Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Delirium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Delirium. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 maja 2013

Requiem - Lauren Oliver



Musisz ranić albo zostaniesz zraniony.”


Wszystko zmierza ku końcowi. Rewolucjoniści wzrastają w siłę, przygotowują się to walki. Natomiast AWD w końcu decyduje się na ataki na Głuszę. Wojna jest bardzo bliska i obie strony o tym wiedzą. Lena, jako członkini ruchu oporu, ma wiele wspólnego z tym konfliktem i nie zamierza siedzieć z założonymi rękoma. Jednak to nie jest jedyne jej zmartwienie, gdyż dziewczyna w tym samym czasie zmaga się ze swoimi uczuciami. Jest rozdarta pomiędzy Aleksem i Julianem, nie wie, co robić, walczy o swoje życie. Porzuciła już przeszłość dawno temu, jest kimś zupełnie innym, a jej myśli z pewnością nie zaprząta już była najlepsza przyjaciółka z czasów szkolnych. Niestety Hana nie może powiedzieć tego samego o sobie. Owszem, została wyleczona, żyje w luksusie, na który wielu nie stać, została sparowana z przyszłym burmistrzem i ma zapewnione dostatnie życie. Wydawać by się mogło, że to wspaniała perspektywa na przyszłość. Lecz to nie jest cała prawda. Z Fredem, swoim narzeczonym, wcale nie jest tak bezpieczna, jak jej się wydawało na początku. Również w jej umyśle ciągle pozostaje stara przyjaźń i poczucie winy. Choć także strach zagnieździł się w jej sercu, strach przed tym, że jej zabieg nie podział. Dziewczyny mają przed sobą jeszcze sporo decyzji, na dodatek nie wiedzą, iż ich drogi niedługo znowu się skrzyżują...

Nie przestaje mnie zdumiewać, że ludzie są nowi każdego dnia. Że nigdy nie są tacy sami. Trzeba ich ciągle wymyślać. Zresztą oni też muszą ciągle wymyślać samych siebie.”

Łatwo dostrzec zmiany, jakie zaszły w bohaterach. Najważniejsze chyba w Hanie i Lenie, z których perspektywy poznajemy tę historię. Już nie są, jak w pierwszej części, dziewczynami, które myślą o szaleństwach czy też o tym, jak się nie wyróżniać. Już nie są w szkole, nie są razem, przeżyły niejedno. Stały się kobietami. I to silnymi, o tym nie można zapomnieć. Hana, mimo iż wybrała życie według prawa przy boku Freda, nie ma łatwo. Nie poddaje się i widać, iż nie stała się takim zombie, jak reszta społeczeństwa. W Lenie natomiast zaszła diametralna przemiana, gdyż porzuciła ona starą siebie, strachliwą, nieśmiałą i niewychylającą się, która np. uciekłaby, widząc niedźwiedzia. Teraz jest inna, silna, bierze sprawy w swoje ręce i podejmuje ryzyko. Wie, że musi ranić, by sama nie została zraniona. Obie one dostały od życia w kość i właśnie to przeobraziło całkowicie ich charakter. Naturalnie nie tylko je to spotkało. Aleks, który zobaczył, jak Lena jest szczęśliwa z innym, po tym jak on musiał znieść tyle cierpienia... już nie jest sobą. Nie uśmiecha się, jest oschły, oziębły. Także Julian przystosowuje się do życia w dziczy. Ogólna kreacja bohaterów jest, jak dla mnie, wspaniała. Sylwetki postaci są wyraźnie zarysowane, ich przeszłość ma oddanie w teraźniejszości. Są realistyczne i naturalne, wnoszą wiele emocji.

Jak już wspominałam, książka napisana jest z dwóch perspektyw: Hany i Leny. Autorka nadal pisze w narracji pierwszoosobowej i trochę trudno było mi tak balansować pomiędzy tymi dwiema postaciami, mimo ich różnic. Pierwsze zdania każdego rozdziału trochę wybijały mnie z rytmu, musiałam się przyzwyczajać. Niemniej jednak takie przedstawienie historii było ciekawym zabiegiem. W ten sposób Lauren Oliver zestawiła ze sobą dwie rzeczywistości: Głuszę, świat uczuć i emocji, gdzie ludzie byli wolni, mieli prawo kochać, oraz świat oddzielony od tego grubym murem, w którym społeczeństwo poddawane było zabiegowi, uleczającemu ze wszelkich uczuć, gdzie miłość uznawana była za chorobę. Autorka świetnie to wszystko przedstawiła, a ten kontrast pokazał czytelnikowi jeszcze bardziej, jak wyglądała sytuacja w tych realiach. Na dodatek mieliśmy szansę poznać dwa punkty widzenia, co również było dobrym zagraniem. Także plastyczny styl pisania autorki wzmagał chęć czytania lektury. Pani Oliver tak mnie zaciekawiła, że nie mogłam oderwać się od tej pozycji i praktycznie ją połknęłam.

Może jednak szczęście wcale nie tkwi w wyborze. Może leży ono w iluzji, w udawaniu, że gdziekolwiek skończyliśmy, tam właśnie chcieliśmy być przez cały czas.”

Sama fabuła powieści potrafi podołać oczekiwaniom. Jedynie na początku jest spokojniej, można się trochę nudzić, lecz niedługo potem czytelnik zostaje wciągnięty do świata wykreowanego przez autorkę. Zauważyłam, iż akcja idzie ciągle tym samym rytmem, cały czas coś się dzieje, owszem, ale nie jesteśmy zalewani falą wydarzeń. Niemniej jednak to się zmienia jakieś kilkadziesiąt stron przed końcem. Nagle akcja niewyobrażalnie przyspiesza, co okazało się być dla mnie niemałym zaskoczeniem. Zostajemy wyrwani z rytmu, nie wiadomo kiedy wszystko się zaczyna i kończy. Możliwe, że w ten sposób lepiej została ukazana sytuacja Leny, która również nie spodziewała się, iż z dnia na dzień nagle wszystko się zmieni, po rutynie jej życia. Osobiście nie przeszkadzało mi to, a jedynie zdziwiło, sprawiło, że trudniej było mi pożegnać się z tą pozycją. W ten sposób dochodzę również do jeszcze jednego ważnego aspektu, mianowicie do zakończenia. Nie wyjaśniało ono za wiele, tak naprawdę wszystko pozostało jedną wielką niewiadomą. Brakowało mi czegoś w rodzaju epilogu, który wyjaśniałby sprawę. A tu nic, wszystko szybko się zaczęło, szybko skończyło, choć to dopiero nowy początek. Tak naprawdę pozostaje tu otwarta furtka, choć historia jest już zakończona, co wydało mi się dość dziwne. Taki brak swoistego zakończenia trochę mi doskwierał.

„Requiem” miało być finałem tej trylogii, a tak naprawdę nic do końca nie zamknęło. I mimo iż samo zakończenie mi się podobało, to te niedopowiedzenia trochę mnie drażniły. Ponadto jest jeszcze jedna rzecz, która mi się nie spodobała, lecz nie będę się o niej dużo rozpisywać. Był nią trójkąt miłosny. Lena, Alex i Julian... tak, relacje między tą trójką były skomplikowane. Bardzo nie lubię, gdy sprawy przyjmują taki obrót i to był, jak dla mnie, największy minus tej powieści. Szczególnie że w tej historii, jak na ironię, było najmniej uczuć, najmniej miłości. Lena z nikim nie była już tak blisko, odpychała Juliana, zaś Alex oddalał się od niej. Miała rozterki... to nie za bardzo pasowało mi do tej lektury. Aczkolwiek poza tym uważam, że książka ta jest dobra i warto ją przeczytać. Jest realnie przedstawiona i wciągająca, choć niestety stoi już o poziom niżej od pierwszego tomu. Polecam ją naturalnie wszystkim, którzy czytali dwie poprzednie części, w końcu nie należy tak urywać serii, na dodatek warto zapoznać się z dalszymi losami postaci. Tych, którzy jeszcze nie czytali nawet „Delirium”, zachęcam do nadrobienia tych zaległości. Cała seria, mimo iż przejawia charakter spadkowy, jest godna polecenia i nie powinno się przejść obok niej obojętnie.


Tu jednak nie chodzi o wiedzę, ale po prostu o to, by iść na przód. Wyleczeni chcą wiedzieć. My zaś wybraliśmy wiarę.”


Moja ocena 7/10


Tytuł: Requiem
Autor: Lauren Oliver
Ilość stron: 393
Wydawca: Otwarte
Data premiery: 2013-03-20




O autorce:
Ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago, potem przeprowadziła się do Nowego Jorku. Mieszka na Brooklynie, pisze wszędzie, ciągle i na wszystkim: i na notebooku, i na serwetkach. Poza tym uwielbia gotować, jest uzależniona od kawy i dodaje keczup do wszystkiego, nawet do kanapek z pomidorem. Jej literacki debiut „7 razy dziś” stał się międzynarodowym bestsellerem i został przetłumaczony na 21 języków.


I jeszcze taki cytacik <3


- Oko za oko.
- I cały świat oślepnie – dodaje cicho Coral.”



 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Otwarte, za co serdecznie dziękuję ^^


sobota, 24 listopada 2012

Pandemonium - Lauren Oliver


Witaj w ruchu oporu, Lena”


W świecie, w którym żyje Lena, miłość jest uznawana za straszliwą chorobę. Dziewczyna miała zostać poddana zabiegowi, lecz wcześniej zakochała się w Aleksie. Postanawiają razem uciec do Głuszy, jednak kończy się to tragicznie, tylko ona dostaje się tam, a ukochanego widzi po raz ostatni wraz z wrogiem, padającego na ziemię. Teraz jest inna, znowu jest w granicach miasta, ma nową tożsamość, podaje się za Lenę Morgan Jones, jest członkinią ruchu oporu. Nie wiadomo na jak długo, to wszystko na potrzeby niezwykle niebezpiecznej misji, której szczegółów niestety nie poznała. Wie tylko, iż musi obserwować Juliana, którego ojciec stoi na czele AWD, pod którym to skrótem kryje się Ameryka Wolna od Delirii. Początek może wydawać się spokojny, niemniej podczas spotkań AWD zdarzają się manifestacje, które mogą doprowadzić do tragicznych skutków. Najwyraźniej cierpienie Leny jeszcze się nie skończyło.

Pozycja ta jest drugą częścią „Delirium”, w której to poznaliśmy Lenę. Jednak teraz jest ona zupełnie inna. Widzimy jak mocno się zmieniła, jak to, czego się dowiedziała, na nią wpłynęło. Stała się twardsza, silniejsza, rozsądniejsza. Potrafi myśleć i planować, stara się nie postępować byt pochopnie. Na nieszczęście również jej beztroska i chwile radości, których i tak było niewiele, zniknęły. Ukazane w powieści jest też to, jak człowiekowi trudno jest sobie poradzić, po utracie bliskiej osoby, co i jak się przeżywa. Lena jest postacią bardzo rozbudowaną i realistyczną, nie da się zwątpić w to, że istnieje. Niestety kreacja pozostałych bohaterów nie jest już tak zadowalająca, gdyż zwyczajnie nie mamy kiedy ich poznać, a najwięcej czytamy tylko o niej, Raven (która i tak jest skryta) i Julianie. Reszta ma niewiele cech, jest prawie bezosobowa, wręcz robi za tło. Jednak pomimo to, nie można tego uznać za wadę, ponieważ właśnie dzięki temu jesteśmy w stanie tak bardzo skupić się na Lenie i jej uczuciach.

Ale dawna Lena również umarła.
Pogrzebałam ją.
Zostawiłam ją za tamtym ogrodzeniem, za ścianą dymu i ognia.”

O ile pierwsza część widocznie o wiele bardziej koncentrowała się na samej Lenie i jej związku z Aleksem, to teraz większą uwagę zaczyna skupiać całe społeczeństwo. Książka jest o tym, jak ludzie walczą o wolność, chcą odzyskać prawo do miłości i wyzwolić się od wszechobecnej kontroli władz. Ta antyutopijna wizja świata nadal zachwyca swą bezwzględnością i oryginalnością. Ruch oporu rośnie w siłę, rząd przestaje zaprzeczać jego istnieniu, rozpoczynają się manifestacje, a my widzimy, jak wszystko zaczyna się powoli zmieniać. Walki zaczynają być brutalne, do akcji wchodzą nowi działacze, a system zaczyna być poważnie zagrożony. Czy to wszystko może zakończyć się wojną? W pozycji tej widzimy świat bez miłości, jego konsekwencje i to, że nie jest idealny, choć teoretycznie do ideału dążył. Bitwa o wolność swoją i bliskich, nie tylko o miłość, uczucia, ale właśnie i o to, by móc decydować samodzielnie o swoim życiu.

Oto świat, w którym żyjemy, świat bezpieczeństwa, szczęścia i porządku, świat bez miłości. Świat, gdzie dzieci rozbijają sobie głowy o kamienne kominki i niemal odgryzają język, a rodzice są z a n i e p o k o j e n i . Nie na skraju załamania, szaleństwa czy rozpaczy. Niepokoją się – tak jak wtedy, gdy oblewasz egzamin z matematyki, jak wtedy, gdy nie rozliczą się na czas z urzędem skarbowym.”

Sam pomysł na książkę jest świetny i już zgromadził rzeszę fanów, czemu nie ma się co dziwić. Fabuła jest interesująca, tym razem jest więcej akcji, momentami czyta się z zapartym tchem i ma się potrzebę, tak potrzebę, żeby wiedzieć co będzie dalej. Niemniej zauważyłam, że niekiedy jakiś czas przed nastąpieniem danego wydarzenia, można je przewidzieć, nie od razu, ale jednak. Było to trochę denerwujące, choć dodawało również uczucia niecierpliwości, chęć sprawdzenia czy ma się rację. Samo zakończenie zaś, według niektórych wbija w fotel, a ja sądzę iż było wspaniałe, lecz i tak można było do tego dojść wcześniej bądź przynajmniej się nad nim głęboko zastanawiać. Styl pisania i język są łatwe w odbiorze, autorka pisze z dwóch perspektyw „teraz” i „wtedy”, zamieniając je co rozdział. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego zaburzenia chronologii, ale uważam, iż był to ciekawy zabieg, który urozmaicił lekturę.

„Pandemonium” przeczytałam w jeden dzień, od razu jak skończyłam poprzedni tom. Uważam, że są na podobnym poziomie, mimo iż rozbieżność ich tematów zaczyna być widoczna. Jednak i tak skłaniam się ku pierwszej części, ponieważ zwyczajnie brakowało mi Aleksa. Na dodatek nie rozumiem niektórych wyborów bohaterki, lecz to jest już związane z całkiem osobistym odczuciem braku sympatii do Juliana. Niemniej powieść jest świetna, czyta się ja szybko z lekkością i zainteresowaniem, nie mogąc jej w żadnym razie porzucić. Jestem poruszona i zaangażowana w losy Leny i będę z niecierpliwością oczekiwać kolejnego tomu tej kapitalnej serii. Uważam, że jest to pozycja obowiązkowa dla fanów antyutopii, walki o wolność i miłość. Osoby chcące przeżyć emocjonalnie powieść lub szukające znakomitej historii miłosnej, również powinny po nią sięgnąć. Serdecznie polecam.


Najlepiej od razu zacznij się przyzwyczajać – mówi cicho, ale dobitnie. - Wszystko, czym byłaś, ludzie, których znałaś, twoje dawne życie... odeszło. - Kręci głową i dodaje nieco mocniej: - Nie ma żadnego „przedtem”. Jest tylko teraz i to, co nastąpi potem.”


Moja ocena 9/10


Tytuł: Pandemonium
Autor: Lauren Oliver
Ilość stron: 376
Wydawca: Otwarte
Data premiery: 2012-10-03



O autorce:
Ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago, potem przeprowadziła się do Nowego Jorku. Mieszka na Brooklynie, pisze wszędzie, ciągle i na wszystkim: i na notebooku, i na serwetkach. Poza tym uwielbia gotować, jest uzależniona od kawy i dodaje keczup do wszystkiego, nawet do kanapek z pomidorem. Jej literacki debiut „7 razy dziś” stał się międzynarodowym bestsellerem i został przetłumaczony na 21 języków.



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Otwarte, za co serdecznie dziękuję ^^


czwartek, 22 listopada 2012

Delirium - Lauren Oliver


Wolność albo śmierć.”


Lena jest sierotą i żyje z ciotką Carol. Ma najlepsza przyjaciółkę Hanę, z którą kocha biegać i spędzać czas. Chodzi nadal do szkoły, zdała już zwyczajne egzaminy z fizyki i tym podobne, ale czeka ją jeszcze ewaluacja. Obawia się jak sobie poradzi, w końcu od tego zależy, jak zostanie sparowana i z kim spędzi resztę swojego życia. Na dodatek wielkimi krokami zbliżają się jej osiemnaste urodziny i tym samym leczenie. Już od sześćdziesięciu czterech lat miłość jest zaklasyfikowana jako choroba i leczona. Mówi się, że istnieją ludzie skażeni, mieszkający w Głuszy, poza granicami miasta. Lecz to tylko plotki. Lena od zawsze boi się tego. Głuszy, tego że zostanie skażona... jak jej matka. Wręcz z niecierpliwością oczekuje terminu leczenia. Deliria prowadzi do śmierci, rząd chroni przed nią, a Lena w to wierzy całą sobą. Jednak w pewnym momencie wszystko się zmienia. Dziewczyna uświadamia sobie, że żyła w kłamstwie oraz iż jak już się zachoruje, to nie ma odwrotu... ponieważ, nie chce się do niczego wracać.

Wolę umrzeć na swój sposób, niż żyć według waszego.”

Społeczeństwo jest pod ciągłym nadzorem rządu. Jeżeli zobaczy się chłopca z dziewczyną, nieleczonych, od razu ktoś wnosi donos, co może skończyć się albo przyspieszonym leczeniem, albo nawet zamknięciem w Kryptach. Wszyscy muszą uważać, czy nie są podsłuchiwani czy obserwowani. Co jakiś czas służby sprawdzają domy, czy nie czają się tam sympatycy, a wtedy przewracają wszystko do góry nogami. Zachowują się jak zwierzęta, czerpią z tego przyjemność. Teoretycznie robią to dla bezpieczeństwa obywateli. Jednak istnieje również ruch oporu. Tak zwani sympatycy, gdy zostają wykryci są zsyłani do podziemnego więzienia, by gnić tam do śmierci lub są traceni. Sympatycy pomagają Odmieńcom, zamieszkującym Głuszę. Nieleczonym, skażonym delirią, tą straszną chorobą. Oni uciekli by tam móc być razem. Dzieci na historii uczą się czego innego niż faktów, nie wiedzą kim są Odmieńcy, czym jest miłość i jak wyglądała wojna. Obywatele żyją w zwykłym zakłamaniu.

Pamiętaj, kocham cię. Tego nie mogą nam odebrać.”

Wizja przyszłości przedstawiona w powieści, nie jawi się zbyt różowo. Kiedyś miłość była rzeczą najważniejszą pod słońcem, jednak ludzie doszli do wniosku, że ich wyniszcza, zabija. Jej objawy są skrupulatnie opisane, rząd podejmuje dużo środków zapobiegawczych. To świat bez miłości, bez cierpienia, bez uczuć. Rodzice nie kochają swoich dzieci, a gdy spotyka je krzywda, nie troszczą się o nie, wszystko sprowadza się do chłodnej kalkulacji. Po zabiegu tracą dawne przyzwyczajenia i zainteresowania, są prawie jak zombie. Ludzie biorą ślub po ukończeniu nauki, zostają sparowani z osobami o podobnych wynikach i funduszach, a następnie rodzą dzieci w tym bezdusznym społeczeństwie. Wszyscy boją się miłości i w strachu przed nią podporządkowują się władzy. Tylko niewielka część ludności się temu sprzeciwia, niektórzy nie wiedzą nawet o ich istnieniu. Ci ludzie wierzą w miłość, zakosztowali jej i żyją naprawdę. Niestety w tym świecie nie da się żyć, trzeba go zmienić, inaczej społeczeństwo stanie się bezsilne wobec czegokolwiek.

T o m n i e z a b i j e, t o m n i e z a b i j e, t o m n i e z a b i j e. A l e m a m t o g d z i e ś.”

Lena, która się wychowała na surowym prawie, miała trochę bardziej barwne dzieciństwo, dzięki mamie, która ją kochała, urządzała skarpetkowe tańce i śpiewała. Dziewczyna jest wierna zasadom, wierzy w słowa świętej księgi SZZ, nie ma zamiaru się sprzeciwiać. Państwo ma nad nią całkowitą kontrolę. Jest szarą myszką, nie wyróżnia się. Jednak w niej żyją jakby dwie osoby, jedną od zawsze trochę ciągnie do sympatyków, chce powiedzieć nie, mimo uśmiechu. Wszystko zaczyna się od tego, ze mówi, iż jej ulubiony kolor to szary, zamiast zielony czy niebieski. Mimo że jest to strasznie błahe, wydaje się początkiem. Dziewczyna się zmienia, widzimy jak walczy ze sobą, z tym co zna, o czym słyszała i w co wierzyła, a co przeistacza się w wierutne kłamstwo. Sama nie wie co jest prawdą, to czego jej uczono od maleńkości lega w gruzach, a ona nie wie co robić. Ale musi być silna, wytrwała, zrozumie co się naprawdę dzieje i pozna prawdę. Nie jest to proste, lecz wykonalne z pewnością.

Ten kto skacze z nieba, może upaść, to prawda.
Ale może tez poszybować w górę.”

Pomysł na świat przedstawiony wydał mi się trochę nieprzystępny na samym początku, jednak gdy zaczęłam wgłębiać się w powieść, w uczucia bohaterki i zasady jakimi kieruje się ludność, nie mogłam oderwać się od lektury, zaczęłam ją przeżywać i rozważać. Bohaterów nie poznajemy wielu, najlepiej Lenę, jej najlepsza przyjaciółkę Hanę, która jest ciekawą postacią i Alexa. Trochę również jej rodzinę, w tym Grace, która jako jedyna skradła moją sympatię. Postacie są dobrze wykreowane, a walka wewnętrzna głównej bohaterki przedstawiona świetnie. Książka nie ma dynamicznej akcji, gdyż skupia się właśnie na Lenie, na tym co czuje, na systemie władzy i poznawaniu całej struktury świata. Styl pisania autorki zaś jest przystępny, idealnie wszystko obrazuje i przelewa emocje na papier, tak iż czytelnik nie może oderwać się od lektury i mimo że sam początek jest dość zwyczajny, to im więcej się o niej myśli, tym bardziej zaczyna się ją obdarzać ciepłymi uczuciami.

- Nie możesz być naprawdę szczęśliwa, jeżeli czasami nie bywasz nieszczęśliwa. Wiesz o tym, prawda?”

Po „Delirium” sięgałam z pewną rezerwą, mimo pierwszej ekscytacji wynikłej z wielu pozytywnych recenzji. Jednak było to całkowicie niepotrzebnie, bo książka mnie porwała w swoją rzeczywistość, przeżywałam ją i nie chciałam skończyć z nią swego spotkania. To jedna z lepszych historii o miłości, z jakimi się spotkałam. Bardzo ciekawe było również przekształcenie odbioru pewnej literatury, np. „Romeo i Julii” jako książki z morałem, strasznej, która ma przestrzegać. Na dodatek na początku każdego rozdziału zamieszczone były cytaty, fragmenty tamtejszych publikacji, które zwracały uwagę czytelnika i często poświęcone były właśnie delirii. Lekarstwo na miłość, jak widać nie jest wcale takie dobre, jak uważają tamtejsze władze. Pozycję tę serdecznie polecam wszystkim fanom gatunku, osobom szukającym utworu ze świetnym wątkiem romantycznym oraz tym, którzy oczekują emocji. Naprawdę warto przeczytać!


Miłość – jedno słowo, niby nic, nieznaczne jak ostrze noża. Właśnie ty jest: ostrzem, krawędzią. Przechodzi przez środek twojego życia, dzieląc wszystko na pół. Przed i po. Cały świat spada na którąś ze stron.
P r z e d i p o. I w t r a k c i e – moment na krawędzi.”


Moja ocena 9,5/10


Tytuł: Delirium
Autor: Lauren Oliver
Ilość stron: 360
Wydawca: Otwarte
Data premiery: 2012-04-18



______________________________________________________

I jeszcze jeden cytat, który strasznie mi się spodobał *.*


Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija zarówno wtedy, gdy cię spotyka, jak i wtedy, kiedy cię omija.
Ale to niedokładnie tak.
To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki Ci, Boże.
Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali.”

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...