poniedziałek, 31 grudnia 2012

Podsumowanie roku 2012 ;)


No to tak... chciałam zacząć od tego, że strasznie podobają mi się obrazki z dinozaurami *.* Ah, ale na temat... nie mogę już normalnie myśleć, ale się postaram, naprawdę :)

Podsumowanie:

Przeczytałam w tym roku 121 książek ! Wiem, że wielu z Was ma ich więcej na koncie, ale mnie ten wynik całkowicie satysfakcjonuje, zwyczajnie się z niego cieszę ^^ na dodatek jest to ta sama liczba, co w zeszłym roku, czyli mimo rozpoczęcia nauki w liceum, nie musiała ograniczyć czasu poświęconego czytaniu. 

Niestety za to z recenzjami książek jest trochę gorzej. Ze stu zrobiło się 81, niemniej zauważyłam, ze dłużej się muszę nad nimi pozastanawiać i mimo wszystko widać różnicę między tymi z tego roku, a poprzedniego. Co do recenzji innego rodzaju, niż książek, to nie pisałam... poza jedną anime, ale nie wiem czy jest sens ją tutaj wstawiać... choć kto wie, czemu nie ^^ 

Również postów zrobiło się jakoś dziwnie mniej, choć ponad sto i tak jest, więc nie pogrążyłam się jeszcze :) Mianowice będzie to 107 w tym roku. zaniedbałam bloga dosyć przez kilka miesięcy, szczególnie lato, gdy miałam wyjazdy, niemniej od listopada idzie lepiej i mam zamiar utrzymać podobna systematyczność.

Dalej można by powiedzieć o statystykach, które nawet się poprawiły ^^ Licznik pokazuje na chwilę obecną ponad 63600 wyświetleń, komentarze przed chwilą sprawdzałam - 3868, na dodatek 281 obserwatorów. Blog się rozwija, statystyki miesięczne również pną sie powoli w górę, więc nie ma na co narzekać, a wręcz się cieszyć i dziękować Wam za to, ze mnie nie opuściliście i dalej mnie odwiedzacie :) 

Co ciekawe odkryłam, że w tym roku z konkursami było krucho, chyba tylko jeden się pojawił, więc zastanawiam się nad zorganizowaniem jakiegoś po nowym roku... zobaczy się jeszcze xd .

Tym mogę zakończyć to podsumowanie, choć nie moje biadolenie, przepraszam :D 

Moje ględzenie:

Spokojnie, nie będę się tutaj rozwodzić jak wspaniały jest kisiel i jak należy go czcić, czy też o patelni, która powinna być niezbędnym narzędziem obronnym. Totaj zwyczajnie znajdą się moje przemyślenia (?), [no dobra to zbyt poważne słowo, ale nieważne] na temat tego co związanego z rokiem 2012.  tak naprawdę będzie tylko o książkach, filmach i anime, ale cicho sza, w końcu o życiu osobistym nie będę pisać xd.

O książkach
Skoro to blog poświęcony książkom od nich też zacznę. W tym roku było wiele interesujących premier, ale lekturami, które najbardziej mnie urzekły były:
- Delirium Pandemonium - Lauren Oliver (ah, ta zakazana miłość ^^)
- Zbrodnia i kojot - Kevin Hearne (czemu tak mało Oberona ja się pytam ?! On, Atticus i ich zrypane rozmowy <33)
- Znak Ateny i Syn Neptuna - Rick Riordan (no ja nie mogę, no Percy ! I duża dawka przygód i humoru *.*)
- Ja, potępiona (Dalej Wiki! Szkoda tylko, że nie było za wiele kota Behemota, który umie łazić po suficie... xd Ale Azazel był.. i nie zawiódł ze swoją chęcią podbicia świata xd)
- Cień węża - Rick Riordan (... tak, tak wszyscy wiedzą, ze kocham Riordana :)... no i kurczę, ten pawian !)
- Mechaniczny książę - Cassandra Clare (Team Will! <3)
- W grobie - Jeaniene Frost (Bones <3 to mówi samo przez się :D)
- Więzień labiryntu - James Dashner (ta książka mnie zwyczajnie rozwaliła... jest wspaniałą i tyle *.*)
- Torebki i morderstwo (wraz z dalszymi częściami) - Dorothy Howell (wybitna to ona nie jest, ale tak się dawno nie uśmiałam ^^)
Tyle. xd Kolejność była przypadkowa, jak coś xd Poza tym jak widać książki dla wielu zwyczajne, niemniej zagościły w moim sercu i nie chcą go opuścić, więc trzeba było jakoś pokazać ich wyjątkowość światu ^^ 

O filmach
Sama nie wiem. Oglądałam, prawda, ale wiecie raczej jakieś bajeczki, często Disney'owskie, bo z nich nigdy nie wyrosnę :) Oczywiście takie zwykłe, fantasy, dramaty itp, też widziałam, ale nie pamiętam z którego roku były, gdyż do kina raczej nie chodzę, więc cóż. Niemniej pamiętam jeden film, który był tak wspaniały, że nie wolno o nim nie wspomnieć! Chodzi tu o produkcję pt. "Nietykalni"... naprawdę świetna, gdy najpierw zauważyłam, że chodzi o człowieka niepełnosprawnego, który sam nie może o siebie zadbać i jego tak jakby niańkę (który pali i też go uczy, no proszę xd), jakoś nie stwierdziłam, by było to film dla mnie, niemniej obejrzałam i przekonałam się do niego, jak najbardziej! Można się pośmiać, ale i pomyśleć, warto obejrzeć!

O anime
Na koniec tej części muszą choć wspomnieć o anime. A co o nim? Otóż w tym roku zapałałam do niego miłością i troszkę też się uzależniłam. Dalej nie obejrzałam jakoś wiele serii... no trochę dużo, jak na mnie na pewno, ale dalej daleko mi do co poniektórych. Zaczęłam je oglądać o dziwo w czasie choroby o.O Przyjaciółka podesłała mi opis serialu animowanego, nawet chyba nie wiedziałyśmy, ze to anime, a że ja bajeczki lubię, a tu zapowiadała się niezła komedia, to obejrzałam xd W jeden dzień 24 odcinki Ouran High School Host Club (pamiętajcie, że i tak nie mogłam ruszać się z łóżka, żeby nie było). Następnym moim anime było Fairy tail (które nadal wychodzi, oj tasiemiec... mam nadzieję, że się nie skończy, a będzie się ciągnął jak OP xd), które stało się moim ulubionych (a obok jest Angel Beats *.*), kocham je ! A wszyscy znajomi to wiedzą... tak... męczę ich tym, jaki to Natsu jest wspaniały... i walnięty, tak to też xd . Ale i tak pewnie niewiele osób się tym interesuje, więc już się tak nie rozpisuję, dla zainteresowanych tylko, moja lista anime: http://myanimelist.net/animelist/Tris  :)

Postanowienia noworoczne:

Buahahah... myśleliście, że jakieś zrobię, co nie? Ale przykro mi, nie, to tylko tak dla zmyły dałam :) Chciałabym jedynie dalej systematycznie publikować recenzje na blogu, może coś urozmaicić, a nie ciągle to samo... choć jeszcze nie wiem jak. Ale to potem si nad tym pomyśli :) O-o i chcę być bardziej pracowita! I mieć jednorożca! No dobra, to już myślenie życzeniowe i nijak ma się do postanowień, ale cicho sza ^^


I na koniec:

Teraz chciałam jeszcze powiedzieć, że ten rok nie był taki zły :) Przynajmniej blogowo xd Chciałam podziękować za rozmowy Abi, Cas, Karolce (Ty mój deklu kochany *.*) i Fufu, jesteście świetne dziewczyny ! ;* Również rozmowy komentarzowe na naszej grupie (Karola... ta nazwa dalej mnie rozbraja wiesz? :P )  będą dla mnie niezapomniane, te bitwy o kukurydzę, czekoladę i inne ^^ Wam wszystkim też dziękuję, choć już wymieniać nie będę (przepraszam, znacie moje lenistwo), wiedzcie, ze też jesteście wspaniali! Choć obie Gabi z tą kukurydzą to się naraziły... 


To już koniec, chciałam Wam jeszcze życzyć niesamowitego sylwestra i powodzeń w nadchodzącym roku! Oby okazał się dla wszystkich pomyślny! *.*



Pozdrawiam
Tris ^^

sobota, 29 grudnia 2012

Morze potworów - Rick Riordan


„Misja ocalenia obozu”


O dziwo siódma klasa była dla Percy'ego Jacksona bardzo spokojna. Żadnych potworów czy bogów chcących go zabić, nic, zwyczajny rok. Nadchodzi ostatni dzień szkoły, można by pomyśleć, że już nic się nie wydarzy... Błąd! Wf i gra w zbijanego ze znajomymi z klasy byłaby już wystarczająca nieznośna bez olbrzymów ludożerców, którzy stwierdzili, iż z syna boga mórz byłaby smaczna przekąska. Na dodatek jego najlepszy (i jedyny) szkolny kumpel Tyson jest tego wszystkiego świadkiem i okazuje się godnym przeciwnikiem dla potworów. Oczywiście to dopiero początek. Niespodziewanie zjawia się Annabeth, która nie przynosi pomyślnych wieści: magiczna bariera chroniąca Obóz Herosów zaczyna słabnąć, co oznacza więcej niż zwykłe niebezpieczeństwo. Zdobycie lekarstwa jest prawie niemożliwe. Prawie. Mimo to Percy wyrusza w kolejną niebezpieczną podróż, tym razem płynąc przez Morze potworów, a motywuje go nie tylko chęć ocalenia obozu...

Bądź dzielny.”

To już druga część przygód Percy'ego Jacksona, młodego półboga. I tym razem spotyka na swej drodze wiele niebezpieczeństw, takich jak syreny, cyklopi i wiele innych. Dzięki jego przeżyciom można nauczyć się wielu ciekawych rzeczy z mitologii, bez sięgania po nudne tomy z mitami, często napisane dość nieprzystępnym językiem. Tutaj wchłania się te kawałki wiedzy bezwiednie, gdyż są częścią świata przedstawionego, częścią głównego bohatera, który znajduje się w centrum wszystkich dziwnych i niesamowitych wydarzeń. Postacie znane z legend i mitów ponownie ożywają na stronicach powieści pana Riordana. Oczywiście znów historia skupia się na pewnych obszarach wiedzy mitologicznej, w tym przypadku tego, co można spotkać na morzu, wyspach. Naturalnie jest to tylko tło dla wszelkich przeżyć Percy'ego i jego przyjaciół, na pierwszym planie znajdują się jego poszukiwania, relacje z przyjaciółmi i wrogami oraz obraz jego samego, tego co kryje się we wnętrzu.

Percy może skończyć siódmą klasę. Gofry mogą być niebieskie. Takie drobne cuda.”

Ciekawym wydało się również pokazanie, jak świat nieśmiertelnych oddziałuje na nasz, ludzki. Oczywiście opisana jest Mgła, która wypacza niektóre sytuacje, sprawia, że śmiertelnicy stają się ślepi na to, co niepożądane dla ich oczu, jak potwory, walki herosów i inne. Jednak nawet ci „głupi śmiertelnicy” nie pozostaną obojętni na zniknięcia wielu statków czy samolotów w pewnych miejscach o dużym nasileniu nadnaturalnych istot. Muszą to sobie jakoś tłumaczyć albo przynajmniej nadać temu nazwę, jak trójkąt bermudzki. Te powiązania pojawiają się po raz pierwszy, a ich umieszczenie jest dobrym pomysłem, wręcz wskazanym, dodaje realizmu całej opowieści. W tym momencie warto też wspomnieć o mediach, które właśnie szukając wytłumaczenia, tworzą niestworzone historie, w których głównym tematem zazwyczaj jest Percy. Przedstawiany jest jako nastolatek, który potrafi doprowadzić do wybuchu na sali gimnastycznej i w innych dziwnych miejscach, jak mały terrorysta. To tworzyło naturalnie wiele zabawnych sytuacji i niezadowolenie nastolatka.

- Nie obiecuj mi tego, Percy. Wiesz doskonale, że będzie tylko gorzej.”

Bohaterowie są jak zawsze dobrze wykreowani. Dowiadujemy się więcej o Percym i Annabeth, lecz nie zmienia to całokształtu ich obrazu. Percy nadal jest oddanym przyjacielem, nie grzeszy rozsądkiem w niektórych sytuacjach, za to odwagi można mu pozazdrościć. Co do córki Ateny, poznajemy jej słabość, choć jej wizerunek, inteligencja i tak na tym nie ucierpiały. Tym razem spotykamy wielu nowych bohaterów. Wśród nich jest Tantal, który był często głównym źródłem humorystycznych scen. Na dodatek pojawia się Tyson, o którym jednak lepiej na razie nie mówić oraz kilka innych postaci. Zjednują one sobie sympatię odbiorców, mnie najbardziej zaś urzekł Tyson, którego nie można oceniać z pewnością na podstawie tego, co zobaczy się na pierwszy rzut oka. Oczywiście nie zapominajmy o Groverze, który i tym razem nas nie zawiedzie i doprowadzi do szczerego śmiechu.

- Wszelkie próby zabójstwa spotkają się z najsurowszą karą – pozbawieniem prawa do konsumpcji słodyczy przy wieczornych ogniskach przez tydzień! Do rydwanów!”

Fabuła jest pełna akcji, nie ma się kiedy nudzić, jak na powieść przygodową przystało. Nie zabraknie też, jak wspominałam, tej boskości, mocy i nadnaturalnych talentów, które dodatkowo sprawiają, że sytuacje są jeszcze bardziej interesujące. Zauważyłam, iż ta historia zyskuje na autentyczności w porównaniu do tomu pierwszego, co jest sporym plusem. Naturalnie niektóre rozwiązania nadal są banalne, niemniej prawdy o tym, jak wielka jest moc przyjaźni i jak ważne jest lojalność i sprawiedliwość również widnieją w tej powieści. Nie jest to tylko historyjka, która wciąga i zaskakuje, lecz również dostarcza emocji, sprawia, że jest się pogrążonym w powieści i świata zewnętrznego się nie zauważa. Co prawa styl pisania nie jest wspaniały, nie zachwyca swym kunsztem, jest tylko zwyczajny, gładko opisuje kolejne wydarzenia i wszystko obrazuje tak jak należy. Niemniej to wystarcza i sprawia, iż książka jest świetna w swej prostocie.

Żyjesz w obu światach. Oba mogą zrobić ci krzywdę, ale i ty możesz wywrzeć wpływ na oba. To czyni herosów wyjątkowymi. Niesiesz nadzieje ludzi do królestwa nieśmiertelnych.

„Morze potworów” jest pozycją równie dobrą co poprzednia część, nadal sprawia, iż czytelnik z zapałem śledzi dalsze losy znanych już bohaterów. Nasz Percy nigdy nie ma lekko, znowu spotyka się z coraz to gorszymi niebezpieczeństwami i nie patrzy w przyszłość z wielką nadzieją na poprawę. Samo zakończenie pokazuje, że naprawdę nie może być lepiej, a wręcz musi być gorzej. Na każdym kroku dzieje się coś dziwnego, a gdy postacie już myślą, iż mają w końcu zasłużoną chwilę wytchnienia, zaraz wychodzi na jaw, jak bardzo się mylili. Sądzę, że mój entuzjazm do tej serii nigdy nie opadnie, ponadto odnoszę wrażenie, iż autorowi pomysły się nie kończą, zazwyczaj się nie powtarza, jedynie znane nam jest, pakowanie się w coraz to nowe kłopoty młodego herosa, w końcu na tym opiera się spora część fabuły. Oczywiście serdecznie zachęcam do lektury, zwłaszcza młodszą młodzież, lecz nie tylko. Polecam!


Szczury są pyszne – podpowiedział Greg.
A co to ma wspólnego z ta opowieścią? - spytała Marta.
Nic – odpowiedział Greg – ale jestem głodny.”


Moja ocena 9/10


Tytuł: Morze potworów
Seria: Percy Jackson i bogowie olimpijscy
Autor: Rick Riordan
Ilość stron: 280
Wydawca: Galeria Książki
Data premiery: 2009-10-21



O autorze:
Rick Riordan to wielokrotnie nagradzany autor bestsellerowej serii dla młodzieży „Percy Jackson i bogowie olimpijscy” oraz serii dla dorosłych czytelników „Tres Navarre”. Przez piętnaście lat uczył języka angielskiego i historii w publicznych i prywatnych szkołach średnich w San Francisco, w Kalifornii i Teksasie.W serii książek o Percy’m Jacksonie stworzył postać dwunastoletniego chłopca z dysleksją, który odkrywa, że jest współczesnym synem greckiego boga. Riordan napisał tę powieść dzięki doświadczeniom, jakie zdobył, ucząc greckiej mitologii, oraz dzięki współpracy z uczniami, którzy chcieli uczyć się inaczej. Książka „Złodziej pioruna” (The Lightning Thief) zdobyła w 2005 roku tytuł New York Times Notable Book. Kolejny tom serii, Morze Potworów (The Sea of Monsters), zdobył tytuł Najlepszej Książki dla Dzieci Child Magazine za rok 2006.


czwartek, 27 grudnia 2012

Percy Jackson i bogowie olimpijscy: Złodziej pioruna - Rick Riordan


„Jak to jest być półbogiem”


Percy Jackson wcale nie chciał być synem greckiego boga. Był zwyczajnym dzieckiem i chodził do szkoły. Co prawda nie radził sobie najlepiej, miał ADHD i dysleksję, a kiedyś zdarzyło mu się wysadzić przez przypadek szkolny autobus. Sprawiał mnóstwo kłopotów, o które nie prosił, one po prostu zawsze były z nim. Wyrzucono go z sześciu szkół w ciągu sześciu lat, a to już naprawdę niezłe osiągnięcie. Lecz dla niego to była normalność, a że zawsze wokoło działy się dziwne rzeczy... na to nie zwraca się uwagi. Jednak pewnego dnia na wycieczce szkolnej nauczycielka matematyki, próbowała zabić chłopaka, a on w odwecie ją wyparowuje, przypadkiem oczywiście. Najciekawsze jest to, iż nikt nic nie pamięta i wszyscy zarzekają się, że żadnej pani Dodds nie było. Wtedy to się zaczęło, nowa część jego życia, pełna potworów i niewyjaśnionych zjawisk. Został oskarżony o kradzież najpotężniejszej broni, pioruna Zeusa. A Zeus, jak się zdenerwuje raczej nie jest błahym problemem.

Ares ma siłę. I to wszystko. A nawet siła musi czasem ustąpić przed rozumem.”

Każdy zna mity o bogach stacjonujących na Olimpie, Heraklesie, Tezeuszu i innych boskich istotach. Lecz co by było, gdyby naprawdę żyli? Zakochiwaliby się wciąż w śmiertelniczkach i mieli półboskie dzieci z nadludzką mocą. Mogliby z nich wyrosnąć wielcy herosi, jak Tezeusz czy Herakles. Ale jak by to było być takim dzieckiem, młodym półbogiem? Niebezpiecznie i ciekawie, to z pewnością. Co prawda niewielu z nich dożywa wieku dorosłego, ponieważ na każdym kroku czyhają potwory, gotowe zgładzić nic nieświadomych półbogów. Niemniej jeżeli już się to uda, to osiągają w życiu bardzo wiele. Gdy Percy dowiaduje się o tym wszystkim, nie jest zbytnio zachwycony. Spotyka na swej drodze Minotaura, satyry, driady i inne dziwne istoty. Mity ożywają na stronicach tej powieści, postacie są dosłownie nie z tej ziemi, a świat przedstawiony olśniewa różnorodnością.

Ważnym elementem jest również przedstawienie Obozu herosów i samych półbogów. Obóz wydał mi się świetnie wykreowany. Te dwanaście domków, wielki dom, areny, stajnie, wybrzeże... wszystko ujmowało specyficzny nastrój i zostało idealnie zobrazowane przez autora. Czuć było ciepło i miłą atmosferę panującą w tym miejscu. Zaś do przebywających tam bohaterów od razu zapałałam sympatią. Najlepiej poznajemy Grovera, satyra kochającego tortillę, trochę śmiesznego, niezdarnego i oddanego przyjaciołom; dalej inteligentną, bystrą i rozważną Annabeth, córkę Ateny, z która nie warto zadzierać oraz oczywiście głównego bohatera, niekiedy nieznośnego i zadziornego, pakującego się w kłopoty chłopaka. Oczywiście nie trudno zauważyć podobieństwo do innej znanej trójki, tam akurat czarodziejów, niemniej nie uważam tego za specjalny minus, ponieważ postacie te są barwne i łatwo je polubić oraz zaangażować w ich losy. Również bohaterowie drugoplanowi mają ciekawe charaktery, indywidualne cechy, a niektórych z nich nie da się zwyczajnie zapomnieć.

Nie. - Pokręciła głową. - Nic nie jest za darmo. To stare greckie porzekadło, które doskonale przekłada się na nasze czasy. Będziesz musiał zapłacić cenę. Zobaczysz.”

Wielkim plusem tej powieści jest z pewnością fabuła. Obfituje w akcję, bohaterowie mają wiele przygód, na każdym kroku coś ich spotyka, zaskakuje i często próbuje zabić. Niemniej ujawnia się tutaj spora doza naiwności. Przyjaciele są w stanie pokonać wszystko, stawiają czoła każdej przeszkodzie, a ich się tylko mnoży i mnoży, na dodatek są coraz potężniejsze. Niektóre wydarzenia są trochę banalne, lecz to zapewne za sprawą tego, do jakiej grupy wiekowej skierowana jest ta pozycja. Niemniej poza tym nie widzę minusów, książka mnie wręcz pochłonęła i nie mogłam się od niej oderwać. Historia ta zaskakuje i skłania do myślenia nad losami bohaterów, nie pozwala opuścić ich nawet po zakończeniu lektury. Autor pisze przystępnym językiem, idealnie wczuwa się w dwunastoletniego półboga. Przedstawia poszczególne sytuacje obrazowo, choć bez wielu opisów, gdyż mamy do czynienia raczej z powieścią przygodową, w której to by jedynie spowolniało akcję.

„Złodziej pioruna” jest jak dla mnie, mimo wszystko, książką świetną. Czytałam ją z wielkim zapałem i to nie raz, a kilka, jak nie kilkanaście. Dlaczego? Ponieważ powieść ta ma swój urok i zapewnia sporą dawkę humoru. Raz po raz wybuchałam śmiechem i praktycznie zachwycałam się wszystkim tym, co miało miejsce w tej niesamowitej historii. Warto wspomnieć również o tytułach rozdziałów, które wywoływały uśmiech na twarzy, bo były zwyczajnie zabawne. Nie mogę oceniać tej opowieści obiektywnie, gdyż pomimo pewnych niedociągnięć, jestem wielką fanką Percy'ego. Jest to moja ulubiona seria, od której rozpoczęła się moja prawdziwa przygoda z czytaniem. Polecam ją w szczególności młodszej młodzieży, lecz powiem szczerze, iż nie tylko jej może się spodobać – mp. osoby dorosłe z mojego otoczenia są zadowolone z jej lektury. Naprawdę warto przeczytać tę lekturę, do czego serdecznie wszystkich zachęcam!


Bardzo chciałbym móc powiedzieć, że w drodze na dół nachodziły mnie głębokie przemyślenia i doznawałem nagłych objawień, że pogodziłem się z własną śmiercią, śmiałem się śmierci w twarz itd.
A tak naprawdę to jak było? Naprawdę myślałem po prostu „Aaaaaaauuuuuuaaaaaaa!”.”


Moja ocena 9/10


Tytuł: Złodziej pioruna
Seria: Percy Jackson i bogowie olimpijscy
Autor: Rick Riordan
Ilość stron: 360
Wydawca: Galeria Książki
Data premiery: 2009-05-06



O autorze:
Rick Riordan to wielokrotnie nagradzany autor bestsellerowej serii dla młodzieży „Percy Jackson i bogowie olimpijscy” oraz serii dla dorosłych czytelników „Tres Navarre”. Przez piętnaście lat uczył języka angielskiego i historii w publicznych i prywatnych szkołach średnich w San Francisco, w Kalifornii i Teksasie.W serii książek o Percy’m Jacksonie stworzył postać dwunastoletniego chłopca z dysleksją, który odkrywa, że jest współczesnym synem greckiego boga. Riordan napisał tę powieść dzięki doświadczeniom, jakie zdobył, ucząc greckiej mitologii, oraz dzięki współpracy z uczniami, którzy chcieli uczyć się inaczej. Książka „Złodziej pioruna” (The Lightning Thief) zdobyła w 2005 roku tytuł New York Times Notable Book, a prawa do jej ekranizacji zakupiła wytwórnia 20th Century Fox, film ukazał się w 2010 roku.




____________________________________________________________


Już od jakiegoś czasu miałam zamiar napisać tę recenzję, a teraz nadarzyła się idealna okazja. W święta po raz wtóry przeczytałam te powieść, zresztą kolejne części też, jestem aktualnie na czwartej. Dlatego niedługo powinny się pojawić również notki o kolejnych tomach mojej ukochanej serii *.*

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Stosik grudniowy :)

Książek ciągle przybywa, a teraz nawet czasu jest więcej na ich czytanie ;). A ja jednak więcej oglądam anime, zamiast czytać, coś jest nie tak. Nom, ale to nie o tym chciałam, tak więc poniżej prezentuję mój stosik grudniowy ^^





Od dołu (plus boki jakoś nie po kolei ^^):

Anielski tarot – do rec. od Studia Astropsychologii
Karty do czytana duszy - jw.
Zbuntowana - Veronica Roth – do rec. od Nastka
Anna Ventura. Przeznaczenie – Agnieszka Kiełbus - do rec. od A-G-W
Valarand. Podzielone królestwo. Księga I - Mirosław Pawliczek - jw.
Miasto zagubionych dusz – Cassandra Clare – do rec. od Wyd MAG
Wróżbiarze – Libba Bray – jw.
Krucze wrota – Anthony Horowitz – z wymiany
Mroczna gwiazda - Anthony Horowitz – jw.
Zmierzch świata - Anthony Horowitz – jw.
Nevermore. Cienie - Kelly Creagh – do rec. od Wyd. Jaguar
WŁOSKI fiszki 1000 najważniejszych słów i zdań (+ CD-ROM Fiszki mp3) – do rec. od Wyd. Edgard
Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy – Janet Evanovich – prezent


Tak w ogóle, to czekałam na te święta, czekałam, a teraz jakoś ich nawet nie czuję. Choć i tak się cieszę, ale najbardziej z wolnego czasu, prawdę mówiąc. 

Teraz jeszcze, przy okazji tego postu, chciałam Wam życzyć zdrowych, spokojnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia!


No i na dziś to tyle :)



Pozdrawiam
Tris *.*

sobota, 22 grudnia 2012

WŁOSKI fiszki 1000 najważniejszych słów i zdań (+ CD-ROM Fiszki mp3)


Fiszki są bardzo popularną metodą nauki języków obcych. Niezbyt często ją stosuję, jednak po sięgnięciu po ten zestaw, zapewne to zmienię. „WŁOSKI fiszki 1000 najważniejszych słów i zdań” to, jak sama nazwa wskazuje, zestaw tysiąca fiszek z najważniejszymi słówkami i zdaniami. Zakres tematyczny obejmuje aż czterdzieści grup, takich jak sport, rodzina, dom czy cechy charakteru. Jest to podstawa, od której warto zacząć. Fiszki mają to do siebie, iż łatwo je gdziekolwiek zabrać i uczyć się ich nie tylko w domu. Jest to wielki plus, ponieważ nie trzeba się ograniczać i można powtarzać sobie słówka w autobusie, szkole czy pracy, w dowolnym miejscu. W zestawie znajduje się również płyta z nagraną treścią fiszek, co pozwala poznać i nauczyć się dobrej wymowy. Oprócz tego na płycie CD znajduje się program komputerowy Aktywny trening, za którego pomocą można stworzyć indywidualną listę nagrań, mieści on również funkcję karaoke, dzięki której pisownia słówka będzie widoczna na ekranie wyświetlacza.


Wygląd fiszek jest klasyczny. Na jednej stronie każdej z nich widnieje oprócz samego słowa również przykład jego zastosowania w zdaniu, a w prawym górnym rogu widać symbol grupy tematycznej, do której należy. Na odwrocie natomiast znajduje się tłumaczenie na język polski. Pod względem wizualnym prezentuje się prosto i schludnie. Łącznie fiszek jest 1020, ponieważ zestaw zawiera dodatkowo dwadzieścia pustych, do dowolnego wykorzystania. Można na nich zapisać np. jakieś słowa które są zastosowane we wcześniej podanych zdaniach. Poza tym znajdziemy jeszcze trzy kolorowe przegródki „Do nauki”, „Uczę się” i „Umiem”, dzięki którym można posegregować materiał i z łatwością odnajdywać miejsce w którym jesteśmy. Nauka opiera się na systematyczności w powtarzaniu przyswojonych już słówek, przy czym podzielenie również będzie korzystne.


Kurs ten pomaga w nauce języka od całkowitych podstaw. Fiszki pozwalają samodzielnie poznać język i mimo iż jak zawsze jest to długotrwały proces, to nie przysparza trudności. Świetnym posunięciem jest połączenie fiszek i nagrań na płycie, ponieważ wykorzystujemy nie tylko wzrok, ale również słuch i dowiadujemy się, jak prawidłowo wymawiać dane słowa i zdania. Cały materiał podzielony jest tak, by można było łatwiej go zapamiętać metodą skojarzeń, co również jest przydatne do jego przyswojenia. Jestem bardzo zadowolona z tego, iż miałam i nadal mam okazję korzystać z tych fiszek. Od dłuższego czasu moim małym marzeniem było nauczenie się choćby podstaw języka włoskiego, a ten zestaw pomaga mi to urzeczywistnić. Serdecznie polecam „WŁOSKI fiszki 1000 najważniejszych słów i zdań”, gdyż są naprawdę skuteczne. Jeżeli chce się nauczyć języka samodzielnie, warto się z nimi zapoznać.


Moja ocena 10/10




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Edgard, za co serdecznie dziękuję ^^ 

środa, 19 grudnia 2012

Magiczna gondola - Eva Voller


„Upadek do kanału początkiem niesamowitej przygody”


Anna spędza wakacje w Wenecji wraz z rodzicami. Nie zna języka, nudzi się i nie rozumie o czym ojciec i matka rozprawiają przy posiłkach. Pewnego dnia jej tata zaczyna mówić o pewnym liście i jego braku autentyczności przez występowanie słowa „Cześć” we wstępie, choć nie było ono używane w czasach, z których rzekomo pochodzi. Dziewczyna nie się przysłuchuje, ale po czasie okazuje się, iż jest to pierwsza oznaka czegoś nie zwykłego. Gdy przechadza się wąskimi uliczkami wraz z nowym znajomym, trafia do sklepu z maskami, gdzie decyduje się kupić maskę kota. Niedługo potem Anna wraz z rodzicami ogląda paradę historycznych łodzi, podczas której zostaje wepchnięta do wody. Wyławia ją przystojny młody mężczyzna, który wyraźnie nie jest zadowolony i chce się jej pozbyć z gondoli. Czerwonej gondoli. Mimo, że wszystkie powinny być czarne od bardzo dawna. Te zdarzenia wydają się nie mieć związku, niemniej coś je łączy, a dziewczynie, która nie zdąży nawet wrócić na pomost, świat rozpływa się przed oczami.

Temat podróży w czasie jest podejmowany z różnorakim skutkiem. Nie byłam pewna czego się spodziewać, lecz nie zawiodłam się. Już sam tytuł „Magiczna gondola” wskazuje na pewien aspekt tej podróży. Jednak to nie jest jedyny możliwy wariant, jak się potem dowiadujemy. Ważnym elementem jest również to, że można samemu się przenosić... gdy spełni się pewne warunki bądź też przez przypadek, jak Anna, która niefortunnie wpadła do kanału. Nie można zapomnieć też o sytuacji jaką spotyka się po drugiej stronie czasu, gdyż i ona jest różnorodna. Uważam, że autorka stworzyła magiczny, trochę tajemniczy świat, do którego podeszła też z nutką żartobliwości. Widoczne jest to np. przy intergalaktycznym translatorze, jak to główna bohaterka nazywa blokadę, nie pozwalającą mówić o jej czasach. W tracie czytania człowiek aż się zastanawia, jak by to było, gdyby trafiło się do świata bez telefonów, laptopów, dobrych lekarzy i warunków higienicznych... i czekolady! Widać, iż wielu rzeczy nie ma... a co jest? Smród - to po pierwsze, Anna podkreśla to na każdym kroku.

Następnie bohaterowie, których poznaliśmy dość sporo. Oczywiście Anna, dość zwyczajna nastolatka, jest dziewczyną, która przystosowuje się do sytuacji (choć z pewnymi oporami) i się nie poddaje, na dodatek zaczyna doceniać całą wiedzę, jaką próbowano jej wcześniej przekazać z historii Wenecji. To czym się wyróżnia, to jej poczucie humoru, którym mnie sobie zjednała. Sebastiano, tajemniczy przystojniak, Bartolomeo, jego współpracownik, Klarissa, przyjaciółka w podobnej sytuacji, Marietta, pani domu publicznego, staruszka ze sklepu z maskami i inni to osoby, które również poznajemy, już nie tak dobrze, ale wystarczająco, by zapałać do poniektórych postaci sympatią. Ważne są również relacje bohaterów, a najważniejsza z nich, czyli wątek miłosny, był niestety zwyczajnie słaby. Miłość ta powstała jakby z niczego, nic między Anną i Sebastiano się nie wydarzyło, na dodatek taki rozwój wypadków był do przewidzenia już po samym opisie.

W książce sporo się dzieje, są też luźniejsze momenty, jednak czytelnik nie powinien się nudzić. Przeszkadzał mi jedynie brak rozdziałów, gdyż spotkaliśmy się z podzieleniem lektury na trzy główne części, przez co można było mieć niejakie wrażenie, iż lektura się trochę wydłuża. Fabuła jest interesująca, sama pozycja wciągająca, a już samo miejsce wydarzeń, czyli magiczna, tajemnicza Wenecja, zachęca do czytania. Narracja pierwszoosobowa jest przy tej historii dobrym rozwiązaniem, pomaga zrozumieć nam Annę, na dodatek poznawanie wszystkiego z jej perspektywy, było bardzo przyjemne. Autorka ma lekki, żartobliwy styl pisania i potrafi zauroczyć odbiorcę. Eva Voller idealnie obrazuje piętnastowieczne miasto, stroje, sposób mówienia i ogólne przedstawienie tamtejszych realiów bez idealizacji, uwodząc czytelnika, który jest pogrążony w lekturze. Wiele śmiesznych fragmentów wywołanych często blokadą, przekształcaniem wyrazów takich jak „komórka”, czy sama tęsknota za Facebookiem, wywołują raz po raz uśmiech na twarzy czytelnika.

„Magiczna gondola” okazała się naprawdę dobrą lekturą i bardzo się cieszę, że po nią sięgnęłam. Jest to pierwsza część trylogii, jednak na razie nie ma żadnych informacji o wydaniu kolejnych części w Polsce. Chciałabym też jeszcze wspomnieć o pewnych podobieństwach do Trylogii czasu. Zauważyłam, że wielu odbiorców zarzuca ich istnienie, lecz mimo iż czytałam serię opowiadającą o przygodach Gwen, to poza samym tematem i pochodzeniem autorek nie dopatrzyłam się związków pomiędzy nimi, nie miałam uczucia Déjà vu, gdyż obie te książki obrały inny kierunek. Powieść ta jest urocza, bohaterka ma ciekawe pomysły, a autorka zgrabnie wszystko opisuje, dzięki czemu mamy do czynienia z interesująca historią. Można z nią miło spędzić czas i przenieść się do innych czasów, innego świata. Polecam ją przede wszystkim młodzieży i czytelnikom zainteresowanym fenomenem podróży w czasie, ponieważ naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję.


„„Lusterko”? Westchnęłam głośno. Czy ja powiedziałam „lusterko”? Chciałam powiedzieć „iPod”!
- Lusterko – powtórzyłam przerażona.”


Moja ocena 8/10


Tytuł: Magiczna gondola
Seria: Poza czasem
Autor: Eva Voller
Ilość stron: 464
Wydawca: Egmont
Data premiery: 2012-09-19



O autorce:
niemiecka autorka wielu powieści, niektóre pisała pod pseudonimami, inne pod prawdziwym nazwiskiem. Publikowała książki z różnych gatunków, takich jak komedie romantyczne, powieści historyczne czy literatura gejowska. Jej utwory osiągają bardzo wysokie nakłady i są tłumaczone na wiele języków.



Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Egmont, za co serdecznie dziękuję ^^

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Anielski Tarot - Doreen Virtue, Radleigh Valentine


„Anielski wpływ”


Doreen Virtue jest bestsellerową autorką i jasnowidzącym doktorem psychologii, znana z publikacji dotyczących kontaktowania się z aniołami i elementalami. Prowadzi warsztaty na całym świecie. Radleigh Valentine jest popularnym mówcą, autorem, przewodnikiem duchowym i dziennikarzem radiowym. Studiuje Tarota od ponad 20 lat i naucza o nim na terenie USA. Ilustrator – Steve A. Roberts – jest artystą fantasy o międzynarodowej sławie. Założył firmę Fantasy Graphics, której siedziba mieści się na Florydzie. Ta trójka autorów stworzyła „Anielski Tarot”, wydany w Polsce w 2012 roku, w którego skład wchodzi talia 78 kart i mały pomocniczy podręcznik. Dzięki nim poznajemy Tarota w nowej, oryginalnej odsłonie.

Najlepiej zacząć od książki. Podręcznik dołączony do talii jest małych rozmiarów, takich jak karty. Na początku napisane jest, jak używać kart Tarota, co opisują Arkana Wielkie i Arkana Małe, co sobą reprezentują. Wyjaśnione dokładnie jest z jakich kart, kolorów, żywiołów składa się ta talia, można znaleźć też ogólne informacje o niej. Następnie pojawia się objaśnienie tego, jak odczytywać ich przesłania. Podane są również dwa przykładowe układy, przy których umieszczone są opisy, komentujące co dana karta w tym rozłożeniu oznacza. Jest to wykonane krótko, lecz treściwie. Najobszerniejszą część, prawie całość książki, pochłania opis znaczenia kart. Najpierw przybliżone są Arkana Wielkie, gdzie znajdziemy również informację o przypisanym do danej karty archaniele, potem zaś Arkana Małe, gdzie, karta po karcie, wszystko jest przejrzyście wytłumaczone. Całość nie budzi zastrzeżeń i jest wielką pomocą przy interpretacji tajemniczej talii.

W oryginale Tarot był dwiema taliami, jednak potem Arkana Wielkie i Małe zostały połączone w jedną. W „Anielskim Tarocie” każda z 22 kart Arkanów Wielkich jest powiązana z jednym z piętnastu podstawowych archaniołów. Poza tym wszystkie mają przypisany numer – jak w oryginalnej wersji. Następnie Arkana Małe, które dzielą się na cztery kolory bądź żywioły. Żywioł Ziemi jest zaprezentowany za pomocą ilustracji wróżek, powietrze zostało uosobione przez jednorożce, woda jest przedstawiona dzięki syrenom, zaś ogień reprezentują smoki. Ich szata graficzna jest według mnie po prostu wspaniała. Najbardziej urzekł mnie żywioł Ziemi, czego się nie spodziewałam. Wszystko to za sprawą pięknej, kontrastowej kolorystyki, karty aż błyszczą i emanują ciepłem. Najmniej efektowny okazał się żywioł wody, który aż zaskakuje swym spokojem i harmonią. Cała talia zachwyca swym wykonaniem, uosabia piękno, tajemnicę, jak i również bezpieczeństwo.

„Anielski Tarot” jest warty obejrzenia. Karty, tak jak i inne talie tego wydawnictwa, są solidnie wykonane. Zarówno Arkana Wielkie jak i Arkana Małe cieszą oko, ciągle chce się na nie chociażby zerknąć. Pomysłowym zabiegiem jest również umieszczenie krótkich opisów na dole kart, które mogą pomóc przy samodzielnej pracy z nimi. Od strony wizualnej nie można nic zarzucić, pudełko jest zgrabne, dzięki niewielkim wymiarom podręcznika i kart. Niezwykłe jest, iż talia łączy ze sobą dwie sfery: religijną i magiczną. Może wydać się to dziwne, niemniej dzięki temu karty mają pozytywne przesłanie, zostały z nich usunięte negatywne symbole, słowa, ogólny zły wydźwięk. Może nawet już tak nie przerażają niektórych. Polecam je osobom otwartym na podobne sprawy, nieobawiającym się obcować z tego typu kartami i lubującym w tych tematach, gdyż talia jest naprawdę warta poświęcenie jej uwagi.


Użyj swojej wyjątkowości i pomysłowości.”


Moja ocena 9/10


Komplet zawiera:
78 kart (wymiary kart 89 x 127 mm),
podręcznik 176 stron
Rok wydania: 2012



 Karty otrzymałam od Studia Astropsychologii, za co serdecznie dziękuję!


sobota, 15 grudnia 2012

Miasto zagubionych dusz - Cassandra Clare


„Dramatyczne miłości”


Clary jest zdesperowana po stracie ukochanego, zrobiłaby wszystko by tylko go odzyskać, nie zważając na konsekwencje. Lecz Jace jest teraz sługą zła, związany z Sebastianem, spija z ust każde jego słowo. Clary w tym czasie odchodzi od zmysłów, w końcu Jace zniknął razem z ciałem jej (teoretycznie) martwego brata! Niemniej chłopak może nie chcieć być ratowany. Na dodatek tylko mała grupa Nocnych Łowców wierzy, iż można jeszcze ocalić Jace'a, a teraz gdy Clave zmieniło priorytety, są jego jedyną szansą. Oni i przyjaciele młodego Nefilim opracowują plan, nie mają najmniejszego zamiaru się poddać. Ale działają już bez Clary, która zaczynając pracować na własną rękę, bierze na siebie najniebezpieczniejsze zadanie. Ceną przegranej nie będzie tylko jej własne życie, lecz także dusza Jace'a. Dla tej dziewczyny nie ma nic, czego nie zrobiłaby w imię tej miłości, jednak czy cena naprawdę nie będzie z byt wysoka?

- Miłość nie jest moralna czy niemoralna - oświadczyła Clary. - Po prostu jest.”

Serię tę naprawdę uwielbiam, a to niekiedy może przysłaniać prawdziwą ocenę poszczególnej części, niemniej zauważyłam kilka rzeczy, o których nie sposób nie wspomnieć. Jedną z nich, najważniejszą według mnie, są bohaterowie. Oczywistością jest, że się zmienili, niemniej tutaj ich charaktery uległy już całkowitemu zniekształceniu, nie są nawet tymi samymi postaciami. Najwidoczniejsze jest to u Isabelle, która z silnej, niezależnej wojowniczki, zmieniła się w zakochaną, niepewną nastolatkę. Była nie do poznania, wręcz irytująca, gdyż jej wyrazista osobowość, za którą można było ją polubić, została zupełnie zniszczona. U innych bohaterów też nie trudno to zaobserwować, to nie są już te osoby, które poznaliśmy przy lekturze „Miasta Kości”. Mimo to postacie nadal są dobrze wykreowane, mają różnorodne osobowości, choć jak pisałam zbytnio się zmieniły, stały się kimś innym, to tak jakby zostały wprowadzone do opowieści zupełnie odmienne charaktery.

- Moje plany nie są straszne.
- Plany Isabelle są straszne. – Simon wycelował w nią palec. - Twoje są samobójcze. W najlepszym razie.”

Jak wszystkim wiadomo „Dary anioła” miały być początkowo trylogią. Niemniej następnie zaczęła powstawać seria „Diabelskie maszyny”, których akcja umiejscowiona jest wcześniej oraz kolejne trzy tomy serii o przygodach Jace'a i Clary. Widać, że te części są już inne i to nie tylko ze względu na bohaterów. W tej powieści pojawiało się sporo nawiązań do tego drugiego cyklu, co akurat wydało się dość ciekawym rozwiązaniem i pozwoliło powspominać Will'a i resztę postaci. Poza tym same tematy podejmowane w tym tomie różnią się od tych w poprzednich. Na dodatek coraz więcej jest wątków miłosnych, pochłaniają one stanowczo zbyt wiele objętości. Rozterki nastolatków, mimo że niezwykłych, przestają być interesujące. Te przedłużanie historii zaczyna być uciążliwe, tak jakby autorka nie miała już co wymyślić, wszystko jest coraz bardziej zaplątane i nieprzewidywalne, niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu.

Bo jak często zdarza się z tym co cenne i zagubione - kiedy go znajdziecie, może już nie być taki sam jak wcześniej.”

Jednak najciekawsze jest to, iż i tak powieść jest wciągająca. Przeczytać ją można za jednym zamachem, zaś jeżeli jest się dostatecznie zafascynowanym, nie da się od niej oderwać. Fabuła nadal jest ciekawa i pełna napięcia, nie wiadomo co będzie dalej. Nieprzewidywalność, to coś czym powieść mogłaby się poszczycić, lecz zaczyna być trochę denerwująca. Gdy tylko jedna sprawa zostanie rozwiązana, trzy kolejne się zagmatwają, pomieszają, staną nie do poznania i znów nic nie będzie łatwe do zrozumienia. Historia jest emocjonująca, czasami zapiera dech w piersiach. Lecz to już nie to samo co w pierwszych trzech tomach, choć trzeba przyznać, że nadal wciąga w wir wydarzeń, czyli źle nie jest na pewno. Autorka wszystko barwnie opisuje, pod względem wykonania książce nie można nic zarzucić, zwyczajnie Cassandra Clare umie pisać nadzwyczaj dobrze, czym zjednała już sobie rzesze fanów.

- Może czuje się samotny. Sebastian chyba nie jest najlepszym towarzystwem.
- Tego nie wiemy – stwierdził Magnus. - Może być świetny w scrabble.
- To psychopatyczny morderca – przypomniał Alec.”

„Miasto zagubionych dusz” jest książką bardzo dobrą, lecz na tle poprzednich tomów wypada dość blado. Wielkim plusem było to, iż humor się nie zmienił, dalej było go dość sporo i rozluźniał często napiętą atmosferę w powieści. Bardzo spodobało mi się też przybliżenie wątku z Magnusem i Alec'iem, pomimo że kierunek jaki obrał, nie do końca przypadł mi do gustu. Wszystko musi mieć swój koniec i jestem ciekawa jaki tutaj nastąpi, mimo iż wątpię by autorka wymyśliła lepsze zakończenie od tego, które nastąpiło w „Mieście Szkła”. Niemniej w żadnym stopniu nie żałuję sięgnięcia po tę pozycję i nadal jestem żądna dalszych losów Clary i Jace'a. Z pewnością sięgnę po szósty tom, by dowiedzieć się co będzie dalej, jak różne sprawy się potoczą i czy się ułożą. Polecam ją fanom serii, dla nich to lektura obowiązkowa, a ogólnie do przeczytania całego cyklu, również wszystkich serdecznie zachęcam.


- Kaczki? - powtórzyła.
Uśmiech rozciągnął kąciki jego ust.
- Nienawidzę kaczek. Nie wiem dlaczego. Zawsze nienawidziłem.”


Moja ocena 8/10


Tytuł: Miasto zagubionych dusz
Seria: Dary anioła
Autor: Cassandra Clare
Ilość stron: 560
Wydawca: MAG
Data premiery: 2012-11-28


O autorce:
Cassandra Clare zaczęła pisać „Miasto Kości” w 2004 roku, zainspirowana miejskim krajobrazem Manhattanu i Nowego Jorku, jej ulubionego miasta. Od 2006 roku w pełni poświęciła się pisaniu książek. Pierwszym wydanym w druku dziełem amerykańskiej pisarki było opowiadanie „Poradnik dla dziewcząt, jak pokonać Mrocznego Pana”, które znalazło się w antologii humorystycznych opowiadań fantasy. Cassandra Clare nienawidzi pisać w domu, ponieważ rozpraszają ją telewizyjne reality show oraz jej dwa koty. Najchętniej pisze w kawiarniach i restauracjach. Lubi pracować w towarzystwie przyjaciół, którzy pilnują, by dotrzymała terminów.




 Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Mag, za co serdecznie dziękuję ^^

czwartek, 13 grudnia 2012

Halloween (zbiór opowiadań)


Halloween niejedno ma imię”


Halloween wkrada się i do Polski. O wiele bardziej jest widoczny na zachodzie, tam gdzie jest z tego powodu wiele imprez, sklepów z maskami i innymi rekwizytami potrzebnymi do skonstruowania kostiumów oraz makabrycznych miejsc. Kojarzy się z zabawą, przebierankami i cukierkami. Najbardziej znane hasło 'cukierek albo psikus' pojawia się pod koniec października praktycznie wszędzie. Jednak przecież Halloween ma też swoją tradycję, choć nie o niej się wtedy myśli. Zbiór opowiadań jest luźno powiązany z tym świętem i kręci się wokół tematu śmierci, duchów czy strachów. Zawiera on jedenaście tekstów polskich autorów, które mimo iż mają jeden rdzeń, zupełnie różnią się od siebie nie tylko pomysłem, ale również poziomem. Antologia ta wydana przez wydawnictwo Oficynka wchodzi w skład serii „Ja gorę”.

Książka zaczyna się od opowiadania „Cukierek albo psikus, psikus albo śmierć!” Magdaleny Marii Kałużyńskiej. Jest to typowa, klasyczna opowieść grozy, przyprawiająca o ciarki, na myśl o czyhającym za rogiem złu. Silnie jest tutaj ukazana niechęć współczesnej rodziny do święta, a sama wizja jest dość plastyczna. Samo zakończenie nie zaskakuje i jest proste do przewidzenia, jednak i tak nie można się było od tej lektury oderwać, a budowane i narastające napięcie było mocno odczuwalne. Po nim następuje utwór, który obrał zupełnie inny kierunek. „Stracona fiestecita” Łukasza Śmigla oddaliła się od Halloween, a za miejsce wydarzeń obrała Meksyk. Zbliżamy się trochę do wierzeń Majów, a sama historia jest z gatunku raczej detektywistycznej i okultystycznej. Niemniej mimo iż wydaje się świetna, mnie nie porwała, a moją uwagę zyskiwała, gdy pojawiały się momenty humorystyczne - wtedy nie mogłam wręcz powstrzymać się od uśmiechu.

Po tych dwóch opowiadaniach, które można zaliczyć do ciekawych, pojawiają się kolejne dwa, których zwyczajnie nie potrafiłam strawić. „Cukierek albo psikus” Piotra Rowickiego dotyczy wampiryzmu, przestawionego we współczesnych realiach. Wygląda na to, że autor próbował napisać coś lekkiego z humorem, aczkolwiek według mnie, nie wyszło mu to za dobrze. Tekst nie był zabawny, na dodatek męczył przy czytaniu. Następnie na horyzoncie pojawił się utwór „Zmarli nie opowiadają bajek” Bartosza Czartoryskiego. Sądzę, iż była to najgorsza opowieść ze wszystkich, a mówiła o zgorzkniałym starcu opowiadającym historie, wyjęte praktycznie z kontekstu i grubymi nićmi szyte. Miały być straszne i mroczne, lecz straszne wydało mi się raczej dobitne przedstawienie preferencji seksualnych w każdej z bajek.

Potem mój wskaźnik zainteresowania znów wspiął się trochę w górę. „Groby żywych” Roberta Cichowlasa nie są horrorem a raczej żywą refleksją. Opowieść jest o mężczyźnie, który nie cierpi Święta Zmarłych, a ma ku temu swoje powody. Naprawdę pomyśleć by można, iż nad jego rodziną ciąży żywe fatum. Ta historia nie pasuje trochę do zbioru, jednak bardzo mi się podobała i poruszyła. Następne opowiadanie „Dobry człowiek” Łukasza Orbitowskiego nie pasowało mi tam pod względem kolejności. Zostało wepchnięte między dwa skupiające się na duchowości. Jest w nim poruszony problem pedofilii, choć nadal akcja ma miejsce w święto Halloween. Główny bohater jest w pewien sposób napiętnowany, a opowiadanie działa na psychikę czytelnika. Niestety do mnie nie do końca trafiło, nie potrafiłam całkowicie się na nim skupić.

W historii „Rodzina jeży” Katarzyny Rogińskiej przedstawiony świat jest wypaczony. Wszystko jest jakieś inne i niekiedy niezrozumiałe. Opiera się na motywie zemsty z zaświatów, potrafi zaskoczyć i zaintrygować odbiorcę. Niemniej sam tekst jest raczej trudny w odbiorze, na dodatek Halloween zostaje tu zepchnięte na drugi plan. Sama nie wiem co myśleć o tym utworze i nie mam na jego temat za bardzo wyrobionego zdania. Natomiast następny tekst „Trudny wybór” Kazimierza Kyrcza Jr, mimo małej objętości jest dość wyrazisty. Serwuje nam obraz mężczyzny wylanego z pracy, który z okazji Święta Zmarłych planuje makabryczną zemstę. Pomimo ponownego okrutnego mordu zostajemy zaskoczeni, a historia okazuje się być interesująca.

Teraz czas na mój ulubiony tekst. „Druidzi z Bełchatowa” Krzysztofa Maciejowskiego sięgają w historii Halloween, aż do obrządków celtyckich. Jednak to nie tym się wszystko skupia, gdyż wydarzenia mają miejsce współcześnie. Opowieść rozpoczyna się od rodziny szykującej się do wyjazdu i całość rozgrywa się właśnie w trakcie krótkiej podróży. Jednak nie spokojnej, tego nie da się o niej powiedzieć. Pewne rzeczy wydają się być niepokojące, całość okazuje się zaś tak przewrotna, iż na początku nie sposób zrozumieć, co się za tym kryje. Poza wątkiem głównym, tym co dzieje się teraz, są też pewne opisy, prawdziwie rozjaśniające sytuację i możliwe, że zaskakujące. W tym utworze po prostu nic nie jest takie jakie się wydaje.

Przedostatni tekst „Książę kłamców” Dawida Kaina przedstawia kolejny niesamowity świat. Dla miłośnika książek może być przerażający i fascynujący zarazem, miejsce gdzie literatura jest jak narkotyk, potrafi człowieka uzależnić i zepchnąć na bruk. Początek może być odebrany raczej humorystycznie, jednak dalej spotykamy absurd i groteskę, które potrafią budzić grozę. Jest to opowiadanie na wysokim poziomie. Zamykającym zbiór utworem jest „Biały Psikus” Izabeli Szorc, jest on spokojny i nastrojowy, trochę tajemniczy. Łatwo przywiązać się do bohatera, który z kolei kupuje kota, a między nimi również wytwarza się jakaś więź. Opowieść jest o śmierci i o tym jak oswoić coś, co jest niemożliwe do oswojenia.

Jak to zawsze w zbiorach opowiadań są i te lepsze i te gorsze teksty, na dodatek wszystko zależy od gustu czytelnika. Śmierć tutaj niejedno ma oblicze, a Halloween zostało różnie przestawione lub zepchnięte na dalszy plan. Każdy z utworów jest inny, ich różnorodność działa na plus, gdyż nie nuży odbiorcy. Ja również miałam swoich faworytów oraz te niestrawione kawałki, niemniej ogółem książka wypadła w moich oczach dobrze i cieszę się, że miałam możliwość jej przeczytania. Wpadki niektórych utworów nie powinny zniechęcać, gdyż inne opowieści powinno się poznać. Dlatego też polecam ten zbiór wszystkim osobom zainteresowanym takimi tematami oraz tym, którzy chcieliby zobaczyć te wiele oblicz jednego święta, tak dobrze nam znanego.


Moja ocena 7/10


Autorzy: Izabela Szolc, Magdalena Kałużyńska, Katarzyna Rogińska, Łukasz Orbitowski, Krzysztof Maciejewski, Kazimierz Kyrcz, Bartosz Czartoryski, Robert Cichowlas, Łukasz Śmigiel, Piotr Rowicki i Dawid Kain. 


Tytuł: Halloween
Seria: ja gorę
Zbiór opowiadań
Ilość stron: 280
Wydawca: Oficynka
Data premiery: 2012-09-28



Recenzja napisana dla portalu a-g-w.info

 

wtorek, 11 grudnia 2012

Karty do czytania mojej duszy - Sylvia Browne


„W poszukiwaniu prawdy”


Sylvia Browne jest bestsellerową autorką New York Timesa i medium sławnym na całym świecie. Regularnie gości w programach takich jak The Montel Williams Show i Larry King Live oraz w innych mediach. Jej książki cieszą się ogromną popularnością. Jest magistrem literatury angielskiej i chce pisać tak długo, jak tylko będzie mogła. Nie wiem sama co mnie przyciągnęło do talii kart tej autorki, jednak tak się złożyło, że po nią sięgnęłam. Talia składa się z 74 kart (jak mówi pani Browne 7+4 daje 11, czyli najwyższą duchową liczbę), dodatkowo znajduje się w pudełku bardzo krótka instrukcja i notatka o autorce.

Karty mają pomóc w zrozumieniu kim jesteśmy naprowadzić na drogi, jakie możemy obrać. Mają nam dać lepszy wgląd w Uniwersalne Prawdy, których poszukujemy oraz uświadomić nam nasze własne centrum duchowości, są znakami. Zatem w nasze ręce trafia małe pudełko, które mimo iż jest wykonane z tektury, zdaje się być solidne, a w środku znajdziemy karty. Muszę przyznać, iż ich szata graficzna bardzo mi się spodobała, jest zwyczajnie ładna, jak nie piękna, zależy kto na nie patrzy. Utrzymane są one najczęściej w ciepłych kolorach, emanują wręcz pozytywną energią. Jedyną rzeczą, mogącą przeszkadzać jest wielkość kart, która może utrudniać tasowanie, talia jest zwyczajnie nieporęczna przy tej czynności.

Instrukcja jest krótka, zwięzła i na temat. Mówi jak ułożyć karty na kształt krzyża według starej celtyckiej metody oraz wypisuje w jakiej kolejności należy to zrobić. Następnie jest wyjaśnione jakie mają znaczenie poszczególne karty w układzie, jednak zauważyłam, iż jedna z nich została pominięta, nie wiem czy celowo, czy też nie, niemniej jest to fakt irytujący, nie wiadomo po co się w rozłożeniu znalazła. Działa to na minus i bardzo mnie ciekawi, o czym miała nas informować akurat ta karta. Mimo to, tak krótka forma instrukcji nie jest zła, w końcu to nie na niej powinno się skupić myśli, lecz na zestawie, talii, które są znakami od naszej podświadomości.

„Karty do czytania mojej duszy” są dla osób, które nie wiedzą co dalej zrobić, z czym się dokładnie uporać, karty te mogą pomóc w podjęciu decyzji albo choćby wpłynąć na nas intuicyjnie. Każdy może je interpretować na swój sposób i to właśnie pociąga mnie w podobnych taliach, wszystko opiera się na tym, co się w danej chwili myśli czy czuje. Żałuję jedynie, że ten rozkład nie był dokładniej wyjaśniony, a karty nieprzystosowane są do końca do użytkowania, przez swą wielkość, choć ogólnie mimo to wypadły mocno na plus. Nie wszyscy wierzą w takie rzeczy, niemniej niekiedy takie karty mogą przynajmniej pobudzić instynkt i wspomóc w rozwiązaniu problemu. Polecam.


Jesteś wyjątkową osobą.
W całym wszechświecie nie ma nikogo takiego jak Ty.”


Moja ocena 8/10


Talia zawiera:
74 karty o wymiarach 100 x 140 mm oraz instrukcję
Rok wydania: 2010






Książkę wraz z kartami otrzymałam od Studia Astropsychologii, za co serdecznie dziękuję ^^



niedziela, 9 grudnia 2012

Cinder - Marissa Meyer


„Nowa Cinderella”


Cinder jest mieszkanką Nowego Pekinu, który jest dziesiątkowany przez straszną chorobę, zwaną letumosis. Jest mechanikiem, znanym i cenionym, jednak zarazem cyborgiem, czyli obywatelem drugiej kategorii, od których ludzie raczej stronią, odsuwają się. Generalnie cyborgi nie mają prawdziwych praw, takich jak reszta społeczeństwa. Lecz pewnego dnia na jej drodze staje przystojny książę Kai ze swoim zepsutym androidem. Wtedy wszystko się zmienia, dziewczyna pozwala sobie na marzenia, zaczyna poznawać różne dziwne sekrety, a wiedza wydaje się być coraz bardziej przytłaczająca. Od już jakiegoś czasu myśli o wyjeździe, uciecze od swej opiekunki prawnej gdzieś do Europy. Niestety wszystko zaczyna się powoli walić, nie tylko ona, ale cała Ziemia jest w niebezpieczeństwie. Przed Cinder wiele wyborów, jest rozdarta pomiędzy tym co powinna, a tym czego by chciała. Jak postąpi... i czy zdoła uratować swoją przyszłość?

- Kable nie są zaraźliwe – wymamrotała Cinder do swojej budki.”

W swej debiutanckiej powieści autorka zawarła znany element baśniowy, a mianowicie historię Kopciuszka. Już imię Cinder nie pozostawia złudzeń (Cinderella w języku angielskim to właśnie Kopciuszek), na dodatek dziewczyna ma złą macochę, jej przybrany ojciec nie żyje, mieszka z dwoma przybranymi siostrami (jednak jedna z nich jest jej przyjaciółką). Na samym początku nie byłam przekonana do przedstawienia Kopciuszka jako mechanika, a na dodatek cyborga, niemniej uważam, że autorce wyszło przedstawienie takiej historii świetnie! Pozycja ta jest pełna uroku, trochę zmechanizowania nie zaszkodziło, a wręcz urozmaiciło lekturę. Mimo że bohaterka poznaje księcia, nie wszystko jest tak, jak w znanej bajce. Oczywiście nie jest również tak łatwo i spokojnie, ale to swoją drogą. Również Cinder nie jest łagodnym dziewczęciem, ale osobą z silną wolą i charakterem, której nie da się nie polubić.

Akcja ma miejsce w Nowym Pekinie, jednym z królestw Wspólnoty Wschodniej. Mamy przedstawioną alternatywna przyszłość Ziemi pełną nowych technologi. Oczywiście świat ten ma swoje problemy: szerzą się podziały na ludzi i maszyny, zagrożenie wynikające z epidemii, nieuleczalnej choroby, na którą na razie bez skutku próbują wynaleźć antidotum oraz groźba wojny między Ziemianami i Lunarami, która jest coraz bliższa. Autorka ukazuje konflikt pomiędzy ludzkością a mieszkańcami innej planety – Księżyca. Przez taki obraz świata i niektóre postacie musiały być niezwykłe, jak tytułowa bohaterka, będąca cyborgiem, czy jej przyjaciółka Iko (android). Jedynie postacie Lunarów nie są przedstawione zbyt dokładnie, nie za wiele się o nich dowiadujemy tak jak i o ich społeczeństwie, planecie. Niemniej kreacja tych głównych bohaterów oraz świata, w którym rozgrywają się wydarzenia jest bardzo dobra, przez co można przymknąć na to oko.

Cinder nie wymyśliła nic innego. „Nie bój się”? „Wszystko będzie dobrze”? Nie potrafiła kłamać, zwłaszcza, gdy kłamstwo było tak oczywiste.”

Fabuła jest dość oryginalna i choć co jakiś czas pojawiają się zupełnie zmienione wersje znanych baśni, to ta się na ich tle wyróżnia. Odchodzi od schematów, przedstawia nową historię, raczej luźno opartą na baśni, ponadto potrafi zaskoczyć. Jedynie od razu można było się zorientować, jaka jest tożsamość bohaterki i nie chodzi tu tylko o to, iż jest Kopciuszkiem. Również oddzielenie charakterów złych od dobrych nie było trudne, w końcu w baśniach świat jest właśnie czarno biały, to jasne. Cała opowieść jest rozbudowana i tylko niektóre wątki mogłyby być bardziej rozwinięte. Wszystko opisane jest z punktu widzenia narratora wszechwiedzącego, dzięki czemu nie ograniczamy się do poznania świata, takim jakim widzi go Cinder. Książkę czyta się lekko, jest się wciągniętym w świat przedstawiony przez autorkę i nie sposób oderwać się od tej powieści. Powieść tę się przeżywa, a napięcie jest odczuwalne już od pierwszych stron.

„Cinder” okazała się powieścią, która mnie zwyczajnie pochłonęła. Ta oryginalna opowieść, wyróżnia się na tle innych i trudno znaleźć w niej jakieś wady. Żałuję, że niektórzy skreślą tę pozycję, przez kierunek jaki obiera akcja, przez wzgląd na to iż jest to cybernetyczna wersja Kopciuszka. Książka ta jest po prostu świetna, obfituje w akcję, dostarcza emocji, a bohaterowie łatwo zyskują sympatię i są dobrze wykreowani. Myślałam, że to nie będą moje tematy, jednak możliwy urok tego utworu oraz wątek miłosny przyciągał mnie jak magnes i się nie zawiodłam. Teraz będę z niecierpliwością wyczekiwać tomów kolejnych, szczególnie iż mają być one oparte na innych znanych baśniach. Historia ta pobudza wyobraźnię i uważam, że każdy powinien znaleźć w niej coś dla siebie, czy to jej baśniowość, czy też nowoczesne technologie. Serdecznie polecam tę opowieść każdemu czytelnikowi.


Czy istoty twojego pokroju wiedzą, czym jest miłość? Czy ty w ogóle coś odczuwasz, czy to jedynie kwestia... oprogramowania?”


Moja ocena 9/10


Tytuł: Cinder
Seria: Saga Księżycowa
Autor: Marissa Meyer
Ilość stron: 440
Wydawca: Egmont
Data premiery: 2012-10-17



O autorce:
Marissa Meyer mieszka wraz z mężem i trzema kotami w miasteczku Tacoma w stanie Waszyngton. Jest fanką dziwaczności. Baśnie uwielbia od dzieciństwa. „Saga księżycowa” to jej debiut, choć jak sama mówi, ma niezłą kolekcję powieści niedokończonych.




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Egmont, za co serdecznie dziękuję ^^

piątek, 7 grudnia 2012

Osobliwy dom pani Peregrine - Ransom Riggs


„Prawda czy urojenie?”


Jacob jest nastolatkiem. Ma najlepszego przyjaciela, który jest zarazem jego jedynym kumplem. Już dawno pogodził się zmyślą, że jego życie będzie zwyczajnie nudne. Kiedyś chciał zostać odkrywcą, dziadek opowiadał mu niesamowite historie o sierocińcu, w którym się wychował, gdzie były lewitujące dziewczynki, niewidzialny chłopiec i wiele innych osobliwych dzieci. Mieli tam raj na ziemi, to był ich pogodny, wspaniały dom, w którym dobrze się czuli, mimo iż trwała wojna, a oni nie byli zwyczajni. Lecz w końcu dotarło do niego, że to tylko bajki, opowieści na dobranoc, stracił w to wszystko wiarę. Jednak jego dziadek ginie pewnego dnia w niewyjaśnionych okolicznościach, a on jest pewny, iż widział w lesie, w którym pan Portman umarł coś na kształt... potwora. Kierując się ostania wolą zmarłego, płynie na tajemniczą, odciętą od świata wyspę, by poznać jej sekrety. Już nie wie czy oszalał, czy to wszystko dzieje się naprawdę. Co jest faktem a co urojeniem? I czy niezwykłe dzieci ze starych fotografii dziadka naprawdę istniały?

- Kiedy ktoś nie wpuszcza się do środka, w końcu przestajesz pukać do drzwi. Wiesz o co mi chodzi?”

Od początku widać, że całkiem różowo nie będzie. Główny bohater jest wyrzutkiem, chronionym przez jedynego kumpla. Rodzice są bogaci, jednak nie poświęcają mu tyle czasu, najlepiej rozumie się z dziadkiem, który niestety zaczyna już odchodzić od zmysłów, dostaje paranoi. Mamy również przedstawiony po krótce obraz tego, jak straszne były czasy wojny, lecz to tylko pobieżnie. Książka najwięcej ma w sobie inności, tej tytułowej osobliwości. Osoby niezwykłe często nie są akceptowane w społeczeństwie, muszą się ukrywać ze swoimi umiejętnościami, myślami. Ci, którzy nie mieszczą się w kryteriach normalności, nieczęsto mają jak pokazać, na co ich stać. Ważne jest również przedstawienie w powieści trudności niektórych wyborów, które nie tylko zmieniają całe życie, ale zmuszają do porzucania wielkiej jego części. Na dodatek widzimy jak niekiedy trudno jest powiedzieć prawdę, tak by ktoś nam uwierzył, nasze słowo, przeciwko innemu słowu, nie wiadomo, które wygra. Nie należy się zniechęcać na myśl o tym, iż główny bohater jest nastolatkiem, gdyż jego problemy nie są takie jak większości młodzieży.

Bardzo ważnym elementem powieści były zdjęcia, szczególnie że zajmowały około 1/4 objętości książki. Muszę przyznać, iż są jej mocną stroną. Te tajemnicze i niezwykłe fotografie wprowadzają odpowiedni klimat, napięcie, a gdy im się uważniej przyjrzeć mogą w niektórych wzbudzić fascynację. Są wręcz trochę dziwne i nienaturalne, lecz to nie przeszkadza, a właśnie wzmacnia efekt. Nie jest to ilustrowana bajka, lecz interesująca, czasami trochę niepokojąca opowieść, którą jeszcze łatwiej sobie wyobrazić, dzięki zamieszczonym zdjęciom. Ciekawe jest, że wszystkie fotografie umieszczone w tej pozycji są oryginalne i autentyczne oraz co tu dużo mówić, stare. Zostały poddane tylko minimalnym poprawkom na paru zdjęciach, a zostały wypożyczone z prywatnych zbiorów kolekcjonerów. Bez tej części, pozycja ta nie byłaby już taka sama, bo przeczytać, a spojrzeć w oczy bez źrenic i tęczówek, to dwie zupełnie różne rzeczy.

- Chodzi ci o Halloween?
- Co masz na myśli?
- Pamiętasz przecież... tamto zdjęcie.”

Czytając opis książki, nie spodziewałam się spotkać tego, na co natrafiłam. Otrzymałam inną historię, zostałam zaskoczona, lecz z pewnością nie negatywnie. Tajemnice wyspy okazały się bardziej niż osobliwe, zaś sama powieść niezwykle wciągająca. Napotkać można też niespodziewane zwroty akcji i świetnie wykreowane postacie, z których każda ma swoje własne ja, odmienny charakter. Właśnie bohaterowie sprawiają, iż pozycja ta jest niezwykła, tak zajmująca i inna. Temat jest ciekawy, a dokładniej rzecz biorąc, ciekawe jest podejście do niego, z nieco innej strony niż zwykle. Styl pisania autora jest przystępny, czyta się lekko, choć pan Riggs czasami potyka się przy budowaniu klimatu, zbytnio polega na zdjęciach. Jednak mimo wszystko książka jest oryginalna i to nie odbiorca ją pochłania, a na odwrót, to ona pochłania czytelnika.

„Osobliwy dom pani Peregrine” uważam za bardzo dobrą powieść i nie żałuję ani trochę, że po nią sięgnęłam. Historię tę przeczytałam bardzo szybko i z zainteresowaniem. Samo zakończenie mnie zaskoczyło, nie podejrzewałam, że wydarzenia tak się potoczą, trochę mnie zawiodło, mimo iż i tak było całkiem zadowalające. Ważna jest również okładka, na której lewitująca dziewczynka z diademem na głowie przyciąga wzrok i wręcz mówi, by zapoznać z tą pozycją i dowiedzieć się jakie sekrety skrywa za tajemniczą oprawa. Ciekawym dodatkiem były również dwie pocztówki wsadzone do książki. Wychodzę z założenia, że nie jest to pozycja tylko dla młodzieży, a mogą sięgnąć po nią przedstawiciele różnych grup wiekowych. Polecam ją osobom, które lubują w tajemnicach, sekretach i nadprzyrodzonych zjawiskach, również tych związanych z czasem. Zachęcam do sięgnięcia po lekturę, naprawdę warto.


- Ktoś musi być bohaterem – oświadczył i od razu ruszył na drugi koniec pokładu.
- Słynne ostatnie słowa – mruknąłem.”


Moja ocena 8/10


Tytuł: Osobliwy dom pani Peregrine
Autor: Ransom Riggs
Ilość stron: 400
Wydawca: Media Rodzina
Data premiery: 2012-11-07




Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Media Rodzina, za co serdecznie dziękuję ^^


środa, 5 grudnia 2012

Fałszywa nuta - Gordon Korman


W pogoni za władzą”


Pościg za 39 wskazówkami trwa. Wszystkie chwyty są dozwolone, każdy chce zyskać potęgę, a nie istnieje wiele rzeczy, które mogą ich powstrzymać. Rodzina Amy i Dana ma pieniądze i możliwości, jednak jakimś cudem, dzięki sprytowi, biedne sieroty (dokładniej czternastolatka i jedenastolatek), które łatwo nie docenić, zaczynają wysuwać się na prowadzenie. Trop prowadzi ich na razie do Wiednia, a kluczem do odnalezienia kolejnej wskazówki, jest pozyskany wcześniej fragment zakodowanych nut Mozarta. Nigdy nie są bezpieczni, nie wiedzą czy nie są śledzeni (a są prawie na pewno) lub czy nie zbliża się śmiertelne zagrożenie. Na razie trwają, nie poddają się i idą ku kolejnym wyzwaniom, jak wszyscy chcą wygrać ten niesamowity konkurs. Amy i Dan są coraz bliżej rozwiązania kolejnej zagadki, choć nie wiadomo czy to tak dobrze, gdyż wszystko zaczyna być coraz bardziej nieprzewidywalne.

To już drugi tom serii „39 wskazówek”. Cykl ten opowiada o postępach w rozgrywkach, jakimi jest konkurs, o wpływy na całym świecie. Kto by nie chciał zyskać władzy? Gdy znajdzie się 39 wskazówek i rozwiąże po drodze wszystkie zagadki, przy okazji nie tracąc życia, zdrowej psychiki i innych rzeczy, na dodatek będąc pierwszym, ma szansę się wygrać. Nie wiadomo ile to może trwać... może nawet kilka lat, kto wie. Zacięta rywalizacja coraz bardziej się pogłębia, konflikty poszerzają się, a chęć wygranej ciągle rośnie. Jest to również wielka wycieczka w trakcie, której Dan i Amy dowiadują się dużo o swoich krewnych, takich jak Mozart, Benjamin Franklin i inne ważne osobistości. Pięć różnych gałęzi rodziny, brak wiedzy co do swojej przynależności ze strony rodzeństwa, krewni i niekiedy niewiedza rzuca kłody pod nogi Amy i Danowi. Jednak ta dwójka ma duże szanse w tym pościgu, spryt, inteligencja i szczęście mogą dużo zdziałać, choć nie wiadomo czy to wystarczy.

Widać, że Amy się zmieniła, już się tak nie boi i niekiedy miewa nawet szalone pomysły, przez co jest prawie nie do poznania. Brat to zauważył i nawet wyraził swój podziw, co również przecież jest rzadkością. Mimo licznych niebezpieczeństw, ten konkurs rozwinął ich osobowości, są teraz silniejsi i lepiej radzą sobie w różnych sytuacjach. Są bohaterami bardzo pozytywnymi i sympatycznymi, łatwo się o nich czyta i trzyma się ich stronę. Niestety kreacja pozostałych postaci pozostawia wiele do życzenia, nie są zbytnio przybliżone, jedynie mają jakieś zarysy i zazwyczaj są po protu ich przeciwnikami o jakiś najbardziej widocznych cechach. Niemniej możliwe, iż nie było to aż takie złe, ponieważ nie mieliśmy skupiać się na nich, tylko na dwójce młodych bohaterów. Aczkolwiek skutkiem tego był brak wątków pobocznych, historii kogoś innego, która mogłaby urozmaicić lekturę.

Pomysł na fabułę serii jest ciekawy, książka dobrze napisana, aczkolwiek skupiała się właśnie tylko na głównym wątku. Brak tych drugoplanowych trochę mi doskwierał, gdyż niekiedy czuć można było monotonię. Co prawda same wskazówki i przebieg ich szukania, rozwiązywania zagadek został opisany interesująco, aczkolwiek to za mało. Zaskakujące wydarzenia trochę odciągały od tego uwagę i skupiały ją z powrotem na powieści, która i tak była ciekawa i łatwo było się w nią wciągnąć. Autor pisze prostym językiem, nie zaniedbując jednak w żaden sposób narracji i dobrze opisuje losy dwójki głównych bohaterów. Wyraźnie nie skupia się na opisach, a przeważają dialogi, dzięki czemu jeszcze szybciej czyta się tę lekturę. Książka napisana jest w narracji trzecioosobowej, która mogłaby lepiej oddać sytuację dobrze wykorzystana, lecz właściwie ubogie opisy na to nie pozwalały.

„Fałszywa nuta” ma swoje błędy i nie można powiedzieć, by było ich niewiele i by nie były znaczące, aczkolwiek i tak czyta się tę pozycję przyjemnie, można z nią oderwać się od świata szarej codzienności i spędzić miłą chwilę z książką w ręku. Do najambitniejszych nie należy, ma jedynie zapewniać rozrywkę, relaks i brak straconego czasu dla czegoś beznadziejnego, a to niekiedy jest najważniejsze. Z pewnością sięgnę po kolejne części tej serii i nie tylko z czystego zainteresowania, tylko ponieważ zaciekawiły mnie poczynania Amy i Danego oraz zależy mi na tym by poznać kolejne ich przygody. Najbardziej martwi mnie tylko skromna objętość tych lektur, bo niecałe 200 stron, to już naprawdę bardzo mało. Zbyt prędko upływał czas spędzony z bohaterami, za szybko wszystko się kończyło i mam nadzieję, że kolejne części, będą miały choć trochę więcej stron. Książkę tę polecam osobom, które znają ten cykl, lubią czytać o zagadkach i szukają lekkiej przynajmniej lektury na odstresowanie.


- Spójrzmy prawdzie w oczy, Amy: kiepsko ci idzie, a ja nie potrafię narysować prostej kreski nawet na za pomocą linijki. Tyle nas w talentu artystycznego, co w parze krążków hokejowych.”


Moja ocena 7/10


Tytuł: Fałszywa nuta
Seria: 39 wskazówek
Autor: Gordon Korman
Ilość stron: 194
Wydawca: Initium
Data premiery: 2012-08-16



Recenzja napisana dla portalu a-g-w.info


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...