czwartek, 9 sierpnia 2012

Życie, które znaliśmy - Susan Beth Pfeffer


„Czy to już koniec?”


Szesnastoletnia Miranda mieszka w Pensylwanii i przejmuje się zwykłymi sprawami, szkołą, ocenami, rodziną. Jednak ostatnio wszyscy zafascynowani są pewną asteroidą, która ma przelecieć niedaleko Ziemi. Nikt nie podejrzewa, jak to się ma zakończyć. Przez złe obliczenia okazuje się, że asteroida zderza się z Księżycem, czego skutki wyczuwalne są dla każdego człowieka. Anomalie pogodowe, tsunami, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów. Na początku tylko Księżyc wygląda inaczej, jest większy, jaśniejszy, ale po czasie tragedia spada na całą ludzkość, giną miliony ludzi na całym świecie. Nadchodzi czas próby, kto przetrwa, kto okaże się najsilniejszy. Jak można żyć w świecie, gdzie telekomunikacja i prąd wysiadają, gaz, benzyna i woda się kończą, a każdy myśli, że jego koniec jest już naprawdę blisko. Miranda nie jest zdana sama na siebie, ma rodzinę, która się nią opiekuje, i której ona zapewnia wsparcie i pomoc. Zaufanie, silna wola są wystawione na ciężką próbę w tej rzeczywistości, w której nie zawsze jest miejsce na sympatyczne uczucia dla innych.

Sięgałam po te pozycję z pewnym entuzjazmem, który zaczął gasnąć, jak przewracałam kolejne strony. Na szczęście niedługo. Około pierwszych pięćdziesiąt stron jest poświęconym zwykłym, błahym, a wręcz głupim problemom Mirandy i dlatego też, denerwowałam się na początku lektury. Lecz powieść nabrała kształtów po tym, jak wspomniana wcześniej asteroida, wybiła Księżyc z orbity. Nie za ciekawy scenariusz dla ludzkości, prawda? Niestety. W tamtej chwili pamiętnik Mirandy zmienia się nie do poznania, jak i osoba którą była. Teraz jej troski już nie są błahe, ponieważ musi walczyć o przetrwanie swoje i swojej rodziny. Reszta ludzi przestaje być ważna, nie obchodzą jej oni, zaś matka, która wcześniej zawsze lubiła pomagać innym, teraz troszczy się tylko o swoich bliskich i nie ma co się temu dziwić. Ta pozycja obrazuje jak zmieniają się ludzie, gdy są w obliczu śmiertelnego zagrożenia, jak stare więzi przyjaźni już nie mają takiego znaczenia i jak życie ludzkie staje się nieważne dla osób spoza rodziny.

Mimo wszystko dziwnie się poczułam, tak samo, jak wtedy, gdy patrzyłam na Księżyc, za duży, za jasny. Chyba od zawsze mi się wydawało, że nawet po końcu świata McDonald będzie otwarty.”

Sam pomysł na książkę jest całkiem ciekawy i dobrze zrealizowany. Jednak ogólnie fabuła nie zawsze porywa, gdyż akcji jest zwyczajnie niewiele. Pozycja ta skupia się bardziej na przeżyciach ludzi, ich reakcjach, zmianie charakterów w obliczu tego co ich spotkało. Opisany jest prawie rok, od maja do marca, lecz w tym czasie naprawdę mało się wydarzyło. Oczywiście asteroida, a potem katastrofy, ale my znamy tylko życie Mirandy, jej dwójki braci i matki. Pojawia się kilku bohaterów pobocznych, którzy pojawią się w pewnym momencie, a w innym odchodzą i przynajmniej oni wprowadzają coś nowego. Szara codzienność, dosłownie szara, gdyż powietrze jest zanieczyszczone. Codzienna walka z głodem, z własną wytrzymałością. Jest to całkiem interesujące, niemniej czasami również nużące. Jest niewiele momentów radości, a na kolejnych stronicach powieści znajdziemy coraz więcej smutku i rozpaczy.

Styl pisania autorki jest lekki, łatwo się czyta dzięki temu powieść, jednak nie pasuje mi on do książki, która skupia się na emocjach, nie na wydarzeniach, które można opisać prostymi słowami, nie tak jak uczucia. Forma pamiętnikarska również jest całkiem nietypowym rozwiązaniem, gdyż prędzej spodziewałabym się po tym narracji trzecioosobowej, by lepiej przekazać emocje, do których nawet przed pamiętnikiem nie można się przyznać. Na dodatek taki sposób narracji na początku mnie trochę drażnił, gdy główna bohaterka opisywała swe błahe rozterki. Warto natomiast wspomnieć, że przy każdym wpisie Mirandy zaznaczone są daty, dzięki czemu czytelnik się nie pogubi i zauważy jak pogoda wariuje i nie pasuje do danej kalendarzowej pory roku. Dodatkowo książka podzielona jest na części, przypisane kolejnym porom roku oraz oczywiście widoczne są rozdziały, które oddzielały poszczególne wydarzenia.

„Życie, które znaliśmy” jest dobrą pozycją, która jednak trochę mnie zawiodła, ponieważ spodziewałam się po niej trochę więcej. Nie wciągnęła mnie ta książka bez reszty, mogłam ją spokojnie odłożyć na bok i robić cóż zupełnie innego, niezwiązanego z tematem. W którymś momencie nawet chciałam przestać czytać, ale na szczęście nie zrobiłam tego, gdyż mimo wszystko historia ta mi się podobała i z chęcią sięgnę po części kolejne. Pomimo niektórych wad, czasami przeżywałam to co działo się na stronach tego utworu i przejmowałam się tym, jak dalej potoczą się losy Mirandy i jej rodziny. Osoby, które są zainteresowane powieściami z gatunku dystopii, powinny sięgnąć po tę pozycję. Polecam ją też osobom, które zainteresowane są przeżyciami Mirandy, lubią lektury skupiające się na wnętrzu głównej bohaterki i nie przeszkadza im narracja w formie pamiętnika, gdyż jest to utwór warty uwagi.


- Jakoś nie mogę uwierzyć, że asteroida walnęła w Księżyc tylko dlatego, że chciałam iść na bal z Danem - stwierdziłam. - Po co w ogóle Bóg uczynił nas ludźmi, skoro nie chce, żebyśmy postępowali jak ludzie?
- Aby się przekonać, czy zdołamy wznieść się ponad niskie pobudki – wyjaśniła. - Ewa dała Adamowi jabłko. W rezultacie skończył się Eden.
- Czyli wszystko sprowadza się do żarcia - podsumowałam.”


Moja ocena 7/10


Tytuł: Życie, które znaliśmy
Seria: Ocaleni
Autor: Susan Beth Pfeffer
Ilość stron: 352
Wydawca: Jaguar
Data premiery: 2012-03-02



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Jaguar, za co serdecznie dziękuję ^^



wtorek, 7 sierpnia 2012

Moja wielka grecka przygoda - John Mole


„Przeżyj swoją wielką grecką przygodę”


John wraz z żoną zawsze marzyli o swojej własnej Arkadii, jednak gdy John wyruszył na poszukiwanie odpowiedniego domu, coś poszło nie tak. Dlaczego? Otóż skończyło się na tym, że kupił budynek bez drzwi czy okien, podłóg i części dachu, w skrócie, rozwalającą się ruderę. Ale za to jaki piękny widok rozciągał się z sypialni! Zamroczyło go to i teraz musi zająć się remontem, co nie jest łatwą sprawą. Ale jak powierzy się coś tak trudnego jak znalezienie dobrego miejsca zamieszkania mężczyźnie, to może on nie podołać zadaniu i chcieć wprowadzić się tam, gdzie nie ma drogi, prądu czy bieżącej wody. Żona wraz z dziećmi nie ma zamiaru przebywać w tych ruinach i na razie pozostaje w starym mieszkaniu, zaś John musi sobie poradzić w odnowie, oczywiście z ograniczonymi funduszami. Na szczęście poznaje wielu przyjaciół, a greccy sąsiedzi okazują się bardzo miłymi towarzyszami, mimo że trochę dziwnymi. I tak oto zaczyna się jego przygoda, której nie zapomni do końca swojego życia.

Marzył mu się mały biały domek, z niebieskimi drzwiami i niebieskimi okiennicami, na dziewiczej wyspie, w malowniczej wiosce, nieopodal plaży, z tawerną tuż za rogiem...”

Jak można się domyślić ta książka jest poświęcona nie tylko budowaniu domu przez pewną rodzinę, lecz także samej Grecji. Tam panują inne obyczaje, inne tradycje, a ludzie również zachowują się na swój własny odmienny sposób. Co od razu rzuca się w oczy, to to, że Grecy mocno odsuwają się od cudzoziemców w tej powieści, najprawdopodobniej przez natłok różnic. Jednak gdy John staje się ich sąsiadem, robią się niezwykle gościnni, przynoszą mu owoce, mięso i szybko się zaprzyjaźniają, zapraszają na imprezy, a nawet pogrzeby. Najciekawsze było, jak zawsze dziwili się motywom i ogólnie działaniom Anglika, gdy też mówił, że lubi rzeczy, które staro wyglądają, bądź nie chce by drzewo zostało ścięte, gdy już nie daje owoców. Głównego bohatera zaś konsternowało to, że Grecy ciągle negocjują. Mnie zaś strasznie spodobało się, jak pokazują chęć sprzedania np. działki – nagle znajdowali tysiąc powodów dla których nie powinni tego robić. Razem z Johnem poznajemy Grecję i ciekawe zachowania ludzi.

John jest miłym towarzyszem przygód, pełnym energii i zrozumienia dla swych nowo poznanych sąsiadów – no dobrze, to zrozumienie trzeba by odjąć, lecz pomimo wszystkiego, nieźle sobie radzi. Wie, że lepiej nie komentować, gdy mieszkańcy mówią o swoich bóstwach, jakby te istniały, choć wcale w nie nie wierzy albo gdy na jego oczach zarzynają jakiegoś baranka. I tak by go nie zrozumieli. Za to zaczyna myśleć jak Grek i negocjować, jak on... a raczej przynajmniej się stara i nie zawsze mu to najgorzej wychodzi. Aklimatyzuje się w wiosce dość szybko, ludzie go lubią, dostał już nawet kurę od jednego znajomego, a to świadczy o nim dobrze. Jest pracowity i prawie sam doprowadza swe gospodarstwo do porządku, oczywiście nie jest z tego zadowolony i mocno się denerwuje, ale nie można mieć mu tego za złe, skoro musi zbierać kolejne warstwy odchodów zwierzęcych na swoim terenie.

Pozycja ta jest utrzymana w lekkim tonie, od razu widać, że ma na celu dostarczenie odprężenia, chwili relaksu. Fabuła nie jest skomplikowana i przedstawia kolejne etapy naprawy domu oraz wchodzenie Johna do życia wioski, stawanie się częścią tej niewielkiej społeczności. Czytelnik może też zwrócić uwagę na rzetelne opisanie każdej sytuacji, gdyż opisy stanowczo przeważają nad dialogiem oraz z detalami obrazują tła oraz całość wydarzeń. Nie jest to powieść pełna akcji, a wręcz chylę się ku stwierdzeniu, że niewiele się dzieje, ponieważ jest to zbiór zabawnych anegdot, a nie jakaś wciągająca historia kryminalna. Styl pisania autora jest przystępny i mimo że skupia się na wielu szczegółach, to nie jest to jakoś strasznie męczące. Grecki klimat jest odczuwalny na każdym kroku, przez dużą liczbę mieszkańców wioski, którzy mimo że nie odgrywają większej roli, to uzupełniają całość krajobrazu.

„Moja wielka grecka przygoda” to książka dla zabicia czasu. Czasami mogła wydawać się odrobinę nużąca, poza tym to nie moje klimaty, więc nie jestem całkiem usatysfakcjonowana. Właśnie ten brak akcji najbardziej mi doskwierał i mimo przyjemnej narracji, niekiedy wiało nudą. Nadrabiało to dokładne przedstawienie małej greckiej wioski, w której zawsze coś się działo, w której ludzie okazali się aż nazbyt mili. Ogólnie nie jest to zły utwór, jednak do wybitnych z pewnością nie należy, ot przyjemna i lekka historia na jedno popołudnie. Idealna na wakacje, gdy nie ma się nic do roboty i jest się w nijakim nastroju, bądź też gdy jest się zainteresowanym Grecją, choć w innych przypadkach, może okazać się już gorszą do odebrania lekturą. Dlatego też polecam ją serdecznie wszystkim, którzy wypoczywają, bądź też chcą dowiedzieć się czegoś więcej o tym pięknym kraju i przeżyć swoją wielką grecką przygodę.


- Jak ty w ogóle ze mną, jako mężem, wytrzymujesz? - zapytałem szeptem.
- Sekretem udanego małżeństwa, mój drogi – odpowiedziała – są niskie oczekiwania.”


Moja ocena 6,5/10 

 Tytuł: Moja wielka grecka przygoda
Autor: John Mole
Ilość stron: 384
Wydawca: Pascal
Data premiery: 2012-07-11




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Pascal, za co serdecznie dziękuję ^^



________________________________________

I jeszcze informacja :)

Wydawnictwo Mag ma dla miłośników fantastyki mił informację, a mianowicie: od dnia 8 sierpnia do 22 sierpnia, w salonach EMPiK-u, przy zakupie książek wydanych w serii "Uczta Wyobraźni" drugi egzemplarz będzie można nabyć w cenie 1 grosza - zatem klient otrzyma w zasadzie 2 książki w cenie jednej. Zapraszamy.

piątek, 3 sierpnia 2012

Blask runów - Joanne Harris


 „Bogowie wśród nas”


Trzy lata po Końcu Świata Maggie Rada, jak zwykle chodziła po korytarzach w katakumbach Uniwersalnego Miasta. Wiele się zmieniło, ludzie zmienili surowe obyczaje na bardziej lekkie, a starym prawem już nikt się nie przejmuje. Jednak Maggie jest inna, nie tak śmiała, czyta w podziemiach księgi, których nie powinna, a które dają jej wiedzę, dotychczas dla niej niedostępną. Z nich czerpie wiedzę o demonach, bogach i innych istotach. Magia jest czymś złym i potępianym, a obrazuje się w runach. Niestety Maggie posiada runę na karku i to ani nie odwróconą, ani nie złamaną, świadczącą o wielkiej mocy, o czym wcześniej nie widziała. Zaś mieszkająca 600 mil dalej Maddie Kowalówna nosi identyczne znamię. Jednak już od dłuższego czasu zdaje sobie sprawę ze swojej siły, co pokazała w walce trzy lata wcześniej. Dziewczęta są wciągnięte w wir nieprzewidzianych wydarzeń i zbliża się moment w którym z pewnością się spotkają... jednak w jakich okolicznościach i co z tego wyniknie?

Znak runiczny, który mają obie dziewczyny symbolizuje Dawne Dni, gdy światem władali bogowie z podniebnej cytadeli, zwanej Asgardem. Jednak teraz już go nie ma, spadł z nieba i leży w gruzach, a bogowie utracili swą moc i potężne aspekty. A przynajmniej tak myślą i chcą ludzie. Ale naprawdę bogowie istnieją, są osłabieni i mają ograniczona moc, lecz pragną powrotu i się nie poddają. Moc runów Maggie i Maddie jest wielka, a są to nowe symbole, naładowane potężną energią, które mogą być zapowiedzią nowych czasów. Jest jeszcze niejasna przepowiednia, w której z pewnością widać niechybne zmiany, jednak bogowie nie wiedzą czy uda im się osiągnąć praktycznie niemożliwą rzecz, która odda im ich moc, a chodzi tutaj o odbudowanie na nowo Asgardu. Nie będzie to możliwe bez pomocy Maggie i Maddie, które ciągle będą znajdować się w samym sercu wydarzeń.

W tym świecie nordyccy bogowie żyją, potężny Thor, psotny Loki czy też piękna Freya nie są tylko mitami, choć ich blask już trochę przygasł. Uwielbiam powieści, w których mitologie ożywają we współczesnym świecie, gdyż mogą wyjść z tego niezwykle interesujące książki. Najważniejsze dla mnie wtedy jest przedstawienie bohaterów, co w tej pozycji wyszło bezbłędnie. Bogowie w ludzkich powłokach, Trikster, ledwie tolerowany przez resztę bogów, któremu codziennie przed śniadaniem kilka razy się grozi śmiercią, a wszystko przez jego bezwstydne żarty i denerwujące gierki. Na dodatek dzięki sprytowi dalej żyje, czym jeszcze bardziej irytuje swych towarzyszy. Tę postać polubiłam najbardziej, gdyż była dość luźna, mimo że miewała poważne problemy. Poza tym jeszcze Sif, żona Thora, jako wielka maciora, a wszechmocny młot Gromowładnego jako kurdupel Zgrywus, uprzykrzający życie. Oczywiście ważne też są główne bohaterki Maddie, odważna i dość rozważna siedemnastolatka i jej rówieśnica Maggie, samotna, podatna na wpływy, a pomimo to silna.

Na początku wszystko było zagmatwane i trudno było rozgryźć, kto jest kim i co się dzieje. Szczególnie dla mnie, gdyż nie czytałam pierwszej części. Lecz ucieszyło mnie, że na początku było krótkie wprowadzenie, które okazało się niezwykle pomocne i przekazało potrzebną wiedzę, by całkowicie się nie pogubić. Dzięki temu już po krótkim czasie mogłam wiele zrozumieć i odnaleźć się w fabule. Jedynie niekiedy nadal nie potrafiłam zrozumieć paru spraw, aczkolwiek nie były to te najistotniejsze, dzięki czemu nie przeszkadzało to w lekturze zbyt mocno. Autorka barwnie opisuje zaistniałe sytuacje, nie gnębi czytelnika zbędnymi opisami i tworzy prostą w odbiorze i ciekawą lekturę, która jest lekka i mimo wielu informacji, nie przyprawia o ból głowy. Mimo że początkowo nie potrafiłam się wczuć w los bohaterów, to z czasem, gdy zaczęłam ich poznawać, zaczęłam wciągać się w ten świat pełen istot nie z tej ziemi.

Pomimo że sięgnęłam po „Blask runów”, bez uprzedniej lektury pierwszej części, to jestem z niej zadowolona. Niemniej nie zamierzam zapoznawać się w poprzednim tomem, gdyż wydaje mi się to zbędne, jako że poznałam już dalsze losy bohaterów. Uważam, że miałam do czynienia z dość lekką i ciekawą powieścią, która pokazała, jak to jest żyć w samotności, jak uporać się z wielkim ciężarem i czy można w ogóle na kimś polegać i na kim. Cieszę się, że nie zrezygnowałam z tego tylko dlatego, że nie przeczytałam „Runów”. Gdy już się prawdziwie zatopiłam w lekturze, czas z nią upłynął mi szybko i bez zbędnych narzekań, zaś przyniósł odrobinę rozrywki, którą zapewniała szybka akcja i trochę zabawnych momentów. Polecam tę pozycję osobom interesującym się mitologiami, ukazaniem bogów z takiej perspektywy bądź też nastawiają się na miły wieczór z przyjemną i dość obszerną książką w ręku.


-Sen to rzeka która płynie przez Dziewięć Światów – wyrecytował Adam z pamięci. - To niebezpieczne miejsce, tak realne, jak każde inne. Może bardziej, bo we śnie widzisz prawdę, odartą z masek.”


Moja ocena 7,5/10


Tytuł: Blask runów
Autor: Joanne Harris
Ilość stron: 544
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data premiery: 2012-06-28



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Prószyński i S-ka, za co serdecznie dziękuję ^^



_______________________________


Książkę można nabyć też w księgarni Gandalf


sobota, 28 lipca 2012

Wróciłam i już stosik ^^

Znów stosik miał być dawno wstawiony, ale jakoś mi się nie chciało, potem wyjechałam i tak też wstawiam dopiero teraz xd . Chciałam powiedzieć, że wróciłam z Chorwacji i możliwe, że to koniec moich wyjazdów, więc teraz zabiorę się za nadrabianie zaległości :) . Czytam teraz "Moją wielką grecką przygodę", także recenzja tejże książki powinna pojawić się wkrótce. Na wczasach zaś przeczytałam pięć pozycji, jednak raczej ich nie zrecenzuję. Były to cztery części Sekretów nieśmiertelnego Nicholasa Flamela, które należą do moich ulubionych powieści, przez co je serdecznie polecam, oraz utwór Rosamunda Luptona pt. "Potem" - historia według mnie jest po prostu wspaniała. 



No i stosik :)



 Od dołu:

Burza – Julie Cross – do rec. od Wyd. Bukowy Las
Niewidzialna – Sophie Jordan (nie ma na zdjęciu) – jw.
Drugie życie – Marcin Wolski – wygrana w konkursie
Wyrzutki – John Flanagan – wygrana w konkursie
Niezgodna - Veronica Roth – wygrana w konkursie
Wiedźma.com.pl – Ewa Białołęcka – zakup własny
Pretty LittleLiars. Kłamczuchy – Sara Shepard – do rec. od Księgarni Gandalf
Życie, które znaliśmy - Susan Beth Pfeffer – do rec od Wyd. Jaguar
Żelazny cierń – Caitlin Kittredge – jw.
Dzieci cienie 2. Wśród Zdradzonych. Wśród Notabli – Margaret Peterson Haddix – jw.
Potem – Rosamund Lupton – prezent od wspaniałej Wery *.*
Moja wielka grecka przygoda – John Mole – do rec. od Wyd. Pascal
Blask runów – Joanne Harris – do rec. od Wyd. Prószyński i S-ka
Delirium – Lauren Oliver – z wyamiany
Z deszczu pod rynnę – Kerstin Gier – jw.
Przeznaczona – P. C. Cast + Kristin Cast – do rec. od Grupy Wyd. Publicat
Turniej – Paweł Peon Patucha – do rec. od A-G-W
Angelus – Anna Gręda – dp rec. od A-G-W



Pozdrawiam
Tris ^^

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...