sobota, 3 listopada 2012

Jestem blisko - Lucyna Olejniczak


Kolejne tajemnicze zaginięcie”


Lucyna i Tadeusz odwiedzają znajomych w irlandzkim miasteczku New Ross. Mieszka tak ich przyjaciółka Marta wraz z córką Małgosią. To one opowiadają im tajemniczą historię Jane, która przeszło 100 lat temu również tam mieszkała. Dziewczyna ta zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach, po tym jak odmówiła ręki, zakochanemu w niej młodzieńcowi. Niestety chłopiec został oskarżony o morderstwo i skazany na śmierć, mimo że wina nie została mu udowodniona, śledztwo było prowadzone nieudolnie, a wyrok wydany na podstawie samych poszlak. Ciała dziewczyny nigdy nie znaleziono. Lucyna i Tadeusz, którzy uwielbiają tajemnice, postanawiają rozwiązać tę zagadkę. Pomaga im w tym gospodyni z córką oraz stary znajomy - pan Władysław. Przeglądają dokumenty tej sprawy, trafiają na pewien trop. Lecz nagle znika Małgosia, a nikt nie wie dlaczego i jak się to stało. Matka podejrzewa najgorsze, teraz wraz z gośćmi porzucają przypadek Jane i wyruszają na poszukiwanie córki, której sprawa wygląda dziwnie podobnie do tej sprzed stu lat.

Nikt się nie spodziewał, że grzebanie w starej sprawie dotyczącej morderstwa, może się tak skończyć. Matka jest zrozpaczona zaginięciem córki, mimo że początkowo uważa, iż nic się nie stało, sądzi że ta pojechała tylko w odwiedziny do Rogera (jej przyjaciela) do Dublina. Wszystko się zmienia, gdy zauważa, że bagażnik samochodu, którym miała jechać córka, jest zapakowany, brakuje tylko jednej rzeczy, dziewczyny, która miała tym autem pojechać. Lucyna i Tadeusz starają się jej pomóc, wspierają ją i wraz z nią prowadzą poszukiwania, gdyż policja zbyt dużo nie robi. Do szukania Małgośki dołącza się również pan Władysław, który wkracza do akcji ze swym wahadełkiem i dziwnymi runami oraz Roger, o którym wszyscy sądzą, ze jest tak naprawdę zakochany w Małgośce. Wszyscy starają się jak mogą, jednak czas upływa, a nie wiadomo w jakich warunkach znajduje się zaginiona, nikt nie chce też dopuszczać do siebie myśli, że może już nie niestety żyć.

Lucyna i Tadeusz są już starą parą, kobieta jest po pięćdziesiątce. Ale nadal nie zdecydowali się na ślub. Zaręczeni są, owszem, ale daty ślubu od bardzo dawna nie potrafią ustalić, coś stoi im na drodze, mimo iż bardzo się kochają. Znają się z Martą od dawna, a poznali się gdy jeszcze mieszkała w Polsce. Gospodyni z niej jest dobra, dba o swoich gości i zaplanowała wcześniej różne atrakcje na ich przyjazd, jednak wszystko wzięło w łeb. Nadal jest miła, lecz smutek tylko jej się dwoi, bo nie martwi się tylko stanem córki, ale również tym, że zepsuła urlop znajomym. Szuka pomocy wszędzie, nawet u pana Władysława, który jest całkowicie pewny swych paranormalnych mocy. Niemniej jest trochę ciapowaty, a większość jego wróżb spływa po wszystkich jak po kaczkach i to nie bez powodu, zazwyczaj po prostu nic one nie mówią. W poszukiwaniach pomaga też Roger, który angażuje się w to całym sercem, zamiast pracować, ponieważ Goha jest dla niego bardzo ważna. Nie można tez zapomnieć o kocie, który tęskni za swoją panią, bo zwyczajnie tylko ją lubił z całej tej gromady.

Ciekawych ludzi wystarczy spotkać raz, żeby chcieć zaliczać ich do swoich przyjaciół”

Wiele rzeczy pozostaje niewyjaśnionych, a poszukiwania dziewczyny są oparte na dość dziwnych metodach. Runy i wahadełko to oczywiście nie wszystko. Do tego dochodzą dziwaczne sny Lucyny, w których widzi krzyż ze złamanym prawym ramieniem bądź też pewną młodą dziewczynę oraz słyszy tajemnicze głosy (i to na jawie). Bohaterowie zwracają się o pomoc nawet do pewnego jasnowidza, który rzekomo rozwiązał już wiele podobnych spraw, dzięki swym nadprzyrodzonym zdolnościom. Nie można pominąć również czarnego kota, którego śledzili i pokładali w nim wielkie nadzieje. Nawet Tadeusz, który podchodził do wszystkiego co magiczne bardzo sceptycznie, zaczyna patrzeć na to z coraz mniejszym dystansem, mimo iż nadal nie da się do niczego całkowicie przekonać. Wróżby wskazują na wspólny mianownik dwóch zaginięć - Jane i Małgosi - te sprawy mogą, choć nie muszą, być powiązane. Na każdy dźwięk telefonu Marta podskakuje, ma nadzieję na jakieś wieści. Nikt już nie jest obojętny na losy jej córki, wszyscy starają się jakoś pomóc, rozwieszają plakaty i chwytają się wszystkich dostępnych środków.

Historia jest bardzo ciekawa i wciągająca. Szczypta magii nie tylko dodaje uroku, ale również pomaga utrzymać w ciągłym napięciu czytelnika. Tajemnicze wydarzenia, sekrety sprzed lat i współczesne zaginięcie, wszystko się ze sobą przeplata i intryguje. Pełno też tutaj zaskakujących wydarzeń i zwrotów akcji, które nie pozwalają oderwać się od lektury. Na dodatek wszystko to opisane jest z niewielką dawką humoru, która rozluźnia czasami atmosferę. Styl pisania autorki jest przystępny, potrafi zainteresować czytelnika i utworzyć pożądany klimat. Jedynym co mi przeszkadzało, to to iż niektóre dialogi wydały mi się sztuczne czy wymuszone, zazwyczaj te w których brała udział Marta. Mimo to książkę czytało się przyjemnie i nie trzeba było zmuszać się do kontynuowania lektury w żadnym momencie. Możliwe też, że brakowało mi tego klimatu irlandzkiego, gdyż nie wiem, czemu to wszystko tam się działo, skoro równie dobrze wydarzenia mogły mieć miejsce w Polsce, a nie wyczułoby się przy tym żadnej różnicy.

„Jestem blisko” jest lekturą, która nie zaciekawiła mnie tak od razu, jednak gdy już wciągnęłam się w wir wydarzeń, nie mogłam jej porzucić. Niemniej nie wiem czy pozostanie ona w mojej pamięci na długo. Czytając, przeżywałam ją, jednak chyba nie ma co do niej wracać. Jedyne co mnie nadal zastanawia, to czy to wszystko zdarzyło się przez przypadek, czy tak miało być i miało prowadzić do rozwiązania zagadki. Tej powieści nie da się przejrzeć na wylot, niektórych rzeczy oczywiście można się domyślić, aczkolwiek nie wszystkiego, przez co ciągle czyta się z zainteresowaniem i chęcią poznania prawdy. Ciekawe postacie, liczne zwroty akcji i intrygująca historia są wielkimi plusami tej powieści, dlatego też uważam, że warto po nią sięgnąć. Polecam ja wszystkim, którzy lubią tajemnice, niewyjaśnione historie lub szukają przyjemnej lektury na te ponure jesienne wieczory oraz mam nadzieję, że spodoba im się tak samo jak i mnie.


Władysław zajmował się wszystkim, co dziwne i tajemnicze. [...] Za każdym razem zaskakiwał nas czymś nowym, przyzwyczailiśmy się do tego, że najczęściej były to próby nieudane i taktowaliśmy je z lekkim przymrużeniem oka. […]
- Słuchajcie! - zawołała Marta. - A może on nam się przyda w poszukiwaniach śladów Jane? Któraś z tych jego metod może w końcu zadziałać.
- Taaak... - mruknął sceptycznie Tadeusz. - Zepsuty zegar też pokazuje właściwy czas dwa razy na dobę. ”


Moja ocena 8/10


Tytuł: Jestem blisko
Autor: Lucyna Olejniczak
Ilość stron: 304
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data premiery: 2012-10-04



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Prószyński i S-ka, za co serdecznie dziękuję ^^


_______________________________


Książkę można nabyć też w księgarni Gandalf


czwartek, 1 listopada 2012

Wiarołomca - Michael Scott


„To początek końca”


Sophie czuje się opuszczona i samotna. Jej brat patrzył na nią z nienawiścią w oczach, mimo że przez całe życie był jej najbliższy, tylko Joshowi potrafiła w pełni zaufać. Jednak on wybrał stronę doktora Johna Dee i wraz z nim oraz tajemniczą Virginią zjednoczyli siły. Sophie ma nadzieję go odnaleźć i wszystko wyjaśnić, nie chce go tracić. Lecz to oczywiście nie jedyny problem. Flamelowie umierają, pozostał im już tylko jeden dzień życia, mimo że wcześniej udało im się przetrwać przez ponad 600 lat. Na dodatek nikt nie wie gdzie podziali się Scatty, Joanna d'Arc, Saint Germain, Palomides i Szekspir, a trafili oni do strasznej krainy cieni, Danu Talis – zostali wezwani, by doprowadzić do upadku tej legendarnej wyspy. Na dodatek Billy Kid i Machiavelli przygotowują się do wypuszczenia setek potworów z murów Alcatraz, by zaczęły rozsiewać chaos na ulicach San Francisco. Zagłada ludzkości zbliża się wielkimi krokami, bliźnięta z przepowiedni rozdzieliły się, to początek końca. A jednak Sophie zamiast o tym, rozmyśla ciągle o swoim bliźniaku, musi go uratować.

Josh od kiedy rozpoczęła się ich niechciana przygoda, cały czas zazdrościł siostrze. To ona pierwsza doznała przebudzenia swych mocy, pierwsza nauczyła się władać żywiołem powietrza i to ona musiała go chronić. Bardzo mu się to nie podobało, jednak jego priorytetem było wspieranie jej. Gdy sam również dostąpił przebudzenia wiele się zmieniło, to wtedy zaczął być inny, cieszył się z tego. W ciągu podróży przestawał wierzyć Flemelom, dowiadywał się o innych bliźniętach, podejrzewanych o bycie tymi z przepowiedni... i które umierały. Nie chciał dać się wykorzystać i przez to wpadł w pułapkę i dał się omamić Johnowi Dee, który troszczy się tylko o siebie i już dawno wyzbył się człowieczeństwa. Skusiły go władza i potęga oraz iluzja, iluzja przez którą nie uwierzył swej siostrze, zwątpił w nią i wręcz znienawidził. Nadal ma wątpliwości co całkowitego zaufania Dee, ale to zapewne za mało. Szczególnie że ma szansę nauczyć się władać kolejnym żywiołem, po ogniu i wodzie nadchodzi dla niego czas na powietrze.

Sophie z kolei jest raczej tą rozsądniejszą. Również nie wie komu ufać i nie do końca wierzy Flamelom, jednak wie, iż oni nie chcą jej skrzywdzić. Dowiaduje się wielu ciekawych rzeczy, otrzymuje list od człowieka, który żył przed dziesięcioma tysiącami lat i jest zdumiona. Jest prawie w rozsypce, nie wie co robić. Decyduje, że jej najważniejszym celem, będzie znalezienie brata i ocalenie go. Mimo że opanowała już żywioły powietrza, wody i ognia oraz posiadła całą wiedzę Wiedźmy, to nadal nie będzie to proste zadanie. Musi wykazać się cierpliwością, której zwykle jej nie brakuje, jednak jeżeli chodzi o jej bliźniaka, to nie może usiedzieć w miejscu. Wszystko w co wierzyła okazuje się nieprawdziwe, nawet jej ciotka, jest kimś zupełnie innym. Sophie ma moc, lecz co jeżeli dojdzie do tego, że będzie musiała walczyć z bratem? Na to z pewnością nie jest przygotowana, ona tylko chciałaby wrócić do swego dawnego życia.

Dwoje są jednością, a jedność jest wszystkim.”

To już piąty tom przygód bliźniąt z przepowiedni. Jak tytuł serii wskazuje w fabule pojawia się słynny nieśmiertelny Nicholas Flamel, który wplątał dwójkę nastolatków w coś niezwykłego, a zarazem strasznego. Już od pierwszego tomu widzimy jego plany, jednak nie jest to temat główny, najważniejsze są bliźnięta. Sama historia jest bardzo ciekawa i nie sposób się od niej oderwać. Po przeczytaniu poprzedniej części nie mogłam się doczekać premiery „Wiarołomcy”, musiałam wiedzieć, co będzie dalej i nie zawiodłam się. Lektura ta jest pełna akcji i jej zwrotów, nie wiadomo co się może wydarzyć, gdyż zaskakuje na każdym kroku, zaś samo zakończenie mnie zszokowało i przez nie, będę z niecierpliwością wyczekiwać zwieńczenia tego cyklu - ”Wiedźmy”. Książka jest wciągająca, czyta się ją bardzo szybko. Styl pisania autora jest przystępny i sądzę, że poprawił się od pierwszej części, na dodatek w powieści nie ma już tak wiele opisów. Tym razem dzieje się o więcej niż w poprzednich częściach, a historia coraz bardziej się rozpędza.

W tej powieści wielką role odgrywają emocje, w końcu jak pokochać książkę, w której losy bohaterów są nam obojętne? Ponadto dzięki temu, iż nie jest to pierwszy tom, byłam już przywiązana do bohaterów. Jak można się domyślić, najlepiej utożsamiałam się z Sophie, bo była dziewczyną i odczuwałam to co ona. Natomiast Josh w tej części trochę mnie denerwował, ponieważ nie pojmowałam jak to jest, że Sophie, która opowiedziała się po dobrej stronie boi się o to czy postąpiła słusznie, a Josh który wybrał źle, uważa że zrobił to co powinien i jeszcze wini o wszystko siostrę. Było to dla mnie niezrozumiałe, wywoływało też falę negatywnych emocji do tej postaci. Jednak mimo to polubiłam bohaterów, zaś czarne charaktery stały się interesujące, na dodatek w większości przypadków nie wiadomo kto jest tym dobrym, a kto złym i czy nie jest czymś pośrodku, w końcu nic nie jest czarno białe. Świat zawsze jest nieprzewidywalny, nasz los nieznany, a w tej wizji ziemi chylącej się ku upadkowi, jest to bardzo wyraźnie podkreślone.

Podsumowując, książkę czytałam z wielkim zainteresowaniem i uważam, że jest to pozycja dla której naprawdę warto poświęcić swój czas. Znajdziemy w niej wiele bóstw, legendarne miejsca, bohaterów historycznych i postacie owiane tajemnicą. Do tego wszystkiego dochodzą aury, magia i wyobraźnia, powieść ma swój niewyobrażalny urok i czyta się ją z zapartym tchem. Teraz dochodzi coś na kształt podróży w czasie... niekiedy takie połączenie mogło by być porażką, gdyż byłoby wszystkiego zwyczajnie za dużo, lecz tutaj zdało to egzamin i dzięki temu każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Do tego oprawa graficzna również bardzo mi się spodobała. Kartki wyglądają, jak stare strony z pamiętnika i w każdej części mają inny kolor na brzegach. Do tego twarda intrygująca okładka. Pozycję tę polecam wszystkim fanom fantastyki, warto po nią sięgnąć i dać się wciągnąć w ten magiczny świat, który nie do końca jest bajkowy. Serdecznie zachęcam do lektury!


- Hmmm... - zaczął niepewnie. - Wszystko się może zdarzyć. Łódź może zatonąć, silnik może się zepsuć albo...
- Albo co? Z własnego doświadczenia wiem, że humani tylko marnują czas, zamartwiając się na zapas. Tak, łódź mogłaby zatonąć... ale najprawdopodobniej nie zatonie. Silnik mógłby wysiąść... ale prawdopodobnie nie wysiądzie. Moglibyśmy też zginąć od uderzenia pioruna albo...”


Moja ocena 9,5/10


Tytuł: Wiarołomca
Seria: Sekrety nieśmiertelnego Nicholasa Flamela
Autor: Michael Scott
Ilość stron: 336
Wydawca: Nasza Księgarnia
Data premiery: 2012-10-10



Książkę mogłam przeczytać, dzięki uprzejmości Księgarni Gandalf

poniedziałek, 29 października 2012

Kredens pod Grunwaldem - Agnieszka Tyszka

 
„Rycerz w adidasach, stary kredens i kot, którego nie ma”


Kornelia Goździcka jest uzdolnioną literacko licealistką, więc nauczyciele zaproponowali jej udział w pewnym konkursie, w którym ich zdaniem powinna wziąć udział i ma szanse na wygraną. Jednak dziewczyna nie jest zainteresowana tematem i raczej jest niechętna do podjęcia trudu związanego z dość szybkim napisaniem ciekawej pracy. Lecz to się zmienia po kolejnej kłótni jej znienawidzonego ojczyma i potulnej wobec niego matki, gdyż chce udowodnić na co ją stać. Ale nie wie jak się za to zabrać. Na szczęście z pomocą przychodzi jej współczesny rycerz w białych adidasach oraz stary zakurzony kredens, który był właśnie obiektem sporu między rodzicami. Dziewczyna musi poradzić sobie z postępującą chorobą babci, ciągłymi awanturami Remigiusza, skrajnie potulną matką, a w tym wszystkim musi znaleźć jeszcze czas dla Bitwy pod Grunwaldem. Kornelia ma zamiar rozpocząć nowy rozdział w swym życiu, nie chce już być cichą, skrytą licealistką, zapisującą tylko wszystkie swe myśli. Chce zmienić swe nijakie, monotonne życie.

Kornelia jest raczej cichą i niewychylającą się dziewczyną. Gdy ojczym po niej krzyczy, nie odzywa się, a jedynie w myślach potrafi się zdenerwować. W szkole również nie jest nazbyt popularna, mimo iż do nielubianych nie należy. Z kolei jej ojczym był według mnie przerysowany, nienaturalny. Ciągle tylko wrzeszczał, marudził i uważał siebie za pępek świata, nie miał szacunku dla nikogo innego, co sprawiało, iż był niezwykle irytującą postacią. Następnie matka Korneli, pani Mecenas, która nie przyjmuje sprzeciwu, jest stanowcza, jednak gdy w grę wchodzi jej mąż, jest potulna jak myszka. Dopiero Bibi, babcia głównej bohaterki, jest w tej rodzinie ciekawa, bardziej beztroska i sympatyczna. Kornelia spotyka również na swej drodze niezwykłego rycerza Roderyka, który w pierwszej chwili może wydawać się nieco dziecinny, biorąc udział w turniejach rycerskich organizowanych na drodze, niemniej okazuje się pozytywną postacią.

- Milcz jak do mnie mówisz! - zaapelował groźnie Remigiusz i cisnął jakimś przedmiotem o podłogę. ”

Sam tytuł zwraca uwagę. „Kredens pod Grunwaldem”, o co może chodzić? Po przeczytaniu wstępu można się domyślić, że wpływ na to miała praca literacka, a dokładniej scenariusz, który pisała Kornelia, a który miał być związany z tą właśnie bitwą. Następnie widać, że bohaterka stała się niedawno posiadaczką starego kredensu. A co on ma do rzeczy? Otóż wiele. Skrywa tajemnice jej babki, zabawy z dzieciństwa i wiele sekretów. Na dodatek za nim żyje kot, którego nie ma, a który raz wybawił Kornelkę z kłopotów w szkole. Ten mebel niekiedy był przedstawiany jak żywa istota, co nieco mnie zdziwiło i nadal niestety nie potrafię zrozumieć tego zabiegu, który wydał mi się niepotrzebny. Na dodatek opis kredensu pojawiał się moim zdaniem nazbyt często i tylko rozpraszał uwagę czytelnika oraz odciągał od lektury.

Początkowo nie potrafiłam wczytać się w tę powieść, gdyż styl pisania wydał mi się sztuczny. Nie pasował do nastolatki, a narracja pierwszoosobowa, świat widziany oczyma Kornelii nie pasował do języka jakim się posługiwała. Na dodatek niektóre sceny wydały mi się nienaturalne i wymuszone, przez co tylko miałam ochotę przerwać lekturę. Na szczęście później już się przyzwyczaiłam i nie przeszkadzało to w czytaniu. Sama fabuła jest zwyczajna, czasami zaciekawia, jednak nie skupia całkowicie uwagi czytelnika, zdaje się być przeciętna. Losy dziewczyny, która raczej niczym się nie wyróżnia, znajduje sobie chłopak i przeciwstawia się rodzicom, są generalnie znane. Jednak tekst pierwszoplanowy został urozmaicony o fragmenty scenariusza bohaterki, przez co poznajmy kolejną historię. Niemniej dla mnie nie było to plusem, gdyż sam scenariusz mnie nudził i przedstawiał się gorzej od głównej historii tej powieści.

„Kredens pod Grunwaldem” jest książką przeciętną, niewyróżniającą się wśród innych niczym szczególnym. Historia, którą poznaje główna bohaterka w celu napisania swej pracy oraz pobocznie o jej rodzinie, jest najciekawszą częścią tej pozycji, mimo że nie jest to temat główny. Na dodatek zakończenie jest raczej nijakie. Wyjaśnia tylko kilka spraw, a resztę omija, jako mniej ważne, bądź też niektóre rzeczy zostały rozjaśnione już wcześniej i nawet się nad niemi nie chciało zastanawiać. Nie miałam praktycznie żadnych problemów z tym utworem, miejscami byłam bardzo zainteresowana i dostarczył mi on rozrywki, jednak całokształt wypada całkowicie zwyczajnie i zapewne już nie będę wracała do niego pamięcią. Lekturę tę polecam jedynie młodzieży, która nie ma nic do roboty i nie chce się trudzić ambitniejszą lekturą, gdyż mimo wszystko i ta może przynieść relaks i rozluźnienie.


- Jesteś pijana, Matko Boska! - Mecenas niemal rwała włosy z głowy.
- Nie jestem Matka Boska, yk! - zapewniłam solennie.
- Mówi prawdę! - potwierdziła moje słowa Bibi.”


Moja ocena 5/10


Tytuł: Kredens pod Grunwaldem
Autor: Agnieszka Tyszka
Ilość stron: 224
Wydawca: Akapit Press
Data premiery: 2012-09-06



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Akapit Press, za co serdecznie dziękuję ^^


______________________________


Książkę można nabyć też w księgarni Gandalf

sobota, 27 października 2012

Dwa serca - Laura Summers


„Jak nauczyć się żyć”


Becky była bardzo chora, jednak na jej szczęście, znalazł się dawca i mógł zostać przeprowadzony przeszczep serca. Operacja okazuje się udana, a dziewczyna może zacząć na nowo żyć, chodzić do szkoły i nawet powrócić do biegania. Lecz nie opuszcza jej strach przed chorobą, przerażają ją wszelkie zarazki i to, że na powrót zostanie przykuta do łóżka. Na dodatek zmienia się. Lubi inne potrawy, nabywa inne nawyki, niemniej to mogłoby być nawet zrozumiałe. To co jest najbardziej niepokojące, to obrazy nieznanych miejsc i osób, z którymi z pewnością nigdy się nie widziała. Można by pomyśleć, że to wyobraźnia dziewczyny, ale co zrobić, gdy okazuje się, że to jest prawdziwe, że spotyka chłopaka, którego widzi pierwszy raz w życiu na oczy, a zna go doskonale i trafia do parku, którego zna wszystkie zakamarki, choć nigdy tam nie była? Wizje ją bardzo niepokoją, po prostu nie wie co to wszystko oznacza.

Główna bohaterka wiele przeszła, ostatnie miesiące spędziła praktycznie się nie ruszając. Jej powrót do szkoły jest niełatwy, a ona nie potrafi na nowo się zaaklimatyzować, szczególnie przez jej lęk przed zarazkami. Jednak jej chłodny i nierozumiejący stosunek wobec starych przyjaciół, był dla mnie denerwujący i początkowo nie tylko nie pojmowałam postawy Becky, ale również miałam do niej pretensje. Lecz nie można oczekiwać, że po operacji serca, osoba będzie taka sama jak wcześniej, szczególnie, że miała też niecodzienne problemy z wizjami. Mimo wszystko sądzę, że dziewczyna była silna, poradziła sobie z tym, co musiała utrzymywać na swych barkach i nie upadła pod ciężarem nowego życia. Inni bohaterowie zyskali moją sympatię, zwłaszcza Alice, inna dziewczynka po podobnej operacji, która nadal potrafiła cieszyć się życiem oraz Sam, niewyidealizowany chłopak, który mimo wszystko potrafił wspierać Becky, nawet jeżeli nie zawsze zdawał sobie z tego sprawę.

- Nie. To nie może być prawda – mówię, śmiejąc się krótko i z przymusem. - Nie Alice... Co z jej jazda konną? Chciała być instruktorką jazdy. Wszystko zaplanowała. Opowiedziała mi o tym.
- Doktor Sampson zrobił wszystko, co mógł, ale skończył nam się czas.”

Nie byłam pewna czego się spodziewać po tej lekturze, więc nie chciałam po nią sięgać, jednak jakoś się tak złożyło, że trafiła w moje ręce. Książka, którą miałam przyjemność przeczytać, opowiada o tym, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach, a przede wszystkim o tym, że należy korzystać z życia i czerpać z niego radość, a nie marnować siedząc i nic nie robiąc. Widzimy jak do głównej bohaterki zaczyna to docierać. Nigdy nie jest za późno, by zdać sobie z czegoś sprawę, by się zmienić i przeobrazić swój styl życia. Najważniejsze by zrobić to jak najlepiej się umie i nie żałować całokształtu swych działań. Dla naszej Becky tak naprawdę najtrudniejsze jest to, że aby mogła żyć, ktoś inny musiał zginąć. Aczkolwiek musiała pogodzić się z tym wszystkim i zostawić przeszłość za sobą, żyć teraźniejszością. Nie warto tracić czasu na zamartwianie się, lepiej spożytkować go naprawiając swoje błędy nowymi działaniami.

Pomysł na książkę jest całkiem ciekawy. Początek trochę mnie nudził, mówił o zwyczajnych rzeczach, jak szkoła, przyjaciele i wrogowie, dopiero potem, gdy doszły tajemnicze sytuacje łatwo było zostać wciągniętym w świat z powieści. Pozycja ta nie jest pełna akcji, nie skupia się na opisaniu jak największej liczby wydarzeń. Płynie powoli, widzimy skutki różnych działań głównej bohaterki, a na niektóre sprawy zaczyna padać trochę światła i w końcu znajdujemy ich rozwiązanie. Na szczęście nie nuży i generalnie zaspokaja ciekawość czytelnika. Najbardziej zwraca się uwagę na uczucia Becky i to jak stara się wziąć los w swoje ręce. Pierwszoosobowa narracja ułatwia zbliżenie się do bohaterki oraz zrozumienie jej myśli i postępowania. Książka napisana jest prostym językiem, lecz to nie przeszkadza w ładnym ujęciu treści i oddaniu wagi niektórych rzeczy.

„Dwa serca” zaskoczyły mnie i to zaskoczyły w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Nie sądziłam, że tak spodoba mi się ta książka. Przeczytałam ją bardzo szybko (i to nie tylko z powodu niewielkiej objętości) i nie mogłam się od niej oderwać. Przywiązałam się do głównej bohaterki i byłam przejęta jej losem. Pozycja ta dostarcza nie tylko rozrywki, ale też trochę emocji oraz pozwala postawić się w miejscu osoby, która nie miała tak różowo w życiu, nie dodając przy tym żadnych drastycznych scen. Książka skierowana jest w większości do młodzieży, lecz i starsi czytelnicy mogą się skusić. Polecam ją osobom lubiącym tajemnice, szukającym interesującej krótkiej lektury oraz tym, którzy nie potrafią cieszyć się życiem lub rozpamiętuję stare krzywdy, gdyż powinny to zmienić. Serdecznie zachęcam do lektury.


Do oczu napływają mi łzy, kiedy myślę, jak Alice przeżywała każdą sekundę tego czasu, który był jej ofiarowany. Nie mogę powiedzieć tego o sobie.”


Moja ocena 8/10

 
Tytuł: Dwa serca
Autor: Laura Summers
Ilość stron: 184
Wydawca: Akapit Press
Data premiery: 2012-09-21



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Akapit Press, za co serdecznie dziękuję ^^

 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...