czwartek, 10 października 2013

Konkurs - Szukając Alaski

 
Oto już trzeci konkurs z książką Johna Greena, mam nadzieję, że będzie się cieszył powodzeniem tak, jak dwa poprzednie :) Tym razem nawet wstępów nie robię, bo już nie ma co więcej przepraszać za te moje zamulanie... no cóż, bywa, po prostu bardzo powoli przychodzi mi ogarnianie się, ale jakoś to będzie ^^ 

 
REGULAMIN:


1. Organizatorem jestem ja, właścicielka bloga Miasto Mgły oraz wydawnictwo Bukowy Las,  będące fundatorem nagrody w postaci książki.
2. Aby wziąć udział w zabawie, należy w komentarzu napisać swoją odpowiedź na zadanie konkursowe, podane poniżej.
3. Trzeba także podać swój adres mailowy. Miło będzie, jeżeli dodacie bloga do obserwowanych oraz polubicie moją stronę na facebook'u (http://www.facebook.com/MiastoMgly), lecz nie jest to już wymagane.
4. Konkurs trwa od 10 do 25 października 2013 (do północy), wyniki ogłoszę 26/27 października 2013, a o zwycięstwie powiadomię drogą mailową oraz w notce na blogu.
5. Zwycięzca zostanie wybrany w drodze losowania.
6. Nagrodą jest powieść Johna Greena "Szukając Alaski" [recenzja], którą wyślę listem poleconym, po tym jak otrzymam już adres zwycięzcy (na który będę czekała do tygodnia od ogłoszenia wyników)
8. Udział może wziąć każdy, ale osoby nieposiadające bloga, proszę o podanie poza mailem też swojego imienia bądź jakiegoś pseudonimu
 
 
ZADANIE KONKURSOWE:
 
Zadaniem jest coś niezwykle prostego, otóż wystarczy w komentarzu wkleić link np. do jakiegoś śmiesznego obrazka, krótkiego komiksu bądź też napisać jakikolwiek kawał. 
 
No i już, to wszystko! Trochę humoru każdemu się przyda, a tak przynajmniej nie będę musiała nic wyszukiwać w internecie :) 
 
 
Prosiłabym również o wstawienie poniższego obrazka (podlinkowanego do tej notki) na Waszych blogach :) Z góry dziękuję tym, którzy to zrobią i przepraszam za taki prosty baner, lecz nie miałam czasu robić żadnego nie poważnie ^^ 
 
 
 
 
 
No to by było na tyle! Nie trzeba wiele, tak więc zapraszam do udziału i życzę powodzenia :)
W razie jakichkolwiek pytań, proszę pisać w komentarzach.
 
 
Pozdrawiam,
Tris 

poniedziałek, 7 października 2013

Szukając Alaski - John Green



 Premiera 9 października!

 
Gdyby ludzie byli deszczem, to ja byłbym mżawką, a ona huraganową ulewą.”


Miles Halter jest zwyczajnym nastolatkiem, trzyma się na uboczu i uważa swoje życie za niezwykle nudne. Jednak to zaczyna się powoli zmieniać, gdy trafia do szkoły z internatem Culver Creek. Jest to całkiem normalna placówka, niemniej to tam spotyka nowych znajomych, jak również swoją nową miłość. Alaska, bo tak jej na imię, to energiczna, piękna, seksowna i zabawna dziewczyna, którą wszyscy lubią. Fascynuje ona chłopaka w takim stopniu, że ma on nareszcie coraz większą nadzieję na odnalezienie Wielkiego Być Może, czegoś intensywnego, prawdziwego doświadczenia życia. Od tego momentu wszystko się zmienia. Najpierw poznaje Pułkownika, z którym dzieli pokój, a który to nadaje mu przezwisko Klucha, mimo że chłopak jest szczupły i wysoki. Poprzez Chipa wchodzi do grupy ludzi, z którymi zaczyna spędzać dużo czasu i z którymi pakuje się praktycznie we wszystkie kłopoty. Dzięki temu będzie mógł z pewnością zapisać się na kartach historii swojej nowej szkoły, gdyż łamanie regulaminu zaczyna przychodzić mu z coraz większą łatwością. Jednak zwykłe wybryki to nie wszystko, chłopak będzie musiał zmierzyć się z prawdziwym życiem i problemami, którymi wcześniej nie zawracał sobie głowy.

- Spędzasz całe swoje życie w labiryncie, zastanawiając się, jak któregoś dnia z niego uciekniesz i jakie niesamowite to będzie uczucie, wmawiasz sobie, że przyszłość pomaga ci przetrwać, ale nigdy tego nie zrobisz. Wykorzystujesz przyszłość, żeby uciec od teraźniejszości.”

Mimo że początkowo może wydawać się, iż jest to zwykła lekka opowieść o życiu szkolnym zbuntowanych nastolatków, to okazuje się być inaczej bardzo szybko. Ta historia jest bardzo rzeczywista, opisuje normalne wydarzenia, które mogłyby spotkać każdego z nas, niemniej wraz z nimi znajdujemy wiele prawd życiowych i problemów, na które łatwo się natknąć, a którym nie zawsze poświęca się wiele uwagi, ponieważ tak jest zwyczajnie łatwiej. Ta debiutancka powieść Johna Greena skłania do zastanowienia nad różnymi ważnymi i niekoniecznie prostymi kwestiami. Co rusz pokazuje nowe problemy, z którymi zmierzają się nie tylko młodzi ludzie, czyli nasi bohaterowie, ale każdy człowiek, który napotyka na swej drodze niejedną trudność. Te zmagania bohaterów z codziennością, te plątanie się po labiryncie cierpienia, z którego mimo że jest prosta droga, to nadal się w nim tkwi, bo to jest właśnie ten dobry wybór oraz zmagania z przeszłością, decyzjami, przyszłością, stratą i niewiedzą, która może nas pogrążyć, to coś, co w tej książce wychodzi na wierzch. To wszystko jest czymś do zaoferowania czytelnikowi, który szuka trochę ambitniejszej powieści, w której ukryte są prawdy życiowe w poszczególnych cytatach, fragmentach tekstu.

Nie mogą znieść myśli, że po śmierci czeka nas tylko wielkie czarne nic, nie mogą znieść myśli, że ich ukochani bliscy mogą tak po prostu przestać istnieć, i nie potrafią nawet w y o b r a z i ć sobie, że sami mogliby przestać istnieć. W końcu uznałem, że ludzie wierzą w życie pozagrobowe, ponieważ niewiara w nie byłaby nie do zniesienia.”

Warto przyjrzeć się też bohaterom powieści. Ich kreacji nie da się wiele zarzucić, gdyż każdy z nich pokazuje sobą wiele indywidualnych cech i jest niezwykle rzeczywisty. O tych postaciach łatwo myśleć jako o osobach, a nie tylko bohaterkach literackich, zwłaszcza że każdy z nas mógłby znaleźć się na ich miejscu. Miles był outsiderem, który lubił zapamiętywać ostatnie słowa znanych ludzi, jednak to można było zauważyć na pierwszy rzut oka. Autor skupia się na indywidualnościach bohaterów, wyraziście przedstawia ich charaktery. Tytułowa postać zaś posiada chyba aż nazbyt wiele różnych, niezwykle wyrazistych cech. Mimo zafascynowania Milesa jej osobą i tego, jaka ona miała być wspaniała w jego mniemaniu, nie potrafiłam się do niej przekonać, zwyczajnie mnie denerwowała swoimi zachowaniami i niekiedy ogólnym sposobem bycia. Niemniej jednak poza tym sama kreacja bohaterów stoi na wysokim poziomie, a czytelnik ma wrażenie, że poznaje prawdziwych ludzi, z którymi mógłby po lekturze porozmawiać. Takie złudzenie sprawia, że książkę odbiera się bardziej osobiście i czyta się ją z większym zainteresowaniem i zaangażowaniem.

Uśmiechnęła się, rozradowana jak dzieciak w ranek Bożego Narodzenia, i rzekła:
-Wszyscy palicie dla przyjemności, ja palę po to, by umrzeć.”

Sama fabuła także jest całkiem interesująca. Niestety sam początek niezbyt mnie zainteresował i czytałam go tak po prostu, by czytać, nic przy tym nie odczuwając. Dopiero po jakimś czasie wciągnęłam się w tą opowieść. Sądzę, że to przez to, iż pierwsze rozdziały były aż nazbyt zwyczajne, niewiele się też wtedy ciekawego działo, a interesujące myśli i bolesne prawdy zaczęły towarzyszyć bohaterom już później. Niemniej jednak w spokojnym przeczytaniu tego słabszego początku pomogło mi to, że książka ta jest podzielona na dwie części: „przed” oraz „po”, co od początku wskazuje na jakieś wydarzenie, które zmieni wszystko w życiu bohaterów. Właśnie tak się dzieje, nie obchodzi się bez dramatyzmu, natomiast muszę przyznać, że taki podział okazał się być dobrym rozwiązaniem. W pierwszej części czytelnik, chcąc dowiedzieć się, cóż takiego ma się wydarzyć, czyta dalej z zainteresowaniem, natomiast, gdy już przejdzie do fragmentu „po”... tam już nie musi na nic czekać, jest jedynie pochłaniany przez przemyślenia bohaterów, ich życie i to jak sobie radzą. Ich problemy i nasze problemy, które nie są niczym nadzwyczajnym, ale na które nie chcemy patrzeć, uderzają w nas ze sporą siłą. Było to coś, co z pewnością sprawiło, iż lektura mogła zostać odebrana przez czytelnika nie tylko emocjonalnie.

- Po tym wszystkim ciągle wydaje mi się, że jedyne wyjście to proste i szybkie wyjście – ale wybieram labirynt. Labirynt jest do bani, ale i tak go wybieram.”

Książka „Szukając Alaski” w pewnym stopniu mnie zawiodła, a w pewnym pozytywnie zaskoczyła. Zawiódł mnie sam początek i to, że nie przyszło mi tak łatwo wstąpienie w świat przedstawiany w powieści. Natomiast pozytywne było to, że szybko minęło podobne wrażenie oraz że książka potrafiła wzbudzić we mnie emocje i skłonić do refleksji. Przyznam, iż w trakcie lektury odkładałam książkę, by pomyśleć nad jakimś jej fragmentem czy też przemyśleniami głównego bohatera i uważam to za bardzo miłe doświadczenie, nieczęsto spotykane przy współczesnej literaturze młodzieżowej, z którą miałam dotychczas do czynienia. Wielkim plusem jest również to, że Green wszystko opisuje dopasowanym do postaci językiem, jak zawsze przejawia humor, który przeplata się z trudnymi tematami, jak również ze zwykłego życia tworzy niesamowitą historię. Właśnie to w jego książkach jest zachęcające i sprawia, że chce się po nie sięgać. Po wspaniałych „Gwiazd naszych wina” i świetnych „Papierowych miastach” musiałam przeczytać i tę pozycję, czego zupełnie nie żałuję. Co więcej, zachęcam do zapoznania się z twórczością tego autora, gdyż naprawdę warto poświęcić czas jego opowieściom.


„A więc to właśnie jest pytanie, z jakim pozostawiam was na koniec: Jakie macie powody, by nie tracić nadziei?”


Moja ocena 7,5/10


Tytuł: Szukając Alaski
Autor: John Green
Ilość stron: 320
Wydawca: Bukowy las
Data premiery: 2013-10-09



O autorze:
John Green jest pisarzem amerykańskim, autorem bestsellerów z listy „New York Timesa”. Debiutował znakomitą powieścią Szukając Alaski, porównywaną z Buszującym w zbożu J. D. Salingera, opublikował następnie kilka powieści (m.in. Papierowe miasta), z których ostatnia – Gwiazd naszych wina – przyniosła mu ogromną poczytność i światową sławę. Jest laureatem licznych nagród literackich, m.in.: The Printz Medal, Printz Honor i Edgar Award. Mieszka z żoną i synem w Indianapolis. Wraz z bratem Hankiem prowadzi Vlogbrothers, jeden z najpopularniejszych projektów wideo w sieci.



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bukowy Las, za co serdecznie dziękuję ^^

środa, 2 października 2013

Fragment: Szukając Alaski - John Green


Zapraszam do lektury fragmentu z książki, która ukaże się już 9 października! Recenzja na blogu ukaże się do końca tego tygodnia ^^

„Szukając Alaski”
fragment




(...)
– A ciebie nazwiemy… hmmm. Klucha.
– Hę?
– Klucha – powtórzył Pułkownik. – Bo jesteś chudy. To się nazywa ironia, Klucha. Słyszałeś kiedyś o czymś takim? A teraz chodźmy po papierosy i zacznijmy ten rok jak należy.
Wyszedł z pokoju, znowu przyjmując za rzecz oczywistą, że udam się za nim, co tym razem zrobiłem. Na szczęście zbliżał się już wieczór. Przeszliśmy pięć pokoi dalej, do pokoju 48. Na drzwiach była przyklejona kartka. Napisano na niej niebieskim markerem: „Alaska ma jedynkę!”.
Pułkownik wyjaśnił mi, że 1. to jest pokój Alaski, że 2. ma jedynkę, bo dziewczyna, która miała być jej współlokatorką, pod koniec zeszłego roku została wyrzucona ze szkoły, i że 3. Alaska ma fajki, chociaż Pułkownik nie raczył zapytać, czy 4. palę, na co odpowiedź brzmi: 5. nie.
Zapukał raz, głośno. Zza zamkniętych drzwi dobiegł wrzask:
– Boże, właź, niziołku, mam dla ciebie czaderską historię!
Weszliśmy. Odwróciłem się, by zamknąć za sobą drzwi, a Pułkownik potrząsnął głową i powiedział:
– Po siódmej musisz zostawiać otwarte drzwi, jeśli jesteś w pokoju dziewczyny – ale ledwo go dosłyszałem, bo oto najgorętsza dziewczyna w historii ludzkości stała przede mną w obciętych dżinsach i brzoskwiniowym topie. Mówiła równocześnie z Pułkownikiem, głośno i szybko.
– No więc pierwszego dnia lata jestem w wielkim starym Vine Station z tym chłopakiem Justinem. Oglądamy telewizję na kanapie u niego w domu – a jak już pamiętasz, chodzę z Jakiem; w zasadzie wciąż z nim chodzę, to chyba cud, ale Justin to mój przyjaciel z dzieciństwa – więc oglądamy telewizję i gadamy normalnie o egzaminach albo o czymś takim, a tu Justin obejmuje mnie ramieniem i myślę sobie: „Och, takie to przyjemne, jesteśmy przyjaciółmi już od dawna i tak mi z nim dobrze”, i sobie gawędzimy, jestem właśnie w środku zdania o analogiach albo czymś takim, a on jak drapieżny ptak łapie mnie za cycek i traktuje go jak klakson. Po prostu nim trąbi. Piiiip. Stanowczo-zbyt-mocne, dwu-, trzysekundowe PIIIIP. Moja pierwsza myśl, to „Okej, jak oderwać to łapsko od mojego cycka, zanim zostawi trwałe ślady?”. Moja druga myśl, „Boże, nie mogę się doczekać, aż powiem o tym Takumiemu i Pułkownikowi”.
Pułkownik chichotał. A ja gapiłem się na nią, ogłuszony częściowo siłą emanującą z tej drobnej (ale, Boże, jakże kształtnej) dziewczyny, a częściowo gigantycznymi stertami książek, ułożonych wzdłuż ścian. Zbiory jej biblioteczki wypełniały regały, a nawet przelewały się poza nie, tworząc sięgające do pasa stosy książek, które piętrzyły się w różnych miejscach pod ścianami. „Gdyby przewrócił się chociaż jeden z nich”, pomyślałem sobie, „wskutek efektu domina nasza trójka zostałaby pochłonięta przez powódź literatury”.
– Kto to jest ten facet, który nie śmieje się z mojej przekomicznej historii? – zapytała.
– No tak. Alaska, to jest Klucha. Klucha zapamiętuje ostatnie słowa różnych ludzi. Klucha, to jest Alaska, której pierś została użyta jako klakson.
Podeszła do mnie z wyciągniętą ręką, ale w ostatnim momencie błyskawicznie schyliła się i pociągnęła w dół moje szorty.
– To są największe krótkie spodnie w stanie Alabama!
– Lubię workowate spodnie – powiedziałem lekko urażony i podciągnąłem je w górę. Na Florydzie to był ostatni krzyk mody.
– Jak dotąd podczas naszego krótkiego związku, Klucha, widywałem twoje chude nóżki zdecydowanie za często – stwierdził Pułkownik z udawaną powagą. – Alaska, sprzedaj nam parę fajek. – I wtedy, w jakiś trudny do wytłumaczenia sposób, Pułkownik namówił mnie, abym zapłacił pięć baksów za paczkę Marlboro Light, których nie miałem najmniejszego zamiaru palić. Zaprosił Alaskę, aby się przyłączyła, ale ona powiedziała:
– Muszę poszukać Takumiego i powiedzieć mu o PIIIIP.
Następnie zwróciła się do mnie:
– Widziałeś go?
Nie miałem pojęcia, czy go widziałem, ponieważ nie miałem pojęcia, kto to. Dlatego tylko pokręciłem głową.
– Oki. To do zo za parę minut nad jeziorem. – Pułkownik skinął głową.
(...)

Przełożyła Anna Sak

czwartek, 19 września 2013

Scarlet - Marissa Meyer


„Dawno, dawno temu...”


Cinder i Scarlet nigdy się nie spotkały i nie miały ze sobą wiele wspólnego. Cinder jest dziewczyną cyborgiem, starającą się uciec z więzienia, chociaż doskonale wie, że wtedy będzie najbardziej poszukiwanym zbiegiem we Wspólnocie Wschodniej. Jednak ona nie myśli jedynie o sobie, jej głowę zaprząta również królowa Levana, grożąca atakiem zbrojnym na Ziemię, cesarz Kai, urodziwy chłopiec w wielkim niebezpieczeństwie i dawno zaginiona księżniczka Luny - Selene, niosąca nadzieję tym, którzy chcą się uwolnić od Levany, która to niestety nie ma pojęcia, co dalej robić. Po drugiej stronie mamy Scarlet, dziewczynę żyjącą wraz ze swoją babcią. Jest spokojna i inteligentna, zamieszkuje małe miasto i odpowiada jej taki stan rzeczy. Niestety to się zmienia, gdy jej babcia znika, pozostawiając swój czip naprowadzający i tablet, przez co wnuczka podejrzewa, że był to porwanie. Wbrew oczekiwaniom policja nie zgłębia się w tę sprawę, odrzucając taką możliwość. W tym samy czasie Scarlet poznaje Wilka, który wciąga ją w niezwykle niebezpieczny świat, o którego istnieniu nie miała pojęcia, a z którym to wiele wspólnego miała jej babcia. Wydają się być to osobne historie i ta opinia może utrzymać się przez dość sporą część lektury, niemniej jednak w końcu losy dziewczyn się splatają i to zupełnie nieprzypadkowo, bowiem wszystko miało swój początek już o wiele wcześniej.

Wilk.
To był wilk.”

„Scarlet” to już drugi tom Sagi księżycowej i myślałam, że wiem, czego się po nim spodziewać. Zostałam jednak w niektórych momentach mile zaskoczona. Przyznam, iż ta część niewiele ustępuje swojej poprzedniczce. Mimo że w „Cinder” moje serca podbili tytułowa bohaterka oraz Kai, to i tutaj postacie zostały świetnie wykreowane. Główną bohaterką jest Scarlet - silna, odważna i mądra dziewczyna, której nie brak wrażliwości. Pod wieloma względami jest ona podobna do Cinder i pewnie dlatego nie miałam problemów z jej zaakceptowaniem. Kolejną ważną postacią jest zaś Wilk. On natomiast bardzo mi się spodobał, krył w sobie tajemnicę, a jego motywy nie były nigdy do końca znane, dzięki czemu lekturę tę czytało się z większym zafascynowaniem. Na szczęście w tej powieści nie zabrakło też samej dziewczyny cyborga, a nie dałabym rady tak łatwo się z nią pożegnać. Na szczęście autorka znowu poświęciła jej dość sporo uwagi. Uciekinierka ma przed sobą długą drogę do przebycia i naturalnie nie może być ciągle w tym czasie sama. Wskutek tego poznajmy kolejny ciekawy charakter, który wnosi wiele lekkości i rozbawienia do tej powieści.

Tak jak i w poprzednim tomie mamy do czynienia z nawiązaniem do baśni. Wtedy był Kopciuszek, teraz zaś przyszedł czas na Czerwonego Kapturka. Poznajemy dziewczynę ubraną na czerwono, groźnego Wilka i babcię, która zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Tutaj rozwinięcie okazało się być całkiem oryginalne i nie mam mu nic do zarzucenia. Po raz kolejny byłam pod wrażeniem tego, jak autorka połączyła te elementy baśni z wizją przyszłości i jak to wszystko stworzyło niezwykle interesującą całość. Ponadto coraz lepiej poznajemy świat przedstawiony powieści. Towarzyszymy Scarlet we Francji, zaś Cinder we Wspólnocie Wschodniej. Mamy również szansę dowiedzieć się czegoś więcej o Lunarach, obywatelach Luny. Na dodatek zdaje się, że coraz bardziej autorka odchodzi tu od baśniowości. Sam rozwój sytuacji Scarlet i Wilka to potwierdza, lecz ważne jest również samo barwniejsze przedstawienie rzeczywistości, które odchodzi od tego, co znaleźliśmy w pierwszej części, gdzie był raczej czarno biały świat, łatwiejszy do rozgryzienia. Jest to kolejnym plusem, gdyż sprawia, że historia ta staje się bardziej ekscytująca.

- On do nich wróci – odezwała się – i powie im, że jesteś ze mną.
- To nie ma znaczenia. - Wilk przewiesił torbę przez ramię i obrzucił brata ostatnim pogardliwym spojrzeniem. - Dotrzemy tam przed nim.”

Kolejną ważną sprawą jest to, jak autorka ułożyła tę opowieść, a wypadła ona przecież świetnie. Widać, że wszystko jest przemyślane, a wątki z poprzedniego tomu są tutaj pociągnięte dalej, zaś obok nich pojawiają się zupełnie nowe, jakoś z nimi połączone. Istotnym elementem jest również samo spotkanie Cinder i Scarlet, które wypadło bezbłędnie. Nie jest ono przypadkowe, niewyjaśnione czy dziwne. Ma swoje przyczyny w przeszłości dziewcząt, którą co prawda dopiero poznają, ale która to składa się w logiczną całość. Ogólnie fabuła jest bardzo ciekawa, wprowadza wiele wątków, absorbujących czytelnika, niemniej jest również dość rozwlekła. Niekoniecznie jednak można uznawać to za wadę, ponieważ powieść czyta się przyjemnie, a czytelnik, który powoli zaczyna się rozluźniać, nagle zostaje rzucony na ostatnią setkę stron, gdzie jest już o wiele więcej akcji. Ta końcówka obfitująca w niezwykłe wydarzenia zachęca do sięgnięcia po kolejny tom, jak i jest wspaniałym zwieńczeniem tej powieści. Historia ta potrafi zaskoczyć, wzbudzić emocje i zaabsorbować, dzięki czemu czyta się ją łatwo i przyjemnie.

„Scarlet” na żadnym polu mnie nie zawiodła. Lekki styl pisania, wielowątkowość, wspaniali bohaterowie i oryginalna fabuła sprawiają, że nie da się przejść obok tej powieści obojętnie. Również narracja z punktu widzenia Cinder i Scarlet urozmaica lekturę oraz lekko burzy porządek wydarzeń, wprowadzając do akcji więcej dynamizmu. Dalej nie mogę wyjść z podziwu dla autorki, która potrafiła złączyć ze sobą dwie różne historie, które, jak się okazało, miały wspólną przeszłość, również dwa światy - Lunę i Ziemię, jak również baśniowość z wizją przyszłości. Dzięki temu wszystkiemu każdy znajdzie w tej pozycji coś dla siebie i będzie zachwycony, mogąc sięgnąć po tak wciągająca i pobudzającą wyobraźnię książkę. Muszę również na koniec wspomnieć o Thornie - wspaniałym bohaterze, wprowadzającym wiele humoru na karty powieści, który rozświetlił niekiedy ponurą atmosferę swoją ciekawą osobowością. Zrównoważył mi on wątek miłosny, który mimo iż opisany dość realistycznie, jakoś nie przypadł mi do gustu. Jak widać, nie pozostaje mi nic innego, jak polecić tę historię wszystkim fanom fantastyki i nie tylko, gdyż każdy może znaleźć w niej coś interesującego.


Cinder wypadła na korytarz, głośno waląc w podłogę metalową stopą.
Kiedy wyszła, Thorne gwizdnął cicho.
- Wiem, wiem. Wydaje się trochę... – zrobił zeza i zakręcił palcem koło ucha – ale po jakimś czasie człowiek uznaje, że to nawet urocze.”


Moja ocena 8/10

Tytuł: Scarlet
Seria: Saga Księżycowa
Autor: Marissa Meyer
Ilość stron: 496
Wydawca: Egmont
Data premiery: 2013-05-08


O autorce:
Marissa Meyer mieszka wraz z mężem i trzema kotami w miasteczku Tacoma w stanie Waszyngton. Jest fanką dziwaczności. Baśnie uwielbia od dzieciństwa. „Saga księżycowa” to jej debiut, choć jak sama mówi, ma niezłą kolekcję powieści niedokończonych.




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Egmont, za co serdecznie dziękuję ^^


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...