niedziela, 21 października 2012

Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy - Janet Evanovich


„Zakręcona łowczyni nagród”


Stephanie Plum jest bez pracy, pozbyła się już jakiejś połowy mebli i mieszka sama z chomikiem o imieniu Reks. Na dodatek windykator zajmuje jej samochód, a matka zaczyna bawić się w swatkę, mimo że wiadome jest, iż zakończy się to sromotną klęską. By zdobyć pieniądze Stephanie przyjęłaby praktycznie każdą posadę, oczywiście poza pracą telemarketera i pomocnika hycla. W ten oto sposób ląduje u swojego kuzyna Vinniego, u którego rozpoczyna pracę łowczyni nagród, pomimo iż początkowo miała zamiar zająć się tylko papierkową robotą. Wybiera zlecenie i postanawia odszukać Josepha Morellego. Ale to nic osobistego, on ją tylko wykorzystał na podłodze w cukierni, zaś ona prawie go przejechała. Lecz to było dawno temu. Teraz zaś dysponuje wieloma przydatnymi narzędziami, nosi broń w torebce i jest zdeterminowana jak nigdy. Niestety ma również niesamowity talent do pakowania się w kłopoty i wkurzania najmniej odpowiednich ludzi.

Stephanie jest osobą raczej nieogarnięta i nieuporządkowaną. Ciągle wpada w jakieś dziwne sytuacje i ma niewyobrażalnego pecha. Przy niektórych akcjach uwidaczniała się również jej naiwność, która była częstym powodem śmiesznych wydarzeń. Jednak mimo to chce być samodzielna (choć nie zawsze jej się to udaje) i stara się jak może osiągnąć raz wymierzony cel. Ze szczególnym uporem szuka Morellego, gdyż nie tylko ma na niego zlecenie, a również strasznie działa on jej na nerwy. Tak oto staje się łowczynią nagród z kajdankami i bronią w torebce oraz zerową wiedzą, jak z nich korzystać. Powoli zaczyna uczyć się swojego nowego fachu i małymi krokami zbliża się do rozwiązania zagadki związanej ze sprawą Josepha. Oczywiście panna Plum nie byłaby sobą gdyby po drodze wszystkiego nie pomieszała, wplątując się jednocześnie w jakąś strasznie śmierdzącą sprawę.

- Zrobiłaś już coś? Sprawdziłaś jego mieszkanie?
- Nie było go tam, ale miałam szczęście i znalazłam go w mieszkaniu przy State. Właśnie odjeżdżał.
- I co?
- Odjechał.
- Cholera – syknął Komandos. - Czy nikt ci nie powiedział, że powinnaś była go zatrzymać?
- Poprosiłam go żeby pojechał za mną na policję, ale odpowiedział, że nie chce.”

W trakcie rozwoju akcji główna bohaterka poznaje coraz to nowe osoby, a każda z nich jest coraz bardziej oryginalna. Kreacja postaci według mnie jest świetna. Każdy bohater jest inny, odznacza się indywidualnymi cechami i potrafi zaskoczyć. Nawet postacie epizodyczne, których przecież i tak nie poznamy, wprowadzają zabawny ton do powieści. Osoby na które polowała Stephanie lub z którymi się tylko zetknęła, zazwyczaj wywoływały uśmiech na twarzy czytelnika. Te zróżnicowanie osobowości, czasami zaś wyolbrzymione wręcz pewne cechy również dokładały historii wielką dawkę humoru. Jednak najważniejsze były zachowania głównej bohaterki, która bez zastanowienia mogła wkopać faceta do zamrażarki z dwoma trupami, bądź też zjeść śniadanie z uciekinierem i czuć się bezpiecznie. Pokręcona kobieca logika jest widoczna na pierwszy rzut oka i jeszcze bardziej komplikuje wszystko w co zamieszana jest Stephanie.

- Jeżeli mam gdzieś iść, to pójdę goły.
Wyciągnęłam kajdanki i zatrzasnęłam mu na nadgarstkach.
- Brutalność policji!
- Przykro mi pana rozczarować – wtrąciłam – ale nie jestem gliną.
- Więc kim?
- Łowcą nagród.
- Brutalność łowców nagród!

Historia opowiada o losach nieco zakręconej Stephanie Plum, która dla pieniędzy zaczyna polowanie na pewnego szczególnego faceta. W międzyczasie oczywiście może wziąć jakieś mniejsze, prostsze zlecenia, jednak to nie one są istotą tej powieści. Fabuła jest interesująca, zaciekawia czytelnika już od pierwszych stron. Może nie jest tak, że ciągle coś się dzieje, niemniej Stephanie ciągle trafia na nowe poszlaki, pakuje się w inne kłopoty i doprowadza do coraz to ciekawszych i zabawnych sytuacji. Opowieść ta zaskakuje, mimo nielicznych zwrotów akcji, a to za sprawą właśnie bohaterów, o czym wspominałam wcześniej. Powieść czyta się przyjemnie, narracja prowadzona jest pierwszoosobowo, przez co utożsamiamy się z główną bohaterką i widzimy wszystko jej oczyma. To pozwala lepiej zrozumieć motywy działania Stephanie i jej tok myślenia oraz pomaga wybaczyć jej niektóre rzeczy.

„Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy” jest książką, która dostarcza wiele rozrywki i poprawia nastrój praktycznie momentalnie. Wywołuje uśmiech na twarzy bądź też napady śmiechu. Tę powieść wręcz połknęłam i z pewnością sięgnę po kolejne części. Stephanie zyskuje sympatię, jej życie jest naprawdę ciekawe i pokręcone, wszystko to zaś jest opisane bardzo humorystycznie. Tej zabawnej historii na pewno łatwo nie zapomnę, a ciekawość związana z dalszym rozwojem akcji nie pozwoli za długo zwlekać z decyzją zaopatrzenia się w następne tomy. Opowieść o początkującej łowczyni nagród jest wciągająca i nie brakuje jej uroku. Serdecznie polecam tę pozycję wszystkim gustującym w komediach i szukających świetnej i trochę komicznej powieści, która umili czas i oddali od codziennych trosk. Naprawdę warto sięgnąć po tę lekturę, dlatego szczerze do tego zachęcam!


No dobra, kogo niby próbowałam oszukać. Rozważałam kradzież samochodu Morellego. Nie, nie kradzież, poprawiłam się w myślach. Zarekwirowanie.”


Moja ocena 9/10


Tytuł: Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy
Seria: Łowca nagród Stephanie Plum
Autor: Janet Evanovich
Ilość stron: 354
Wydawca: Fabryka słów
Data premiery: 2012-03-02



Książkę mogłam przeczytać, dzięki uprzejmości Księgarni Gandalf



____________________________________


Łaaaa... to już mój dwusetny post *.* Sama nie sądziłam, że będę miała tyle chęci. by tutaj pisać, a tu taka niespodzianka ^^

wtorek, 16 października 2012

Najeźdźcy - John Flanagan


„W pogoni za piratami”


Hal wraz z drużyną Czapli udowodnili na co ich stać, nie poddali się i wygrali. Jednak ich chwała nie trwała długo, gdyż na ich straży została skradziona najcenniejsza skandyjska relikwia. To Czaple, które stały tej nocy na warcie są za to odpowiedzialne. Powinny przez to stracić łódź i resztę swego mienia, ich drużyna nie ma już prawa istnieć, zawiedli całe swoje miasto, nie, cały kraj. Jednak chłopcy wyruszają w czasie sztormu na pełne morze w pogoni za piratami. Są zbiegami. Mają szansę na oczyszczenie swojego imienia., muszą schwytać madziarskiego pirata Zavaca, odpowiedzialnego za kradzież. Jednak nie będzie to proste. Wzburzone wody, „Kruk” z dobrze wyszkoloną liczną załogą, nie są przeszkodą łatwą do pokonania. Tymczasem Czaple liczące niewielu członków wraz z Thornem chcą dokonać rzeczy niezwykle trudnej, by odzyskać swe dobre imię w skandyjskiej ojczyźnie. Mimo młodego wieku, swą pomysłowością, sprytem i szybkością mają szansę na odebranie Andomalu z rąk chytrych piratów.

Znów spotykamy tych samych bohaterów, a raczej ich garstkę. Dopiero jakoś w połowie powieści pojawiają się nowe postacie, gdyż wcześniej, drużyna Czapli albo znajduje się na pełnym morzu albo zwyczajnie odbywa trening w odosobnieniu. Mimo wszystko niektórzy z nich się zmienili. Szczególnie Stig, który nie wpada już tak łatwo w gniew oraz Hal, który jest coraz lepszym skirlem. Na dodatek Ulf i Wulf wiecznie skłóceni bliźniacy, zaczynają uszczuplać swe spory! Oczywiście nie ciągle, a tylko na morzu, gdyż taki był rozkaz, ale jednak to wielki postęp. Ingvar jak zawsze pełen zapału, stara się jak może, mimo swego bardzo słabego wzroku. Stefan i Jesper pojawiali się rzadziej, niemniej jak Jesper wkraczał do akcji musiało to oznaczać jakąś rozrywkę. Edvin zaś skrywa się jak zawsze w cieniu. Pozostaje Thorn, który po prostu kocha narzekać i choć by tego nikomu nie przyznał, troszczy się o chłopców.

Mimo że była ku temu okazja, to bohaterowie nie zostali wyraźniej nakreśleni, a wręcz przeciwnie, coraz mniej można o nich powiedzieć. W większość po prostu mają jakiś kilka przypisanych cech, poza tym zaś stali się w pewnym sensie bezosobowi. Oczywiście nie wszyscy, jednak pod tym względem, jest gorzej niż w poprzedniej części. Pojawia się w pewnym momencie kilka nowych postaci, ale z nich wszystkich zainteresowała mnie jedynie Lydia, silna, piękna i samodzielna dziewczyna. Zapamiętać też trzeba pewnego chłopca, który tak naprawdę tylko potrafił się sprzeciwiać i generalnie jedynie zazdrościł Halowi umiejętności taktycznych. Kreacja postaci niestety nie zadowala, tylko pewne wartościowe zachowania i postawy jakie wykazują chłopcy, odwracają od tego uwagę. Bohaterowie są zżyci, polegają na sobie nawzajem i obdarzają się wielkim zaufaniem, mimo iż czasami trochę marudzą. Są oddani i naprawdę cenią sobie przyjaźń, są waleczni, odważni i gotowi pomóc innym.

- Eee... w takim razie mamy problem – odezwał się Jesper, podnosząc do góry rękę. - Ja nie pływam. Ja tonę. (…)
- Ale ja pływam. I będę ci towarzyszył.
- Wspaniale – odparł Jesper sarkastycznie. - Będziesz mógł patrzeć jak idę na dno.”

Fabuła również według mnie jest gorsza w porównaniu z pierwszym tomem. Jest całkiem ciekawa, jednak spodziewałam się czegoś więcej, a napotkałam za dużo zbędnych opisów, przez co nie było mowy o płynności akcji. Tak naprawdę niewiele się zmieniło w ciągu czasu opisanego w powieści, akcja nie poszła naprzód i zastanawiam się czy kolejna część będzie podobna do tej. Bohaterowie znaleźli się w nowej sytuacji, gdzie musieli walczyć i byli narażeni na coś więcej niż parę siniaków, niemniej bardziej interesująco zaczęło się robić dopiero w drugiej połowie książki. Niespodzianką dla mnie było wprowadzenie wątku miłosnego, lecz niestety w zależności od rozkwitu akcji, może z tego powstać kolejny trójkąt miłosny, co mam nadzieję, jednak się nie stanie. Co prawda pozycja ta byłą interesująca, opowiadała nadal o losach przedziwnej, aczkolwiek wytrwałej drużyny, która ma wiarę, możliwości, spryt i zręczność i może poradzić sobie z wieloma trudnościami, niemniej uważam, ze poziom zauważalnie spadł.

„Najeźdźcy”są lekką lekturą, pokazującą jak ważna jest przyjaźń i to by nie poddawać się w nawet tragicznej sytuacji. Pozytywny odbiór lektury zapewnia też humor, który jest nieodłączną częścią tej powieści. Sięgając po tę książkę należy nastawić się raczej na rozrywkę. Ponadto seria ta skierowana jest do młodzieży, wyczula na wartość niektórych rzeczy, natomiast historia może czasem wydawać się banalna, jednak nadal ma ona swój urok. Styl pisania, tak jak w „Wyrzutkach” jest prosty i nie utrudnia czytania. Osoby, którym spodobała się pierwsza część „Drużyny” oraz fani drugiej serii tego autora „Zwiadowców” z pewnością powinni przeczytać tę powieść, gdyż powinna im się spodobać. Dla innych nie jest to już pozycja obowiązkowa, lecz i tak serdecznie zachęcam do tego, by dać szansę tej pozycji, gdyż mnie osobiście się spodobała i mam nadzieję, że również będą mieli podobne odczucia.


Można zmienić portki. Można zmienić zdanie. Ale pogody nie da się zmienić.”


Moja ocena 7/10


Tytuł: Najeźdźcy
Seria: Drużyna
Autor: John Flanagan
Ilość stron: 440
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2012-09-19



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^


wtorek, 9 października 2012

Klucz - Marianne Curley


Narastające konflikty”


Zakon Chaosu jest coraz silniejszy. Lathenia jest wciąż wściekła i planuje zaatakować z pełną mocą, wypowiadając ostateczną bitwę. Szalona bogini nie cofnie się przed niczym, jej armia jest straszna, a na tej wojnie stawką pozostaje kontrola nad wszystkimi ze światów. Członkowie Straży mają wielkie kłopoty, muszą ją powstrzymać i znaleźć zaginiony klucz, który pozwoli otworzyć zbrojownię w mitycznym Veridianie. Jednak nie dość, że z tym mają duże trudności, a ich szeregi są mniejsze niż Lathenii, to wśród nich ukrywa się gdzieś zdrajca. Narasta niepewność i nieufność, co nie sprzyja skutecznemu działaniu. Szczególnie Matt, przywódca, zaczyna wątpić w niektóre osoby. Zbliża się czas wypełnienia proroctwa, ostatecznej bitwy, a Strażnicy nie mogą być niczego pewni, dopóki nie okaże się, kto zdradzi ich w tej najczarniejszej godzinie. Jak to wszystko się zakończy, kto okaże się zdrajcą i czy Lathenia w końcu dopnie swego?

W Straży nie tylko ukrywa się zdrajca, zaufanie jest wartością, o której niektórzy zdają się zapominać. Matt nadal żywi urazę do swojej byłej dziewczyny Rochelle, a Ethan nie potrafi powiedzieć co czuje. Na dodatek Dillon zaczyna popadać w konflikt z Mattem. Sam Matt czuje się niepewnie w roli przywódcy, uważa, że nie powinien nim zostać, szczególnie, iż nadal nie odnalazł swych mocy, a czas bitwy zbliża się nieubłaganie. Jego rozterki są zrozumiałe i widzimy, jak zaczyna powoli zmieniać się w odpowiedniego przywódcę. Rochelle również czuje się niepewna, jednak nie jest to związane bezpośrednio z misją, a uczuciami, którymi obdarzyła wyjątkową dla niej osobę. Zasmuciło mnie, że nadal ten wątek romantyczny nie jest rozwinięty, ani dobrze wykorzystany, gdyż mogłoby z tego wyniknąć coś ciekawego i czekałam na to już w poprzedniej części. Isabel jak zwykle o wszystkich się martwi i troszczy i chce pomóc swym przyjaciołom w potrzebie, jednak dręczy ją, iż komuś nie będzie mogła udzielić pomocy w najważniejszej chwili.

Mimo że wątek romantyczny Rochelle, nadal nie dostał za wiele czasu i rozbłysku, to pojawił się pewien nowy. Aczkolwiek nawet tutaj nie było mu poświęcone za dużo uwagi, gdyż ta powieść się zwyczajnie na tym nie skupia. Wszystko kręci się wokół bitwy. Choć również nie do końca. Najwięcej jest rozmyślań Matta i Rochelle, których oczami widzimy tę opowieść. Niestety Matt często irytował mnie tym swoim brakiem pewności siebie oraz nagłymi przebłyskami cech urodzonego przywódcy. Natomiast Rochelle, jest bohaterką, którą stosunkowo polubiłam i ciekawie było czytać opowieść z jej punktu widzenia, jednak nawet u niej czasami denerwowały mnie jej żale i rozterki. Niemniej nie przeszkadzało to szczególnie w lekturze, dlatego nie uważam, żeby był to jakiś wielki minus dla tej pozycji. Dzięki narracji, prowadzonej z dwóch różnych perspektyw, książką jest barwniejsza i więcej osób będzie mogło znaleźć tu coś dla siebie, co z kolei z pewnością jest pozytywną cechą historii.

Jak i w poprzednich częściach uważam, że fabuła jest interesująca, aczkolwiek czegoś jej brakuje. Sądzę, że jest zbyt przeciągana, niektóre wydarzenia są niepotrzebne, inne trochę sztuczne. I tak sądzę, że całość poprawiła się w stosunku do wcześniejszych tomów, jednak to nadal nie jest całkiem dobre. Lecz muszę przyznać, że tym razem czytaniu powieści towarzyszyło mi wiele emocji. Szczególnie końcówka niezwykle mnie wzruszyła i podwyższyła ocenę dla tej historii. Styl pisania autorki jest prosty i po prostu zwyczajny. Nie podnosi, ani nie zaniża oceny, gdyż jest przeciętny. Objętość lektury za to jest zadowalająca. Można spokojnie spędzić z nią kilka godzin, nie nudzić się, ani nie żegnać się z nią za wcześnie. Ponadto bohaterowie również byli całkiem sympatyczni, odznaczali się jakimiś ciekawymi cechami i reprezentowali coś sobą i swoim zachowaniem, mimo iż niektórzy byli czasami denerwujący.

„Klucz” uważam za dobre zwieńczenie trylogii. Wydaje mi się, iż jest to najlepsza część z tej serii i dzięki niej właśnie, będę ją miło wspominać. Ona najbardziej wpłynęła na mój stosunek do tego cyklu. Mogłaby to być wyjątkowa książka, lecz do takiej wiele jej brakuje. Okazuje się dobrą powieścią na nudne wieczory, gdy nie ma się nic do robienia. Postacie nie tylko zyskują sympatię, niektórzy z pewnością zostaną zapamiętani na długo i nie są w żadnym razie obojętni. Fabuła także ciekawa, pomysł sam w sobie fascynujący oraz popularny wśród czytelników temat podróżników w czasie. Całokształt wychodzi z pewnością na plus i sądzę, że warto zapoznać się z tą pozycją jak i całą serią, jednak nie są to utwory obowiązkowe i da się bez nich obejść. Polecam fanom podróży w czasie oraz osobom, które szukają zwyczajnej dobrej lektury, która zapewni miło spędzone chwile.


- Dillon, Arkarian, użyjcie skrzydeł i uciekajcie stąd!
Dillon potrząsnął głową. Neria, którą trzymał w ramionach, szybko słabła.
- Nie ma mowy. Chcesz ją mieć dla siebie. Chcesz zostać bohaterem.”


Moja ocena 7,5/10


Tytuł: Klucz
Seria: Strażnicy Veridianu
Autor: Marianne Curley
Ilość stron: 544
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2012-08-08



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^


czwartek, 4 października 2012

Monster High. Po moim trupie - Lisi Harrison


„Magnes na kłopoty”


RAD-owcy już wyszli z podziemia, a Lala może być spokojna i cieszyć się czasem spędzanym z przyjaciółkami. Jednak do domu z niezapowiedzianą wizytą wpada ojciec, który chce, by RAD-owcy chodzili do osobnej szkoły niż ludzie. Młoda wampirzyca nie może na to pozwolić i dlatego zgłasza Merston High do udziału w konkursie związanym z modą. Ma zamiar udowodnić ojcu, że potrafi coś osiągnąć! Jej przyjaciółka Frankie również przejmuje się losem szkoły, jednak ważniejsze dla niej chwilowo jest, by reprezentować szkołę w tym konkursie razem ze swoim chłopakiem, a jej rywalką jest Chleo, którą niełatwo pokonać. Na koniec Melody, która również należy do ich społeczności (choć na początku nie zdawała sobie z tego sprawy), zmienia swoje życie. A wszystko przez jedną małą prośbę siostry. Teraz dziewczyna znowu śpiewa, odkrywa, że to kocha, jest w zespole i poznaje nowego, interesującego chłopaka Granita, któremu chyba nie jest obojętna. Jedynie Jackson patrzy na to nieprzychylnym okiem i zaczyna mieć obawy, w końcu nie tak to wszystko miało wyglądać....

W Merston high zawsze wiele się dzieje i mimo iż można by pomyśleć, że to już koniec kłopotów, to choć są one na o wiele mniejszą skalę, nadal się pojawiają. Zbliżają się wakacje, a emocje uczniów rosną coraz bardziej. Wybory pary, która będzie prezentowała buty... niby błahe, ale właśnie od tego ma wszystko zależeć. Ponadto każdy ma swoje prywatne problemy, z którymi niekiedy musi uporać się sam i nikt mu w tym nie pomoże. Przyjaźnie, miłości szkolne, bunty i imprezy, o tym opowiada ta historia, choć w to wszystko wplątane są oczywiście potwory takie jak ghul, wampirzyca czy mumia. Mimo wszystko łatwo sobie to wszystko wyobrazić, choć trochę absurdu nietrudno znaleźć na stronicach tej powieści. Zwyczajne życie niezwyczajnych bohaterów, którzy są tacy jak my, tylko mają inne umiejętności bądź wygląd. Nikt nie jest idealny, każdy popełnia błędy, przez co niekiedy wydaje się, że wszystko zaczyna się sypać, jednak oczywiście da się to jakoś naprawić. A jak nie, zawsze można znaleźć jakieś inne rozwiązanie.

Bohaterowie z pewnością są specyficzni i oryginalni, Monster High oczarowuje wielobarwnością postaci. Nikt nie jest taki sam, spotykamy istoty o specyficznym wyglądzie i charakterze. Wampirzyca Lala np. jest wegetarianką, pojawia się też władcza Cleo, nabuzowana Frakie czy Jackson, który pod wpływem temperatur zmienia się w D.J. Hyde'a. Do tego kiedyś skryta Melody, teraz zaczyna błyszczeć na scenie, tutaj znalazła swoje miejsce i została zaakceptowana. W tej szkole nie ważne kim się jest i jak się wygląda, można zaistnieć i znaleźć prawdziwych przyjaciół. Ludzie i potwory chodzą na lekcje i ramię w ramię przeżywają szkolne wzloty i upadki. Oczywiście tam też są konflikty i kłótnie, w końcu to książka o nastolatkach, jednak wskaźnik tolerancji jest na bardzo wysokim poziomie. Właśnie dzięki ukazaniu tej przyjaźni, miłości, akceptacji oprawionej humorem, uważam, iż książka miała potencjał, który został znakomicie wykorzystany.

Fabuła jest o szkole Merston High, jej uczniach. Ciekawe wydarzenia, zabawne epizody, wzbudzające różne emocje wątki. Lekki język jakim posługuje się autora również ułatwia czytanie. Opisuje ona swą historię skrupulatnie, aczkolwiek jak na literaturę młodzieżową przystało, przystępnym i zrozumiałym językiem. Mimo iż jest to już czwarta część tej serii, Pani Harrison nadal potrafi zaskoczyć i zainteresować czytelnika. Wprowadza nowe wątki, kontynuuje stare, a niektóre sprawy mocno komplikuje. Generalnie nie mam tu żadnych zastrzeżeń, jednak jako że książka mnie wciągnęła i zaangażowałam się w losy bohaterów, to objęłam również stanowisko w niektórych sytuacjach i jestem zawiedziona tym, jak rozwija się związek Melody i Jacksona. Poza tym jednak sądzę, że fabuła utrzymuje poziom poprzednich tomów, jest fascynująca i często zabawna, dzięki czemu bardzo łatwo czyta się o kolejnych przygodach, dawno już poznanych postaci.

„Monster High. Po moim trupie” ukazuje, że bohaterowie i szkoła, o których czytamy po prostu muszą przyciągać wszelkiego rodzaju kłopoty. W trakcie lektury nie raz można się pośmiać, a uśmiech ciągle gości na twarzy odbiorcy. Jest to przyjemna, lekka lektura, która pokazuje nam prawdziwe więzi przyjaźni i nie tylko. Jak widać nie jest to tylko jakaś całkiem płytka młodzieżówka, a można znaleźć w niej problemy, które przeżywa każdy oraz rozwiązania, którymi często są po prostu nasi bliscy. Każdy z nas jest wyjątkowy! Ta powieść aż wykrzykuje te hasło na każdym kroku. Uważam, że nastolatkowie szukający dobrej i ciekawej lektury, powinni się w nią zaopatrzyć i poświęcić trochę czasu niesamowitym bohaterom. Ogólnie polecam tę powieść wszystkim zainteresowanym zabawną, lekką i pozytywną książką, która może z łatwością poprawić humor.


- Jeszcze nie czas na owacje – powiedziała. A więc nie była w stu procentach pewna wygranej. - Zaczekajcie chwilę na Deuce'a – dodała i poprawiła palcami ułożenie czarnej, gęstej grzywki. Wydęła lekko pociągnięte błyszczykiem wargi, jak gdyby pozowała przed niewidzialnym aparatem.
Billy przechylił się do Frankie i wyszeptał.
- Szkoda, że nie oglądam jej w telewizji.
- Czemu? - Zdziwiła się dziewczyna.
- Bo telewizor można wyłączyć.”


Moja ocena 8,5/10


Tytuł: Po moim trupie
Autor: Lisi Harrison
Ilość stron: 264
Wydawca: Bukowy las
Data premiery: 2012-09-05
 


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Bukowy Las, za co serdecznie dziękuję ^^


______________________________

Książkę można nabyć też w księgarni Gandalf

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...