środa, 21 września 2011

Inne okręty - Romuald Pawlak


„A co by było gdyby tej książki nie było?”


Romuald Pawlak urodził się w 1967 roku w Sosnowcu , gdzie obecnie mieszka. Pisarz zafascynowany w równym stopniu humorem spod znaku Monty Pythona i historią, zwłaszcza późnym średniowieczem i dziejami zakonów rycerskich, a także XVI-wieczną konkwistą oraz Epoką Wielkich Odkryć. Romuald Pawlak zadebiutował pod koniec lat 80-tych w tygodniku "Na przełaj".

„A co by było gdyby koń Pizzara się potknął?”
Wojna i honor, miłość i zdrada oraz niesamowite opisy walk to składowe wyjątkowej podróży w głąb alternatywnej historii upadku Imperium Inków!

Barwna, pełna przygód i niebezpieczeństw opowieść, w której bohaterowie walczą o wolność i miłość w świecie, gdzie nie wszystko jest tak oczywiste jakby się mogło wydawać…

Pierwsza próba podboju państwa Inków kończy się klęską. Francisco Pizarro pada w bitwie pod Saran, a konkwistadorzy zostają krwawo odparci. Nieliczni Europejczycy osiedli na wybrzeżu, ale Inkowie okazali się zdumiewająco odporni na pokusy zachodniej cywilizacji i próby nawracania.

Z Hiszpanii wyrusza potężna armada, by zniszczyć wrogów i rozstrzygnąć, kto będzie panował nad tą częścią Nowego Świata. Pedro de Manjarres, kapitan hiszpańskiej karaweli, ma szczególne powody, by się tej wojny obawiać. W jednym z inkaskich miast pozostawił swoją ukochaną, Indiankę Asarpay. Wojna może bezpowrotnie ich rozdzielić. Razem z armadą wyruszają rządni bogactw i przygód polscy szlachcice...

Tak naprawdę to niezbyt wiele wiemy o postaciach i jak dla mnie wszyscy byli do siebie podobni, jakby nie mieli odrębnych charakterów. Autor nie zagłębia się zbytnio w opisach bohaterów, a ich zachowania niczego znaczącego nie wykazują, przez co mamy przed sobą zwykłych ludzi bez jakiś cech własnych czy choćby przyzwyczajeń. Było to na pewno wielkim minusem tej ksiązki, gdyż czytało się o wiele gorzej, nie mogąc poznać osób, które przeżywały te „przygody”.

Fabuła była nieskomplikowana i nudna. Prawie nic się nie działo, a czytelnik nie umiał skupić się całkowicie na lekturze. Niestety nawet, gdy jakieś wydarzenie zdawało się już być ciekawe, to albo było opisane w sposób nie przyciągający uwagi, albo szybko się kończył, zastępowany kolejną dawką monotonni. Aczkolwiek niektóre sytuacje, a było ich niewiele, potrafiły skupić myśli odbiorcy na czytanym tekście, jednakże znów nie na długo.

Styl pisania autora także nie przypadł i do gustu. Otóż jak dla mnie w książce było za dużo zbędnych opisów, które tylko spowolniały czytanie. Co prawda lektura nie dłużyła się niemiłosiernie, jednak niezaciekawiony odbiorca też miał niejakie problemy z jej przeczytaniem. Pan Pawlak nie trafia do czytelnika i nie potrafi wciągnąć go w tamtejszą historię. Czytając, jesteśmy obojętni i nie pochłonięci. Poza tym w tej pozycji nie znalazłam emocji, które mogłabym odebrać. Jak już pisałam było mi wszystko obojętne i nie przeżywałam losów bohaterów, co przecież także wiąże się ze stylem pisania.

Podsumowując, nieciekawa pozycja z niewyraźnymi bohaterami i zbędne opisy. Nie umiem znaleźć w niej nic dobrego, nic co by mi się w niej nie spodobało. Byłam załamana musząc ją czytać, gdyż nudziła mnie, a ja chciałam ją po prostu zostawić. Na pewno jej nie polecam. Nikomu. Uważam, że lepiej można zagospodarować swój czas lub zwyczajnie sięgnąć po lepszą lekturę.

Moja ocena 1/10


Tytuł: Inne Okręty
Autor: Pawlak Romuald
Ilość stron: 368
Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica
Data premiery:2011-07-21


Książkę otrzymałam od Instytutu Wydawniczego Erica, za co serdecznie dziękuję :)


poniedziałek, 19 września 2011

Nieprzyjaciel Boga - Bernard Cornwell


„Wszystko się wali”


Bernard Cornwell to angielski pisarz, autor thrillerów i powieści historycznych, mieszkający na stałe w USA. W jego dorobku znajdują się rozmaite tytuły, ale największą sławę przyniosły Cornwellowi "Trylogia Arturiańska" ("Zimowy monarcha", "Nieprzyjaciel Boga", "Excalibur") oraz osadzony w czasach wojen napoleońskich cykl o przygodach Richarda Sharpe'a. Ceniony za umiejętności łączenia rzetelnej, popartej studiami, wiedzy oraz literackiej fikcji, Cornwell jest jednym z najpopularniejszych i najbardziej poczytanych anglosaskich autorów powieści historycznych. W dowód uznania dla jego twórczości, królowa Elżbieta II odznaczyła pisarza Orderem Imperium Brytyjskiego.

Artur nadal stara się bronić Brytani przed wrogami w imieniu swojego przyrodniego brata Mordreda pomimo, że coraz częściej mówi się o tym, iż nieudany wnuk Uthera nie nadaje się na Wielkiego Króla. Stawia czoła religijnej histerii, najazdom saksońskich wodzów, Cedryka i Aella i nielojalności w sercu Królestwa. Jego niezachwiana wiara w honor i chęć dotrzymania ślubów, by strzec tronu Mordreda, izoluje go nawet od jego najbliższych przyjaciół. Lancelot zatraca się w swojej nienasyconej ambicji, a Ginewra oddaje się kultowi Izydy.

Jedynym, który wie, co należy robić jest Merlin. Trzeba oddać Brytanię dawnym bogom, lecz to okaże się trudniejsze niż ktokolwiek może przypuszczać. Potrzeba do tego trzynastu Skarbów Brytanii, po które wybrać muszą się na Ciemną Drogę...

Nieprzyjaciel Boga jest drugą powieścią w Cyklu Arturiańskim ukazująca Brytanię w jej najciemniejszych czasach. Bez zbędnych upiększeń autor zaprasza czytelnika do świata, gdzie magia i druidzkie wierzenia walczą z nową wiarą – chrześcijaństwem, a dążenie do celu zawsze prowadzi, w rytmie szczęku mieczy, do rozlewu krwi...

Mamy do czynienia z tymi samymi postaciami co w poprzedniej części, jednak większość jest jeszcze bardziej irytująca. Artur w swoim zamiłowaniu do sprawiedliwości, uczciwości i dotrzymywania ślubów, był aż fanatykiem i potrafił zdradzić swych przyjaciół. Ponadto był, jak dla mnie, hipokrytą, gdyż jego czyny powtarzane przez innych miały być ukarane (sam do tego doprowadzał), zaś to co on uczynił szło w niepamięć. Artur miał być postacią pozytywną, jednak nie tak ją odebrałam i wydawał mi się momentami gorszy od Lancelota i innych. O reszcie postaci raczej nie zmieniłam zdania, więc Lancelot nadal był tchórzem z wielkimi ambicjami, Ginewra niewdzięcznicą i kobietą pragnącą wszystkiego więcej oraz władzy, a Derfel był po prostu zwykłym włócznikiem o dobrym sercu.

Fabuła była co prawda obfita w wydarzenia, jednakże mieliśmy wiele przestojów w akcji. Tak naprawdę zaczęło się dziać coś ciekawego dopiero pod koniec ksiązki, gdy zostaliśmy zasypani wydarzeniami. Zaś na początku mieliśmy wiele opisów poczynań bohaterów, aczkolwiek mnie one nie zaciekawiły i sama nie wiem jak udało mi się przebrnąć przez tę książkę. Jak na te 560 stron mogło wydarzyć się o wiele więcej, a czytelnik mógł pochłonąć tę lekturą, lecz tak się nie stało.

Styl pisania autora był przystępy, ale coś i tak nie pasowało i spowalniało jeszcze bardziej czytanie. Bernard Cornwell nie używał żadnych archaizmów, co nie znaczy że pisał lekkim językiem. Była to zwyczajnie napisana opowieść, lecz nie potrafiłam wczuć się w klimat, który właśnie kolidował z jego stylem. Czasami nie odczuwało się w jakim czasie wszystko się odbywa, a działo się tak, ponieważ czytaliśmy historię napisaną w sposób, jakby ktoś opowiadał nam o dzisiejszych czasach.

Moim zdaniem książka była nudna i nie warta przeczytania. Traciło się z nią tylko czas, a wiem, że raczej nikt nie ma go w nadmiarze, a listy książek do przeczytania są bardzo długie. Dlatego mogę szczerze powiedzieć, że ten utwór można sobie jak najbardziej odpuścić i z czystym sumieniem przejść obok niego, nie oglądając się za siebie. Nie widzę nic w tej powieści co mogłoby stanowić jej plus. Bohaterowie, fabuła, język używany przez autora, nic z tego do mnie nie trafiło. Tak więc nie polecam i mówię po prostu: sięgnijcie po inne książki.

Moja ocena 2/10


Tytuł: Nieprzyjaciel Boga
Autor: Cornwell Bernard
Ilość stron: 560
Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica
Data premiery: 2010-09-21


Książkę otrzymałam od Instytutu Wydawniczego Erica, za co serdecznie dziękuję :)



_______________________________


Wiem, że chwilowo mogę mieć pewne zaległości w komentowaniu waszych blogów, a na razie niestety nie mogę na nie wejść. Jestem chora i nie ruszam się z łóżka, jednak musiałam napisać choć jedną recenzję, gdyż i tak jestem już siedem do tyłu, a będzie tego jeszcze więcej. Tak koło czwartku mam nadzieję, że będę już mogła zacząć nadrabiać zaległości i że w końcu coś zrobię ;)

sobota, 17 września 2011

Ostatni władca wiatru

Tytuł: Ostatni Władca Wiatru
Reżyser: Shyamalan M. Night
Obsada: Jackson Rathbone, Nicola Peltz, Dev Patel, Noah Ringer
Czas trwania: 103 min. 


Zobacz porywającą przygodę, opartą na znanym serialu Nickelodeon Avatar: Ostatni Władca Wiatru. Dołącz do Aanga, niezwykłego chłopca, który posiada niesamowitą moc. Przeżyj emocjonującą podróż po egzotycznej krainie, pełnej magicznych stworów i potężnych przyjaciół. Będąc Avatarem, tylko on ma szansę zakończyć odwieczny konflikt między czterema narodami: Powietrza, Wody, Ziemi oraz Ognia. Inspirująca historia i ekscytująca rozrywka dla całej rodziny!


Według mnie film zbytnio skupiał się na efektach specjalnych, zamiast na fabule. Tak naprawdę było niewiele akcji, a wątki nie były za bardzo rozwinięte. Przez to w niektórych momentach widz mógł nudzić się niemiłosiernie i szczerze mówiąc zastanawiać się o czym tak naprawdę te widowisko jest. Ponadto, skoro już skupiono się na efektach, mogli bardziej dopracować sceny walki, które wydały mi się zupełnie sztuczne i nierzeczywiste. Po przeczytaniu opisu spodziewamy się wielu przygód i zaciekawieni możemy zajrzeć do tego filmu, jednakże nasza ciekawość powoli wyparowuje, zastąpiona zwyczajnie znudzeniem.

Dobór aktorów również mnie nie zadowolił. Odgrywający poszczególne role w ogóle nie pasowali do swych postaci. To także strasznie psuło efekt, a ja na przykład nie mogłam się nawet przyzwyczaić do bohaterów i większość mojej uwagi skupiała się właśnie  na tym, zamiast wypatrywać jakiś ciekawszych fragmentów.

 „Ostatni władca wiatru” jest oparty na serialu, lecz fani kreskówkowego Anga powinni omijać ten film szerokim łukiem. Inaczej mogą poczuć się strasznie zawiedzeni,. Bohaterowie, scenografia i fabuła zostały bardzo zmienione, niestety na gorsze, a potencjał nie został w ogóle wykorzystany, co dało nam dość słabą produkcję filmową.

Podsumowując raczej nie polecam, mimo że nawet dało się oglądać. Jednakże odbywało się to bez wyraźnej przyjemności czy jakiegokolwiek celu. Z czystym sumieniem można odpuścić sobie tę, do szybkiego zapomnienia, przygodę awatara, gdyż nawet nie wiadomo o czym do końca miała być. Jedyną rzeczą, która mi się spodobała była ścieżka dźwiękowa, ponieważ została dobrze dobrana, aczkolwiek nie jest to wystarczający powód żaby obejrzeć tę „porywającą przygodę”.

środa, 14 września 2011

Córka pierworodna - Alexandra Ripley


„Po każdym upadku trzeba się podnieść”


Alexandra Ripley jest powieściopisarką specjalizującą się w romansach historycznych. Każda jej książka to bestseller zarówno dzięki wciągającej historii, jak i świetnie prowadzonej fabule, ale również doskonałej znajomości realiów. Autorka urodziła się na Południu Stanów Zjednoczonych, w Charlestonie kończyła elitarną Ashley Hall, następnie studiowała w Nowym Jorku. Ogromną zaletą „Córki pierworodnej” jest znakomicie wpleciona w romansowy wątek wiedza na temat dziewiętnastowiecznego Nowego Orleanu, historii miasta oraz zamieszkujących go ludzi – Kreoli, Murzynów, Kwarteronów, Amerykanów i Irlandczyków.

Mary MacAlistair wychowała się w Klasztorze. Wiodła spokojne i całkiem przyjemne życie aż do swych szesnastych urodzin. Wtedy bowiem otrzymuje od swej matki skrzynię, która zawiera klucz do tajemnicy pochodzenia jej rodziny. Dziewczyna decyduje się opuścić szkołę Klasztorną i wyjechać do Nowego Orleanu w poszukiwaniu swych bliskich. Jest niestety nieprzyzwyczajona do normalnego życia, nie zna żadnych obyczajów i jedzie bez żadnej wiedzy, a tylko z marzeniem i nadzieją dodającą jej sił. Naiwna i ufna co chwila wpada w straszne tarapaty, zaczynając od najsłynniejszego burdelu na Południu. Dopiero teraz poznaje smak prawdziwego życia. Jej gorzkie chwile, choć przeważające, przeplatają się i z tymi bardziej pomyślnymi, a młode dziewczę zaznaje wszystkiego co powinna i nie powinna dostać od życia każda osoba.

Mary jest inteligentna i otwarta, jednak na samym początku jej naiwność i zbytnia ufność najbardziej zwracają uwagę. Tak naprawdę wydaje się, że jest ona głupiutką, aczkolwiek dość odważną marzycielką, której celem jest zdobycie rodziny. Jej niektóre cechy po różnych przeżyciach zanikają lub się przekształcają. Ta szkoła życia, którą przeszła zamieniła ją w końcu w mądrą, dzielną i niezależną kobietę. Jej dobroć na szczęście się nie zmieniła, a próżność pozostała jej obca, dzięki czemu bardzo polubiłam tę bohaterkę. Poza nią niestety było niewielu, którzy odznaczaliby się takim charakterem, jednak to tylko dodawało realizmu, jako że świat nie jest pełen tak dobrych istot. Jako przykład można wziąć Jeanne, przyjaciółkę głównej bohaterki. Była ona otwarta, rozgadana i niezwykle próżna. Nie widziała prawie nic poza swoją osobą, bądź jej miłością, ona była najważniejsza. Była to chyba najbardziej irytująca postać w tej powieści. Valmont oczywiście także zasługuje na chwilę uwagi, zwłaszcza, że odegra niemałą rolę w życiu Mary. Jest postacią ciekawą i intrygującą. W pewnym sensie posiada dwie osobowości, i niekiedy zapomina, o tym mężczyźnie, którym jest naprawdę, a górę biorą stwarzane pozory. Był on postacią niezwykle ważną, gdyż to przez niego wynikło wiele ważnych zdarzeń.

Pozycja ta fascynuje, jednakże momentami może także odrobinę nudzić. Występują w niej widoczne, acz rzadkie przestoje w akcji, co mocno spowalnia fabułę oraz zmniejsza zaangażowanie czytelnika. Możliwe jednak, że nie ujmowało to do końca uroku tej lekturze, gdyż autorka w ten sposób także usypiała naszą czujność  i nagle, w którymś momencie odwracała całkowicie bieg wydarzeń. Do minusów jednak muszę zaliczyć to, że autorka pisała jakby mijały całe lata, a wprawdzie minęło o wiele mniej, co mnie trochę konsternowało, szczególnie że za dużo by się działo jak na tak mały okres czasu i wydało mi się to troszkę nierzeczywiste. Poza tym jednak historia Mary mnie urzekła i nie mogłam przestać o niej myśleć.

Pani Ripley bez problemu trafia do odbiorcy swego dzieła. Czytając o dalszych losach biednej dziewczyny łatwo było sobie wszystko wyobrazić i poczuć, jakby także przebywało się w Nowym Orleanie w dziewiętnastym wieku i przyglądało się tym sytuacjom na żywo. Zaangażowany czytelnik nie miał szans na wyrwanie się z tamtejszego świata przedstawionego i musiał, oczywiście chętnie, uczestniczyć w życiu, tak dobrze opisanym na papierze. Ta autorka potrafiła przelać wszystkie uczucia, żale i troski na stronnice tej powieści, dzięki czemu powstała naprawdę świetna lektura, wciągająca czytelnika w niezwykłe losy sieroty.

Nie byłam pewna czego mogę się spodziewać po „Córce pierworodnej”. Jednakże opis strasznie mnie zaintrygował i wiedziałam, że muszę tę książkę przeczytać. Zostałam zaskoczona i to bardzo mile zaskoczona. Pierwszy raz miałam do czynienia z romansem historycznym i trochę się obawiałam, że nie odnajdę się w takim gatunku. Na szczęście moje obawy okazały się niepotrzebne, a lektura ta trafia do moich ulubionych. Nie wszystkie książki da się naprawdę przeżywać, jednak największą zaletą tej właśnie powieści, jest to, że wywoływała u mnie bardzo silne emocje. Polecam na pewno fankom tego typu historii, jednak nie tylko, ponieważ i osoby niezaznajomione oraz nawet nie do końca przepadające za tego typu literaturą i tak powinny dać jej szansę i poznać życie dzielnej i silnej Marie.

Moja ocena 9/10


Tytuł: Córka pierworodna
Autor: Ripley Alexandra
Ilość stron: 472
Wydawca: Wydawnictwo MG
Data wydania: 2008-09-25


Książkę otrzymałam od portalu Sztukater oraz Wydawnictwa MG, za co serdecznie dziękuję :)

 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...