poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Przebudzona - P. C. Cast + Kristin Cast


„Kiedy zło w końcu zostanie pokonane?”


Gdy Zoey wróciła z Zaświatów, wszyscy jej przyjaciele strasznie się ucieszyli. Jednak młoda Najwyższa Kapłanka, nie chce wracać do prawdziwego świata, a najlepiej czuje się na Wyspie Sgiach, gdzie nikt nieproszony nie mógłby się wedrzeć. Dziewczyna jest jeszcze młoda, a na jej barkach spoczywa zbyt wielki ciężar, ma ochotę na odrobinę odpoczynku, którego wręcz potrzebuje. Na Wyspie mogłaby zażyć trochę relaksu wraz ze swym przystojnym wojownikiem Starkiem, którego kocha, zaś wracając do Domu Nocy, znów musiałaby zmierzyć się ze straszną rzeczywistością i na nowo powziąć walkę ze złem. Tymczasem Stevie Rae nadal ukrywa swój związek z Rephaimem, który staje się coraz niebezpieczniejszy, od kiedy wrócił ojciec Kruka Prześmiewcy. Stevie ufa krukowi, ale ich tajemnicze skojarzenie może doprowadzić do katastrofy. Domowi Nocy wciąż zagraża niebezpieczeństwo ze strony Neferet i Kalony, lecz nieśmiertelni ostatnimi czasy w ogóle się nie dogadują.

Zoey po rozbiciu duszy już nigdy nie będzie taka sama – podobne zdania często pojawiały się w tej powieści. Jednak ja nie zauważyłam zbytnich zmian, gdyż ta dziewczyna ewoluowała, ze zwykłej nastolatki do mądrej przywódczyni, stopniowo w tych wszystkich częściach. Na tak młodej osobie polega wiele ludzi i wampirów, a ją to po prostu przerasta - musi za wcześnie dojrzeć. Reszta bohaterów również nie ma lekko, ponieważ wspierając Zoey znaleźli się w równie wielkich tarapatach jak ona. Zamiast śmiać się  i bawić na okrągło, muszą zachowywać się odpowiedzialnie i dojrzale, ryzykując swe życie by powstrzymać zło. W tej części kreacja postaci niestety trochę mnie zawiodła, gdyż wampiry, dobrze nam już znane, stały się bardziej szare i dało się je bez problemu opisać zbiorowo. Przez to trudniej jest zaangażować się w wydarzenia, lecz na szczęście niektórzy bohaterowie niekiedy przejawiają jakieś inne zachowania, dzięki czemu widzimy ich indywidualne cechy, które w ostatnich częściach zaczęły blaknąć.

Dziwne w tej pozycji wydało mi się to, że niewiele się w niej działo, a i tak była interesująca. Tak naprawdę wydarzenia z tej części były według mnie zbyt rozciągnięte, zbyt dokładnie opisane, ponieważ niewiele wprowadzają do ogólnego obrazu całej historii Domu Nocy. Mimo to książkę czytałam z zainteresowaniem i nie nudziłam się przy niej. Przy poprzednich częściach też było widoczne to, iż autorki chyba próbują napisać jak najwięcej części, choć mógłby spokojnie zmieścić plan akcji w mniejszej ilości tomów. Dzięki temu nieistotne sytuacje nie zawracałaby czytelnikowi głowy, który cały czas zafascynowany podążałby wraz z Zoey ścieżkami wyznaczonymi przez Nyks. W „Przebudzonej” nie ma za wiele zwrotów, zaskakujące wydarzenia również nie są zbyt często spotykane. Jednak akcja nie wlecze się, co jest z pewnością plusem, i co pozwala czytelnikowi szybko i sprawnie przejść przez lekturę.

W pierwszych tomach serii najbardziej irytującym aspektem książki był język – zbyt wulgarny, niekiedy sztuczny, odpychający i maskujący potencjał. Bardzo mnie cieszy fakt, iż w kolejnych częściach sposób pisania się zmieniał, a dosadne i nieprzyjemne słownictwo zniknęło ze stronic powieści. W „Przebudzonej” styl pisania autorek jest przystępny i miły w odbiorze, dzięki czemu nie skupiałam się tak bardzo na słowach, a na całokształcie historii. Narracja jest prowadzona pierwszoosobowo i trzecioosobowo, zależnie od postaci, na której w danym rozdziale skupiała się fabuła. Pierwszoosobowa narracja była spotykana tylko, gdy widzieliśmy świat oczami Zoey, zaś trzecioosobowa przy reszcie bohaterów (Stark, Rephaim, Stevie Rae, Neferet, Heath, Linda Heffer, Jack, Kalona). Takie rozwiązanie pozwalało nam dowiedzieć się co działo się w odległych od siebie miejscach, niezależnie od tego czy przebywała tam Zoey.

„Przebudzona” mi się spodobała i miło spędziłam z nią czas, lecz nie ukrywam, iż oczekiwałam, że będzie lepsza. Lektura nie jest bogata w wydarzenia i można by ją znacznie skrócić, a zapychanie luk niepotrzebnymi informacjami jest rzeczą zbędną. Myślałam, że w tej części coś się wyjaśni, jakiś etap będzie zakończony, ale spotkało mnie rozczarowanie, gdyż znaleźliśmy się znów w punkcie, od którego zaczynaliśmy. Zbyt długo już ciągnie się ta seria, lecz mimo to i tak sięgnę po kolejne części z nadzieją, że tym razem znajdę w nich jakieś rozwiązanie, a nie jeszcze więcej pytań i zagadek. Mimo to pozycja ta okazała się niezła, doprowadziła nawet do kilku uronionych łez. Nie byłam z pewnością obojętna na losy bohaterów, gdyż przygoda z nimi trwa już dość długo, przez co się do nich przywiązałam. Ósmy już tom „Domu Nocy” polecam fanom historii o Zoey, którzy towarzyszą jej już od kilku części oraz także osobom lubującym w tym gatunku, jednak inni nie odnajdą się w tym świecie.


„Zamknęłam oczy i wtulona w niego wypłakiwałam swój ból, żal i poczucie straty, aż pozostała jedynie miłość. Zawsze miłość.”


Moja ocena 6,5/10


Tytuł: Przebudzona
Seria: Dom Nocy
Autor: P. C. Cast + Kristin Cast
Ilość stron: 312
Wydawca: Książnica
Data premiery: 2011-02-22



Książkę otrzymałam od Grupy Wydawniczej Publicat, za co serdecznie dziękuję ^^

niedziela, 8 kwietnia 2012

W otchłani - Beth Revis



„Tu nawet nadzieja nie pomoże”


Siedemnastoletnia Amy bierze udział w misji, której celem jest zaludnienie nowej planety. Zgodziła się opuścić ziemię dla rodziców, bo wiedziała, że nie może bez nich żyć. Podróż miała trwać trzysta lat, a pasażerowie zostali w tym celu zahibernowani. Jednak coś poszło nie tak. Amy została obudzona za wcześnie, gdy statek jeszcze nie wylądował. Wnętrze „Błogosławionego okazuje się tylko nędzną imitacją życia na Ziemi, a Amy tam nie pasuje. Lecz musi tam zostać i dowiedzieć się dlaczego ktoś zaczął mordować ludzi poddanych hibernacji.  Najbardziej martwi się o rodziców, którzy również znajdują się w niebezpieczeństwie. Może się jednak okazać, że ona jest jeszcze bardziej zagrożona, gdyż na statku, podobnym do pułapki, wszyscy są podporządkowani władzy Najstarszego. Ludzie zachowują się nienormalnie, ich życie jest dziwne, a jedyną nadzieją dla dziewczyny może okazać się Starszy – trochę zbuntowany nastolatek, który ma przejąć władzę na statku po Najstarszym, jednak obiera inny punkt widzenia niż jego mentor.

Jak by to było obudzić się w przyszłości, gdzie wszystko jest zupełnie inne? I jak można się czuć, dowiadując się, że można już nigdy nie zobaczyć żadnego prawdziwego świata i być uwięzionym do końca życia na jakimś metalowym statku kosmicznym? Trudno byłoby na nie odpowiedzieć dokładnie, jednak pewne jest, że pogodzenie się z takim stanem rzeczy nie byłoby łatwe, zaś brak nadziei na ponowne ujrzenie nieba czy gwiazd byłby nie do zniesienia. Amy znalazła się właśnie w takiej sytuacji, choć tak naprawdę nawet nie chciała opuszczać swego świata. I co teraz z tego miała? Została uwięziona na jakiś durnym statku, gdzie żywność jest przetwarzana niezliczoną ilość razy, ludzie nie mają własnej woli, a Najstarszy jest despotycznym i przerażającym przywódcą, któremu nie da się przemówić do rozsądku żadnymi argumentami. Na dodatek jej kultura, Religi i wszystko co dla niej było rzeczywistością – tam jest tylko i wyłącznie mitem i bajką.

Książka ukazuje świat w nieodległej przyszłości oraz system totalitarny, który wkradł się nawet na statek „Błogosławionego”. Całe społeczeństwo jest pozbawione wolnej woli w bardzo drastyczny sposób – obywatele są faszerowani lekami, które odbierają im chęć życia, tak że stają się oni całkowicie bierni na otoczenie. W ten sposób Najstarszy podporządkował sobie wszystkich na statku. Władca nagina fakty dla własnych potrzeb, pokazuje w dobrym świetle Hitlera i rasizm, a poddani nie mogą poznać historii Ziemi i mają żyć tylko przyszłością. Według niego istnieją trzy przyczyny niezgody – różnice, brak silnego przywódcy, indywidualne myślenie – które trzeba wyeliminować. Przez to na statku wszyscy wyglądają prawie tak samo, a ludzie z jakimiś indywidualnymi cechami są wysyłani do szpitala, są uważani za nienormalnych, a jeżeli sprawiają kłopoty, są usuwani. Kobiety mają w tym samym czasie zachodzić w ciąże, przez co ogłaszane są Gody – przywódca całkowicie kontroluje społeczeństwo i nie chce doprowadzić do buntu lub chaosu oraz uważa, że dyktatura jest najlepszym rozwiązaniem.

Na początku nie potrafiłam zagłębić się w lekturze. Przez pierwsze sto (!) stron, pozycja ta niezmiernie mnie nudziła. Na szczęście potem nie była już ani trochę męcząca, wręcz przeciwnie byłam zafascynowana światem stworzonym przez Beth Revis i wszystkim co miało miejsce na stronicach powieści. Autorka przedstawia nam zaskakującą rzeczywistość, przez co na każdym kroku, gdy dowiadywaliśmy się czegoś nowego, mogliśmy być całkowicie zaszokowani. Świetnie też ilustruje porządek panujący na „Błogosławionym”, a zaczytany czytelnik nie jest w stanie oderwać się od tej pozycji. Z dostosowaniem się do stylu pisania pani Revis, nie ma najmniejszego problemu, odbiorca może poczuć tę książkę, a zwyczajne z pozoru zdania, wywołują silne emocje. W utworze następują liczne zwroty akcji, a rozwiązanie zagadki jest dla nas nieosiągalne do samego końca. Co prawda można się domyślić częściowej prawdy, ale tylko częściowej. Gdyby nie te sto stron początkujących powieść, książka byłaby po prostu świetna.

„W otchłani” okazało się bardzo dobrą pozycją, choć początkowo się tego zupełnie nie spodziewałam. Słaby start, który był dla mnie trudny do zniesienia, tylko uwypuklił pozytywne cechy dalszej części. Jestem pod niemałym wrażeniem dla autorki, która udostępniła nam pasjonującą opowieść o podróży w kosmosie i tyrani, która powstała na statku w przestrzeni kosmicznej, w obliczu wielkiego zagrożenia. Przedstawia nam niewyobrażalny obraz społeczeństwa, które wytworzyło się na tym niewielkim obszarze. Przy czytaniu najbardziej zdziwiła mnie wartość nadziei, której niewiele było na statku, a mimo to, która odgrywała wielka rolę w kierowaniu społeczeństwem. Co się dzieje z ludźmi bez nadziei? Nie mają po co żyć, a takie przypadki były spotykane na „Błogosławionym”. Nie ujrzeć nigdy prawdziwych gwiazd, słońca, nie oddychać świeżym powietrzem – nie jest to zbyt pozytywny obraz. Niestety przez to statek był pełen kłamstw, dążących do wywołania złudnej i nieprawdziwej nadziei. Zakończenie również nie zawodzi i jest zaskakujące oraz zachęca do sięgnięcia po kolejne części cyklu, co z pewnością zrobię i ja. Pozycję tę oczywiście serdecznie polecam, szczególnie fanom tego typu powieści, lecz także tym którzy chcą znaleźć w literaturze coś nowego i zaskakującego.


„- Będzie dobrze – powiedziałem z nadzieją, że mi uwierzy.
Z nadzieją, że sam uwierzę.”


Moja ocena 8/10


Tytuł: W otchłani
Autor: Beth Revis
Ilość stron: 392
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data premiery: 2011-03-21


Książkę otrzymałam od Grupy Wydawniczej Publicat, za co serdecznie dziękuję ^^



sobota, 7 kwietnia 2012

Happy Easter ! ^^

Wesołych świąt wielkiej nocy
Niech Cię w poniedziałek trochę zmoczy
Nie przejmuj się tym wcale
Bo to święto niebywałe
Niech zajączek cię zaskoczy
Niech się życie jakoś toczy
Żyj w radości bez zmartwienia
Nie bój się kurczaczka cienia
Zjadaj jajka smakowite
Niech nie będą całkiem zryte
Dziel się nimi przy posiłku
To niewiele jest wysiłku
              
Mówi kurczak do baranka
Z tego będzie pyszna grzanka
Chodźmy teraz, chodźmy już
Bo te święta są tuż tuż
Biegnie baran, biegnie zając
Biegnie kurczak przebierając
W koszu pełnym swych pisanek
Niosąc w rękach piękny wianek
A ten wianek jest dla Ciebie
Więc nie będziesz już żyć w biedzie
Sprzedasz wianek na bazarku
I se kupisz pół folwarku

Wszyscy spieszą na spotkanie
Jest tu wielkie zamieszanie
Ktoś zgubił koszyczek
I upuścił mały kamyczek
Dzieci są niepocieszone
Na twarzach uśmiechy wymuszone
Już zaczyna się płacz
Ale oto nadchodzi dzielna klacz
Zaraz za nią idzie miś
I przytuli kogoś dziś
Wszyscy weseli i radośni już są
I ze szczęścia wniebogłosy się drą






Czyli po prostu wesołych świąt… i żeby miś Cię przytulił ^^






Tris

wtorek, 3 kwietnia 2012

Wszystko przez Amandę - Piotr Rawicki


„A to dopiero kłopoty”


„Wszystko przez Amandę” opowiada historię o bliźniakach, zupełnie niepodobnych do siebie, które przeżywają niezwykłe przygody. Karol obwinia o wszystko zawsze swoją siostrę, lecz trzeba wziąć pod uwagę, że to naprawdę jej wina. Tym razem nieznośna bliźniaczka podaje swojej niani miksturę, która sprawia, że niczego niespodziewająca się kobieta – znika. By uniknąć kłopotów i z kilku innych powodów, rodzeństwo postanawia wypić ów dziwny napój i wyruszyć na poszukiwanie Nikoletty. Nagle dwójka bohaterów znajduje się w zupełnie innym świecie i poza znalezieniem zaginionej, musi sobie poradzić z wieloma przeciwnościami, które pojawiają się na ich drodze.


„Żarty żartami, ale w tym świecie wszystko stoi na głowie, motyle są wielkie i agresywne, truskawki przypominają melony, a tygrysy są mniejsze od myszy. Nawet mi się zrymowało. Nic nie kapuję. I jeszcze jakiś złodziej podpiernicza nam ubrania.”


Miejsce, do którego trafia Amanda i Karol, jest niezwykłe i dla nich niepojęte. Okazuje się, że prawdopodobnie przenieśli się do jakiegoś równoległego świata lub cofnęli się w czasie. Nie są z tego zbyt zadowoli, szczególnie że po pewnym czasie zaczyna doskwierać im głód. Gdy już może się wydawać, że nie jest tak źle, okazuje się, że oto trafili do świata zamieszkanego przez nienaturalne według nich istoty, porozumiewające się w innym języku i mieszkające w zupełnie odmiennych warunkach. Bezwłose i bezogoniaste stworzenia takie jak Amanda i Karol mogą nie być zbyt przychylnie przyjęte do tego grona.

Kłopoty zostały jak zwykle wywołane przez Amandę – co jest w końcu oczywiste. Dziewczynka, jak uważa jej brat, ma po prostu za dużo energii – „ma sto pomysłów na minutę, nikogo nie słucha i uważa, że zjadła wszystkie rozumy”. W przekonaniu Karola jest prawie diabłem wcielonym, który nic tylko zwala winę za swe czyny na niego. Karolek zaś - spokojny filatelista, marzący o popłynięciu na Kubę - pozwala siostrze na taką swobodę i nawet się nie przeciwstawia, gdy Amanda chce przepisać od niego zadanie. Ci bohaterowie nie mogliby być chyba bardziej różni, z czego wynika wiele ich waśni i przekomarzań. Innymi postaciami, o których warto wspomnieć są jeszcze ich rodzice: mama - maniaczka, występująca w telewizji i ojciec (niestety żadne z nich nie zwraca na swe dzieci żadnej uwagi).

O tej pozycji na pewno nie można powiedzieć, że jest nudna. Fascynująca, jednak również nie. Z reguły opisy są pomysłowe i bardzo ciekawe, aczkolwiek niekiedy spotkać można i  takie bardziej nużące lub za długie. Akcja nie wlecze się powoli, lecz też nie leci na złamanie karku, dzięki czemu czytelnik nie jest zalewany lawiną wydarzeń, za którymi nie sposób nadążyć. Niestety zwroty akcji są tej powieści obce, gdyż w niej zwyczajnie nie występują, jednak odbiorca mimo wszystko dość często jest zaskakiwany. Tworzy to obraz w miarę normalny i niewyróżniający się, gdyby nie to, że opowieść jest barwna i czyta się ją z ogromną dawką ciekawości.

Najbardziej nie spodobał mi się w tym utworze język naukowy, który według mnie w ogóle nie pasuje do tego typu powieści. Przez prawie cały czas autor posługuje się prostym i zrozumiałym językiem, przystępnym dla dzieci - do których skierowana jest ksiązka - i barwnie opisuje zaistniałe sytuacje, ale wprowadza niekiedy również fragmenty jakichś prac naukowych, czy rękopisów uczonych - co może pozostać w ogóle niezrozumiałe. Poza tym pan Rowicki miesza narrację, przechodząc od narracji pierwszoosobowej (oczami Karola – która szczerze mówiąc najbardziej mi się podobała), do trzecioosobowej, kiedy skupia się na przeżyciach innych bohaterów. Bywało to dla mnie uciążliwe, ponieważ wybijało z rytmu czytania, przez co niekiedy nie mogłam się wczuć w  sytuację bohaterów.

„Wszystko przez Amandę” jest zabawną lekturą i uważam, że jako lekka książka dla dzieci i młodszych czytelników, wypadła świetnie. Czytało się ją przyjemnie, szczególnie dzięki humorowi spotykanemu prawie na każdej stronie – np. Polacy najlepsi w wyścigach kosiarek… ale przynajmniej w czymś byli najlepsi. Mnóstwo fascynujących bohaterów takich jak zdrowo świrnięty chemik i żyjąca w swoim własnym świecie pani Basia (mama bliźniaków), bardzo urozmaica lekturę. W tej historii dorośli są przedstawieni jako jeszcze mniej rozważni od dzieci, które nieźle sobie radzą w tarapatach. Polecam tę pozycję oczywiście dzieciom i osobom, które chcą choć przez chwilę powrócić do świata marzeń i wyobraźni.


„- Co ty wyprawiasz?
- Nic. Burczy mi.
- Co ci robi?
- Kiszki mi grają marsza.
- Tak głośno? Nie możesz ich przyciszyć?
- Nie mam pilota.”


Moja ocena 8,5/10


Tytuł: Wszystko przez Amandę
Autor: Piotr Rowicki
Ilość stron: 272
Wydawca: W.A.B
Data premiery: 2011-07-07



Książkę otrzymałam od księgarni Matras, za co serdecznie dziękuję ^^


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...