w dziewczynach o imieniu Katherine. Dwie, trzy - to nie byłoby jeszcze nic dziwnego, lecz w jego przypadku rozstał się aż dziewiętnaście razy z osobą o tym imieniu! Ten nietypowy nastolatek, uwielbiający tworzyć anagramy, jest prawdziwym porzucanym. Zmęczony swoim życiem, próbując odnaleźć siebie i chcąc zaistnieć, wyrusza wraz ze swym najlepszym przyjacielem Hassanem w podróż po Ameryce. Długo jeździć nie będą, bo już po krótkim czasie, chcąc odwiedzić grób pewnego arcyksięcia, trafiają do wielkiego różowego domu. W nim przyjmuje ich miła kobieta oferująca im pracę, jak również ich córka, nie nazywająca się na szczęście Katherine. Colin rozpoczyna tam pracę nad Teorematem o zasadzie przewidywalności Katherine, dzięki której chce stworzyć wzór matematyczny, przepowiadający przyszłość wszystkich związków. Jednak wiele rzeczy mu w tym przeszkadza... między innymi pogoń, a nawet ucieczka, za dziką świnią.

Bohaterowie u Greena nigdy nie są zwyczajni. W tym przypadku jest podobnie. Colin Singleton jest cudownym dzieckiem, które marzy żeby zostać geniuszem. Zna kilka języków, bardzo dużo czyta, a jego ulubionym zajęciem jest układanie anagramów, w czym jest całkiem niezły. Mimo to nie potrafi posiąść niezwykle przydatnej umiejętności, a mianowicie szeptania. Dochodzi też jeszcze sprawa związków z Katherine'ami, które raz po raz z nim zrywają. Jego przyjaciel Hassan natomiast jest pulchnym muzułmaninem, który jednak nie za bardzo przestrzega zasad swojej religii, jak również jest zagorzałym miłośnikiem serialu „Sędzia Judy” i odznacza się ciekawym poczuciem humoru. Jak widać autor ma sporo pomysłów i tworzy kolejne postacie z wyobraźnią, dzięki czemu nie raz może zaskoczyć czytelnika. Zresztą wszystko w jego książce może w pewnym momencie zdziwić, w tym samo miejsce akcji. Kiedy chłopcy przyjadą do małej mieściny i już zamieszkają z obcą, miłą panią w jej różowej rezydencji, dowiadują się, że posiada ona zakład produkujący sznurki do tamponów! Przyznam, że wydaje się być to bardziej absurdalne niż ciekawe, a nietypowe sytuacje potrafiły zmylić mnie w trakcie lektury, jak również zaskoczyć... niestety nie zawsze pozytywnie.

Przeszłość, jak powiedziała mu Lindsey, to logiczna opowieść. To sens tego, co się stało. A ponieważ przyszłość nie jest jeszcze zapamiętana, wcale nie musi mieć żadnego pierdzielonego sensu.
W tym momencie rozpostarła się przed Colinem przyszłość – niemieszcząca się w żadnym teoremacie, matematycznym czy jakimkolwiek innym: nieskończona, niepoznawalna i piękna.”

Wszystko co spotykało Colina, było według mnie nieprawdopodobne, zostało aż nazbyt udziwnione. Ta niezwykła swoboda ze strony rodziców, dziewiętnaście związków z dziewczynami o imieniu Katherine, nagła propozycja zamieszkania u zupełnie obcej osoby czy też, co ciekawe, odkrycie prawdy dzięki teorematowi, który ma zły wzór... to niestety do mnie nie przemówiło. Życie tego nastolatka zostało wypaczone, a całość po prostu przerysowana. Niekiedy jest tak w powieściach, które starają się coś przekazać, jednak ten zabieg zupełnie mi tutaj nie pasował. Bohaterowie także się do tego trochę zaliczyli, gdyż niektóre ich cechy były aż za bardzo wyraziste. Co prawda nie denerwowało mnie to, niemniej sprawiło, że czytałam tę lekturę w większości z obojętnością. Nie obyło się również bez kilku schematów, a akcja, jak to u Greena bywa, rozwijała się dość powoli. Styl pisania autora natomiast można zaliczyć do plusów. Ma on lekkie pióro, a jego twórczość czyta się szybko i z przyjemnością, dzięki przystępnemu językowi. Chociaż i tutaj według mnie wkradło się kilka niedoskonałości w postaci sztucznie wypowiedzianych dialogów. Na każdym polu znalazłam jakieś potknięcia i nie mogę się wręcz pogodzić z tym, że spotkałam to w książkach tak lubianego przeze mnie pisarza.

„19 razy Katherine” jest powieścią, która mnie zawiodła. Przyznaję to z przykrością, jednakże tak zwyczajnie jest. Czytając opinie innych, spotkałam się z tym, że zachwalają one humor w tej historii, lecz i tutaj znalazłam jedynie fragmenty, w których on się ukazał. Są też oczywiście przypisy autora, które były interesujące i naprawdę zabawne, niemniej nieliczne. Możliwe że po prostu zbyt wiele oczekiwałam od tej pozycji. Absurd początkowo mnie odrzucił, potem zaś zauważyłam, że nie znajduję w tej lekturze wiele nowego. John Green zawsze przekazywał w swojej twórczości jakieś głębsze prawdy, wartości, ale tym razem, choć pojawiły się one, były aż nazbyt oczywiste. Jasne, znalazło się kilka świetnych momentów, jak i ważnych cytatów, jednak co zaznaczę po raz kolejny – było ich zwyczajnie za mało. Aspekty matematyczne zawarte w tym tekście były interesującym uzupełnieniem przemyśleń Colina, dobrze obrazowały jego osobowość i to jest chyba coś, co najmilej zaskoczyło mnie w tej książce. Chociaż jest także słowo „pierdzielić”, umiłowane przez Hassana i Colina, które teraz skłania mnie do uśmiechu. Podsumowując sama książka nie była zła, po prostu nie była również wystarczająco dobra. Fani pisarza z pewnością i tak się z nią zapoznają, aczkolwiek tych którzy nie zaczęli jeszcze swojej przygody z Greenem, odsyłam raczej do innych jego tytułów, które są według mnie o wiele bardziej warte uwagi.


- Eureka – powiedział i dopiero gdy wypowiadał to słowo, uświadomił sobie, że udało mu się szepnąć.
- Odkryłem coś – rzekł głośno. - Przyszłość jest nieprzewidywalna.
- Ten kafir – oznajmił Hassan – czasami lubi mówić rzeczy kompletnie banalne w naprawdę doniosły sposób.”


Moja ocena 6/10


Tytuł: 19 razy Katherine
Autor: John Green
Ilość stron: 304
Wydawca: Bukowy las
Data premiery: 2014-06-04



O autorze:
John Green jest pisarzem amerykańskim, autorem bestsellerów z listy „New York Timesa”. Debiutował znakomitą powieścią Szukając Alaski, porównywaną z Buszującym w zbożu J. D. Salingera, opublikował następnie kilka powieści (m.in. Papierowe miasta), z których ostatnia – Gwiazd naszych wina – przyniosła mu ogromną poczytność i światową sławę. Jest laureatem licznych nagród literackich, m.in.: The Printz Medal, Printz Honor i Edgar Award. Mieszka z żoną i synem w Indianapolis. Wraz z bratem Hankiem prowadzi Vlogbrothers, jeden z najpopularniejszych projektów wideo w sieci.






Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bukowy Las, za co serdecznie dziękuję!

http://www.bukowylas.pl/

piątek, 13 czerwca 2014

O Greenie słów kilka


John Green jest autorem, o którym dowiedziałam się, gdy w Polsce przez Bukowy Las miała zostać wydana jego książka pod tytułem "Gwiazd naszych wina". Gdyby nie to, że otrzymałam propozycję recenzowania tej pozycji przedpremierowo, możliwe że nawet nie zwróciłaby ona mojej uwagi... Dlatego też niezwykle się cieszę, że nadarzyła się akurat taka okazja! Twórczość Greena jest po prostu świetna. Autor potrafi dobrze pisać i kreować genialnych bohaterów - w końcu nie bez powodu Augustus Waters ma rzesze fanek ^^ 
Szczerze mówiąc, początkowo nie spodziewałam się, że historia Hazel tak mnie pochłonie. Poruszyła mnie ona do głębi i jestem pewna, że jeszcze do niej powrócę. Chcę jeszcze raz znaleźć się w świecie małej nieskończoności tej nastolatki.
Następną powieścią Greena, którą przeczytałam, były "Papierowe miasta". Okazały się być już jak dla mnie trochę słabsze, niemniej nadal zaliczyć je można do bardzo dobrych tekstów. Jestem pod wrażeniem historii stwarzanych przez tego autora. Postacie są świetnie zarysowane i prawdziwe, jak również zjednują sobie sympatię czytelników. Niesamowicie łatwo jest wciągnąć się w ich opowieść. Obok tych utworów nie da się zwyczajnie przejść obojętnie. 
Podobnie jest w sytuacji trzeciej z książek Greena wydanych w Polsce, a mianowicie "Szukając Alaski". Pozycja ta skłoniła mnie do zastanowienia. Wszystkie one zmuszają to refleksji, mimo że przedstawiają na pozór zwyczajne życie. Dlaczego na pozór? Ponieważ wszystko co wychodzi spod pióra tego pisarza, ma pewien swój urok i przyciąga czytelnika - pokazuje, że nic nie jest takie proste. 
Jestem zachwycona tym, że natrafiłam na tego autora. Dzięki przedpremierowemu recenzowaniu wymienionych przed chwilą powieści, znalazłam lektury, które mimo luźnej oprawy, poruszają problemy i wchodzą głęboko w życie młodzieży. Mam nadzieję, że to samo spotkam w kolejnej wydanej u nas książce autora, czyli "19 razy Katherine", którą zaczęłam dopiero czytać. Podejrzewam, że mnie nie zawiedzie - w końcu Green potrafi sprostać oczekiwaniom, a nawet je przewyższyć!



Skoro już się pozachwycałam i w ogóle... to teraz kilka słów o filmie "Gwiazd naszych wina", który na początku czerwca trafił na ekrany kin (przy okazji czego wyszła książka z filmową okładką). Poszłam na niego chyba dzień po premierze... ewentualnie dwa. Dlatego też zdążyłam być jeszcze przed tym świadkiem wylewających się zachwytów nad tą ekranizacją. Wszyscy okrzykiwali ją niesamowitym wyciskaczem łez, genialnym kinem i stwierdzali nawet, że jest lepsza od książki. Cóż, ekhem... no... miałam trochę odmiennie odczucia. Zwyczajnie się zawiodłam. Wątki były jak dla mnie dziwnie ucięte, nie potrafiłam się wczuć w sytuację bohaterów, a co do płaczu - nic z tego. Ogólnie łatwo się rozklejam, płaczę na różnych bajkach i większości dramatów (nawet na komediach mi się zdarza, jeżeli jest akurat jakiś smutniejszy moment!), a tutaj nic. Z drugiej strony bardzo podobała mi się scena z obrzucaniem jajkami samochodu byłej dziewczyny. Tak, to była naprawdę genialna scena, nie mogę powstrzymać uśmiechu na samą myśl o niej xd
Generalnie film, według mnie, był raczej średni. Miałam nadzieję na znacznie więcej i się przeliczyłam. No, ale mówi się trudno i żyje się dalej. I tak rzadko kiedy ekranizacje mnie zadowalają, więc dlaczego tutaj miałoby być inaczej. 


 ...
Tak poza tym niedługo można się spodziewać recenzji "19 razy Katherine", jak również konkursu, w którym do wygrania będzie ta powieść ^^



Pozdrawiam,
Tris

piątek, 6 czerwca 2014

Zapowiedź: Hopeless - Colleen Hoover


Premiera: 18 czerwca 2014


Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Hopeless
Wydawnictwo: Otwarte


MOJA RECENZJA


To, czego szukasz, może okazać się tym, przed czym starasz się uciec.

Już niedługo, 18 czerwca, nakładem Wydawnictwa Otwartego ukaże się książka Hopeless Colleen Hoover.
To jedna z najpopularniejszych na świecie książek w kategorii New Adult. O jej fenomenie najlepiej świadczy liczba wpisów na portalu GoodReads.com – ponad 100 tys. ocen i 12 tys. recenzji!



Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa.

To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera.
Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.

Hopeless to znacznie więcej niż romans nastolatków. Dotyka trudnych tematów, odległych wspomnień i cierpienia tak potwornego, że zostało wyparte z pamięci.



O autorce:

Colleen Hoover jest jedną z najpopularniejszych obecnie amerykańskich autorek z nurtu New Adult. Napisała między innymi: Losing Hope, Finding Cinderella, Slammed, Point of Retreat, This Girl.



Powieść polecają...

Powieść polecają Marzena Rogalska (dziennikarka), Basia Kurdej-Szatan (aktorka), Maria Rotkiel (psycholog) oraz Eliza Wydrych-Strzelecka „Fashionelka” (blogerka). Książka podbija serca polskich czytelników, niektóre ich opinie zostały zamieszczone na trzech pierwszych stronach Hopeless. Na dodatek, co niezwykle mnie ucieszyło, jestem jedną z tych osób (co mi tam, pochwalę się!). Sam taki pomysł bardzo mi się spodobał i zapewne sprawił trochę (lub wiele ^^) radości pewnym osobom. Otworzyć książkę i zobaczyć na pierwszej stronie swoje nazwisko oraz krótką rekomendację... to bardzo przyjemne uczucie!

To chyba byłoby na tyle ode mnie. Jeszcze raz serdecznie polecam tę książkę, naprawdę warto ją przeczytać. Gdy dostałam swój egzemplarz, aż musiałam go przytulić! Mam nadzieję, że oczekujecie z niecierpliwością tej premiery :)



Pozdrawiam,
Tris


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...